Jutro 1 maja mija 20 lat od wstąpienia Polski do Unii Europejskiej. Jaki jest bilans naszego członkostwa w strukturach europejskich?
– Sprawa jest skomplikowana i trudno na to pytanie odpowiedzieć w sposób jednoznaczny. Jeśli spojrzeć na Polskę dzisiaj i Polskę 20 lat temu, to postęp, rozwój, wzrost zamożności obywateli jest zauważalny, jest znaczący. Staliśmy się normalnym krajem europejskim – może jeszcze nie w ścisłej czołówce, ale rozwijającym się, aspirującym do tego. Wiele zdobyczy cywilizacyjnych, które kiedyś były dla Polaków trudne do osiągnięcia czy wręcz nieosiągalne dziś stały się czymś normalnym, przystępnym. W czasach komunistycznych np. żeby kupić samochód, trzeba było oszczędzać przez 10 czy nawet 15 lat. To wszystko odeszło w niepamięć.
I to są realne osiągnięcia, zwłaszcza że za poprzedniej władzy – Zjednoczonej Prawicy – pewne pozytywne zjawiska nabrały trwałego charakteru, jak np. to, że w Polsce nie ma bezrobocia. Tak nam się do tej pory wydawało, że trwałego, bo za władzy Tuska zaczyna się to zmieniać. Powiedzmy też, że część osiągnięć wiąże się z naszą przynależnością do Unii Europejskiej, bo słusznie podkreśla się, iż otwarcie rynku usług, wymiany handlowej – to wszystko wychodzi nam na dobre. I tak jest pomimo różnych chytrych sztuczek ze strony Brukseli, żeby ograniczyć działalność naszych firm handlowych, które opanowały duże obszary rynku europejskiego, czy działań wobec polskich firm zajmujących się przetwórstwem łososia i obłożenia ich takimi obostrzeniami, które właściwie są niemożliwe do zrealizowania. W tym wypadku stoją za tym Francuzi, którzy wraz z Niemcami chcą przejąć rynek w Polsce. Pomimo takich działań wobec naszego kraju wiele naszych firm korzysta na otwarciu rynku, dlatego nieprawdziwe byłoby twierdzenie, że Unia stwarza same progi i bariery, i komplikacje.
Jednak ten bilans naszego członkostwa w Unii nie zawsze jest różowy...
– Owszem, bo polityka unijna – głównie za pośrednictwem Niemców – doprowadziła do likwidacji m.in. polskich cukrowni, gdzie z ponad 120 zostało tylko niewiele ponad 20. Mamy sytuację, gdzie polski rynek jest zasypywany cukrem z Niemiec. Jest więc szereg działań unijnych czy niemieckich, które doprowadziły do likwidacji polskich gałęzi przemysłu. Restrykcyjne przepisy dotyczące stoczni w kwestii dofinansowania ze strony państwa, ale też polityka Tuska, który był spolegliwy i zgadzał się na te wszystkie stawiane przez Unię wymogi, doprowadziły do likwidacji Stoczni Gdańskiej, a także Stoczni Szczecińskiej i wielu zakładów pracy. Jeśli do tej listy dodamy likwidację kopalni węgla, co wymogła Unia Europejska, to widzimy, jak ta polityka wobec Polski wygląda. Mimo tych wszystkich szkód bilans naszego członkostwa w Unii wydaje się być pozytywny.
A może nie należąc do Unii, Polska równie dobrze – jak nie lepiej – mogłaby się rozwijać?
– Ekonomiści zastanawiają się nad tym i trudno im precyzyjnie odpowiedzieć na tak postawione pytanie. Spróbujmy jednak pochylić się nad tym problemem. Powiedzmy sobie, że nad naszym członkostwem w Unii cieniem kładzie się to, co dzieje się na przestrzeni ostatnich lat. Znaleźliśmy się w klinczu z powodu różnych szaleństw, ideologicznych projektów natury ekologicznej i mitu ograniczania CO2, ponieważ to przecież nie człowiek przez emisję CO2 doprowadza do ocieplenia. Jednak to wszystko wpaja się nam, bo zmusza się nas do płacenia podatków węglowych, do ocieplania mieszkań za gigantyczne pieniądze, ponadto snuje się przed nami perspektywę, że będziemy płacić kary za opalanie domów węglem czy gazem. Ale jeszcze niedawno Niemcy twierdzili, że gaz jest wspaniałym paliwem. Tak było, dopóki budowali z Rosją po dnie Bałtyku gazociągi Nord Stream 1 i Nord Stream 2.
Liczyli, że staną się hubem paliwowym dla całej Europy i będą zgarniać kokosy. Jednak, kiedy po napaści rosyjskiej na Ukrainę oraz po wybuchu rurociągów plany te obróciły się wniwecz, to Berlin zmienił retorykę i okazuje się, że gaz nie jest już ekologiczny. Jeśli więc będziemy ogrzewać domy gazem, to w przyszłym roku będziemy już płacić kary. Ponadto pomysły podatku od emisji CO2 powodują też wzrost cen prądu, bo czysta – według Berlina i Brukseli – jest tylko energia słoneczna i ciepło z wnętrza ziemi, natomiast wszystko inne jest brudne. Narzucenie tych podatków, perspektywa zakazu używania samochodów spalinowych, podczas gdy elektryki nie nadają się do użytku na szerszą skalę, to wszystko prowadzi do zubożenia społeczeństwa. Obłożenie takimi podatkami węglowymi spowoduje, że mniej zamożni ludzi popadną w nędzę. Te wszystkie perspektywy kładą się cieniem na bilans członkostwa w Unii Europejskiej. Dlatego osobiście uważam, iż nam obecnie przynależność do struktur unijnych nie daje zupełnie nic, dopóki Unia jest w absurdalnych szponach ekologistów czy też ludzi, którym bardziej od ekologii zależy na własnych kieszeniach. Można więc stwierdzić, że dopóki ten ideologiczny trend będzie trwał, to Unia Europejska będzie nam tylko kulą u nogi. Uważam więc, że powinniśmy sprawę stawiać jasno, iż UE w tej chwili nic nam nie daje.
Czy Unia scentralizowana, federalistyczna, Unia pod dyktatem niemieckim, Unia z tymi wszystkimi pomysłami ideologicznymi, z całą tą zieloną polityką, czy taka Unia Europejska ma w ogóle sens?
– Nie ma sensu. Klimat oczywiście się ociepla, co widać gołym okiem, bo wystarczy popatrzeć na zimy w Polsce, których nie da się porównać do zim w latach 70. czy 80. ubiegłego stulecia. Natomiast jest pytanie, czy to wynika z działalności człowieka? Klimat ma tendencje do fluktuacji termicznych, dlatego za Mieszka czy Chrobrego w Polsce bez kłopotu rosły morele i brzoskwinie. Później nastąpiło średniowieczne oziębienie, gdzie łącznie z okresem nowożytnym było bardzo zimno i np. Bałtyk potrafił zamarznąć od Helu aż do brzegów Szwecji. Potem znów się ociepliło i dzisiaj też mamy falę ocieplenia, na co wpływu nie mamy.
Dlatego wszystkie teorie, że przyczyną globalnego ocieplenia jest emisja CO2 są teoriami niepoważnymi. Tu chodzi o coś innego – mianowicie o wyciągnięcie pieniędzy z różnych państw przez tych, którzy na tych wszystkich ekologicznych bzdurach chcą zarobić, co więcej, dorabiają się i wygląda na to, że ten proceder będzie trwał dalej. Natomiast nie ma to wszystko większego sensu, tyle tylko, że propaganda sprawia, iż ludzie głosują na partie, które głoszą tego typu programy. Spójrzmy na decyzje europarlamentu, które są ekologistyczne aż do bólu. Dlatego patrząc na to wszystko, mam same obawy. Wielcy panowie z Brukseli uznali też, że w Europie utrzymanie obecnej stopy życiowej, klasy średniej jest na dłuższą metę niemożliwe. Stąd ludzi trzeba przygotować do życia skromnego, do życia w ubóstwie w przestrzeniach miejskich tzw. 15-minutowych, gdzie nie jeździ się samochodami, bo wszędzie można dotrzeć pieszo, rowerem lub transportem publicznym w 15 minut.
O lataniu samolotem np. na Wyspy Kanaryjskie czy do innych kurortów trzeba zapomnieć. Tylko jeden procent polityków, szefów korporacji będzie mógł korzystać z przywilejów, luksusów, latać gdzie dusza zapragnie, jeździć limuzynami i pić szampana. Klasa najbogatszych sobie poradzi, a reszta niech sobie żyje w ośrodkach 15-minutowych i przyzwyczaja się do mieszkania w lokalach o powierzchni 30 m kw., które mają być w zupełności wystarczające dla plebsu. To są perspektywy, które wielcy tego świata snują. Dlatego Polska powinna się trzymać od tego z daleka. O przymusowej relokacji imigrantów, z którymi zachodnia Europa już sobie nie radzi i chętnie poczęstowałaby nas kawałkiem tego tortu, nie wspomnę.
I w tej atmosferze zwijania się Unii zbliżają się kolejne wybory do europarlamentu, gdzie o mandaty ubiegają się wszystkie ugrupowania. Jaka jest waga czerwcowych wyborów, które mogą zatrzymać dominację środowisk liberalno-lewicowych?
– Waga tych wyborów jest ogromna. Natomiast co do głosów optymistycznych, że oto ugrupowania konserwatywne, chrześcijańskie, sprzeciwiające się dyktatowi ekologicznemu osiągną jakiś spektakularny sukces, nie jestem przekonany. Nie wiem, z czego wynika ten nadmierny optymizm. Nie wiem też, dlaczego ludzie głosują wbrew samym sobie, przeciw własnym interesom – zresztą przerabiamy to przy okazji wyborów do polskiego parlamentu. Nie wiem, dlaczego ta ekologiczna propaganda jest tak daleko idąca, że potrafi ludziom zrobić wodę z mózgu. Czy jesteśmy aż tak naiwni, że ulegamy tym rozmaitym mrzonkom i retoryce o płonącej planecie i o ostatnim pokoleniu?
Nie byłbym nadmiernym optymistą, że nagle ludzie się obudzą. Obawiam się, że te ekologistyczne ugrupowania mogą mieć ogromny wpływ na ludzi i ich głosy. Obawiam się jeszcze jednej rzeczy – mianowicie, że Europa, która od wieków była elitą światowego rozwoju, przecież to w Europie kształtowała się kultura, która następnie rozszerzała się na całą kulę ziemską, że ta Europa się zwija. Nauka, filozofia także chrześcijaństwo wyrosło na gruncie europejskim i teraz ta Europa kapituluje pod względem gospodarczym. W Europie likwiduje się kopalnie węgla, a Chińczycy budują ponad dwieście kopalń rocznie i mają tanią energię, produkują na potęgę i niedługo towary z Chin, które już dziś zawalają cały świat będą jedynymi, bo wszystko inne – przez ekologiczne podatki od CO2 – będzie wielokrotnie droższe, niekonkurencyjne, a przemysł europejski popełni samobójstwo. Generalnie Europa ma zamiar popełnić samobójstwo gospodarcze, co więcej, ludzie, którzy głowy mają zaprzątnięte lewacką propagandą Zielonego Ładu, nie zwracają na to uwagi. Dlatego biorąc to wszystko pod uwagę, nie jestem optymistą. Być może jeśli dojdzie do jakichś gwałtownych ruchów, to może nastąpi jakieś otrzeźwienie, ale wtedy może być już za późno, bo sprawy zajdą za daleko.
W Polsce ludzie też są zamroczeni i nie czują, jak ta fala ekologizmu idzie coraz szerzej…
– To zdumiewające, że mimo zapowiedzi „koalicji 13 grudnia”, która szykuje podwyższenie cen prądu o ponad 100 proc., podwyżki cen gazu o 50 proc., a co za tym idzie – podrożeje wszystko, to i tak ponad 40 proc. popiera nadal Donalda Tuska. Cóż można więc zrobić, jak tylko załamać ręce. Oczywiście zmiana postaw nastąpi, kiedy wszyscy na własnej skórze odczują działania tej władzy. Proszę zauważyć, że rząd Tuska mówi wprost, że wprowadza podwyżki od 1 lipca, bo w okresie wakacyjnym jest pewne zamieszanie. Gazu się nie używa do ogrzewania, ludzie są na urlopach, na wczasach, więc energii też nie używają, dlatego rachunek, jaki przyjdzie 1 września może jeszcze nie być drastycznie wysoki. Prawda wyjdzie na jaw w listopadzie, grudniu czy styczniu przyszłego roku. To maskowanie ma na celu przyzwyczajenie ludzi do podwyżek, które bez wyjątku wszyscy odczujemy. Być może wtedy wpłynie to na proces myślenia. Zobaczymy…
Skąd bierze się antyspołeczna polityka Tuska. Przecież od objęcia władzy 13 grudnia minęło stosunkowo niewiele czasu, tymczasem Polska zwalnia i zaczyna się zatrzymywać w rozwoju...
– To jest dogmatyzm, który polega na czymś, co młodzież kiedyś określała mianem szpanowania. I tej ekipie oraz samemu Tuskowi zależy, by chwalić się w Europie, jacy to my jesteśmy postępowi, radykalni, zdecydowani we wprowadzaniu tych europejskich projektów, tych wspaniałych reform. Donald Tusk chce pokazać, że Prawo i Sprawiedliwość to był ciemnogród, który przeciwstawiał się reformom i był problemem dla Berlina i Brukseli, natomiast obecnie rządząca ekipa jest znakomita, więc chwalcie nas. Tylko że ten sposób rozumowania jest dobry, jeśli czuje się poparcie społeczne, bo połowa społeczeństwa jednak popiera „koalicję 13 grudnia”, bo wydaje się im, że formacje rządzące są nowoczesne, postępowe.
Tusk liczy więc, że ludzie zaakceptują wszystko, nawet gdyby mieli ponieść pewne ofiary. Nie jest przecież tajemnicą, że są ludzie tak radykalnie antypisowscy, że są w stanie nawet zacisnąć pasa czy głodować, aby tylko zrobić na złość Kaczyńskiemu. Ale takie postawy i ten sposób rozumowania jest zawodny. Jest też przyzwyczajenie do opierania polityki zagranicznej na Niemcach, o czym niedawno mówił Radosław Sikorski w swoim exposé, że polityka z Niemcami nie może być polityką wrogości. Można więc odnieść wrażenie, że szereg posunięć obecnej władzy jest po to, aby Niemcom nie było przykro. Przykładem może być Centralny Port Komunikacyjny, który Tusk chce pogrzebać. Niemcom Centralny Port Komunikacyjny był nie w smak, byli z tego projektu bardzo niezadowoleni, a teraz chyba mogą spać spokojnie.
Powiedzmy wprost, że Tusk poszedł na rękę Niemcom…
– I to nie tylko jeśli chodzi o Centralny Port Komunikacyjny. Wystarczy spojrzeć na opublikowaną mapę szlaków wodnych w Europie. Jeśli chodzi o środkową Odrę, to Niemcy zażądali, aby powstał tam rezerwat i taki rezerwat powstanie. Zatem ta część Odry zostanie wyłączona z ruchu statków, ponieważ Niemcy po swojej stronie Odry mają równoległe kanały wodne. I jedynie końcowy odcinek Odry do Szczecina może być eksploatowany, bo kanały wpadają z powrotem do Odry i Niemcy muszą jakoś na Bałtyk wypłynąć. Dlatego tam już można używać barek, ale na wcześniejszym odcinku Polacy nie mogą. Niemcy pewnie udostępnią nam swoje kanały pod warunkiem, że im zapłacimy. Patrząc na spolegliwość tego rządu wobec Niemiec ręce opadają. I co z tego, że o tym piszemy, mówimy, jak nic z tego nie wynika. Być może jest to ziarno, które z czasem będzie kiełkować. Na razie po stronie rządzącej nie ma kogo przekonywać, bo ta władza robi wszystko na zasadzie – tylko my mamy rację, i sprawa się kończy.

