logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Polityka niszczenia

Środa, 17 kwietnia 2024 (21:31)

Aktualizacja: Środa, 17 kwietnia 2024 (21:35)

Rozmowa z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, historykiem, członkiem Kolegium IPN, wykładowcą z KUL i AKSiM

Coraz bardziej zaczyna się zarysowywać wizja żelaznej kopuły nad Europą. Oczami wyobraźni widzi Pan profesor ten niemiecki projekt?

– Tak jak widzę niemiecką armię… Niekoniecznie trzeba sobie tę wyobraźnię w sobie rozbudowywać, bo tej armii po prostu nie ma. To pokazuje, że sprawność Niemiec w zakresie obronnym jest żadna. Zawsze jednak można wyjść z jakimś nowym projektem jak w tym wypadku z żelazną tarczą i jakieś pieniądze na tej kanwie próbować zarobić. W tych kategoriach interesu Niemcy są na pewno bardzo sprawni.  

Czemu ma służyć cała ta polityka pod dyktando Niemiec? Mamy Europejski Zielony Ład, pakt klimatyczny, projekt wspólnej europejskiej armii czy teraz żelazną kopułę…

– Na Europejskim Zielonym Ładzie mają zarobić niemieckie firmy energetyczne bądź te, które przygotowują tzw. zieloną technologię. Podobnie na europejskim projekcie obronnym, gdzie w grę wchodzą wspólne zakupy broni, też mają zarobić przede wszystkim niemieckie koncerny zbrojeniowe. I tak po kolei można przechodzić przez poszczególne pomysły, projekty, gdzie dominować i zarabiać mają Niemcy, bo przecież nie Polacy. Unia Europejska w sensie rozmaitych dyrektyw czy biurokratycznych nakazów – ze względu na kryzys w Niemczech, niemieckiej gospodarki – jest cała ustawiona na pasożytniczy sposób de facto wykorzystywania krajów słabszych. Chodzi w gruncie rzeczy o to, żeby utrzymać przewagi głównych gospodarek europejskich, a w szczególności gospodarki niemieckiej.

Cały czas mamy Sojusz Północnoatlantycki, więc po co ta próba stworzenia europejskiej armii czy żelaznej kopuły – czegoś, co dzisiaj nawet w planach nie jest rozpisane?   

– Jeśli chodzi o Sojusz Północnoatlantycki, to w tym projekcie państwem dominującym są Amerykanie, co jest oczywiste. Stany Zjednoczone są ponadto gwarantem światowego ładu, zapewniają realne bezpieczeństwo, produkują także broń, którą sprzedają, wyposażając poszczególne armie – członków NATO. Tym samym USA zwracają się koszty ponoszone za przewodzenie NATO i zapewnianie bezpieczeństwa. Jednak w Europie przeszkadzają one Niemcom, które chciałyby – zamiast Amerykanów – zarobić na zbrojeniach i samodzielnie dyktować warunki. Obronność to potężny biznes, w który oprócz Niemiec chcieliby też wejść Francuzi. Tylko żeby ten plan się powiódł, to trzeba by wypchnąć Amerykanów i zająć ich miejsce, zarabiać. Tylko że produkt, jaki Niemcy sprzedają – mam na myśli projekt budowy żelaznej kopuły – jest absolutnie niewiarygodny. Przecież Niemcy ani nie mają armii, ani nie są dostarczycielem czy gwarantem bezpieczeństwa w żadnym tego słowa znaczeniu. Dlatego nikt racjonalnie myślący w tę ich wizję nie uwierzy.

Czym może się skończyć wypchnięcie Stanów Zjednoczonych z orbity europejskiej, zwłaszcza w sytuacji geopolitycznej, jaką mamy, związanej z rosyjską agresją, gdzie naiwnością byłoby wierzyć, że Putin zatrzyma się na Ukrainie?

– Amerykanie przeszkadzają w realizacji niemieckiego planu hegemonii w Europie, dlatego trzeba się ich pozbyć. Sprawa jest prozaicznie prosta, bo ma swoje przełożenie na stan bezpieczeństwa. Mianowicie, żeby ratować przemysł niemiecki, francuski, szafuje się bezpieczeństwem całego Starego Kontynentu. Natomiast przez to, że Polska jest na wschodniej flance, uderza to bezpośrednio także w nasze bezpieczeństwo.

Tymczasem okazuje się, że władza Tuska nie dość, że nie rozwija polskiej obronności (nie ma żadnych nowych projektów w MON), to jeszcze pod znakiem zapytania stoi realizacja kontraktów zbrojeniowych zawartych jeszcze przez władzę Zjednoczonej Prawicy?

– Prawda jest taka, że w jakikolwiek obszar „koalicja 13 grudnia” wchodzi, to reformowanie – tak jak oni je rozumieją – polega na niszczeniu różnych instytucji czy obszarów państwa. I takich obszarów możemy wymieniać bardzo dużo. Na tym polega reformowanie państwa przez władzę Tuska – że niszczy się wszystko, a specjalistów zastępuje własnymi nominatami. Jeśli zaś mówimy o strategicznych projektach, czy to obronnych, czy  związanych z naszym bezpieczeństwem w wielu obszarach, to weźmy chociażby Centralny Port Komunikacyjny, gdzie miał być audyt, którego nie ma, za to są już kilkumiesięczne opóźnienia. Wiele wskazuje na to, że Tusk będzie chciał utrącić ten projekt, bo po co nam on, skoro – jak mówił Rafał Trzaskowski – jest lotnisko w Berlinie. Dotyczy to także wspomnianych przez pana redaktora zakupów zbrojeniowych w Korei Południowej, co do kontynuacji których też można mieć wątpliwości. Jak widać, czego się ta władza nie dotknie, to niszczy.

Tylko co ma zastąpić brak inwestycji, reform, modernizacji poszczególnych obszarów państwa?   

– Trójkąt Weimarski, a więc układ z Niemcami, oraz unijne fundusze, które tak naprawdę w ogromnej mierze pożyczamy w formie Krajowego Planu Odbudowy – fundusze, które wydamy na zakup farm wiatrowych i fotowoltaiki, od kogo? – od Niemiec. Realizacja bezrefleksyjnej wizji zielonej Europy ma nam zastąpić projekty prorozwojowe, projekty dotyczące bezpieczeństwa, które zapoczątkował rząd Zjednoczonej Prawicy. Tak to wygląda. Jest to oczywiście przykre, a w skutkach może się jeszcze okazać tragiczne dla nas.

Jeśli Niemcy chcą nas bronić, to trzeba powiedzieć, że na samą myśl o tym robi się gorąco...

– Historia uczy nas, że już w czasach krzyżackich to właśnie Krzyżacy mieli nas bronić przed Brandenburczykami, a przejęli Gdańsk, wycinając załogę, dokonali też rzezi wśród mieszczan. Również w czasie II wojny światowej bronili nas w bardzo specyficzny sposób. Natomiast dzisiaj Niemcy są de facto rozbrojeni, a żeby czegoś bronić, to trzeba dysponować dobrze wyposażoną armią.

Czy nie powinniśmy się skupić na wdrażaniu i rozwijaniu programów Wisła, Pilica i Narew, a nie w sytuacji realnego zagrożenia, jakie czyha ze strony Rosji, zajmować się jakimiś mrzonkami i ulegać dyktatowi Berlina?

– To, co zostało zaprojektowane, zamówione, trzeba kontynuować i dokończyć. Ta kontynuacja wydaje się oczywista w państwach poważnych, których władze myślą o bezpieczeństwie swoich granic i obywateli. Tak do niedawna było też u nas i tak powinno być nadal. Natomiast reformowanie czy korekty, których dokonuje „koalicja 13 grudnia”, polegają nie na kontynuacji i rozwoju, tylko na likwidowaniu wszystkiego, co zainicjowała poprzednia władza. Tusk ze swoimi akolitami uznał, że Prawo i Sprawiedliwość to nasi okupanci, że to była władza de facto okupacyjna, nieprawomocna, niepraworządna, a skoro tak, to zgodnie z takim podejściem wszystko, czego dokonali poprzednicy, trzeba wyrzucić do kosza. Może po za programem „500 plus”, a dzisiaj „800 plus”, bo jest to program wysoce akceptowalny przez Polaków i jako taki ciężko – przynajmniej na razie – byłoby i ten prospołeczny program zlikwidować. Jeśli zaś chodzi o wielkie projekty gospodarcze, to Tusk likwiduje wszystko, co się da, czego efekty już są zauważalne.

Nie ma wątpliwości, że Tusk, który jest wykonawcą polityki niemieckiej, ma doświadczenie w destrukcji. W końcu to on doprowadził do wykolejenia koncepcji budowy w Polsce tarczy antyrakietowej jeszcze za prezydentury George’a Busha…

– To prawda. Tusk jest politykiem proniemieckim, co ciekawe, jest politykiem nieskutecznym w rządzeniu. Natomiast jest dosyć skuteczny w pozorowaniu pewnych działań i szukaniu tematów zastępczych; jest sprawny w składaniu obietnic bez pokrycia, w robieniu afer z niczego, a także w aresztowaniach przeciwników politycznych. Innymi słowy to, co mu nie wychodzi, czy kiedy obietnice, które złożył nie są realizowane, jest zaraz przykrywane jakim newsem, który ma odwrócić uwagę ludzi. I tak w sytuacji, kiedy firmy zaczynają uciekać z Polski, a ludzie tracą miejsca pracy, ogłasza się pozyskanie miliardów z Krajowego Planu Odbudowy. Pytanie tylko, na co, ile nas to będzie kosztowało i kto na tym zarobi. I to są metody, którymi ta władza się posługuje. Ale taki jest Tusk, takie są też jego metody sprawowania władzy. Jest zatem sprawny w tym sposobie działania, o których wspomniałem, natomiast jeśli chodzi o realną politykę – jest nieudacznikiem.      

To o nas źle świadczy, że wiedząc, z kim mamy do czynienia, jednak stawiamy na politycznego nieudacznika, który tyle razy nas oszukał?    

– To prawda. Jest to nieszczęście, które sami sobie fundujemy, i to na własne życzenie – zresztą nie pierwszy raz w historii. Obyśmy tylko jak najszybciej się obudzili, bo rzeczywiście sytuacja jest skrajnie niebezpieczna dla Polski. Już sam fakt, że duża część firm się z Polski wyprowadza, jest też pochodną tego, że inwestorzy kalkulują, czy jest bezpiecznie, czy też nie. Widać uznali, że po przejęciu władzy przez ekipę Tuska Polska nie jest bezpiecznym obszarem do inwestowania i prowadzenia działalności, dlatego skutkiem jest zaniechanie produkcji w Polsce i masowe zwolnienia ludzi. My, Polacy, dajemy się nabierać na tanie igrzyska, jakie funduje nam Tusk, a sprawy fundamentalne dotyczące bezpieczeństwa militarnego i gospodarczego idą w odstawkę i Polska zamiast się rozwijać, się zwija. Wielu ludzi wciąż ma klapki na oczach, ale wielu zaczyna się budzić i dostrzegać, że mamy do czynienia z władzą destrukcji i zwijania Polski. Efekt tego przebudzenia był już widoczny podczas wyborów samorządowych, gdzie „koalicja 13 grudnia” przegrywając z PiS-em, otrzymała od społeczeństwa co najmniej żółtą kartkę.

Pozostając w sferze szeroko rozumianego naszego bezpieczeństwa – prezydent Andrzej  Duda gości właśnie w Stanach Zjednoczonych, gdzie ma się dzisiaj spotkać z byłym, a kto wie czy też nie przyszłym prezydentem Donaldem Trumpem. O ile władze amerykańskie nie mają z tym problemu, to fakt ten jest kontestowany przez koalicję rządzącą w Polsce. Czy słusznie?

– Dla tej ekipy destrukcji wszystko, co zrobi prezydent  Duda czy też PiS jest krytykowane, wyśmiewane, uważane za błąd, ale jeśli to samo będzie robić Platforma czy Tusk, to wtedy jest to już dobre. Jeśli był deficyt budżetowy po „500 plus”, to Tusk ze swoimi przybocznymi przewidywali katastrofę finansów państwa, krytykowali ekipę Mateusza Morawieckiego, że to nas doprowadzi do bankructwa. Jednak kiedy zaledwie po czterech miesiącach rządzenia Tuska deficyt wzrósł o kilkadziesiąt miliardów złotych, to już jest dobrze, nic złego się nie dzieje. To tylko pokazuje, co to za władza i jaki jest jej poziom merytoryczny. Mamy prymitywne metody propagandowe, gdzie obwiązuje jedna zasada: cokolwiek zrobi PiS, to jest złe, niedobre, ale jeśli to samo, a nawet więcej robi rząd Tuska, to wtedy jest ok.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl