logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Walka z krzyżem jak za komuny

Sobota, 18 maja 2024 (14:55)

Rozmowa z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, historykiem, członkiem Kolegium IPN, wykładowcą z KUL i AKSiM

Jak Pan Profesor skomentuje wydany przez prezydenta Rafała Trzaskowskiego zakaz umieszczania symboli religijnych w warszawskich urzędach?

– No cóż, komuna! To kojarzy się jednoznacznie i przypomina działania reżimowe. To jest coś, co charakteryzowało czasy zaborów i czasy komunistyczne. Jeśli zaczyna się od urzędów, to za chwilę ten zakaz zostanie rozszerzony i obejmie szkoły, szpitale i inne instytucje. To jest prosta konsekwencja. To działanie Rafała Trzaskowskiego bardzo przypomina czasy komunistyczne. Ale jeśli za wszelką cenę próbuje się przypodobać Brukseli, która wyznacza pewien standard marksistowski życia społecznego, to skutek jest taki, jak widzimy na załączonym obrazku. Proszę też pamiętać, że Rafał Trzaskowski pierwszą kadencję na urzędzie prezydenta miasta stołecznego rozpoczął od podpisania Warszawskiej deklaracji LGBT, która dzisiaj obowiązuje. Kolejną kadencję rozpoczyna w podobnym stylu, tylko że jeszcze bardziej radykalnie – od zakazu umieszczania symboli religijnych w warszawskich urzędach. Jednak to nie wszystko, bo jak słyszymy, Rafał Trzaskowski chce wprowadzić nowomowę genderową do urzędów. Innymi słowy, próbuje się dokonać zamiany religii, bo neomarksizm jest de facto religią. Wprowadza się więc pewną nowomowę, w ich rozumieniu na poziomie językowym „modlitwę”, którą praktykują, ateizm charakterystyczny dla tej ideologii oraz wizję świata, która stoi za tą symboliką.

Obecność krzyża w miejscach publicznych gwarantuje prezcież Konstytucja RP?

– A kto się tym przejmuje, kto niby miałby takich ludzi jak Trzaskowski, Tusk – czy w ogóle całe to lewactwo – powstrzymać przed realizacją tego typu planów.

Ale jeszcze niedawno ci ludzie na ustach mieli słowo „konstytucja”, którym szafowali na lewo i prawo.   

– To była tylko atrapa, to był tylko pewien symbol, ale bez żadnej treści. Dzisiaj nie uznają Trybunału Konstytucyjnego, a prawo stosują tak, jak je rozumieją – cytując Donalda Tuska. Nic zatem dziwnego, że mamy w majestacie prawa zamach na media publiczne, na Prokuraturę Krajową, mamy próbę czy zapowiedzi zamachu na Bbank centralny, czyli zawłaszczanie poszczególnych organów państwa.

Zakaz Trzaskowskiego spotkał się z reakcją różnych środowisk. Rzecznik prasowy archidiecezji warszawskiej w wydanym oświadczeniu stwierdził, że „decyzja warszawskiego urzędu miasta prowadząca do wyeliminowania symboli religijnych w urzędach i biurach miejskich budzi zdziwienie i smutek”…

– Oczywiście, trzeba się dziwić i smucić, ale też postawić pytanie: z czym mamy do czynienia? Tu potrzebna jest diagnoza. Nie ma wątpliwości, że mamy do czynienia z wojną religijną, z prześladowaniem. Jeśli urzędnik nie może sobie na biurku postawić symbolu religijnego, a mogą tam być różne inne dziwactwa, to do czego my zmierzamy. Widać, że ateizm jest nową religią, która ma być obowiązująca.

Wojna z krzyżem to wojna z narodem…

– Wojna z tradycją narodową, bo krzyż jest nie tylko symbolem religijnym, ale w Polsce ma również ogromne znaczenie tożsamościowe, narodowe. Dlatego decyzja Trzaskowskiego jest także uderzeniem w te tony.

Osobiście nie pamiętam, jak za czasów
PRL-u usuwano krzyże ze szkół i urzędów, ale pamiętam, jak je na nowo wieszaliśmy w szkole, a nasi katecheci i wychowawcy wskazywali nam, że krzyż to także zobowiązanie do bycia lepszymi. Przyznam, że wtedy nie sądziłem, że przyjdzie czas, kiedy ktoś znów wyciągnie rękę po znak naszej wiary.

– Warto sobie uświadomić, dlaczego za PRL-u ściągano krzyże, dlaczego walczono z religią – mianowicie z powodu ideologii przeniesionej na polski grunt z zewnątrz. Wtedy była to ideologia marksistowska. Dzisiaj robi się to też ze względu na czynnik zewnętrzny, który przyniósł te ideologię do Polski. I to jest ideologia neomarksistowska. Ta dawna i ta dzisiejsza mają wspólny korzeń, bo jeśli głębiej wnikniemy, z czym mamy do czynienia, to zauważymy, że jedna i druga pociąga za sobą określone konsekwencje. Proszę sobie przypomnieć, że kiedy z końcem lat 90. i na początku XXI wieku na antenie Radia Maryja i mediów związanych z tą rozgłośnią próbowano ostrzegać, że do Polski też zbliża się ta ideologia i że w konsekwencji dojdzie do prześladowań religijnych, to niektórzy liberalni katolicy mówili, że to jest wbrew dialogowi, że to jest fundamentalizm, że to jest nieprawda, że niepotrzebnie prowokuje się jakieś konflikty, że wszystko da się ułożyć. Dzisiaj widać, jak bardzo mylili się ci, którzy zamiast przygotowywać się do tej nadchodzącej konfrontacji, walczyli ze środowiskami narodowo-katolickimi czy konserwatywnymi. To, co mamy dzisiaj, to jest konsekwencja tych zaniechań, błędów. Znając przeciwnika ideologicznego, to można się było spodziewać, co nam grozi. Patrzący głębiej, szerzej wiedzieli, że ten scenariusz rewolucyjny jest realizowany, i ostrzegali, ale inni uważali, że to nie prawda. Efekt jest taki, że musimy dziś patrzeć na to, jak walczy się z krzyżem, na to, co się dzieje.

Panie Profesorze, co nie tak zrobiliśmy z naszą wolnością, że w wolnej Polsce, za którą walczyli i ginęli nasi dziadkowie, rodzice, dzisiaj pojawiają się ludzie, którzy w imię „wolności” i „tolerancji” na naszych oczach walczą z Bogiem?

– Myślę, że trzeba spojrzeć szerzej – mianowicie, co Zachód, którego jesteśmy częścią, zrobił, albo czego nie zrobił, że dzisiaj funduje sobie i nam taką przyszłość. Proszę zwrócić uwagę, że Polska na tym polu nie jest pierwsza, która tego doświadcza – powiedziałbym, że Polska jest w tym gronie ostatnia, na końcu w Unii Europejskiej, gdzie takie rzeczy się dzieją. W tej chwili przechodzimy rewolucję, którą kraje zachodnie przeszły po maju 1968 roku, po demonstracjach i pochodzie lewicy marksistowskiej przez instytucje. Ta lewica zatryumfowała w większości państw zachodnich, zatryumfowała też w instytucja unijnych, a także w takich organizacjach jak ONZ i jej pochodnych agendach. W tej chwili mamy kolejną odsłonę tej ekspansji i batalię o Warszawę, ale na stolicy się nie skończy. Za chwilę ten problem pojawi się w Krakowie, we Wrocławiu czy w Lublinie, a potem w całym państwie polskim. To wszystko jest robione w pewnej logice.

Czy można się jeszcze przed tym obronić?

– Naturalne czynniki konsekwentnej, skutecznej obrony są na trzech poziomach: społecznym, kulturowym i kościelnym. W Polsce – jak wspomniałem – jest Radio Maryja, był św. Jan Paweł II z silnym oddziaływaniem religijnym i społecznym, i to wszystko spowolniło te procesy u nas, ale ich nie zlikwidowało. W końcu ta szatańska ideologia zawładnęła dusze wielu Polaków i pewne procesy muszą się zadziać. Na pewno nie jest tak, że ta batalia została rozstrzygnięta. To jest kolejny – tym razem niezwykle mocny sygnał – który albo obudzi nas jako naród, obudzi Kościół w Polsce i uda się, bo jest szansa odwrócić pewne bardzo niebezpieczne procesy, albo nie wyciągając żadnych wniosków, nadal będziemy głosować na Rafała Trzaskowskiego, Donalda Tuska oraz im podobnych i cały ten szkodliwy nurt, który oni tworzą. Jeśli tak, to nie będziemy się niczym różnić od Irlandczyków, Francuzów, Hiszpanów, którzy kiedyś byli katolikami, a dzisiaj ich kraje są laickie.            

Jeśli w milczeniu przyjmiemy te represje wobec ludzi wierzących, zakaz umieszczania symboli religijnych w przestrzeni publicznej, to za chwilę ten lewacki front pójdzie dalej, a procesje Bożego Ciała ograniczą nam do placów kościelnych – jak za komuny.

– Oczywiście, to jest dalsza konsekwencja tego, co dzisiaj się dzieje. Jeśli przyjmiemy założenie, że procesje Bożego Ciała ranią czyjeś uczucia, co podnoszą różne środowiska – niestety, także ludzie wydawałoby się blisko związani z Kościołem, którzy uważają to za relikt, który nie powinien mieć dłużej miejsca, bo to niektórych oburza itd. – to nie dziwmy się, że ta fala swobodnie płynie. Pamiętajmy też o tym, co powiedział marksista Antonio Gramsci – ten, który tę rewolucję wymyślił jeszcze przed II wojną światową. Mówił on, że socjalizm jest teoretyczną negacją i praktyczną likwidacją chrześcijaństwa, czyli w istocie jest antyreligią. I nawet jeśli ktoś będzie mówił o dialogu, o tolerancji i będzie próbował osładzać, znieczulać ludzi na zagrożenia, to w istocie będzie zakłamywał rzeczywistość. Tymczasem fakty są takie, że ideologia neomarksistowska chce zniszczyć chrześcijaństwo, wyrzucić je z życia społecznego. I należy się liczyć, że z tym właśnie będziemy mieć do czynienia w znacznie szerszym zakresie. Tak będzie do czasu, kiedy ta fala nie napotka na opór. Tak było w Lublinie, kiedy nowy wojewoda lubelski zdjął krzyż z sali kolumnowej urzędu wojewódzkiego. Wówczas zaczął się protest, bo rolnicy manifestujący przeciw Europejskiemu Zielonemu Ładowi, którzy pojawili się przed urzędem, zażądali przywrócenia krzyża, pojawiła się zdecydowana reakcja społeczna i jasny mocny apel. Wracając na grunt warszawski – rodzi się pytanie, co będzie z Rafałem Trzaskowskim? Mam jednak wrażenie, że Warszawa, która stała się zbiorem ludzi z różnych środowisk i regionów Polski, niestety, to kupi. Patrząc na kolejne wyniki wyborów, widać, że to środowisko nie wyciąga wniosków i jest w stanie przyjąć nawet to, że woda w Wiśle po awarii „Czajki” była krystalicznie czysta.

Dlatego chyba nieprzypadkowo od Warszawy zaczyna się ten front walki z symbolami religijnymi?

– Dokładnie. Niemniej jednak w różnych regionach Polski pojawiają się na wpół uświadomione – jak w Lublinie – wręcz szokujące działania walki z krzyżem. Tymczasem walka z krzyżem – nam, Polakom, kojarzy się z czasami pruskimi, z czasami carskimi, hitlerowskimi czy  komunistycznymi, a więc z wszystkim, co najgorsze. Jeśli Rafał Trzaskowski ma ochotę zostać prezydentem RP, to musi sobie uświadomić, że Warszawa, gdzie pewne rzeczy przechodzą mu płazem, czy wręcz są akceptowane, że Warszawa to nie jest cała Polska. Dlatego ten jego zakaz umieszczania symboli religijnych w stołecznych urzędach, w innych regionach spotka się ze sprzeciwem, a sam Trzaskowski będzie kojarzony jako ten, który walczy z krzyżem. Do historii z całą pewnością przejdzie jako prezydent Warszawy, który walczy z krzyżem. Zarówno w dalszej, jak i bliższej perspektywie – przyszłorocznych wyborów prezydenckich – nie sądzę, żeby to mu w jakikolwiek sposób pomogło.

            Dziękuję za rozmowę.            

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl