Jak ocenia Pan Profesor projekt zmian
w polskiej edukacji?
– Przyjmuję to z przerażeniem, bo są to zmiany, które doprowadzą do dewastacji polskiej edukacji. To, co się dzieje, to są rzeczy bardzo niepokojące. Ograniczanie programów nauczania dotyczy nie tylko humanistycznych, lecz także wszystkich przedmiotów. Oczywiście najbardziej niepokojąca jest zapowiedź redukcji w programach humanistycznych, a więc języka polskiego i historii.
Kiedy czytałem o ograniczeniach podstawy programowej
z historii, to widać, że są to rzeczy przerażające.
Jak inaczej nazwać wykreślenie zagadnień podstawowych dla wychowania, kształtowania postaw patriotycznych,
podtrzymywania tradycji narodowej, także jeśli chodzi
o oddawanie czci bohaterom naszej polskiej wolności. Wyrzucanie ogromnej liczby zagadnień dotyczących historii, jak chrzest Polski, zwycięstwo pod Grunwaldem, Żołnierze Niezłomni, jest niezwykle niebezpieczne. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że podstawa programowa nie jest do końca obowiązująca dla nauczyciela, który
w polskim systemie oświaty ma pewną dowolność, autonomię. Fakty są takie, że jeśli nauczyciel jest mądry, to będzie postępował mądrze i rozsądnie, ale już samo manipulowanie i zmiany w podstawie programowej sugerują, że pewne rzeczy są uważane za mniej ważne.
Jeśli chodzi o język polski, to z podstawy programowej mają zniknąć utwory polskich pisarzy, wieszczów, które stanowią
o polskiej tradycji, o polskiej kulturze, tożsamości…
– Tu przerażająca i niepokojąca jest redukcja lektur obowiązkowych. Wypadają takie pozycje, które każdy wykształcony Polak, patriota powinien znać. Wycina się m.in. utwory Adama Mickiewicza, jak „Pan Tadeusz”,
na ministerialną listę lektur niekoniecznych trafiają także utwory Bolesława Prusa, Henryka Sienkiewicza: „Quo vadis”, „W pustyni i w puszczy”, czy „Nad Niemnem”
Elizy Orzeszkowej oraz cały szereg innych dzieł, pozycji literackich, które każdy Polak ma obowiązek znać.
Jest jakieś minimum, jakiś nazwijmy to pakiet pozycji literackich, które każdy Polak powinien czytać i do którego powinien się odnosić. Rezygnowanie z tego jest podważaniem naszej tożsamości narodowej, szczególnie ludzi młodych, którzy dzisiaj się uczą. Pod tym względem to, co robi obecne kierownictwo MEN, jest dla mnie bulwersujące. Nie będę ukrywał, że jestem tą propozycją zmian przerażony.
Czemu ma służyć odejście od prac domowych?
– Muszę powiedzieć, że widać, iż większość polskiego społeczeństwa ma tutaj podejście zdroworozsądkowe. Różne ankiety pokazują, że ponad połowa Polaków uważa, że prace domowe powinny pozostać. Nie wiem, jak to sobie wyobraża minister edukacji, ale dla mnie jest w ogóle niewyobrażalne, żeby prace domowe mogły zniknąć, nawet ze szkoły podstawowej. Takie postawienie sprawy, że prace domowe mają zniknąć, że mają być nieobowiązkowe, nieoceniane, spowoduje też rozmaite konflikty na linii uczeń – nauczyciel. Czy można sobie wyobrazić np. naukę języka obcego bez zestawu słówek dla ucznia. Przecież
w szkole nie ma możliwości, żeby uczeń zapamiętał wszystko, dlatego musi się uczyć w domu. Mimo postępu, komputerów są pewne kwestie, które uczeń musi opanować pamięciowo. Dotyczy to najprostszych spraw, jak tabliczka mnożenia, bez czego życie byłoby bardzo trudne. Są rzeczy, które trzeba wypracować, opanować
w domu. Już myślę o uczniach wykłócających się
z nauczycielami, którzy zadadzą im jakiś materiał do opanowania w domu, myślę też o strachu nauczycieli, którzy mogą się obawiać, co może ich za to spotkać. Dlatego to są złe zmiany, z których należałoby się natychmiast wycofać. Ufam jednak, że nawet w tej
koalicji rządzącej znajdą się ludzie, którzy spojrzą
na ten destrukcyjny plan zdroworozsądkowo i postawią temu tamę.
Tymczasem nowe kierownictwo MEN stoi
na stanowisku, że dotychczas szkoła nakładała na uczniów zbyt duży ciężar nauki, zakuwania, co w dobie komputerów jest niekonieczne?
– To prawda, że w internecie bez większego trudu można wszystko znaleźć, ale to nie oznacza, że pewnych rzeczy nie trzeba opanować pamięciowo. Oczywiście, umiejętność szukania informacji czy operowania nowoczesnymi bazami informacji, jak internet, trzeba uczyć, bo sam w pracy historyka korzystam z internetu, który jest znakomitym narzędziem, ale nie w tym rzecz. Rzecz w tym, że pewien zasób wiedzy powinien być nadal w głowie człowieka, a nie w internecie, ponieważ twórczość o nowym, oryginalnym charakterze, wynalazki, nowe teorie, koncepcje wynikają
z zestawiania rzeczy do tej pory znanych człowiekowi. Jeśli tych rzeczy nie ma w głowie, to wyszukiwanie ich w sieci może być zawodne. W związku z tym człowiek inteligentny, wykształcony powinien mieć spory zasób wiedzy w głowie, aby z cząstek tej wiedzy móc kojarzyć, zestawiać fakty, wyciągać wnioski. Bez tego zasobu wiedzy w głowie
sama umiejętność wyszukiwania w internecie niewiele człowiekowi pomoże. Natomiast te koncepcje, które forsuje nowe kierownictwo MEN, wcale nie dążą do dobrego.
Jaka – według lewackiego kierownictwa MEN – ma być nowa polska szkoła?
– Obawiam się, że ta nowa polska szkoła w założeniu ma realizować program minimum. Skutki takiej polityki będą takie, że rodzice wywodzący się z elit, których będzie na
to stać, będą swoje dzieci posyłać do dobrych prywatnych szkół. Do tej pory mieliśmy w Polsce dwa rodzaje szkół prywatnych: jedne organizowane masowo, w których poziom często był niski, co więcej, bywało, że dyrektorzy wręcz odpuszczali sobie poważne nauczanie, a rodzice byli zadowoleni, że ich dzieci nie są przeciążone, że wychowują się bez stresu. Takie, pożal się Boże, szkoły prywatne są
do dzisiaj. Jednak są też szkoły z bardzo wysokim poziomem nauczania, gdzie się płaci, ale się też wymaga, gdzie uczniów się wychowuje. Myślę, że właśnie ten drugi rodzaj szkół prywatnych zacznie się w Polsce rozpowszechniać. Oczywiście, one będą kosztować rodziców, ale będą też dawać wiedzę i solidną edukację.
Czy to jest właściwa droga?
– Nie. Owszem, każdy ma prawo tworzyć szkoły, każdy
ma prawo wysyłać swoje dziecko do takiej placówki oświatowej, która mu odpowiada, ale również państwo ma konstytucyjny obowiązek edukacji. Skoro taki zapis jest
w Ustawie Zasadniczej, to nie oznacza, że ta edukacja może być byle jaka. Ona musi być super, ekstra, bo skoro wynika to z Konstytucji RP, to każdy ma prawo oczekiwać, że jego dziecko będzie uczone na odpowiednio wysokim poziomie, w dobrej szkole. Zatem szkoły publiczne też muszą być na odpowiednio wysokim poziomie i powinny
od uczniów wymagać.
Ile warta jest filozofia działań MEN
i jakie będą jej konsekwencje dla
dzieci i młodzieży?
– Można powiedzieć, że epokę hippisów świat już przeżywał i żadnych dobrych efektów ona nie przyniosła. Oczywiście, dziecko ma prawo do zabawy, do rozrywki,
do odpoczynku, do bycia z rodzicami i nikt nie wymaga, żeby dziecko ponosiło nadmierny wysiłek pracy związany
z siedzeniem nad książkami. Jednak pewne obowiązki, pewien rygor musi być narzucany, nawet w młodym wieku, a więc konieczność i umiejętność nauki własnej, także poza szkołą. To jest konieczne, co więcej, nie jest to ze szkodą dla dziecka, a wręcz przeciwnie, przynosi dobre skutki.
Niestety, szkoła w projekcie lewackiego kierownictwa resortu oświaty ma być mocno zideologizowana. To kolejne zagrożenie, które niesie za sobą „koalicja 13 grudnia”?
– Te tendencje do ideologizacji szkoły i narzucania lgbt czy organizowania „tęczowych piątków” są, niestety, obecne. Co więcej, podważa się prawa rodziców do decydowania
o tym, czy i kto ma organizować tego typu ideologiczne zajęcia i seksualizację dzieci. Oczywiście, istnieje
w szkołach coś takiego jak wychowanie seksualne, wychowanie do życia w rodzinie, ale jest to sfera,
która powinna być zarezerwowana do edukowania przez rodziców, w atmosferze zaufania, w środowisku domowym. Natomiast wchodzenie w życie dzieci z butami, narzucanie im często fałszywych ideologii stanowi nadużycie oraz narusza prawa rodziców do wychowania i kształtowania swoich dzieci. Dlatego mam nadzieję, że i w tym wypadku rodzice nie pozostaną bierni i będą swoje prawa
w odniesieniu do szkół egzekwować.
Wcześniej wspomniał Pan Profesor o tym,
że podstawa programowa niekoniecznie wiąże nauczycieli i że mają oni pewną dowolność. Mówi o tym także wiceminister edukacji Katarzyna Lubnauer, przekonując, że zmiany mają dać nauczycielom większą autonomię w wyborze treści, które miałyby się pojawić w miejsce tych ograniczonych. Jakich mamy nauczycieli i czy ich formacja gwarantuje wybór właściwych treści nauczania?
– Ta autonomia nauczycieli w zakresie doboru treści nauczania, o której mówi wiceminister Lubnauer, wcale
nie musi być poszerzana, bo ona już dzisiaj jest bardzo duża. Mądry nauczyciel, np. historii, któremu leży na sercu właściwa formacja, kształtowanie dzieci i młodzieży
w duchu patriotyzmu, zawsze może przekazywać ważne fakty z dziejów Polski i będzie pokazywał wielkie wydarzenia, wielkich ludzi. Natomiast poruszył pan redaktor kwestię bardzo ważną – mianowicie, jacy są polscy nauczyciele? Otóż są bardzo różni. Są nauczyciele ideowcy, zapaleni, którzy cenią swój zawód i robią wszystko, żeby uczyć jak najlepiej, żeby wychowywać młode pokolenie Polaków. Jednak są też nauczyciele, którzy nie do końca wywiązują się z powierzonych im zadań, którzy traktują swój zawód jako dopust Boży i nie wysilają się zanadto. Tak jest nie tylko w Polsce, ale też
na całym świecie, że są nauczyciele dobrzy, ale są też źli,
czy wręcz fatalni. Oczywiście pewne mechanizmy, jak to
w życiu bywa, mogłaby stworzyć zasada: płacimy, więc wymagamy. Gdyby pensje nauczycielskie były rzeczywiście odpowiednio wysokie, powodując, że byłby to zawód atrakcyjny pod względem finansowym, prestiżowy, to wtedy można by z czystym sumieniem wprowadzać nawet surowe wymagania i systemy kontrolne. Tymczasem dzisiaj odbywa się to na zasadzie, że skoro niezbyt wiele płacimy, to i niewiele wymagamy, co niektórzy nauczyciele skrzętnie wykorzystują. Natomiast są nauczyciele, którzy w sposób rzetelny, uczciwy, przemyślany pracują z uczniami, ale są to pasjonaci. Jest ich wielu, ale złośliwi się uśmiechają
i mówią: a co ty z tego masz – tak jakby w życiu wszystko przeliczało się na pieniądze.
Wielu nauczycieli ulega dzisiaj rozmaitym lewackim tendencjom. Czy zatem ich autonomia może się obracać także przeciwko uczniom?
– Takie niebezpieczeństwo, oczywiście, istnieje, dlatego
tak niezwykle istotna jest rola rodziców. Generalnie polska szkoła odbiega od podobnych placówek w Europie Zachodniej, gdzie rodzice odgrywają ważną rolę. W Polsce tego nie ma. Po 1990 roku uznano, że rodzice na niczym się nie znają, po co nam awantury, czepianie się itd.
To jest poważny błąd, bo rodzice powinni mieć znaczący wpływ na funkcjonowanie szkoły, powinna być rada rodziców, która wobec dyrektora szkoły będzie partnerem
z realnymi uprawnieniami.
Skoro modlimy się o dobre, święte powołania kapłańskie i zakonne, to może powinniśmy też prosić Boga o dobrych, mądrych nauczycieli?
– Jak najbardziej, trzeba się modlić o dobrych, mądrych nauczycieli, bo nauczyciel – o czym się dzisiaj, niestety, często zapomina, oprócz tego, że przekazuje wiedzę, to także udziela uczniom swojej mądrości, uczy szlachetności. Jednakże wiele razy obserwowałem, że uczciwy nauczyciel, wykładowca ponosi też ofiary swojego poświęcenia i bywa, że jest krzywdzony. Nie zmienia to jednak faktu, że szkoła powinna się opierać na szacunku i na poszanowaniu godności, na dobroci i życzliwości wobec uczniów, ale także na wymaganiach, które w dobrze pojętym interesie ucznia powinno się stawiać.

