logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Ryzykowne działania Kosiniaka-Kamysza i Hołowni

Niedziela, 16 czerwca 2024 (17:48)

Rozmowa z prof. Mieczysławem Rybą, historykiem, członkiem Kolegium IPN, wykładowcą KUL i AKSiM

Sejm obecnej kadencji, co podkreślają
sami posłowie, i to nie tylko z PiS, wygląda niczym biuro dla bezrobotnych, bo ustaw tam jak na lekarstwo. Jak Pan Profesor patrzy na pół roku rządów Donalda Tuska
i na styl pracy tej ekipy?

– Nie ma pracy, nie ma projektów ustaw, bo poszczególne ministerstwa i ich kierownictwa są zajęte destrukcją, a nie  działaniami na rzecz rozwijania państwa i poprawy życia Polaków. Zawsze jest tak, że jeśli są ustawy, jakieś pomysły, to one świadczą o zaangażowaniu danej ekipy. Natomiast władza Tuska, cała „koalicja 13 grudnia”,
która rozpoczęła rządzenie od procesu bezprawnego przejmowania czy jak kto woli niszczenia Telewizji Polskiej, w ogóle mediów publicznych czy poszczególnych instytucji państwa, działania te prowadzi, tłumacząc, że za władzy Zjednoczonej Prawicy były to przepompownie pieniędzy. Idąc tokiem tego rozumowania, można powiedzieć, że budżet państwa to jest jedna wielka przepompownia pieniędzy, bo podatki, dochody państwa są przeznaczane na różne cele społeczne itd. Zatem nie da się tych wrogich wobec społeczeństwa i Polski działań wytłumaczyć w tak prymitywny sposób. Ta ekipa niszczy poszczególne instytucje państwa polskiego i gdzie nie spojrzeć, mamy proces destrukcji. Podobnie jest też ze strategicznymi
z punktu widzenia państwa inwestycjami, które po kolei
są paraliżowane. Ta ekipa zajmuje się de facto walką
z Prawem i Sprawiedliwością i wszystkim co po nim pozostało. Natomiast konia z rzędem temu, kto jest
w stanie powiedzieć, jaki projekt korzystny dla Polski
i Polaków zrealizowali bądź którego realizacji by się
podjęli obecnie rządzący.

Jak dotąd ta retoryka, ten styl rządzenia przynosi Tuskowi efekty w postaci poparcia, które nie maleje? Wynik wyborów do Parlamentu Europejskiego jest chyba najlepszym tego przykładem…

– Owszem na razie przyjęta metoda nie niszczy elektoratu Platformy. Donald Tusk, który wyssał część elektoratu Lewicy, tego właśnie oczekuje. Natomiast na „koalicji
13 grudnia” wyraźnie traci Trzecia Droga, dla której
ta metoda rządzenia, a zarazem metoda salami jest najbardziej niszcząca. To nie szkodzi zbytnio PiS, które
nie traci, natomiast Tusk się pożywia przystawkami.
Trzecia Droga znika, ale jeszcze kilka miesięcy i jestem przekonany, że zacznie też znikać elektorat Tuska. Dadzą
o sobie znać problemy gospodarcze, ludzie zaczną odczuwać skutki podwyżek i wtedy anty-PiS już nie wystarczy.

Trzecia Droga jest na etapie rozkładu. Czyżby pomocnictwo dla Tuska okazało
się zgubne?

– Jeśli sięgnąć  do naszych wcześniejszych rozmów,
to kiedy ten rząd powstawał, mówiliśmy, że jeśli Władysław Kosiniak-Kamysz i Szymon Hołownia chcą politycznie istnieć, to  muszą się odcinać od Donalda Tuska, nie mogą dać się ubezwłasnowolnić. Wyobraźmy sobie, że Hołownia jako marszałek Sejmu nie wygasiłby mandatów posłom Mariuszowi Kamińskiemu i Maciejowi Wąsikowi, twierdząc zgodnie ze stanem faktycznym, że sprawa jest podejrzana, a co najmniej niejasna, więc nie będzie pozwalał na bezprawie. Podobnie jeśli Kosiniak-Kamysz i Hołownia
nie zgodziliby się na przejęcie przez ludzi Tuska Telewizji Polskiej, a więc zagraliby ostro, to Tusk nic by im nie zrobił. Stwierdziliby, że są Trzecią Drogą i oni chcą działań prawnych, a nie bezprawnych, a co za tym idzie nie zgodziliby się na powstanie komisji śledczych, które
nic nie wyjaśniły, bo nie było co wyjaśniać, co więcej, skompromitowały ich szefów i polujących na Zjednoczoną Prawicę polityków „koalicji 13 grudnia”. Donald Tusk w tej sytuacji pewnie by się porzucał, powrzeszczałby i na tym by się ta jego złość skończyła. Natomiast Trzecia Droga mogłaby dziś mieć wyższe notowania na poziomie nawet 20 proc. Jeśli Kosiniak-Kamysz i Hołownia dali się ograć 
i stali się bezwolnymi narzędziami w rękach Tuska, który dzięki nim otworzył szeroki front walki, i to walki bez żadnych zasad z PiS, to w tym momencie stali się jego pomocnikami, współwinnymi tych wszystkich działań.
Po prostu zrobili swoje, tak jak liczył Tusk. Natomiast gdyby postawili się Tuskowi, to mogliby się stać buforem między Koalicją Obywatelską a PiS, i na tym skorzystać. Ulegając Tuskowi, popełnili polityczne harakiri. Hołownia zauroczony funkcją drugiej osoby w państwie sądził,
że jego tanie, prymitywne, nieprzystające do marszałka Sejmu zagrywki, namawianie młodzieży do oglądania obrad Sejmu w salach kinowych niczym przedstawienia,
że to wszystko da mu popularność. Tymczasem widać,
że tego paliwa nie starczyło nawet na pół roku.

To może po kolei. Co powoduje uzależnienie Kosiniaka-Kamysza od Tuska?

– To jest tajemnica przywództwa PSL i samego Władysława Kosiniaka-Kamysza, to jest tajemnica, którą trudno do końca rozeznać. Władysław Kosiniak-Kamysz – dotyczy
to też Szymona Hołowni – jeśli chodzi o metody działania, powinien się odróżniać od Tuska, ale się nie odróżniał i nie odróżnia. Owszem teraz PSL, czując pismo nosem, zaczyna pokrzykiwać, że za tej władzy mamy do czynienia
z sabotażem gospodarczym w kwestii rozwoju energetyki odnawialnej i ustami Marka Sawickiego, który grzmiał
z trybuny sejmowej, domaga się działań na rzecz biogazowni rolniczych. Jednak to wszystko pojawia
się trochę późno. 

Za późno?

– Za późno to może jeszcze nie, bo gdyby PSL wzięło
teraz rozwód z Polską 2050, to pewnie wynik 6 czy
nawet 7 proc. ta formacja mogłaby samodzielnie jeszcze osiągnąć. Proszę zwrócić uwagę, że mimo wszystko to
jest marna perspektywa w porównaniu z tym, co mogliby już mieć.

Donald Tusk de facto traktuje Kosiniaka-
-Kamysza
jakby nie było wicepremiera
– niczym chłopca na posyłki. Ale tak było
już za czasów poprzednich rządów koalicji PO – PSL i dzisiaj historia się powtarza?

– Owszem pamiętamy, co o roli Kosiniaka-Kamysza
w okresie pierwszych rządów Tuska na słynnych taśmach mówił Paweł Graś, że Kosiniak-Kamysz przeprowadził
dwie najgorsze w historii wolnej Polski reformy: OFE
i podwyższenie wieku emerytalnego. Mimo iż to zrobił,
to politycznie przeżył i 8 lat współrządził z Tuskiem,
a później z Ewą Kopacz, zdobywając dla swojej formacji różne frukta. Nie wiemy, co go uzależnia od Tuska, ale zdaje się, że tym razem jest i będzie podobnie. W pół roku PSL straciło połowę poparcia społecznego. Tego nie było
nawet w przypadku Ryszarda Petru czy Pawła Kukiza.

O ile PSL jest w stanie samodzielnie osiągnąć pułap 6 czy 7 proc. poparcia społecznego i w przypadku wyborów parlamentarnych kolejny raz jakoś prześlizgnąć się do Sejmu, bo ma rozbudowane struktury w terenie, o tyle
dla Hołowni i Polski 2050, która jako młoda formacja nie ma tak silnych struktur,
to może być niemożliwe…

– Nawet gdyby Hołownia dzisiaj powiedział swoim posłom: wychodzimy z koalicji z Tuskiem, to nikt nie posłucha,
bo mają intratne stanowiska itd. Co ich czeka poza parlamentem? Dlatego Hołownia stracił możliwość takiego ruchu, bo zostałby jak panna bez posagu. Gdyby taki krok wykonał wcześniej, to mógłby tylko zyskać. Teraz jest de facto skazany na straty, więc chcąc nie chcąc, będzie musiał tkwić w „koalicji 13 grudnia”. Jednak później – bliżej wyborów – jeśli notowania Polski 2050 się nie poprawią,
to posłowie Hołowni rozejdą się po różnych formacjach, szukając pozycji na innych listach i np. pójdą do Koalicji Obywatelskiej, a Hołownia skończy w najlepszym wypadku jak Ryszard Petru. Oby nie w więzieniu, bo to też może
go czekać, bo łamanie prawa było ewidentne.

Czy to jest już koniec marzeń Hołowni
o prezydenturze?

– W polityce wiele różnych rzeczy może się zdarzyć,
więc trudno przesądzać. Jeśli jednak wybory prezydenckie miałyby się odbić dzisiaj czy nawet w tym roku, to nikt chyba nie uwierzy w to, że Hołownia mógłby je wygrać. Tym bardziej że on będzie jeszcze bardziej dociskany, bo Donald Tusk, znając go, rozpęta jeszcze niejedną wojnę, po której w politycznej przestrzeni może być jeszcze
mniej miejsca dla Hołowni i Trzeciej Drogi.

Co z samym Tuskiem, czy szykuje się do wyborów prezydenckich, bo przegrana
z Lechem Kaczyńskim gdzieś w nim wciąż tkwi nieprzetrawiona, czy może bardziej interesuje go kolejna fucha w Brukseli?

– Jest pytanie, czy szykuje się do długotrwałych rządów
w Polsce? Moim zdaniem, nie. Pan redaktor rozwinął to
na początku naszej rozmowy, wskazując, że Sejm nie ma co robić, że nic od strony legislacyjnej się tam właściwie nie dzieje. Zresztą w Polsce pod rządami Tuska oprócz destrukcji i niszczenia państwa nic dobrego się nie dzieje. Może więc być tak, że jakiś czas ludzie to zdzierżą, ale
po roku się zbuntują i pokażą Tuskowi drzwi. Dlatego
nic nie robiąc, wariantowo pewnie bierze pod uwagę dwa scenariusze: albo pójdzie do Brukseli, jeśli Ursuli von
der Leyen noga by się podwinęła, to może być wyjście awaryjne, albo wystartuje w wyborach prezydenckich
w Polsce. Tak czy inaczej należy powiedzieć, że w ten sposób jak dzisiaj Tusk nie zachowuje się żaden poważny polityk, który chce rządzić 4 lata na stanowisku premiera, bo nie da się przez całą kadencję nic nie robić.

Nieróbstwo niekoniecznie musi przeszkadzać elektoratowi Tuska?

– Twardemu elektoratowi Tuska i Platformy może to
nie przeszkadzać, ale też tylko do czasu, bo jakikolwiek elektorat byśmy nie wzięli, to ludzie zawsze będą liczyć,
ile mają w portfelu. Jeśli zaczyna brakować pieniędzy
na życie, to na froncie pozostają tylko fanatycy, tych
nawet wśród zwolenników Tuska jest stosunkowo niedużo. Dlatego anty-PiS można zadowalać ośmiogwiazdkowców
i też nie w nieskończoność, bo w końcu ludzie powiedzą,
że ośmiu gwiazdek do garnka nie włożą, za gaz i prąd
też nie zapłacą wrogością do PiS.

Są jednak tacy, którzy powiedzą, że zdzierżą wszystko, byleby tylko PiS nie rządziło?

– Myślę, że taka zatwardziałość może być tylko w memach. Natomiast ludzie realnie mogą się cieszyć z tego, że PiS nie rządzi powiedzmy przez miesiąc może dwa, ale jak skutki rządzenia Tuska i jego ekipy zaczną im realnie doskwierać, to zapewniam pana, że zmienią zdanie.   

           Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl