Mateusz Morawiecki, komentując działania antyspołeczne władzy Donalda Tuska,
m.in. zmniejszające wysokość 14. emerytury, napisał, że „to uderzenie w najsłabszych i najbiedniejszych, to nie tylko złamanie zasad uczciwości politycznej, ale także zasad zwykłej ludzkiej przyzwoitości”. Trudno się z tym nie zgodzić. Gdzie zatem jest praworządność i gdzie są jej obrońcy?
– Mijanie się z prawdą, niedotrzymywanie słowa przez Donalda Tuska i całą jego ekipę, ma miejsce od początku rządów tej koalicji, zwanej koalicją 13 grudnia. Ta ekipa płynnie przejęła wszystkie nieprawdziwe, kłamliwe zarzuty pod adresem rządu Zjednoczonej Prawicy, które były formułowane przez tzw. totalną opozycję, czyli np. zarzut łamania praworządności. Ten zarzut nie miał żadnych podstaw, ale służył gremiom europejskim, żeby Polskę nieustannie gnębić, obcinać nam unijne fundusze czy nakładać na nas jakieś absurdalne kary. Trwało to latami,
a inspiracja płynęła od totalnej opozycji. W momencie, kiedy ta totalna opozycja z Tuskiem na czele przejęła władzę w Polsce, dopiero zaczęło się – i to na ogromną skalę – łamanie prawa stanowionego, powszechnego, Konstytucji RP, jak również praw człowieka. I tutaj można mówić szeroko o bezprawnym przejęciu mediów publicznych ze złamaniem szeregu paragrafów,
o bezprawnym przejmowaniu prokuratury przez
min. Bodnara. Można też przypomnieć sprawę całkowicie bezprawnego pozbawienia Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika mandatów poselskich, ignorowanie orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego czy w sposób bezprawny – przy nieposzanowaniu zasady kadencyjności – pozbawianie ludzi stanowisk. Przykładem może być prof. Grzegorz Berendt, dyrektor Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku. Zatem łamanie zasad, łamanie prawa i – to na ogromną skalę, a przy tym narracja – jakże kłamliwa, że to za rządów Prawa i Sprawiedliwości był brak praworządności, a Tusk ze spółką ją przywraca, to jest już szczyt.
Kłamstwo – rzec można – fundamentalne?
– Oczywiście, bo to, co robi „koalicja 13 grudnia”, nie ma nic wspólnego z praworządnością, tym bardziej jej przywracaniem, co więcej, jest to łamanie wprost zasad praworządności, w tym łamanie praw ludzi wierzących, wycofywanie nauki religii ze szkół czy posunięcia wymierzone przeciwko Kościołowi, jak np. likwidacja Funduszu Kościelnego. W te działania wpisuje się też zablokowanie funduszu na urządzenie wystawy stałej dla Muzeum Historii Polski przy Akademii Kultury Społecznej
i Medialnej w Toruniu. To muzeum ma charakter muzeum państwowego, bo jest formalnie własnością Skarbu Państwa, co tylko pokazuje absurdalność działań ekipy Tuska. Co więcej, łamanie zasad praworządności przez ekipę Tuska spycha nas na pozycję państwa skrajnie autorytarnego, jeśli nie totalitarnego. I to jest dodatkowo smutne, że po tylu latach od obalenia komunizmu, od 1989 roku, nagle ponownie stajemy się państwem totalitarnym.
Tusk nie spełnia też swoich obietnic, które pozwoliły mu osiągnąć dobry wynik wyborczy, a w konsekwencji stworzyły możliwość przejęcia władzy…
– Stąd też licznik Tuska, czyli „Tuskometr”. Jak zsumował Mateusz Morawiecki, z tej setki konkretów, które miały się ziścić w pierwszych stu dniach rządów „koalicji 13 grudnia”, spełnionych zostało bodajże dziewięć. I tak nie ma zwiększonej kwoty wolnej od podatku, nie ma akademików za złotówkę, nie ma też kredytów mieszkaniowych zero procent. Również obietnica, że nic, co zostało dane, nie zostanie odebrane, jest łamana. Okazuje się, że 14. emerytura zostanie okrojona o blisko dziewięćset złotych, natomiast zdrożeją prąd i gaz, co więcej, tarcze osłonowe jakie stworzył rząd Zjednoczonej Prawicy, zostaną zniesione, a będą jedynie jakieś rekompensaty, i to dla najuboższych, przy czym jest dość dowolna interpretacja, kto jest najbiedniejszy. W tej sytuacji ludzie mają przed sobą perspektywę ogromnych podwyżek, i to już od lipca br., a do podwyżek cen gazu i prądu, czy już podwyższonego VAT-u na żywność, dojdą jeszcze podwyżki cen wody, ścieków itd. Jak widać, Tusk nie dotrzymuje słowa, a jego przechwałki, że wie, jak rządzić, by Polakom było lepiej, można między bajki włożyć, jak chociażby w sprawie ceny paliwa, które miało być po 5,19, a sięga nawet 7 złotych. Również w kwestiach paktu migracyjnego rząd Tuska niby się sprzeciwił, ale pakt i tak został przyjęty, i chcąc, nie chcąc, będziemy musieli przyjmować migrantów, a za jednego nieprzyjętego będziemy musieli zapłacić 20 tysięcy euro. Co więcej, Tusk mówi o sukcesie, bo Polska według niego ma być beneficjentem tego systemu, co jest już kompletnym kłamstwem. Nie ma też co liczyć na to, że Unia spojrzy na nas łaskawym okiem
z racji tego, że przyjęliśmy ogromną rzeszę uchodźców wojennych z Ukrainy, bo władz w Brukseli zupełnie to nie interesuje. Sytuacja staje się dramatyczna, bo rzeczywiście możemy zostać zalani falą imigrantów bądź będziemy płacić ogromne kary. I Donald Tusk przechodzi nad tym faktem do porządku dziennego. Zmienił też narrację odnośnie do zabezpieczenia wschodniej granicy i nagle popiera oddziały Straży Granicznej. I dobrze, że popiera, bo tak być powinno także, jeśli chodzi o wzmocnienie płotu, który został wielkim wysiłkiem rządu PiS wzniesiony, co pomaga bronić naszego bezpieczeństwa. Z tym, że jest nieuczciwe mówienie, że on zawsze popierał wzmocnienie granicy z Białorusią, bo jest to kłamstwo.
Czemu ma służyć ta kalkulacja, czy to zagrywka przedwyborcza i liczenie, że ludzie mają krótką pamięć?
– Polacy mają dobrą pamięć i doskonale pamiętają, jaka była narracja totalnej opozycji i samego Tuska, który szturmujących granicę państwa polskiego nazywał biednymi ludźmi szukającymi swego miejsca na ziemi. Dlatego na część ludzi ta dzisiejsza postawa Tuska będzie działać odstraszająco, aby nie głosować na tą ekipę. Muszę też powiedzieć, że czasem odnoszę wrażenie, iż część Polaków dość lekceważąco podchodzi do prawdy w polityce. Dla niektórych nie ma znaczenia to, czy polityk mówi prawdę, bo uważają, że politycy i tak kłamią, więc nie ma się co przejmować. W związku z tym wcale nie jestem pewien, że demaskowanie kłamstw Tuska i jego ekipy, co ma teraz miejsce, zrobi na ludziach większe wrażenie.
Co musi się stać, żeby nastąpiła jakaś refleksja społeczna?
– Myślę, że to nastąpi dopiero wtedy, gdy te kłamstwa uderzą ludzi po kieszeniach, kiedy po wakacyjnym rozluźnieniu na jesieni zobaczą kosmiczne rachunki za prąd, gaz, za ogrzewanie czy wodę. Kiedy symptomy kryzysu powstałego w wyniku neobalcerowiczowskiej polityki duszącej gospodarkę prowadzonej przez „koalicję 13 grudnia” zaczną się nasilać, kiedy pojawi się wzmożone bezrobocie. Wtedy część ludzi otrzeźwieje, obudzi się i stwierdzi, że trzeba było jednak na te wszystkie kłamstwa reagować przy urnach wyborczych. Najgorsze jest to, że Tusk i jego rząd stosuje metodę odwracania kota ogonem, i że zarzuty, które dotyczą jego, przerzuca na swoich przeciwników politycznych, przykładem jest np. opcja prorosyjska. Przecież to absurd zarzucać współpracę
z Moskwą Jarosławowi Kaczyńskiemu, któremu Rosjanie zamordowali brata i bratową, i wielu jego współpracowników. Natomiast prawda jest taka, że to rząd Tuska był sojusznikiem Niemiec w układaniu relacji
z Rosjanami. I trudno zaprzeczyć tym faktom. Tymczasem dzisiaj propaganda rządowa odwraca to wszystko o 180 stopni. Działa to na zasadzie: dajcie mi człowieka, a paragraf się znajdzie, i tak to jest robione. Myślę, że mamy w tej chwili okres autorytarnego terroru i smutne jest to, że dożyliśmy takich czasów – przynajmniej ja nie mogę się z tym pogodzić.
Jest jedna obietnica, której Tusk dotrzyma, mianowicie przywrócenie przywilejów emerytalnych byłym ubekom…
– Do końca nie wiem, jak zostanie rozegrana ta sprawa, bo Tusk obiecywał, że zostanie ona załatwiona po myśli byłych funkcjonariuszy komunistycznego aparatu represji, tymczasem zrobiło się cicho. Być może to gra i przed wyborami do Parlamentu Europejskiego Tusk nie chce tego tematu drążyć.
Kierwiński mówił, że podjęto działania na rzecz przywracania wysokich emerytur ubekom…
– To prawda, ale jednocześnie zapadła też cisza i tak naprawdę nie wiem, jak to będzie. Natomiast wiem, że kwestia ta budzi ogromne emocje i oburzenie, szczególnie środowisk opozycyjnych – ludzi, którzy walczyli z komuną, a ich uposażenia emerytalne, mimo wsparcia ze strony rządu Zjednoczonej Prawicy, wciąż pozostawiają wiele do życzenia. I ci ludzie, którzy niejednokrotnie klepią biedę, dowiadują się, że esbecy, często ci, którzy ich prześladowali, mają dostać na powrót olbrzymie emerytury resortowe. Nic więc dziwnego, że budzi to powszechne oburzenie. Środowiska te oczekują, że nowy szef Urzędu ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych tym tematem się zajmie i skutecznie przeciwstawi się ponownemu uprzywilejowaniu ubeków. Miejmy nadzieję, że nacisk społeczny spowoduje, że nie uda się tego skrajnie niesprawiedliwego planu zrealizować.
Tymczasem staje się faktem, że rząd Tuska znacząco zmniejsza wysokość 14. emerytury, którą Polakom przyznał rząd Zjednoczonej Prawicy. I w obliczu podwyżek energii najbardziej dotknie to najuboższych. Lewica tłumaczy Tuska i mówi, że ten rząd zastał budżet w fatalnym stanie, co nie pozwala na kontynuowanie tego projektu…
– Jak już wspomniałem, to działanie niegodziwe, bo jest to złamanie obietnicy, że nic, co dane, nie zostanie odebrane. Tymczasem mimo inflacji obniżenie 14. emerytury to jest działanie drastyczne. I nie można tego tłumaczyć złym stanem budżetu. Zresztą Platforma znana jest z tego, że zawsze miała problem z finansami państwa. Tak czy inaczej odnoszę wrażenie, że Platforma nie uważa emerytów
i rencistów za swój elektorat, więc uznaje, że nie warto
w tę grupę inwestować, że lepiej inwestować
w potencjalnych wyborców. I uważam, że to jest główny motyw działań Donalda Tuska. Druga sprawa, to dziwi mnie ta małostkowość, bo ta 14. emerytura w kwocie przyznanej przez rząd PiS nie byłaby nie do udźwignięcia przez budżet, dlatego nie rozumiem braku empatii rządu „koalicji 13 grudnia”. Myślę, że na tej małostkowości ta ekipa będzie tylko tracić, bo to się będzie kumulowało, szczególnie że obecna opozycja to podchwytuje i wykorzysta. Tusk, który hołduje neobalcerowiczowskiej postawie duszenia koniunktury, duszenia oczekiwań społecznych, duszenia obrotu pieniądza, nigdy nie zrozumie, że to wcale nie jest najlepsza polityka.
Po kilku miesiącach rządzenia okazuje się, że „pieniędzy nie ma”, tak jak nie było za poprzedniej władzy Tuska, kiedy budżet był dziurawy jak sito…
– Słychać, że znowu zmniejszają się wpływu z VAT-u, co jest bardzo niepokojące. Co więcej, po głowie dostały spółki Skarbu Państwa. Wystarczy zobaczyć, jak potraktowano PKN Orlen, którego akcje spadają. Zmuszono tego narodowego championa do płacenia za tarczę energetyczną za pierwszą połowę 2024 roku, co przyczyniło się do spadku wartości akcji. Jeśli prowadzi się wrogą wobec znaczących firm politykę, to nic dziwnego, że wraz z brakiem szacunku do spółek Skarbu Państwa i ich prezesów, jak np. Daniel Obajtek, wpływy do budżetu państwa spadają.
Co jest w stanie powstrzymać tą ekipę przed dalszym niszczeniem państwa?
– Takim instrumentem, który mógłby pokazać tej władzy, że jest społecznie nieakceptowana, jest referendum. Tyle tylko, że ta władza nie pozwoli zorganizować referendum, żeby społeczeństwo się wypowiedziało. I to jest bardzo niebezpieczne, bo nie ma jak powstrzymać wszystkich szkodliwych tendencji, także w sferze ekonomii, które wywołuje rząd Donalda Tuska. Działania demokratyczne nic nie dadzą, bo ten rząd lekceważy wszelkie procedury i mówi oraz robi to, co jest dla niego wygodne, siejąc tym samym nieprawdę. Dlatego obawiam się, że to wszystko może doprowadzić do daleko idących napięć społecznych, bo łamanie zasad demokratycznych przez władzę zawsze prowadzi do niezadowolenia, do sprzeciwu, zwłaszcza jeśli społeczeństwo dostaje mocno po kieszeni. Trudno być tutaj prorokiem, ale ja spokojnych lat nie widzę przy tak antyspołecznych, bezwzględnych rządach, przy ekipie sprawującej władzę w sposób niedemokratyczny, czy wręcz dyktatorski. W dodatku, kiedy przekaz tej władzy jest niespójny, kiedy sami sobie zaprzeczają, to nie sposób ich poważnie traktować. Wydaje mi się, że to może doprowadzić do napięcia społecznego, ale konkretnie trudno coś przewidzieć.
Dziękuję za rozmowę.

