logo
logo

Zdjęcie: Biuro prasowe Europoseł Beaty Kempy/ Inne

Ideologia zawsze przegrywa z nauką

Czwartek, 18 kwietnia 2024 (20:57)

Rozmowa z Beatą Kempą, posłem Suwerennej Polski do Parlamentu Europejskiego

Skrajnie lewicowy burmistrz jednej z dzielnic Brukseli próbował nie dopuścić do przeprowadzenia konferencji narodowo-
-konserwatywnej NatCon, twierdząc, że jest to wydarzenie zagrażające bezpieczeństwu publicznemu. Konferencja została przerwana przez policję i choć sąd zdecydował o jej kontynuacji, to skandal, jaki wynikł, rozniósł się de facto na całą Europę. Komu przeszkadzało to wydarzenie?

– Warto wspomnieć, że nawet premier Belgii Alexander De Croo zabrał głos i podkreślił, że jest przeciwny tego typu zachowaniom jak to burmistrza Emira Kira, że tego typu działania, jak zakazywanie spotkań politycznych czy innych, są niedopuszczalne. Natomiast cała ta sytuacja pokazuje, że im bliżej wyborów do Parlamentu Europejskiego, to tego typu działania będą się nasilać. Ten przypadek dotyczy zaledwie jednej z dzielnic Brukseli, ale jako posłowie do europarlamentu dostrzegamy, że tutaj racji bytu odmawia się nurtom konserwatywnym, nurtom prawicowym. Takie działania to pewna pokazówka, bo jak się bliżej przyjrzeć, to cała ta próba utrudnienia przeprowadzenia konferencji była kompletnie irracjonalna, podobnie zresztą jak argumentacja, która była wręcz śmieszna, nietrzymająca się faktów. Zasłona, że konferencja zagraża bezpieczeństwu, nie przystaje do rzeczywistości. To, że ruchy konserwatywne rosną w siłę, przedstawiciele nurtów – przede wszystkim lewackich – uważają za zagrożenie, ale dla siebie. Fakty są takie, że nie mają nic do zaoferowania poza bardzo prymitywną ideologią. Co więcej, widząc, że w wielu miejscach
w Europie – nawet w lewicowo-laickiej Holandii – nurty prawicowe nabierają coraz większego znaczenia, zaczynają się obawiać spadku poparcia i próbują używać metod dobrze nam, Polakom, znanych z czasów reżimu komunistycznego. Swoją drogą dzisiaj w Polsce mamy też tego typu metody, których władza Tuska używa  wobec przeciwników politycznych. To jest dowód – ten z Brukseli, ale też jeśli chodzi o działania „koalicji 13 grudnia”
w Polsce, że ruchy czy formacje, które nie mają rzeczowych argumentów, używają siłowych rozwiązań.

Z tym, że przy tym mamy do czynienia
z jawną próbą ograniczania wolności słowa
oraz praw obywatelskich?

– Oczywiście, i to dzieje się nie tylko w Brukseli i w ogóle w Unii Europejskiej, ale też w Polsce. Przecież w Polsce odmawia się prawicy racji bytu, używa się wobec nas nawet takich argumentów, że jesteśmy faszystami, co więcej, słyszymy tego typu epitety nawet w Parlamencie Europejskim. Są one na porządku dziennych w ustach liberałów z formacji Tuska, czyli Europejskiej Partii Ludowej, czy też Szymona Hołowni. To pokazuje, że mamy do czynienia z czymś, co w Polsce nazywamy przemysłem pogardy. Tak było w odniesieniu do prezydenta Lecha Kaczyńskiego, a potem też do całej Zjednoczonej Prawicy. Tak czy inaczej to, co obserwujemy w tej chwili ze strony tych środowisk, czy to w Brukseli, czy to w Polsce, to jest krzyk rozpaczy, bezradności. Chodzi o to, że kiedy pojawia się niemoc, nie ma argumentów, wówczas używa się siły. Dlatego to, co stało się w Brukseli, było skandalem. Jednak nie przeszkodziło, żeby to spotkanie, tak utrudniane, się odbyło. Premier Mateusz Morawiecki spotkał się z szefem węgierskiego rządu Viktorem Orbánem, z naszymi europarlamentarzystami. Byli też obecni eurodeputowani innych ugrupowań, licznie reprezentowani byli też asystenci – ludzie młodzi, ciekawi różnych poglądów, spojrzeń. Rozmawialiśmy między sobą i wszyscy jednakowo byli oburzeni zachowaniem burmistrza Emira Kira, uznając to po prostu za zamach na demokrację. Swoją drogą oburzenie potęgował fakt, że wszystko to działo się w Brukseli, w tej Brukseli, w której tak dużo mówi się o tolerancji, o wolności słowa itd. Myślę, że to była też wściekła reakcja wobec obecnego na tej konferencji Nigela Farage’a, którego te liberalno-lewicowe środowiska obarczają winą za wyjście Wielkiej Brytanii
z Unii Europejskiej. Faktem jest bowiem, że brexit był absolutną porażką Unii Europejskiej, elit brukselskich,
w tym również Donalda Tuska, który był wówczas szefem Rady Europejskiej i jako król Europy nie zrobił nic, żeby wyhamować brexit, co więcej, wydatnie się do niego przyczynił. Swoją drogą pamiętamy, jaki był krzyk, że Wielka Brytania poza Unią Europejską sobie nie poradzi, że brytyjska gospodarka będzie tylko tracić. Tymczasem nic
z tych rzeczy się nie wydarzyło, co więcej, to brytyjska gospodarka ma się dobrze, a niekoniecznie gospodarki krajów unijnych. To zaś, co widzimy dzisiaj wewnątrz Unii, to jest walka, którą trzeba uznać wręcz za wojnę ideologiczną.   

Czy Unia Europejska w tej formule, którą Pani poseł zarysowała, gdzie zwalcza się wszystkich, którzy nie chcą się zgodzić na lewacki dyktat, ma rację bytu?

– Jeżeli Unia Europejska, jeżeli unijni politycy nie pójdą po rozum do głowy, to z tej Unii, jaką znamy, nic nie będzie. Jeśli Unia nie zrewiduje kursu marksistowskiego czy neomarksistowskiego obecnego w rozmaitych odcieniach, jak na przykład w sprawach gospodarczych, a więc Europejski Zielony Ład i dyrektywy, które powodują, że wszyscy będziemy zmuszeni zaciskać pasa w imię ideologii, jeśli proces centralizacji będzie postępował dalej, to wszystko się zawali. Swoją drogą projekt centralizacji Unii nie jest niczym nowym. My, Polacy, dobrze to znamy z czasów słusznie minionych, kiedy byliśmy w bloku komunistycznym mniej więcej do 1989 roku. Ten cały układ zbudowany na piasku się rozpadł, a takie narody jak nasz wybiły się na niepodległość. I dzisiaj Unia Europejska przypomina tamten Układ Warszawski. Dlatego jeśli Unia Europejska nie spuści z tonu w przypadku bezsensownej biurokracji, to powolny proces jej rozpadu może się toczyć i potęgować. Do końca wprawdzie jeszcze daleko, ale jedno jest pewne, że te lewackie pomysły, oderwane zupełnie od realiów życia, wręcz szkodliwe, cała ta bezrefleksyjna polityka spowodowała, że jeszcze bardziej uruchomiły się nurty prawicowe, a do głosu dochodzą nurty narodowościowe, tożsamościowe. Ludzie o poglądach prawicowych widzą, że np. sprawa integracji europejskiej poszła za daleko, że podstawy Unii Europejskiej Roberta Schumana, unii gospodarczej, unii państw narodowych, które ze sobą współpracują, nie mają nic wspólnego z tym, co widzimy dzisiaj, gdzie jedne państwa chcą dominować nad innymi. Niemcy, Holendrzy, a więc najbardziej zajadłe państwa wobec Polski czy Węgier, zaczynają sobie poczynać tak, jakby Unia była ich prywatnym folwarkiem. Państwa, które nie chciały się podporządkować dyktatowi Berlina i Brukseli, były sekowane. Wymyślono kamienie milowe, żeby poprzez ograniczenie czy wstrzymanie wypłaty środków europejskich karać państwa i rządy niepokorne.

Wiele wskazuje na to, że na Polsce i na Węgrzech się nie skończy?    

– Oczywiście, że ta ingerencja będzie się rozszerzać, ale po to te mechanizmy zostały wymyślone. Moim zdaniem takiej ingerencji może się spodziewać premier Włoch Giorgia Meloni, która jest chyba świadoma, że wszystkie siły ruszą i na nią. Techniki mogą być różne, a zatem najpierw wymagania i stawianie tzw. kamieni milowych czy jakieś inne, nazwijmy to, połajanki, zupełnie niemerytoryczne,
z politycznych powodów, następnie karanie, wstrzymywanie środków itd. Te metody wobec Polski były bardzo brutalne i one mogą być stosowane także wobec innych krajów, wystarczy tylko, że jednemu czy drugiemu hegemonowi nie spodoba się rząd w danym państwie
i będą robić wszystko, żeby został obalony, a władzę objęła ekipa spolegliwa wobec Berlina i Brukseli. Takie działanie to jest nic innego jak pogarda dla społeczeństw. To, co się dzieje, pokazuje, że europejskie elity, wąska grupa eurokratów za nic ma zwykłych ludzi. Trzeba też powiedzieć, że Unia Europejska jest bardzo głęboko przeżarta różnej maści lobbystami. Stąd też różnego rodzaju dyrektywy, zapisy, często niezrozumiałe, zawiłe, które można dowolnie interpretować, cała ta nowomowa unijna, język, to wszystko pokazuje, że cały ten projekt zmierza raczej w kierunku, który za kilka czy kilkanaście lat będzie trudny do zatrzymania. Unijni decydenci nie mogą sobie wyobrazić, że nurty prawicowe będą rosły
w siłę, co więcej, już rosną.

Czy przed zbliżającymi się wyborami do europarlamentu takich działań przeciwko konserwatystom, jak to w brukselskim Claridge, może być więcej?

– Zdecydowanie tak. Bądźmy też na to uczuleni i przygotowani. Mogą to być różne formy, począwszy od brutalnych działań poprzez tzw. miękkie oddziaływania. Dzisiaj, kiedy zbliżają się wybory do Parlamentu Europejskiego, pojawiają się peany szefowej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen i nagradzanie kolesi – tak jak to było w ostatnim tygodniu z Donaldem Tuskiem
i z odblokowanymi 26 miliardami złotych w ramach Krajowego Planu Odbudowy. To jest próba oddziaływania na sytuację wewnętrzną państw i wybory w poszczególnych krajach. Ja rozumiem, że Tusk i von der Leyen są z jednej rodziny politycznej (Europejskiej Partii Ludowej), tylko że Donald Tusk – objawiający się wcześniej jako król Europy – niewiele może załatwić, co tylko dowodzi, że jego pozycja w Europie jest słaba. To też pokazuje, jak wielkim kłamstwem były wszystkie obietnice, które politycy obecnej „koalicji 13 grudnia” z Tuskiem na czele składali przed wyborami parlamentarnymi. Tak czy inaczej oni wszyscy będą się wspierać w każdy możliwy sposób, również uciekając się do tak brutalnych metod, jak chociażby ta, z którą mieliśmy do czynienia w tym tygodniu w Brukseli w związku z blokadą konferencji narodowo-konserwatywnej NatCon.

Skoro powróciła Pani do konferencji, od której rozpoczęliśmy naszą rozmowę, to warto może przypomnieć, że w nakazie burmistrza Emira Kira notabene pochodzenia tureckiego – możemy przeczytać, że „wizja NatCon jest nie tylko etycznie konserwatywna (np. wrogość wobec legalizacji aborcji, związków osób tej samej płci itp.), ale także koncentruje się na obronie suwerenności narodowej, co oznacza, między innymi, postawę eurosceptyczną”. To chyba jawnie pokazuje, że poglądy prawicowe, konserwatywne dzisiaj przeszkadzają?

– Przeszkadzają i zagrażają. Tymczasem coraz więcej osób przyznaje nam rację w wielu kwestiach. Z tym, że jeśli ktoś nie zgadza się z naszymi poglądami, ma inne zdanie
w kwestiach fundamentalnych, to nie znaczy, że ma nas, po pierwsze, zwalczać, po drugie, odmawiać możliwości zorganizowania konferencji czy dyskusji, polemiki, bo konferencja jest przecież głosem w dyskusji. Ale to pokazuje jeszcze jedno – mianowicie absolutną wściekliznę polityczną oraz to, że ktoś myślący inaczej będzie przez to środowisko sekowany. To jest nic innego jak agresja charakterystyczna dla reżimów. Proszę też zwrócić uwagę, że druga strona próbuje tę swoją agresję ubierać
w przepisy prawa, a wszystko po to, żeby móc ją legalizować i usprawiedliwiać. Czym innym jest bowiem sprawa zakazania w krajach członkowskich Unii Europejskiej tzw. mowy nienawiści? To jest właśnie to, żeby wszystko, co jest głosem w dyskusji, ta druga strona mogła nazwać mową nienawiści i karać za to, wsadzać do więzienia czy w jakikolwiek inny sposób represjonować. Chodzi tu zatem o to, żeby prawej stronie zamykać usta, bo argumenty, jakie prawica artykułuje, to są często argumenty naukowe, a ideologia zawsze przegrywa z nauką, ze światem racjonalnych argumentów. Nic więc dziwnego, że łapie się argumentów z kapelusza, często emocjonalnych, które są dalekie od argumentów demokratycznych, dalekie od świata wartości. I bądźmy tego świadomi. Swoją drogą my, Polacy, jesteśmy bardziej świadomi, bo my reżim komunistyczny przeżyliśmy, widzieliśmy różnego rodzaju procesy pokazowe i kary, jakie zapadały – łącznie z karą śmierci stosowaną przez władze komunistyczne w latach czterdziestych i pięćdziesiątych ubiegłego stulecia. My, Polacy, pamiętamy też, w jaki sposób władze PRL-owskie prześladowały Kościół
i duchownych i jakie metody stosowano. Dzisiaj, niestety, to wszystko, z czym wtedy walczyli nasi ojcowie czy bracia, wróciło i to, o dziwo, w tej starej Europie. Okazuje się, że neomarksizm zawładnął również starą Europą, z czym ta zachodnia Europa – moim zdaniem – sobie zupełnie nie radzi.   

         Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl