logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Polityka podmiotowa Polski, niestety, znika

Poniedziałek, 19 lutego 2024 (21:14)

Rozmowa z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, historykiem, członkiem Kolegium IPN, wykładowcą z KUL
i AKSiM

Dzisiaj rozpoczął się kolejny etap „rozliczeń” przez Tuska Prawa i Sprawiedliwości, otóż swoją działalność rozpoczęła sejmowa komisja śledcza ds. Pegasusa. Czemu ma służyć ten polityczny teatr?

– Totalna władza realizuje zapowiedzi totalnej opozycji. Awantury, siłowe rozwiązania, działania pozaprawne, ale tak naprawdę chodzi o odwrócenie uwagi od braku realizacji programu i wyborczych obietnic Donalda Tuska dotyczących realnej wizji rozwoju Polski. „Koalicja 13 grudnia” próbuje tą, a także pozostałymi komisjami śledczymi maskować destrukcyjną politykę w stosunku do struktur państwa polskiego. Według zapowiedzi Tuska, który tworzy polityczny teatr i daje pożywkę szczególnie tej zacietrzewionej części swojego elektoratu nastawionego wrogo wobec Zjednoczonej Prawicy – rozliczenia rzekomo mają uzdrawiać państwo, ale tak naprawdę państwo za tej władzy ulega dekompozycji. Trzeba więc maksymalnie rozgrzewać emocje – dopóki się tylko da, dopóki to w jakiś sposób działa na społeczeństwo. Wszystko po to, by nie zadawano trudnych pytań na temat sytuacji Polski, na temat pakietu migracyjnego itd.

Czy sprawa Pegasusa, a więc dotycząca kwestii w ogromnej mierze niejawnych, to odpowiedni sposób na polityczną walkę?

– To, że duży zakres prac tej komisji będzie obejmował sfery niejawne, to tym lepiej. Będą przecieki do prasy, przecieki wyolbrzymiane, jak chociażby te, że rzekomo politycy PiS, w tym premier Mateusz Morawiecki, byli podsłuchiwani, inwigilowani Pegasusem. Bazowanie na rozmaitych niedomówieniach, domysłach, półprawdach, pseudoskandalach może dać większe korzyści niż opieranie się na faktach. Tu nie chodzi o merytoryczną pracę, dochodzenie do prawdy, ale o zgiełk medialny wokół prac tej komisji.

Jaki jest sens uczestniczenia posłów Zjednoczonej Prawicy w pracach komisji śledczych: ds. wyborów korespondencyjnych czy „afery” wizowej, skoro odpowiednio przewodniczący Joński czy Szczerba notorycznie przerywają im wypowiedzi, także świadkom, blokują wnioski w sprawie powoływania niewygodnych dla Tuska świadków? Zdaje się, że podobnie może być z komisją ds. Pegasusa, gdzie PiS nie ma wiceprzewodniczącego, a szefowa komisji Magdalena Sroka wydaje się iść w ślady przewodniczących wspomnianych już komisji…  

– Pominięcie polityków Zjednoczonej Prawicy w składzie prezydium komisji w jakimś sensie ogranicza ich możliwości. Jednak uczestnicząc w pracach komisji, zawsze ma się pewną kontrolę, a na pewno wiedzę, co się dzieje, zwłaszcza jeśli chodzi o część niejawną, bo można z tej wiedzy korzystać. Natomiast jeśli chodzi o pozostałe kwestie, czyli to, że werdykt może być z góry założony,
a wszystkie inne działania mają tylko ten werdykt potwierdzić, to oczywiście uczestniczenie w tej farsie nie ma sensu. Jest to jednak decyzja klubu parlamentarnego. Swoją drogą gra jest czysto wizerunkowa, bo jak wspomniałem, tu nie chodzi o to, czy i co w pracy tej komisji będzie merytoryczne, ale członkowie komisji śledczej zawsze będą mogli dementować plotki, jakie z całą pewnością będą się pojawiały w przestrzeni medialnej odnośnie do prac komisji.

Plan dekompozycji państwa, o którym Pan Profesor wspomniał, obejmuje także inne obszary. Jak informuje koordynator służb specjalnych Tomasz Siemoniak, do końca marca br. ma być gotowy projekt likwidacji Centralnego Biura Antykorupcyjnego, którego zadania mają przejąć policja, ABW
i administracja skarbowa…  

– Naczelnym zadaniem Tuska i całej tej „koalicji 13 grudnia” jest likwidacja. Likwidacja zarówno mediów publicznych, paraliż sądów, paraliż prokuratury, wreszcie likwidacja CBA, co zresztą Tusk i inni politycy Koalicji Obywatelskiej zapowiadali od dawna. Widzimy, że za cokolwiek się nie biorą, to celem jest likwidacja, nawet nie reforma, a po prostu likwidacja, a w najlepszym przypadku paraliż tej czy innej instytucji państwa. Proszę zwrócić uwagę, że np. Trybunał Konstytucyjny istnieje, ale ta nowa władza nie uznaje jego wyroków, a więc tak jakby go nie było. Z punktu widzenia funkcjonowania państwa ten konstytucyjny organ praktycznie jest przez nich nieuznawany.

Tylko że jeśli chodzi o CBA, to nie da się zlikwidować tej instytucji bez zgody prezydenta.

– Skoro można nie uznawać wyroków, orzeczeń Sądu Najwyższego, Izby Kontroli Nadzwyczajnej w przypadku immunitetów posłów Mariusza Kamińskiego i Pawła Wąsika, to znaczy, że można dużo, że da się, bezprawnie, bo bezprawnie, ale się da. Ta władza nie liczy się z nikim ani z niczym. Swoją drogą trudno w tej chwili powiedzieć, co jest zamiarem „koalicji 13 grudnia”, czy dosłowna likwidacja, czy może np. pozbawienie tej instytucji środków na działalność, a co za tym idzie całkowity paraliż CBA. Są różne metody, zwłaszcza że mamy do czynienia z ekipą, która działa pozaprawnie. Dlatego nie można wykluczyć, że tak jak w przypadku przejęcia TVP, będziemy mieli działania na rympał, albo wystarczy im uchwała Sejmu
i już.

Mafie paliwowe pewnie już zacierają ręce?    

– Nie tylko paliwowe, ale środowiska, które chcą działać pozaprawnie. CBA to instytucja bardzo ważna z punktu widzenia funkcjonowania państwa, wyspecjalizowana w walce z korupcją. Wiemy, ile środków wpłynęło do budżetu państwa właśnie poprzez uszczelnienie systemu podatkowego, zwłaszcza w obszarze wpływów z podatku VAT czy w wyniku skutecznej walki z mafiami paliwowymi. Pozwoliło to sfinansować programy społeczne przywracające godność wielu polskim rodzinom.

Na czarnej liście Tuska jest także NBP
i prezes Adam Glapiński, którego „koalicja 13 grudnia” chce postawić przed Trybunałem Stanu za rzekome upolitycznienie Banku Centralnego i dziurę w finansach NBP. Agencja Bloomberg napisała, że Tusk dał już zielone światło. Co to by oznaczało?

– Jeśli Tusk przypuści atak na NBP, będzie to oznaczało załamanie systemu finansowego Polski. Jednak wprowadzenie tego kompletnego chaosu nie jest bezcelowe, bo ma przygotować Polskę do wejścia do strefy euro. Temu ma służyć chaos w każdej dziedzinie, doprowadzenie ludzi do momentu, kiedy zmęczeni tym wszystkim, brakiem stabilizacji, będą mieli wszystkiego dosyć i – dla świętego spokoju, żeby nastał jakikolwiek porządek – mogą zgodzić się na wyeliminowanie złotówki
i przyjęcie euro. Taki może być plan.

Zagraniczni inwestorzy jak Intel światowy potentat w produkcji półprzewodników, którego fabryka miała powstać w Polsce, waha się. Złożył – jak donosi niemiecka prasa – wniosek o budowę dwóch fabryk
w Magdeburgu. Widać, że atmosfera do inwestowania w Polsce nie jest najlepsza?

– I o to chodziło. To jest efekt polityki Tuska. Niemcy zainwestowali w Tuska politycznie, finansowo, pomagając mu dojść do władzy w Polsce i to – jak widać – jest bardzo dobra inwestycja, bo szybko się zwracająca. Tusk będzie realizował politykę nie w interesie Polski, ale w interesie Berlina i Brukseli. Każdy, kto go zna, kto pamięta jego poprzednie rządy, nie powinien mieć co do tego jakichkolwiek wątpliwości.

Jak ta gra Tuska może zakończyć się dla Polski? Z jednej strony mamy destabilizację państwa od wewnątrz gospodarczo, finansowo, od strony prawnej, ale z drugiej strony jest polityka zagraniczna i hołd Tuska w Berlinie, gdzie zrezygnował z reparacji wojennych od Niemiec...

– Sprawa wydaje się prosta, otóż tworzy się superpaństwo europejskie z dominacją Niemiec i Polska jest przygotowywana przez Tuska i jego zaplecze do tego, żeby wejść w ten projekt. Żeby to się stało, najpierw Polskę trzeba osłabić w sensie instytucjonalnym, aby w to superpaństwo – w tę układankę niemiecką – weszła jako element słaby, zależny od Berlina.

Jaki jest sens wspólnej wizyty prezydenta Dudy i premiera Tuska w Białym Domu 12 marca br.?

– To wyszło od Amerykanów. Wydaje mi się, że chodzi o to, żeby pilnować interesów i inwestycji w Polsce, w które Stany Zjednoczone są zaangażowane. Myślę, że prezydent Joe Biden będzie chciał zakomunikować zarówno jednej, jak i drugiej stronie, czym grozi ewentualna rezygnacja
z tych kluczowych dla Polski inwestycji, że nie należy robić z tego gry politycznej. Sądzę też, że taka deklaracja zgody ze strony Tuska padnie, ale znając go, nie oznacza to, że będzie to realizował. Wydaje się, że Waszyngton jest zaniepokojony tym, co się dzieje w Polsce po objęciu władzy przez Tuska, i co to może oznaczać, gdy chodzi
o sytuację geopolityczną. Być może te rozmowy będą dotyczyć też innych inwestycji, w tym Centralnego Portu Komunikacyjnego, który w założeniu ma być także ważnym ośrodkiem, gdy chodzi o przemieszczanie się wojsk
i sprzętu na wypadek ewentualnego rozszerzenia konfliktu na Ukrainie. Tak czy inaczej destabilizacja w Polsce może się odbić na Ukrainie i w ogóle na sytuacji w Europie.

Tylko po co w to mieszać prezydenta Dudę, którego środowisko – w przeciwieństwie do ekipy Tuska – doskonale rozumie ten problem?        

– Chodzi o to, żeby spowodować, aby obie strony się dogadały. Prezydent Duda jest głową państwa polskiego, ale jest też – można powiedzieć – najwyżej usytuowanym politykiem wywodzącym się ze środowiska PiS-u, z którym Tusk toczy wojnę.

Biden, któremu ideowo bliżej do Tuska, będzie go próbował postawić do pionu?

– Owszem, ideowo Bidenowi bliżej do Tuska, ale w sensie interesów amerykańskich – dalej. Kwestie ideowe bywają istotne, ale w polityce najczęściej zwycięża, bierze górę pragmatyzm. I tutaj prawdopodobnie chodzi o interes firm amerykańskich zaangażowanych w Polsce, czy to w energetykę jądrową, CPK, czy jeśli chodzi o kontrakty zbrojeniowe, i te firmy niepokoją się działaniami ekipy Tuska. Stąd też spotkanie u prezydenta Bidena w tym właśnie formacie. Myślę, że gdyby nie ta sytuacja, gdyby była zgodność w tej materii, gdyby była pewna kontynuacja linii rządu Zjednoczonej Prawicy we wspomnianych obszarach, to z pewnością do Waszyngtonu poleciałby albo prezydent, albo premier.

Czy spotkanie z Bidenem to będzie jeden wspólny głos Polski, czy Tusk może próbować zdominować prezydenta Dudę?   

– To nie ma znaczenia. Prezydent Duda jest doświadczonym politykiem. Natomiast można się spodziewać, że Tusk będzie kręcił i kłamał w swoim stylu, mówiąc, że wszystko jest w należytym porządku, a później i tak będzie robił swoje. Taki to człowiek. Tak czy inaczej
z Amerykanami, chcąc nie chcąc, musi się liczyć, bo oni nie dadzą się oszukać w tak prostej grze.

Czy to da jakiś pozytywny efekt, czy też nasze relacje transatlantyckie – biorąc pod uwagę proniemieckość Tuska – są zagrożone?

– Za rządów Tuska te relacje, owszem, są zagrożone, ale myślę, że ta wizyta i rozmowa z prezydentem Stanów Zjednoczonych przyniesie jakieś pozytywne efekty. Smutne natomiast jest to, że to nie my dzisiaj prowadzimy własną politykę zagraniczną, tylko ktoś z zewnątrz wymusza na nas pewne rzeczy, jak Niemcy na Tusku. Tak czy inaczej musimy się trzymać Stanów Zjednoczonych, bo Niemcy  nie zapewnią nam bezpieczeństwa ani militarnego, ani energetycznego. Zatem czasem przynosi to pozytywne efekty, jak w przypadku budowy elektrowni atomowej, ale co by nie powiedzieć, stajemy się coraz bardziej przedmiotem wpływów zewnętrznych i różnorakich nacisków. Polityka podmiotowa Polski, niestety, znika.

                 Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl