logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Kogo uwiera polskość?

Sobota, 17 lutego 2024 (19:12)

Rozmowa z prof. dr. hab. Wiesławem Janem Wysockim, historykiem, prezesem Instytutu Józefa Piłsudskiego oraz wiceprezesem Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej

Do 19 lutego mają potrwać prekonsultacje, jakie Ministerstwo Edukacji Narodowej prowadzi w sprawie zmian podstawy programowej kształcenia ogólnego. Czy dzieci i młodzież są rzeczywiście tak przeciążone, że trzeba ich zwalniać z poznawania literatury polskiej, naszej historii, a także z prac domowych?

– Polskie dzieci są zdolne i chcą się uczyć, dlatego nie wolno im odbierać takiej możliwości. Co więcej, trzeba im pomóc w zdobywaniu wiedzy, a nie ograniczać możliwości jej zdobywania. W życiu nic nie przychodzi łatwo, a edukacja, nauka jest drogą do rozwoju człowieka. Myślę też, że szumnie nazwane konsultacjami zabiegi ekipy Tuska są, jak młodzież to określa – ściemą, że jest to element szerszego planu. Najpierw – jako materiał do tzw. konsultacji – przedstawiono plan wobec oświaty, a więc jak ma wyglądać demontaż historii oraz języka polskiego, co można by określić – demolką.

Natomiast po tych konsultacjach, mocno nagłośnionych, „wspaniałych”, prowadzonych bardzo szeroko, z tego planu zmian usunie się parę rzeczy, i do podstawy programowej, a więc do nauczania, przywróci się, dajmy na to, 10 procent wydarzeń, lektur, autorów, które planowano zlikwidować, ale nie zmieni to faktu, że demolka oświaty i tak się dokona. Zatem te konsultacje są fikcją, czymś pozorowanym, co ma tylko zamydlić oczy Polakom. Jednak pozory zostaną zachowane, bo przecież konsultacje się odbyły, a więc zasady demokracji zostały zachowane.

To mechanizm dobrze nam znany z czasów komuny…  

– Dokładnie. Widać państwu, któremu przewodzi ekipa Tuska, bohaterowie naszej, polskiej wolności uwierają. Neokomunie przeszkadzają polscy bohaterowie. Kiedyś Żołnierzy Niezłomnych prześladowano fizycznie, mordowano, ukrywano ich szczątki, a dzisiaj następcy komunistów tropią ich pamięć, usiłując ją wymazać ze świadomości Polaków. Dlatego te konsultacje to jest tylko parawan, chodzi o to, żeby zademonstrować, że ustąpiliśmy pod naciskiem społeczeństwa, ale na pozostałe zmiany mamy mandat – takie jest myślenie. W gruncie rzeczy, jest to świadomy zabieg manipulacyjny, który ma pokazać, że nowa władza liczy się z głosem społeczeństwa, że nawet potrafi ustąpić z paru rzeczy, które najbardziej bulwersują, a resztę się przepchnie i ma być dobrze, bo program demolki polskiej oświaty zostanie zrealizowany.

Edukacja jest tylko jednym z elementów, bo w innych dziedzinach ta władza działa bardzo podobnie. Weźmy chociażby działania wokół wymiaru sprawiedliwości, gospodarki, gdzie widać, że strategiczne inwestycje dla Polski, jak Centralny Port Komunikacyjny, budowa elektrowni jądrowych czy rozbudowa Portu Kontenerowego w Świnoujściu itd., są mocno niepewne. Nie wierzę w tę całą nowomowę w rodzaju: przyjrzymy się, zrobimy audyt, przemyślimy i zobaczymy. Tylko że moim zdaniem decyzje w sprawie tych inwestycji już dawno zapadły i będą miały niszczycielski charakter, podobnie jak w kwestii zmian w edukacji, gdzie efektem niby szerokich konsultacji będą jakieś minimalne kontrolowane ustępstwa, a póki co mamy teatr, działania pod publiczkę.

Jeśli mowa o Centralnym Porcie Komunikacyjnym, to już widać, jak pełnomocnik ds. CPK Maciej Lasek do tego podchodzi i jak przebiega ten cały audyt…

– To jest mechanizm działania Tuska i jego ekipy – żeby nie użyć bardziej dosadnego określenia. W gruncie rzeczy chodzi o działania propagandowe, którymi trzeba przykryć jakieś głębsze intencje, żeby pozorowanymi działaniami uzyskać społeczną akceptację. Przecież skoro konsultacje np. w oświacie się odbyły, to zawsze będzie można powiedzieć, że zgodnie z wolą ekspertów czy społeczeństwa wycofaliśmy się z najbardziej radykalnych kroków, że się cofnęliśmy, tymczasem i tak to, co pozostało, co ma być obowiązujące, de facto będzie demolką systemu polskiej edukacji. Próbuje się zrobić wrażenie, że społeczeństwo wobec gotowości do ustępstw tych pseudoreformatorów miało przystać na mechanizm zaproponowany przez władzę. Podobny scenariusz dotyczy grzebania, a tak naprawdę zaprzepaszczenia inwestycji gospodarczych, bo przecież – jak mówi klasyk – po co nam Centralny Port Komunikacyjny, skoro jest lotnisko w Berlinie.

Jakich Panie Profesorze Polaków, chce wychowywać ekipa Tuska, jeśli w nauczaniu zabraknie informacji np. o bitwie pod Grunwaldem, o obronie Westerplatte, o bitwie nad Wizną. Co więcej, ma też nie być wiadomości o Żołnierzach Niezłomnych?

– Pytanie brzmi, czy ta ekipa rzeczywiście chce wychować Polaków? Wszystko wskazuje, że tu nie o Polaków, nie o Polskę chodzi, tylko o tzw. Europejczyków, którzy nie będą mieli nic z polskości, a w najlepszym wypadku niewiele wspólnego z polskością, którym Polska będzie uwierała, będzie swoistym łańcuchem z kulą u nogi. W związku z tym trzeba ich uwolnić od balastu polskości. Według tego planu mamy być – jak to Niemcy określali – ludnością zamieszkującą tereny nad Wisłą, a więc na dzisiejszą modłę Europejczykami. W gruncie rzeczy Tuskowi chyba o to właśnie chodzi, bo przecież jemu polskość ciąży…

Przecież dla Tuska „polskość to nienormalność”…   

– Tak, zresztą do tego przyznał się publicznie. Już dawno wysunąłem tezę, że ci, którzy uważają się za Polaków, nie mają problemów z byciem Europejczykami, natomiast ci, którzy uważają siebie za Europejczyków, często mają kłopot z polskością. W przypadku Tuska, to się w sposób ewidentny sprawdza. Patrząc na ten cały plan deformowania polskości wśród Polaków, chce się otrzymać „produkt”, który z polskością nie będzie miał nic wspólnego. Przepraszam za to określenie „produkt”, ale ci deformatorzy myślą kategoriami przemysłowymi, a więc pasuje ono jak ulał do tej ich wizji.

Szykuje się nam mroczna rzeczywistość?

– Owszem, to są czarne chmury, jakie się pojawiają nad Polską. To czas, kiedy osobiście śpiewając „Boże coś Polskę” – jak dawniej, zaczynam śpiewać „Ojczyznę wolną racz nam wrócić Panie”. Może wielu nie zastanawia się głębiej nad tym, co się dzieje, ale fakty są takie, że to jest znów czas walki o naszą suwerenność, tożsamość i polskość.

Czy w świetle tego, co Pan Profesor powiedział, w sytuacji rozmycia, skłócenia – zresztą celowego – w ogóle stać nas będzie, żeby tę polskość obronić i zachować dla przyszłych pokoleń?   

– Nie mamy innego wyjścia. Trzeba w to wierzyć. W historii byliśmy w różnych tarapatach, a jednak się obroniliśmy. Trzeba więc za naszymi wieszczami powtarzać łacińską sentencję nil desperandum – nie należy rozpaczać, nie wolno nam zwątpić w polskość, nie wolno nam zwątpić w Bożą Opatrzność. I z tym przekonaniem, że podejmujemy dzieło, któremu na imię Ojczyzna i wiara stawiać opór deprawacji. Myślę, że warto też przypomnieć słowa zanarchizowanej Polski, bo kiedyś mówiono, że Polska była w anarchii i dewizę I Rzeczypospolitej, która brzmiała „Polska nie rządem stoi, lecz prawem, wiarą i obyczajem”. I tę dewizę trzeba nam dzisiaj przywołać. Zatem nie Polska nierządna, jaką chce się nam stworzyć, ale nie rządem stojąca, bo ten rząd jest tak naprawdę obcy. Musimy się odwołać do naszych zasad, do prawa, do wiary i do polskich obyczajów i nimi żyć.

Kiedy w czasach PRL-u próbowano odbierać nam wolność, to mieliśmy ostoję – Kościół i Pasterzy. Jak dzisiaj w tym dziele trwania przy zasadach, podtrzymywaniu polskości, widzi Pan rolę Kościoła, który jest nieco wycofany, który nowa władza chce opiłować?

– Kościół jest dzisiaj deptany, wobec Kościoła są przygotowane rozmaite warianty rozwiązań, chociażby likwidacja Funduszu Kościelnego, co zresztą Tusk zapowiedział. Do tego mamy zapowiedź ograniczenia lekcji religii, a docelowo wycofanie katechezy ze szkół. Kościół, jego autorytet bardzo kole w oczy tę władzę. Kościół, rzec trzeba, został niejako przećwiczony w ten sposób, że pazury, które miał, dzisiaj cofnął, co więcej, nadstawia grzbiet, żeby go uderzano. I to jest błąd. Muszę powiedzieć, że to, co się dzieje, te działania wobec Kościoła, jakie się dzisiaj podejmuje, to jest też nasza wina, bo zgodziliśmy się na to, żeby Kościół, czyli nas, bo wszyscy jesteśmy Kościołem, żeby nas zepchnięto do obrony. Nie wolno nam, wiernym, pozwolić na to, żeby Kościół – nasz Kościół atakowano, lżono, obrażano. Musimy być stanowczy, musimy dać świadectwo, postawić się tej fali zła, a wtedy – jak ufam – nasi hierarchowie też nabiorą odwagi i potrafią wyakcentować oczekiwania wobec władzy.

Wracając jeszcze do edukacji i całej tej rewolucji programowej, jaka się w Polsce szykuje, to kto wie, czy nie wrócą tajne komplety, jak w czasie zaborów czy okupacji niemieckiej?

– Rozmawiałem z nauczycielami, wychowawcami, którzy mówią o tajnych kompletach. Uważam też, że młodzież pozbawiona dzisiaj pełnej historii będzie lepiej znała historię Polski. Ma do dyspozycji zakazany przez tę władzę podręcznik „Historia i Teraźniejszość” autorstwa prof. Wojciecha Roszkowskiego i z pewnością sięgnie po zawartą tam wiedzę i kartka po kartce przeczyta oba tomy. Ufam, że nasza młodzież nie da się oszukać i będzie znakomicie wyedukowana, jeżeli chodzi o najnowszą historię Polski. W naszej historii zawsze tak było, że ilekroć nas, Polaków, do czegoś zmuszano, czegoś nam zabraniano, coś próbowano nam odebrać, to rodziło w nas społeczny bunt i de facto te niecne zamiary wobec Polski i Polaków przynosiły efekt odwrotny od zamierzonego.

Mam nadzieję, że uroczystości w Narodowy Dzień Pamięci „Żołnierzy Wyklętych” 1 marca zgromadzą licznie polską młodzież. Wierzę, że będą tam młodzi, którzy w 2011 roku rozpoczęli te uroczystości i które prowadzili do roku 2017, że oni znów będą przewodzić w honorowaniu Żołnierzy Niezłomnych – bohaterów naszej, polskiej wolności. Bardzo liczę też na polskich kibiców, którzy wiele razy dawali wyraz swego patriotyzmu i przywiązania do wartości. Liczę na tych wszystkich, którzy czują się prawdziwymi Polakami, którym zależy, żeby Polska trwała, żeby się rozwijała i była wolna zewnętrznie i wewnętrznie.

  Dziękuję za rozmowę.  

 

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl