Donald Tusk zapowiedział złożenie wniosku o Trybunał Stanu dla prezesa NBP Adama Glapińskiego. Jaki jest cel tego działania?
– Donaldowi Tuskowi wyraźnie brakuje powietrza do działania, dlatego szuka kolejnych pól konfrontacji. Sądzi, że atakując prezesa Narodowego Banku Polskiego, w ten sposób zyska poklask u ludzi. Tymczasem inflacja w Polsce spadła i zasługa w tym duża właśnie prof. Adama Glapińskiego. Czas działa na niekorzyść Tuska, dlatego zamierza wywołać kolejną wojenkę, podczas której będzie chciał pokazać, że stawia przed Trybunałem Stanu osobę, która przeszkadza mu we wprowadzeniu Polski do strefy euro. I to jest jedyny, prawdziwy powód tego ataku, bo w czasie sprawowania przez prof. Glapińskiego funkcji prezesa NBP, innego nie sposób znaleźć. Mamy więc do czynienia z cyniczną grą Tuska, z realizacją przez „rząd 13 grudnia” obietnicy, że Polska ma być w strefie euro. Tusk, który nigdy nie krył, że jest zwolennikiem wprowadzenia euro w Polsce, ogłosił to już dawno – wtedy, kiedy rządził – podczas jednej z edycji Forum Ekonomicznego w Krynicy. Teraz przystępuje do ataku na prezesa NBP, bo ma większość w parlamencie, dlatego chce pominąć Konstytucję RP, możliwie najkrótszą drogą wprowadzić Polskę do strefy euro. Przeszkadza mu w tym ewidentnie prezes NBP Adam Glapiński, dlatego zrobi wszystko, żeby tę przeszkodę usunąć.
Mimo chęci może mieć jednak problem z realizacją tego planu, bo uchwałę o pociągnięciu do odpowiedzialności przed Trybunałem Stanu Sejm podejmuje większością 3/5 ustawowej liczby posłów, czyli 276, podczas gdy koalicja Tuska dysponuje 248 mandatami…
– Nie zmienia to sytuacji, że będą podejmowali takie działania, bo prof. Glapiński ewidentnie przeszkadza Tuskowi. I nawet jeśli premierowi nie uda się zrealizować tego celu, to będzie pokazywał, że bardzo chciał, że miał wolę, tylko że się nie udało. Tusk jest oczywiście świadomy tego wymogu, który jest w Konstytucji RP, niemniej jednak pokazuje, że swoje zapowiedzi sprzed wyborów chce realizować, tylko że nie może, bo ma niewystarczające wsparcie w parlamencie. Za tym wszystkim kryje się tylko jedno hasło, jeden cel Tuska – mianowicie wrócił z Brukseli, żeby osłabić Polskę, a jego rządy mają doprowadzić do tego, że Polska – lider Europy Środkowej, nie będzie jednym z głównych graczy w Unii Europejskiej. Do tego potrzebne jest wprowadzenie waluty euro, byśmy stali się biedniejsi i bardziej uzależnieni przez wspólną walutę od gospodarki niemieckiej, od Międzynarodowego Funduszu Walutowego oraz od Europejskiego Banku Centralnego.
Nawet szefowa Europejskiego Banku Centralnego Christine Lagarde, kiedy pojawiły się plany Tuska dotyczące usunięcia prezesa NBP, zabrała głos, wskazując, że to bardzo zły kierunek, uderzający w niezależność banku centralnego…
– Owszem, pamiętam to stanowisko szefowej Europejskiego Banku Centralnego z grudnia 2023 roku. Jednak przed nami wybory do Parlamentu Europejskiego i dzisiaj głos Christine Lagarde będzie mniej słyszany, o ile w ogóle chciałaby drugi raz powtórzyć swoje wsparcie dla prezesa Adama Glapińskiego. Natomiast z pewnością pojawi się narracja, że Polska powinna być w strefie euro. Zresztą wielu polityków tak uważa, na przykład lewicowy ekonomista prof. Grzegorz Kołodko – w tej chwili dość popularny w Chinach. Donald Tusk realizuje wszystkie postulaty, do których się zobowiązał w zamian za poparcie instytucji unijnych przed październikowymi wyborami parlamentarnymi w Polsce.
Jak nazwać te działania Tuska? Czy to nie jest kroczący zamach stanu?
– Owszem, to jest kroczący zamach stanu, to polityka faktów dokonanych, to działania pozaprawne, łamiące Konstytucję RP oraz ustawy. Świadczy o tym m.in. nerwowy wpis premiera Tuska na platformie X „… kończymy porządki i przyspieszamy”. To wskazuje, że nie będzie chciał się zatrzymać dopóty, dopóki nie zrealizuje postulatu odwołania prezesa NBP. Myślę, że Donald Tusk ma świadomość, że w jego grupie politycznej, w „koalicji 13 grudnia” robi się coraz bardziej nerwowo i w zasadzie tylko to, że Bruksela toleruje jego zachowania, może nie niepokojony działać dalej. Sądzę jednak, że powoli Polska będzie się budzić, zwłaszcza kiedy już od 1 kwietnia wzrośnie VAT na żywność, kiedy od 1 lipca podrożeje prąd. Również w samej koalicji wrze, i kto wie, jak się skończy ten alians formacji, których połączyło tylko jedno – zemsta na Prawie i Sprawiedliwości. Ale to paliwo starczy tylko na jakiś czas.
Polska chyba już się budzi. Dzisiaj mamy kolejną odsłonę rolniczych protestów w ponad pięciuset miejscach w Polsce…
– Przy tej okazji słusznych rolniczych protestów polskie społeczeństwo może się dowiedzieć, że rolnicy są uważani za wrogów przez rząd, przez tę władzę. Dzisiaj nad ranem, wynegocjowano porozumienie Unia Europejska – Ukraina, rozwiązania [umowę dotyczącą poszerzenia listy produktów] niby z korzyścią dla rolników. Mianowicie niektóre płody rolne z Ukrainy, jak owies, kukurydza, kasza czy miód, będą wwożone na terytorium Unii Europejskiej, ale w pewnych kwotach. Dziwnym jednak trafem – niby przypadkowo – na tej liście zabrakło pszenicy, a więc produktu, który stanowi największy przedmiot sporu. Tymczasem unijni decydenci i europosłowie od Tuska próbują odtrąbić sukces, że jest to niby z korzyścią dla polskiego i europejskiego rolnictwa. Tyle tylko, że jest to kolejne kłamstwo szerzone publicznie. Będziemy nad tym w Parlamencie Europejskim głosować w kwietniu i jako europosłowie Prawa i Sprawiedliwości będziemy przeciwko temu, co zaproponowano dzisiaj rolnikom.
Patrząc na to, co robi Unia Europejska, a u nas w Polsce rząd „koalicji 13 grudnia”, czy Tusk nie zmierza do konfrontacji ze społeczeństwem?
– Konfrontacja jest wpisana w politykę tego rządu, dlatego że wszystkie obietnice, jakie złożył w kampanii Donald Tusk, oraz ich realizacja jest ściśle powiązana z polityką UE. Natomiast Tusk nie może być przeciwko Unii Europejskiej, jeśli chce otrzymać następne apanaże – on czy jego ludzie. Dlatego muszą robić to, co nakazuje im Bruksela. I tak wykonują wszystkie polecenia. Nieważne, że jest to ze szkodą dla Polski i Polaków. Działania te mają osłabić Polskę, żeby Polska była rozbrojona, mniej bezpieczna, żeby rolnicy przyjmowali potulnie wszystkie zarządzenia z Brukseli, żeby leśnicy zgodzili się na sprzedaż lasów, żeby nie można było pozyskiwać drewna itd. To wszystko, czego zażyczy sobie Komisja Europejska, jest wpisane w działania rządu Tuska. I to jest przestroga dla Polaków, aby dokładnie przyjrzeli się temu, by zweryfikowali to, co w czasie kampanii pretendenci do władzy obiecali, np. paliwo po 5,19 zł za litr, tymczasem musimy płacić blisko 7 zł itd.
Czy Polacy przejrzą w końcu na oczy?
– Myślę, że coraz więcej ludzi jest świadomych tego, jacy ludzie dorwali się do władzy. Kiedy słyszymy marszałka Sejmu Szymona Hołownię, który kłamie w sprawie dotacji dla Radia Maryja, to tylko pokazuje, że ta władza chce zapchać przestrzeń medialną pobocznymi tematami, zamulić opinię publiczną, aby ludzie nie myśleli o tym, co jest najważniejsze, żeby odwrócić uwagę od spraw najistotniejszych dla Polski. Dlatego pojawiają się rozmaite wrzutki typu: ile to pieniędzy dostał Kościół, ile pieniędzy otrzymał ojciec Tadeusz Rydzyk itd. To jest zgrana płyta, tego nie da się na dłuższą metę ciągnąć i nawet młodzi ludzie zaczynają dostrzegać, że te wszystkie obietnice – jak akademiki za złotówkę, to zwykła ściema.
Skąd ta postawa Szymona Hołowni – dziś zwolennika likwidacji Funduszu Kościelnego, kiedyś podobno katolickiego dziennikarza z duszą showmana?
– Hołownia z niejednego pieca jadł chleb, był przygotowywany do roli polityka przez pewne środowiska. W mojej ocenie jego zachowania nie świadczą najlepiej o tym człowieku. To, co wyprawiał na początku, kiedy został marszałkiem Sejmu, kiedy z poważnej instytucji robił kabaret, to było na pierwszy rzut oka śmieszne, ale na dłuższą metę jest żenujące i kompromitujące. Dzisiaj jego popularność spada wśród młodzieży, dlatego swoją postawą krytyczną wobec Kościoła próbuje zdobyć głosy lewicowej części wyborców, którym daleko do Radia Maryja, Telewizji Trwam czy innych prawicowych ośrodków medialnych związanych ze środowiskiem niepodległościowym. Szuka elektoratu, bo marzy o prezydenturze, ale jako niedoświadczony polityk będzie, czy już jest, wypuszczany przez Tuska jako zderzak, który ma wygłaszać rozmaite niepopularne tezy i tym samym będzie się coraz bardziej kompromitował i politycznie zużywał.
Co więcej, w „koalicji 13 grudnia” iskrzy, a przyjaźń między Tuskiem i Hołownią staje się coraz bardziej szorstka?
– Zbliżają się wybory samorządowe, dlatego Tusk i Biedroń próbują wbić szpilę Hołowni, aby się odróżnić od Trzeciej Drogi. Cel dalszy jest jednak inny, mianowicie skonsumowanie przystawki, jaką jest formacja, której przewodzi Hołownia, Polska 2050. Myślę, że Tusk już rozmawia z poszczególnymi politykami Trzeciej Drogi i obiecuje im karierę, a Hołownia pewnie nic jeszcze o tym nie wie. Dlatego próbuje zainteresować opinię publiczną rzekomymi rozgrywkami na prawicy, a nie widzi, że problemy wokół niego samego się piętrzą, a jego popularność spada. Wygląda, że politycznie szybko się zużył, ale to było do przewidzenia. Zaczął bowiem od wielkich słów, okrągłych, ładnie brzmiących wypowiedzi pozbawionych konkretów, mało precyzyjnej retoryki i widać, że amunicja mu się wyczerpała, więc strzela kapiszonami, mamiąc wyborców krytyką Radia Maryja. Polacy są jednak mądrzy i na takie chwyty się nie nabiorą.
PiS odzyskuje prowadzenie w sondażach. Co ma na to wpływ: brak wiarygodności koalicji Tuska, niespełnione obietnice, spięcia w koalicji?
– Realia polityczne powodują, że Polacy zaczynają doceniać to, co dla Polski robił rząd PiS. Widzą też, że ekipa Tuska chce zatrzymać rozwój Polski, że kombinuje z armią, z kontraktami zbrojeniowymi, że mataczy z energetyką jądrową, nie chce Centralnego Portu Komunikacyjnego, przeszkadza jej żeglowność Odry itd. Wszystko to jest powiązane z wpływami niemieckimi w tym rządzie. Tymczasem w Brukseli mamy dzisiaj skandal, którego głównym aktorem jest niemiecki europoseł Markus Ferber z Europejskiej Partii Ludowej, a więc kolega Donalda Tuska, którego gazety, m.in. „Politico”, posądzają o przywłaszczanie sobie znaczących sum pieniędzy, obok działalności posła do Parlamentu Europejskiego. Wygląda na to, że mamy do czynienia z zalegalizowaną prawnie korupcją. Wszyscy się zastanawiają, czy nie jest to odpowiedź Evy Kaili wobec Europejskiej Partii Ludowej za aferę katarską. Ekipa, w której jest Donald Tusk, której nie tak dawno przewodził, ma ogromne problemy z prawem i zobaczymy, jak to się skończy. Z kolei Euroactiv – niezależne medium zajmujące się polityką europejską – przedwczoraj podało, że problemy, o które posądzano Polskę czy Węgry, faktycznie były we Francji, w Niemczech, Grecji, Bułgarii, Rumunii, we Włoszech – i te kraje otrzymały środki z Krajowego Planu Odbudowy, a Polsce były one wstrzymywane. Dzieje się zatem dużo. Natomiast w Polsce widzę w ekipie Tuska brak wyobraźni, planu, jest szamotanina, duże dysproporcje, różnice programowe na dłuższą metę nie do pogodzenia.
Jak długo ta koalicja może się trzymać przy władzy?
– Nie wiem, oby jak najkrócej. Kto wie, czy dzisiejsza, wspomniana umowa między Ukrainą a Unią Europejską nie zdenerwuje rolników jeszcze bardziej i czy w najbliższych miesiącach nie dojdzie do jakiegoś masowego protestu i paraliżu Polski, także z udziałem innych branż czy grup społecznych. Kto wie, czy Polacy nie będą się musieli uciec do bardziej radykalnych metod, żeby zmienić władzę Tuska, bo może ona doprowadzić Polskę, przede wszystkim naszą gospodarkę, do narożnika, z którego trudno będzie wyjść. Trzeba mieć oczy szeroko otwarte, nazywać rzeczy po imieniu i rzeczowo punktować „koalicję 13 grudnia”, która im dłużej będzie sprawować władzę, tym większe będą szkody i marginalizacja Polski na arenie międzynarodowej.

