logo
logo

Zdjęcie: fot.arch. twitter/brzonca/ Inne

Jest jeszcze czas, jeszcze nie jest za późno…

Poniedziałek, 6 maja 2024 (20:53)

Rozmowa z Bogdanem Rzońcą, posłem do Parlamentu Europejskiego z Prawa i Sprawiedliwości

Lewica chce zlikwidować zasadę jednomyślności w europarlamencie.
Wyraził to współprzewodniczący Nowej Lewicy Robert Biedroń. Widać, że lewicowo-
-liberalne elity mówią o swoich celach
bez zahamowań. Czyżby, ujawniając cele,
czuli się aż tak pewnie?

– Państwo polskie i Naród Polski wyraźnie uwierają
lewicę. Idąc do wyborów europejskich z hasłem odejścia
od jednomyślności, właściwie odkryli karty, przyznali się, jakie są ich cele i czego chcą.

Pana zdaniem czego chcą?

– Chcą unicestwienia Polski, chcą Europy od Lizbony
do Władywostoku, chcą Europy rad, Europy nihilizmu gospodarczego. Po prostu chcą Polskę – nasze dziedzictwo chrześcijańskie, historię – rozmyć w przestrzeni liberalizmu lewicowości europejskiej. To, co powiedział Robert Biedroń, to jest jasny i czytelny sygnał, że lewica europejska jest zaangażowana przez Niemców do forsowania rozwiązań, które są nie do przyjęcia przez prawicę. Swoją drogą prawicowa Polska zawsze przeszkadzała lewicy, także
rząd Zjednoczonej Prawicy zawsze był niewygodny
dla lewicowych ośrodków w Polsce i Europie. Dlatego podejmowali i podejmują rozmaite działania nie tylko przeciw nam jako formacji politycznej, ale przeciw Polsce 
i Polakom. Dzisiaj odkryli karty i wyborcy mają możliwość oceny takiej postawy. Będą doradzał, żeby ludzie na nich nie głosowali.

Przykład otwartości idzie z góry,
bo kanclerz Olaf Scholz i prezydent Emmanuel Macron dogadali się w tej sprawie. Odejście od zasady jednomyślności ma dotyczyć kwestii polityki międzynarodowej i podatków. Razem
z bezpieczeństwem to są sprawy fundamentalne dla każdego państwa, a teraz mają zostać oddane pod zarząd Brukseli?

– Taki jest plan europejskich elit i państw wiodących
w Unii Europejskiej, które chcą zdominować pozostałe kraje członkowskie. Porozumienie Scholza z Macronem
to prosta droga do dominacji pod płaszczykiem pogłębiania integracji europejskiej. Ten liberalno-lewicowy projekt
jest realizowany krok po kroku i trzeba będzie ogromnego wysiłku, żeby zapobiec tym niecnym zamiarom, hegemonii Berlina i Paryża. Niewątpliwie jest to bardzo groźne,
bo likwidacja jednomyślności przy podejmowaniu najważniejszych decyzji, m.in. w sprawie podatków oraz polityki zagranicznej, skończy się tym, że cztery
kraje Unii Europejskiej, czyli Niemcy, Francja, Włochy
i Hiszpania, będą miały większość, a więc zdolność decydowania o wszystkim, narzucając swoją wolę pozostałym państwom. Przed wyborcami należy postawić pytanie: czy chcą, żeby Polska rozpłynęła się w unijnej magmie, czy chcą unicestwienia Polski, żeby system podatkowy w Polsce był europejski, a nie nasz polski,
czy chcą, żeby euro zastąpiło polską złotówkę,
czy chcą masowego napływu do Polski imigrantów oraz
czy chcą superpaństwa europejskiego, które zniszczy państwa narodowe? Każdy Polak musi sobie odpowiedzieć na te elementarne pytania, które stawia dzisiaj Prawo
i Sprawiedliwość. My na te pytanie odpowiadamy – NIE! Nie chcemy ani euro w Polsce, ani przymusowej relokacji migrantów, ani superpaństwa europejskiego. Zobaczymy jednak, jaka większość wyłoni się w Parlamencie Europejskim po wyborach 9 czerwca i kto na tym skorzysta. Jest jeszcze czas, jeszcze nie jest za późno. Dlatego trzeba wołać, trąbić głośno dookoła o tym, że forsowany projekt superpaństwa europejskiego jest zły, niekorzystny, wręcz dramatycznie niebezpieczny
dla Polski i Polaków, i liczyć na rozsądek wyborców.

Czy ludzie mają świadomość zagrożeń, skoro większość mediów nie mówi
o niebezpieczeństwach, a scentralizowaną Europę przedstawia jako piękną, uśmiechniętą?

– To prawda, te tematy są przemilczane przez media,
nie ma debaty, nie ma rozmów, brakuje też konferencji. Dlatego prośba, abyśmy do tych debat wrócili, głośno
o tym mówili. Nasza biało-czerwona drużyna Prawa
i Sprawiedliwości będzie o tym mówić w swojej kampanii, sam też o tym mówię i będę mówił o zagrożeniu, jakie niesie utworzenie superpaństwa europejskiego. Należy mówić o tym, że postawienie na liberalno-lewicowe elity wiąże się z wprowadzeniem w Polsce euro oraz Europejskiego Zielonego Ładu, który będzie niezwykle kosztowny dla nas jako państwa oraz dla zwykłych Polaków, a także z przymusową relokacją migrantów. Zachęcam do słuchania, zapraszam do dyskusji. Staram
się dotrzeć do grupy ludzi, którym dzisiaj żyje się stosunkowo dobrze, którzy nie interesują się tego typu sprawami, ponieważ zwyczajnie stać ich na zapłatę podwyżki kosztów życia i utrzymania. Do tych ludzi trzeba dotrzeć, im trzeba objaśniać skutki i konsekwencje unijnej, zaborczej polityki. Dzisiaj ich błogostan sprawia, że nie chcą słuchać, ale za chwilę może się okazać, że będzie
za późno. Wówczas oczy się otworzą i będziemy mieli zrzucanie odpowiedzialności na polityków. Dlatego, uprzedzając fakty, mówimy, że jest jeszcze czas, jest pora, żeby postawić na ludzi, którzy będą godnie reprezentować Polskę, którzy nie zgodzą się np. na narzucenie Polsce euro. Jest to oczywiście problem, jak obudzić więcej
ludzi do aktywności w tych wyborach.

Czym może się zakończyć przesuwanie granic integracji europejskiej, która – jak widzimy – przyspiesza?

– Jeśli tego nie powstrzymamy, zakończy się to upadkiem narodowych państw członkowskich. Powstanie jedna europejska magma, europejsko-lewicowe państwo,
w którym historia i tradycja nie będą miały znaczenia,
a gospodarki poszczególnych państw przestaną istnieć. Wszystkim będzie zarządzać biurokracja brukselska, narzucać swoje zasady, nie licząc się z tym, czy to się komuś podoba, czy nie. Będziemy mieli państwo rodem
z literackiej wizji Orwella, czyli projektowane z góry, podsłuchujące, inwigilujące ludzi. Myślę, że nie jest też przesadą mówienie o zagrożeniu odebrania ludziom gotówki po to, żeby mieć kontrolę nad ich pieniędzmi.
Już dzisiaj Parlament Europejski przegłosował, że aby ukrócić proceder prania brudnych pieniędzy, od 2027 roku wszystkie operacje powyżej 3 tys. euro muszą być rejestrowane. Ponadto największe kwoty, jakie będzie można płacić gotówką, żywym pieniądzem, to jest do
10 tys. euro. Zatem „wielki brat” będzie miał coraz większą kontrolę nad wydatkami ludzi, co pokazuje, że Unia Europejska coraz bardziej z butami wkracza w naszą prywatność. Nie jest też powiedziane, że unijne totalitarne państwo będzie wyłączać elektroniczne systemy, pozbawiać dostępu do gotówki obywateli, którzy protestują,
nie zgadzając się z polityką narzucaną z góry. Tak
zrobiono w Kanadzie, gdzie pod płaszczykiem sytuacji nadzwyczajnej zablokowano konta bankowe tym, którzy nie chcieli się zaszczepić. Możemy więc mieć do czynienia ze zniewalaniem ludzi, z ograniczaniem praw obywatelskich, dlatego trzeba o tym głośno mówić, pokazując, co nam grozi, jeśli lewicowo-liberalne projekty  unijnych decydentów wejdą w życie. O tym są te wybory do europarlamentu.

Donald Tusk nie mówi o tych planach
– on się po prostu zgadza na wszystko,
co postanowią Berlin i Bruksela. Natomiast wygadał się szef dyplomacji Radosław Sikorski, który podczas swojego niedawnego exposé w Sejmie wskazywał, że rząd jest właściwie otwarty na zmiany w traktatach
o Unii Europejskiej. Jak nazwać takich polityków?

– Ten rząd jest za zmianą w traktatach o Unii Europejskiej, ten rząd jest na pasku berlińsko-brukselskim. Dlatego
nie mam najmniejszych wątpliwości, że Tusk to klepnie. Oczywiście, jak ma to w zwyczaju, jedno będzie mówił,
że np. na coś się nie zgadza, ale taka retoryka jest i będzie do wyborów 9 czerwca. Po wyborach wszyscy się przekonają, na co stać tę ekipę. Uważam, że nie należy przyjmować bezkrytycznie tego, co politycy „koalicji
13 grudnia” mówią w trakcie kampanii, ale trzeba analizować ich programy i oceniać je w sposób merytoryczny.

Batalia toczy się też o to, kto po wyborach będzie miał drugie miejsce w Parlamencie Europejskim. Pana formacja, Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy, rywalizuje
o nie z socjalistami. Jakie są szanse, żeby ich wyprzedzić?

– Prawica europejska może mieć po tych wyborach
drugie miejsce. Możemy więc wejść do grupy rządzącej
w Parlamencie Europejskim, jeśli zepchniemy
i wyprzedzimy socjalistów. O to też chodzi w tych wyborach. Analizując na chłodno, uważam, że w przyszłej kadencji europarlamentu mamy szanse realizować nasz program – program eurorealistyczny, oparty na zdrowym rozsądku, program propaństwowy, pronarodowy, a nie antypaństwowy. Warunkiem jest zaufanie wyborców. Drugie miejsce byłoby też sygnałem, że nie wszystko wolno tym lewicowo-liberalnym elitom oraz że czas bezkarności i dyktatu się kończy. Wiemy, co dalej robić
w Unii Europejskiej, która zaczyna się wykolejać
i brnie w odmęty absurdu, stawiając gospodarki państw europejskich na przegranej pozycji wobec gospodarek Chin czy Stanów Zjednoczonych. Naszym celem, zadaniem jest obrona dziedzictwa europejskiego, Unii Europejskiej jako projektu ojców założycieli, bo tylko ta droga ma sens.
W innym wypadku Unia Europejska nie będzie wspólnotą, do której wchodziliśmy 1 maja 2004 roku.

Ile prawdy jest w informacji o współpracy między Grupą Europejskich Konserwatystów i Reformatorów a Europejską Partią Ludową w przyszłym europarlamencie?

– Takie próby zawiązania sojuszu są podejmowane między szefem Europejskiej Partii Ludowej Manfredem Weberem
a naszą liderką premier Włoch Giorgią Meloni. Dotychczas partnerem dla EPL była frakcja socjalistów, jednak kryzys wewnętrzny związany m.in. z aferami, w tym łapówkarską, w którą zaangażowani byli europosłowie tej frakcji, sprawił, że EPL szuka dziś sojuszników we frakcji, z którą dotychczas nie było jej po drodze. Jest duży nacisk
na Giorgię Meloni – można powiedzieć, że nawet szantaż 
– aby podjąć współpracę między EKR a EPL. Zobaczymy, jak to się skończy, bo dzisiaj wszystkie dywagacje są 
– w mojej ocenie – czysto teoretyczne. Wiele też wskazuje na to, że lewica nie będzie kontrolować Unii Europejskiej 
w takim stopniu jak dotychczas. Natomiast gdyby
w przyszłych władzach Unii Europejskiej, Parlamentu Europejskiego nie znaleźli się socjaliści, ale nasza frakcja EKR, byłoby to lepiej dla wszystkich. Taki wariant też należy rozpatrywać, co więcej, wiem, że w szeregach EPL jest wielu polityków, którzy chcieliby współpracować
z nami, zamiast z socjalistami.   

            Dziękuję za rozmowę.   

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl