Czym jest dyrektywa o charakterystyce energetycznej budynków, tzw. dyrektywa budowlana, którą wczoraj przegłosował Parlament Europejski?
– Można powiedzieć, że szaleństwo idzie coraz szerszym frontem. Tak zwana dyrektywa budowlana to jest nowy, kolejny element Europejskiego Zielonego Ładu, który Unia Europejska przygotowuje do wdrożenia. Moim zdaniem zawarte tam restrykcje spowodują kolejne protesty społeczne, a na pewno je przyspieszą. W mojej ocenie
ta ekipa lewicowo-liberalna, która dzisiaj rządzi Unią Europejską – idąc dalej w tym nierozumnym pochodzie
– strzeliła sobie w stopę. Powodów jest kilka: po pierwsze, cały ten Zielony Ład nie podaje szacunków wydatkowych, czyli kto za to ma zapłacić. Po drugie, powszechnie wiadomo, że z pieniędzy unijnych, które są kroplą w morzu dla wszystkich działań zawartych w Zielonym Ładzie, projekt ten nie będzie mógł być zrealizowany. Wyjdzie
na to, że za te ideologiczne pomysły i fanaberie Timmermansa oraz jemu podobnych będzie musiał zapłacić zwykły mieszkaniec Unii Europejskiej. Wygląda więc na to, że miarka się przebrała, że unijni ideolodzy przesadzili.
W związku z tym możemy być świadkami dużych protestów niezadowolenia wobec tych, którzy rządzą
Unią Europejską.
Bruksela nie wyciąga wniosków, nie widać żadnej refleksji, a reakcją na masowe protesty rolników z całej Europy jest
dalsze przykręcanie śruby?
– Zielony Ład wywołał protesty rolników, hodowców
m.in. w Belgii, we Francji, w Grecji, Hiszpanii, Niemczech, we Włoszech czy w Polsce. Zamiast zwolnić tempo, elity unijne – wprost przeciwnie – idą w zaparte. Brak refleksji wynika z wielu powodów, m.in. z tego, że układ, który
od pięciu lat funkcjonuje na szczytach unijnych władz, musiałby się przyznać do błędów, za co otrzymałby reprymendę od wyborców, którzy pytali o koszty Zielonego Ładu w transporcie, rolnictwie, energetyce itd. Dzisiaj unijni decydenci musieliby przyznać, że to wszystko było niedoszacowane, co skutkowałoby brakiem poparcia
w obliczu zbliżających się wyborów do Parlamentu Europejskiego. Wobec powyższego brną dalej w tym ideologicznym pędzie, broniąc tezy, że Zielony Ład jest dobry i potrzebny, co jest nie do obrony. Zielony Ład
w obecnym wydaniu nie jest potrzebny, co więcej, jest szkodliwy społecznie i gospodarczo. Ludzie są coraz bardziej świadomi i wiedzą, że środowisko naturalne
musi być czyste, ale aby się napić czystej wody czy żeby oddychać świeżym powietrzem, wcale nie trzeba niszczyć przemysłu, gospodarki czy zimą nie ogrzewać domów. Tymczasem Zielony Ład w zaproponowanym kształcie to jest jakaś makabra zarówno co do działań, jak i tempa wdrażania. Natomiast jest broniony ideologicznie. Do czerwcowych wyborów zostało już niewiele czasu i ekipa, która dzisiaj rządzi w Europie, liczy na to, że może otrze się o zwycięstwo, i dalej będzie realizować swoje ideologiczne plany.
Zatem przez najbliższe miesiące będą zmieniać narrację, kręcić, że może to poszło zbyt daleko, żeby tylko zwieść ludzi?
– Powiem tak: nie wolno ufać tym, którzy tworzyli, współtworzyli, maczali palce przy Europejskim Zielonym Ładzie. Nie wolno też ulegać tezom, hipotezom, które
nie mają żadnego uzasadnienia ekonomicznego, a Zielony Ład jest namacalnym tego przykładem. Można powiedzieć, że Zielony Ład był wytrychem do eliminowania innych opinii na temat przyszłości Unii Europejskiej, ale jak widać, okazał się kompletnym fiaskiem. Teraz ze względów wyborczych zieloni ideolodzy mogą nieco przycichnąć,
ale gdyby udało się im ponownie zdobyć władzę, to będą dalej realizować swoje ideologiczne plany.
Projekt tzw. dyrektywy budowlanej zakłada ocieplenie budynków oraz wymianę źródeł ciepła… Jak to jest, że jeszcze niedawno
z mocy Brukseli był wymóg wymiany pieców na gazowe, a teraz trzeba będzie i z tego zrezygnować?
– Tak, trzy lata temu była moda, zalecenie, żeby wymieniać kotły węglowe na gazowe, teraz się okazuje,
że kotły gazowe też są złe. Co więcej, nikt nie bierze na siebie odpowiedzialności za zmianę tej narracji. Jakby nigdy nic, ci, którzy do niedawna wtłaczali nam do głów,
że kotły gazowe są dobre, teraz mówią, że kotły gazowe
są złe, a tylko energia z wiatru i ze słońca jest czysta. Tymczasem głos rozsądku podpowiada, że gaz i węgiel same w sobie nie są przecież wcale złe. Odpowiednie użycie tych źródeł energii w przystosowanych do tego urządzeniach spalających może dawać pozytywne rezultaty. Z tej perspektywy na gaz i węgiel patrzą Amerykanie, Chińczycy, Hindusi i inni. Niestety, w Unii Europejskiej takiego zdrowego podejścia nie ma, bo Unia sama się zapędziła w przysłowiowy kozi róg. Mam na myśli inwestowanie w zakup z Chin dużych ilości urządzeń
i sprzętu fotowoltaicznego; wyprodukowano też całą masę urządzeń do instalacji farm wiatrowych i teraz za pomocą unijnych pieniędzy próbuje się to wszystko wypchnąć
z magazynów, żeby tylko nie stracić.
Jakby tego było mało, kolejnym aktem tego zielonego spektaklu ma być ETS2. Czym się charakteryzuje i o co w tym chodzi?
– ETS2 to nic innego jak opodatkowanie tego, czym grzejemy lub chłodzimy nasze domy. ETS2 ma wejść
w życie od 2027 roku i, chcąc nie chcąc, będziemy musieli ponosić tego koszty. ETS2 zawiera nowe podatki od paliw domowych i paliw samochodowych, które w założeniu miałyby być źródłem dochodu i spłaty długu, jaki został zaciągnięty na Krajowy Plan Odbudowy, w którym też są marne, bo marne, ale jednak jakieś środki na odnawialne źródła energii. To pokazuje, że w Unii Europejskiej zaczyna brakować pieniędzy, jest panika i zaraz za tym parcie
do przodu. Tam nikt się nie przyzna do błędu, a za te ideologiczne szaleństwa zapłaci Bogu ducha winny zwykły Kowalski, który dzisiaj, projektując dom, nie może być wcale pewny, czy jutro znów się coś nie zmieni
w przepisach. Kto wie, być może unijnym decydentom znów jakiś plan w głowie zaświta i trzeba będzie odwracać to, co zostało już zrobione. Dlatego nie daj Boże, żebyśmy wszystkie unijne przepisy musieli implementować w Polsce, bo zrobilibyśmy sobie duży kłopot. To też pokazuje,
że w Unii Europejskiej brakuje wizji, brak jest długoletnich, stabilnych przepisów, w oparciu o które zwykli ludzie mogliby projektować własne życie, rozwój, także budowę domów czy w ogóle inwestycje oraz inne rzeczy, które są człowiekowi niezbędne do normalnego funkcjonowania.
To tylko pokazuje, jak duży bałagan panuje w Unii Europejskiej, przykrywany dzisiaj Zielonym Ładem jako „religią”, która ma doprowadzić do załatwienia wszystkich spraw, rozwiązania problemów. Tymczasem życie pokazuje, że wychodzi szydło z worka i Zielony Ład
jest wyłącznie teorią bez rachunku ekonomicznego.
Realizacja ETS2 będzie kosztowała,
i to niemało, tymczasem Unia nie przekaże na te cele żadnych nowych środków.
Jakie są przewidywalne koszty?
– Na razie nikt tego nie wie. Natomiast były szacunki,
że np. Holandia musi wydać miliard euro na dokumentację. Zatem znów szykują się papierologia, dokumentacje, audyty i ktoś będzie musiał to robić. Samorządy nie są do tego w żaden sposób przygotowane, ponieważ nie mają
ani sił, ani środków, więc jeśli te nowe przepisy zostałyby wdrożone, to samorządy będą zmuszone gdzieś szukać tych pieniędzy. Państwo – nie tylko Polska, ale każde państwo – też nie ma na to środków, bo dysponuje wyłącznie pieniędzmi z podatków, więc również będzie zmuszone gdzieś szukać źródeł finansowania. To z kolei będzie prowadziło do pauperyzacji społeczeństwa. Oczywiście, dom, jego wyposażenie i ciepło to są sprawy bardzo ważne, ale równie ważne są też inne aspekty życia codziennego związane z wychowywaniem, kształceniem dzieci, także z opłatami za media itd. To wszystko w tych unijnych zielonych planach jest zupełnie na uboczu, zostało pominięte. Natomiast najgłośniej mówi się w tej chwili
o potrzebie izolacji budynków, ponieważ – według unijnych strategów – domy są emisyjne. Domy w Unii Europejskiej
są takie, na jakie ludzi było i jest stać. Nic więc dziwnego, że ogromna część z nich będzie protestować przeciwko
tym zielonym planom.
Widać, że cała ta dyrektywa budowlana
jest absurdem, ale jakby tego było mało,
to w celu „ratowania” planety planowany jest także zakaz upraw warzyw i owoców
na własne potrzeby. To zagrożenie również dla działkowców. Nawet kołchoźnicy w ZSRS mogli uprawiać przydomowe działki,
a w postępowej Unii ma to być zabronione…
– To jest kolejny paradoks. W Unii Europejskiej mamy próbę scentralizowania wszystkiego. Realizowana jest dyrektywa włoskiego komunisty Altiero Spinellego, który mówił, że wszystko musi być reglamentowane, z góry projektowane, że musi być jedno państwo europejskie.
I taka właśnie polityka jest obecnie skrupulatnie realizowana przez zielono-liberalno-ludową ekipę. Patrząc na to, jakie pomysły przychodzą tym ludziom do głowy,
aż strach się bać. Strach też pomyśleć, co jeszcze może się w tych głowach urodzić i co może się stać za jakiś czas. Mam jednak nadzieję, że sama natura zweryfikuje te zielone, odrealnione plany i pomysły. Zresztą to już się dzieje powoli. Ufam, że ludzie, widząc, co się dzieje, sami, podczas czerwcowego głosowania, dokonają mądrego wyboru, że zwycięży racjonalność, mądrość, a nie lewactwo ze swoimi chorymi, nieprzystającymi do rzeczywistości planami. Absurdalność tych wszystkich przepisów, jakie powstają, także tych związanych
z zakazem upraw warzyw i owoców na własne potrzeby,
w tym również na działkach, a także przepisów związanych z docieplaniem domów – to samo mówi za siebie. To jest także dowód na bardzo słabe intelektualnie przygotowanie obecnych unijnych elit do zarządzania Unią Europejską. Unia rękami tych ludzi została doprowadzona do ogromnego kryzysu moralnego, politycznego
i ekonomicznego. Jest dzisiaj zadłużona jak nigdy dotąd,
co więcej, ta spirala trwa i nie widać końca tej drogi donikąd. Orwell by lepiej tego nie wymyślił, co robią dzisiaj unijne elity przekonane, że Europejski Zielony Ład
to jedyne rozwiązanie. To tylko świadczy o miałkości ludzi, którzy stoją dzisiaj na czele Unii Europejskiej. Premier Wielkiej Brytanii Margaret Thatcher powiedziała, że jeśli ludzie na szczytach Unii Europejskiej nie rozważają, nie biorą pod uwagę, że kiedyś Wielka Brytania może wystąpić z Unii, czy tego, że w ogóle kiedyś może dojść do rozpadu Unii, to znaczy, że są zupełnie nieprzygotowani
do rządzenia. I tak jest w tym wypadku.

