logo
logo

Zdjęcie: / Nasz Dziennik

Tusk robi wszystko, żeby nie było nic

Czwartek, 8 lutego 2024 (21:22)

Rozmowa z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, historykiem, członkiem Kolegium IPN, wykładowcą z KUL i AKSiM

Donald Tusk z koalicjantami określali polityków Zjednoczonej Prawicy „tłustymi kotami”, tymczasem sami już na początku rządzenia dokonują skoku na spółki Skarbu Państwa, a ich nominaci zajmują stanowiska chyba w myśl hasła sprzed laty: „By żyło się lepiej”, tylko że im i ich ludziom, a nie zwykłym Polakom…

– Od samego początku, zanim jeszcze ta władza przejęła rządy w Polsce, było wiadomo, że będą dbali o swoje interesy, o swoich ludzi. Dużo było krzyku, że poprzednia władza jest uwikłana w korupcję, że oni będą działać w sposób otwarty, że będą konkursy, że do rad nadzorczych spółek Skarbu Państwa będą trafiali specjaliści, eksperci wysokiej klasy w danej dziedzinie, że w odróżnieniu od rządów Zjednoczonej Prawicy wszystkie procesy będą przejrzyste. Natomiast widać, jacy to kryształowi ludzie napadali chociażby na telewizję publiczną. Wygląda na to, że dla ekipy Tuska jazda po bandzie staje się normą.
Widać więc, że konkursy to żaden wyznacznik, raczej obowiązuje zasada wyznaczania wprost swoich nominatów. Oczywiście pod publiczkę robione są audyty, badania, bilanse otwarcia, konkursy, ale tak naprawdę mają one drugorzędne znaczenie. Tak na marginesie słyszymy, że audyt nawet się jeszcze nie rozpoczął, że w ministerstwie nikt się tym jeszcze nie zajmuje.

Przykładem niszczenia tego, co udało się stworzyć i rozwinąć za władzy PiS, może  okazać się Orlen?

– Dokładnie tak. Dla ekipy Tuska nieważne jest, że dana spółka pod takim czy innym zarządem przynosiła ogromne zyski, ale ważne jest, żeby jak najszybciej ją przejąć, wymienić rady nadzorcze, powołać nowe zarządy składające się ze swoich ludzi, a poprzedników krytykować, zmieszać z błotem. Takie działania podjęto, zresztą wciąż mają one miejsce, wobec byłego już, bo odwołanego
w tym tygodniu, prezesa Orlenu Daniela Obajtka. Tymczasem to prezes Obajtek po latach zarządzania spółką przez nominata Platformy postawił firmę na nogi, tworząc koncern multienergetyczny, będący w czołówce firm europejskich. Za prezesury Daniela Obajtka Orlen przyniósł zyski rzędu 87 mld zł, podczas gdy za rządów Platformy
i PSL w latach 2008-2015 koncern zarobił niespełna
3 mld zł. Tak to wygląda czarno na białym.

Skarb Państwa ma udziały w ponad
400 podmiotach, z czego resort aktywów państwowych, za który obecnie odpowiada Borys Budka, pełni nadzór nad 135 spółkami. Pole zmian jest zatem bardzo szerokie.

– Również kandydatów do podziału, tzw. tłustych kotów,
z pewnością jest cała masa, zwłaszcza że aż cztery formacje tworzące ten rząd mają swoich nominatów.
Tak jak powiedział jeden ze starych opozycjonistów – jak już podzieli się udziały we wszystkich spółkach Skarbu Państwa, jak wszystko się rozda, to do podziału pozostaje jeszcze tylko Państwowy Instytut Wydawniczy albo inne drobniejsze rzeczy. Pole do zmian jest duże, jest co rozdawać, ale są to zawsze działania, które mają cementować układ władzy.

Wydaje się, że mamy metodę niszczenia wszystkich projektów, programów, które przygotowali poprzednicy. W Sejmie odbyła się dzisiaj debata na temat CPK. Okazuje się, że do rady nadzorczej spółki powołano
też związanych z inicjatywą „stop CPK” przeciwników tej inwestycji, którzy uważali, że projekt nie ma gospodarczego, ekonomicznego i społecznego uzasadnienia. O czym świadczy taki dobór „ekspertów”?  

– Świadczy on o tym, jaki jest cel tych działań. Oczywiście nie jest on deklarowany wprost, bo wiadomo, że większość Polaków jest za realizacją tej inwestycji oraz towarzyszącej jej infrastruktury. Dlatego o rezygnacji z projektu CPK, który niesie za sobą potężne zyski, na razie nikt nie mówi, ale mamy do czynienia z rozwadnianiem sprawy. Są próby zagadania tematu, przeciągania sprawy, audytowania
w nieskończoność, sprowadzenia sprawy na poboczne tory, że komuś, dajmy na to, zapłacili za mało za stodołę, komuś innemu zasypali studnię, zaorali miedzę itd. Nie są więc podnoszone tematy pierwszorzędne, ale poboczne, jednak trzeba szerzyć ten infantylizm, ubierając go w medialne szaty. Fakty natomiast są takie, że gdyby w ten sposób podchodzić do kluczowych inwestycji, o znaczeniu strategicznym, to nie powstałaby żadna autostrada czy droga szybkiego ruchu. Zatem zawsze jest tak, że trzeba
z czegoś zrezygnować, by osiągnąć cel szerszy, strategiczny, a tym celem bez wątpienia jest CPK.

Pełnomocnik rządu ds. CPK Maciej Lasek
mówi, że spółka ma duży potencjał, który powinien być wykorzystany, ale dzisiaj
w Radiu ZET stwierdził, że „jedno wielkie, centralne lotnisko to jest też jedno wielkie, duże zagrożenie”. Czemu ma służyć ten dysonans?

– Na tym etapie wydaje mi się, że chodzi o to, by robić zamęt, dyskutować, na różne sposoby przeciągać sprawę, a więc zagadać temat. A najlepiej, żeby inwestycję odłożyć na bliżej nieprzewidziany czas. Tak to wygląda. Cóż jednak się dziwić, skoro ekipa „koalicji 13 grudnia” jest rządem, który jest nieprzygotowany do sprawowania władzy.
To jest rząd, który nie ma żadnego pomysłu. Jeśli nasi poprzednicy w historii szliby tym tropem, to przed II wojną światową nikt niczego w Polsce by nie wybudował, nie byłoby szans na powstanie na przykład portu w Gdańsku. Zawsze przecież można było powiedzieć: po co, skoro wielki port jest w Gdyni, więc komu i na co drugi. Można
to przełożyć na CPK i stwierdzenie Rafała Trzaskowskiego, który powiedział, że to megalomania, że po co budować
w Polsce, skoro jest port w Berlinie. Tak czy inaczej dzięki mądrym ludziom, wizjonerom, prawdziwym Polakom zrealizowano w Polsce wiele inwestycji, także o znaczeniu strategicznym. CPK jest taką strategiczną inwestycją, której nie można zaniedbać, bo ma ona znaczenie dla bezpieczeństwa Polski – szczególnie w obliczu toczącej się wojny na Ukrainie oraz imperialnych planów Rosji.

Niepokojące jest także to, że o wielu sprawach w Polsce mogą decydować ośrodki zewnętrzne.

– Niedawno byłem w Dubaju, gdzie na pustyni wybudowano miasto z ogromnym lotniskiem pasażerskim, z portem lotniczym cargo. Idąc tropem myślenia elit, które dzisiaj rządzą w Polsce, można by zadać pytanie, po co to wszystko, komu to było potrzebne. Przecież ile wysiłku trzeba było podjąć, ile piasku trzeba było przesypać, jakie koszty ponieść. Tymczasem nie to jest istotne. Ważne, że to lotnisko jest, działa, korzystają z niego ludzie, że ta inwestycja przynosi ogromne zyski. Natomiast rząd Tuska jest rządem bez ambicji, to jest rząd podatny na różne naciski zewnętrzne i co gorsza – tym naciskom ulega. Dotyczy to także budowy CPK. Czas pokaże, które naciski ze strony polskiej opinii publicznej czy naciski zewnętrzne – mam na myśli Niemcy – okażą się bardziej skuteczne. Zastanawiające jest też, czy Stany Zjednoczone będą
w stanie coś wymusić na tym rządzie, bo przecież wiemy, że takie lotnisko jak CPK jest ważne, jeśli chodzi o szybkie przemieszczanie się wojska i sprzętu w sytuacji ewentualnego zagrożenia. Przykre jest, że dożyliśmy czasów, kiedy o kontynuacji strategicznej inwestycji
– czy w ogóle o kierunkach polskiej polityki – decydują zewnętrzne naciski, a nie nasze interesy.

Tusk wydaje się strasznie zmęczony natłokiem zadań i „odpowiedzialnością za państwo”, skoro zaledwie po pięćdziesięciu kilku dniach szuka wytchnienia na nartach
w Dolomitach?

– Donald Tusk nigdy nie należał do polityków, którzy zbytnio by się przemęczali. Tak było, kiedy był premierem Polski, ale głosy o jego „pracowitości” dochodziły również
z Brukseli, kiedy pełnił funkcję szefa Rady Europejskiej. Jednak nie to jest ważne – ważne jest zaangażowanie
i efektywność pracy. Tymczasem w jego przypadku nie ma ani jednego, ani drugiego. Dlatego nie czepiałbym się wypoczynku, bo każdy tego potrzebuje, ale problem
w tym, z czym on powróci z tych Dolomitów? Czy wróci
po to, żeby paraliżować kolejne instytucje państwa polskiego, bo słyszymy np. o planach wobec Trybunału Konstytucyjnego. Nie można też wykluczyć zapowiadanego jeszcze w kampanii wyborczej zamachu na Narodowy Bank Polski. To wszystko są działania destrukcyjne. Jednak cóż się dziwić, skoro ten człowiek robi wszystko, żeby niczego nie było. I to są działania absurdalne. Trudno pojąć,
żeby tak działał polski premier. Dlatego – tak jak wspomniałem – niechby nawet pół roku wypoczywał, byleby tylko podejmował racjonalne decyzje, żeby działał na pożytek Polski i dla dobra obywateli. Wtedy to wszystko miałoby jakiś sens, tymczasem żadnych symptomów takiego podejścia nie widać.

Warto może porównać dokonania rządu Tuska i rządu Zjednoczonej Prawicy na początku zarządzania państwem. Otóż
kiedy PiS objęło władzę, na przełomie 2015/2016 roku do Sejmu trafiały gotowe projekty ustaw, czego efektem był chociażby program Rodzina 500 Plus. Dzisiaj nie dość, że nie ma sensownych ustaw, to jeszcze pojawiają się projekty destrukcyjne, jak pigułka „dzień po”, są audyty, obsadzanie spółek, a poza tym podburzanie Polaków przeciwko sobie.

– Mamy do czynienia z paraliżowaniem państwa w jego działaniach, z rujnowaniem szeregu obszarów życia
i działalności państwa polskiego. To jest efekt braku ambicji ekipy, która przejęła władzę w Polsce. Zamiast konstruktywnych działań, projektów ustaw mamy igrzyska związane z rozliczaniem politycznych przeciwników,
czy wręcz z zemstą. To ma dać zwolennikom „koalicji
13 grudnia” poczucie, że władza Tuska jest stanowcza, konsekwentna w rozliczaniu PiS. Do tego dochodzą
kwestie moralne, a więc procedowanie w Sejmie projektu nowelizacji prawa farmaceutycznego, który przewiduje dostęp do pigułki „dzień po” bez recepty dla nastolatek
już od 15. roku życia. Zatem – jak słyszymy – nie będzie kontynuacji programu „Laptop dla ucznia”, bo – jak twierdzi minister cyfryzacji – rząd nie ma pieniędzy,
za to ma być bez recepty pigułka „dzień po”, która jest środkiem niszczącym, zabijającym poczęte życie. To pokazuje, na jakich strunach próbuje grać ta władza. Pigułka „dzień po” to prawdziwy obraz tego rządu, jego ambicji oraz jego celów. Burzenie, niszczenie, aborcja
i nic więcej.

                 Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl