logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Fot. Arch./ Inne

Nie ma środków dla emerytów, będą na imigrantów

Poniedziałek, 17 czerwca 2024 (20:30)

Aktualizacja: Poniedziałek, 17 czerwca 2024 (20:30)

Rozmowa z dr. Bogdanem Więckiewiczem, socjologiem z Instytutu Socjologii Uniwersytetu Komisji Edukacji Narodowej w Krakowie

Wszystko wskazuje, że rząd „koalicji 13 grudnia” po cichu przyjmuje nielegalnych imigrantów z Niemiec, a ci coraz śmielej sobie poczynają na ulicach polskich miast. Terroryzują mieszkańców przygranicznych miejscowości, ale także panoszą się m.in. w Poznaniu czy w Warszawie. Czym to się może skończyć?

 

– Jeżeli przyjmiemy nielegalnych imigrantów, to scenariusz wydarzeń jest oczywisty i znany chociażby z Niemiec, Francji i innych państw, które doświadczyły obecności imigrantów muzułmańskich na swoim terenie. Zatem nie trzeba tu być wielkim ekspertem czy znawcą, żeby powiedzieć, co nas czeka. Wystarczy spojrzeć chociażby na wyniki badań naukowych, które były prowadzone wśród migrantów w Stanach Zjednoczonych. Prof. Robert Angell wykazał zależność między zwiększeniem liczby migrantów a wzrostem przestępstw: zabójstw, rozbojów, napadów, ale też samobójstw czy depresji wśród lokalnych społeczności. O tym się oczywiście głośno nie mówi, bo to nie jest poprawne politycznie, co więcej można być oskarżonym o rasizm, ale badania naukowe i fakty nie pozostawiają złudzeń. Trudno więc o tym nie mówić przy okazji wzrostu liczby przybyszów z obszarów obcych nam kulturowo. Oczywiście trzeba tu oddzielić uchodźców wojennych, np. Ukraińców, którzy uciekają przed agresją rosyjską , a imigrantów z Azji czy Afryki, którzy próbują się przedostać do Europy w sposób nielegalny. Nie jest to więc żadna ucieczka przed niebezpieczeństwem, ale próba szukania lepszych warunków życia przez ludzi, którzy liczą na pomoc socjalną. Swoją drogą Unia Europejska też mówi, że trzeba zwiększyć wsparcie dla imigrantów.

 

To pokazuje, że Niemcom zależy, żeby piwem, które sami nawarzyli, podzielić się z innymi. Jednym ze sposobów, który ma zmniejszyć presjeę migrantów, aby dostać się do Niemiec, ma być niedawno przegłosowana dyrektywa unijna, która ma wyrównać zasiłki dla imigrantów. To oznacza, że stawki te będą jednakowej wysokości we wszystkich krajach...

 

– Tu absolutnie nie chodzi o troskę o imigrantów, ale o to, żeby się ich pozbyć z własnego kraju i scedować problem na inne państwa. To jest fałszywa troska i bynajmniej nie chodzi tu o imigrantów, o ludzi. Pamiętamy słynne „Herzlich Willkommen” ówczesnej kanclerz Angeli Merkel, która w 2015 roku de facto zaprosiła imigrantów do Europy – jednoosobowo podejmując decyzję za całą Unię Europejską. Swoją drogą to jest dobry przykład pokazujący, że to Niemcy rządzą w Unii Europejskiej i dyktują innym państwom swoją politykę. Co więcej, polityka niemiecka, która wywołała problemy dla całej Europy, nie spotkała się z jakimś ostracyzmem, nikt – poza pojedynczymi głosami krytycznymi – nie mówił, że taka decyzja powinna być skonsultowana i podjęta w sposób jednomyślny. Dzisiaj konsekwencje tego ponosimy wszyscy i, jak widać, dotyczyć to będzie – czy już zaczyna – także Polski. Niemcy, mając świadomość problemu, jaki stworzyli, chcą się go pozbyć. Okazało się bowiem, że nielegalni imigranci to nie są osoby wykształcone, wykwalifikowane, które miały podejmować pracę i wypełnić istniejąca lukę na niemieckim rynku zatrudnienia. Swoją drogą ta luka istnieje w całej Europie ze względu na starzenie się społeczeństwa, ale błędem było liczenie, że wypełnią ją imigranci, którym w większości nie chce się pracować, ale liczą na wysokie w Niemczech świadczenia socjalne. Ponadto wzrost przestępczości, m.in. gwałtów w krajach zachodnich, koreluje ze wzrostem imigrantów z Azji czy Afryki.

 

Niemcy pilnują swoich granic m.in. z Polską i odsyłają do nas niechcianych imigrantów w ramach umowy o readmisji. Na przestrzeni kilku miesięcy takich przypadków mogło być nawet ponad 7 tysięcy. Są przypadki, gdzie niemiecka federalna policja przywozi tych ludzi do Polski. Tak było z pięcioosobową rodziną imigrantów, którą w ubiegły piątek niemiecki radiowóz przywiózł do Osinowa Dolnego?

 

– To są szokujące działania, które się odbywają, niestety, za cichym przyzwoleniem rządu Donalda Tuska. Jak widać, imigranci już przybywają do Polski, o czym media przychylne „koalicji 13 grudnia” milczą. Stosunkowo łatwo takie osoby przywieźć do Polski i pozostawić, jeśli brak z naszej strony kontroli na granicach. Skoro jest unijna dyrektywa, która na państwa członkowskie nakłada obowiązek zabezpieczenia jednakowych świadczeń socjalnych wobec imigrantów, to cudzoziemcom właściwie będzie wszystko jedno, gdzie będą z tych przywilejów korzystać. Ujednolicenie świadczeń socjalnych w całej Unii spowoduje, że imigrant otrzyma ok. 2450 zł zasiłku, do tego mieszkanie socjalne oraz inne bonusy dla dzieci itd. To jest dla nas szczególnie niebezpieczne, bo Polska na tle innych krajów europejskich wyróżnia się porządkiem, spokojem, ładem społecznym i to jest atut. Jeśli więc imigranci będą mieli świadomość, że wszędzie wysokość świadczeń jest jednakowa, to z całą pewnością wybiorą Polskę i tu zostaną, bo nad Wisłą, gdzie utrzymanie jest tańsze, będzie się im żyło lepiej niż – dajmy na to – w Niemczech czy we Francji. To pokazuje słabość polityki Unii Europejskiej, a w szczególności Niemiec, które chcą się pozbyć większości imigrantów, z którymi coraz trudniej sobie radzą, i przesunąć ich do takich krajów jak Polska, która – jak wiemy – wciąż radzi sobie dobrze gospodarczo. Nikt oczywiście nie zwraca uwagi, że Polska przyjęła miliony uchodźców wojennych z Ukrainy, nie otrzymując żadnej albo jakąś symboliczną pomoc ze strony Unii Europejskiej.

 

Trudno mieć pewność, czy imigranci, których nam podrzucają Niemcy, trafili do nich przez Polskę, a nie np. z Austrii czy Holandii? W ten sposób Niemcy mogą nam przysłać każdego imigranta, twierdząc, że przyszedł do nich z Polski?

 

– Rzeczywiście, mogą nam przywieźć każdego imigranta, który np. przez Hiszpanię czy Włochy trafił do Niemiec, a następnie może być przetransportowany do Polski. I nikt tak naprawdę nie jest w stanie tego sprawdzić, tym bardziej że cała procedura kontroli europejskiej jest mocno dziurawa i bardzo dużo takich osób przebywa tu nielegalnie. Zresztą taka osoba, która przybywa do Europy w sposób nielegalny, trafia do ośrodka dla uchodźców, za chwilę staje się już legalnym imigrantem, bo jest zarejestrowana i może się już swobodnie przemieszczać po wszystkich krajach Unii Europejskiej. To pokazuje pewną fikcję, którą tworzy Unia, legalizując pobyt na swoim terytorium przybyszów z Afryki Północnej czy Bliskiego Wschodu. Zatem wspaniałomyślna Unia Europejska daje tym ludziom swobodę przemieszczania się, a w następstwie tego nabędą oni także prawo do łączenia rodzin, co sprawi, że za jednym takim imigrantem może do Europy przybyć kilka osób z rodziny. Sytuacja jest kuriozalna i bardzo skomplikowana, ale Niemcy, które mają problem, stworzyły sobie scenariusz wyjścia z tej opresji – szkoda tylko, że kosztem Polski. Sprzyja im w tym działaniu rząd Donalda Tuska, który nie ma mowy, żeby się przeciwstawił Berlinowi. I nawet jeśli coś mówi w Polsce, że nikt w Unii go nie ogra, to faktycznie stając w Brukseli, zgadza się na wszystko, co zaproponują unijni decydenci – także na rzeczy skrajnie niekorzystne dla Polski. W tej sytuacji łatwo przewidzieć, w jakim kierunku sprawy będą podążać i jak za kilka czy kilkanaście lat może wyglądać Polska, jeśli ta ekipa będzie dłużej sprawować władzę.

 

Czemu ma służyć ocieplanie wizerunku nielegalnych migrantów w komercyjnych mediach, gdzie ani słowa nie ma o zagrożeniach, jakie ze sobą niosą obcy nam kulturowo przybysze, którzy bardzo często nie mają dokumentów pozwalających na ich identyfikację?

 

– Ta narracja formacji rządzącej oraz mediów komercyjnych jest w zasadzie taka sama. Nic więc dziwnego, że wraz z imigrantami dostrzegają tylko pozytywne aspekty, zupełnie nie dostrzegając, a właściwie nie chcąc dostrzec, elementów negatywnych, konsekwencji, które wraz z paktem migracyjnym staną się udziałem polskiego społeczeństwa. Zresztą już słychać z ust mieszkańców przy białoruskiej granicy, która staje się coraz mniej szczelna, że coraz więcej imigrantów w ramach wojny hybrydowej Putina i Łukaszenki przedostaje się w sposób niekontrolowany do Polski. Rodzice z tamtych terenów obawiają się więc o bezpieczeństwo swoich dzieci. Jednak to jest dopiero początek, pierwszy akord, i tak naprawdę nie wiemy, co może się wydarzyć. Ta sytuacja jednak nie przeszkadza kłamliwej narracji rządu oraz zaprzyjaźnionych mediów, żeby nie straszyć. Tymczasem tu nie chodzi o straszenie, tylko o racjonalne decyzje władzy w kierunku zapewnienia bezpieczeństwa Polsce i Polakom. Oczywiście jesteśmy ludźmi i każdemu w miarę możliwości trzeba pomóc, traktując w sposób humanitarny każdego, kto tego potrzebuje. Jednak powinno to dotyczyć tych, którzy faktycznie potrzebują wsparcia, a nie tych, którzy wykorzystują sytuację i, łamiąc prawo, nie dostosowują się do kultury, obyczajów i prawa państwa, do którego przybywają, i to w sposób nielegalny.  

  

Jak to jest z rzeczywistym poparciem Polaków dla Unii Europejskiej w obliczu unijnej polityki, która de facto nam szkodzi, jak pakt migracyjny, neutralność klimatyczna, Europejski Zielony Ład czy dążenie do centralizacji Unii? Te projekty są szkodliwe dla Polski, podporządkowujące nas jako państwo, a mimo to poparcie Polaków dla członkostwa w Unii jest wciąż duże. Z czego wynika ten  euroentuzjazm?

 

– To wynika przede wszystkim z narracji elit rządzących, jak również z narracji wtórujących im mediów. Donald Tusk, który pełnił funkcję szefa Rady Europejskiej z nominacji Niemiec, robi wszystko, żeby się przypodobać unijnym elitom, dlatego wprowadza Polaków w błąd, licząc zapewne na kolejne unijne stanowiska. Myślę, że robi to świadomie, wiedząc doskonale, że szereg unijnych projektów jest szkodliwych dla Polski. Gdybyśmy dzisiaj racjonalnie ocenili, co realnie daje nam Unia Europejska, to ten bilans zysków i strat z całą pewnością byłby większy po stronie strat. Do tego, co pan redaktor wymienił, należy dodać fakt, że wkrótce będziemy płatnikiem netto.

 

Donald Tusk mówi, że Polska będzie beneficjentem paktu migracyjnego

 

– To jest kompletna aberracja. Racjonalnie myślący człowiek wie, że każda migracja prowadzi do dekompozycji struktury danego społeczeństwa, i to pod wieloma względami: etnicznym, religijnym, kulturowym, co jest oczywiste. Tu  nie trzeba być jakimś wybitnym analitykiem, więc mówienie o ubogacaniu kulturowym czy jakichś korzyściach jest wręcz śmieszne. Swoją robotę na tym odcinku robią też media wspierane przez obcy kapitał, które przyjmują taką narrację. Mamy też środowiska liberalno-lewicowe, które też bez żadnych merytorycznych uzasadnień popierają migrację. Jest także młodzież, która będąc pod wpływem mediów społecznościowych, też przyjmuje podobną narrację. Dlatego Unia Europejska w tych środowiskach jawi się jako format korzystny, stąd też wiele osób nie widzi funkcjonowania Polski bez Unii Europejskiej. Dlatego poparcie dla Unii Europejskiej jest w Polsce nawet większe niż we Francji czy w Niemczech, co jest pewnym paradoksem, bo Niemcy czy Francuzi zdecydowanie więcej zyskują na członkostwie w Unii niż Polska. Jak widać, wszystko zależy od pewnej narracji. Natomiast myślę, że za kilka lat, kiedy będą już widoczne efekty tych wszystkich działań, całej polityki unijnej w zakresie pakietu klimatycznego, polityki migracyjnej, kiedy społeczeństwo się przekona, że Unia Europejska nie jest w niczym podobna do projektu ojców założycieli, że przestaje być konkurencyjna i traci na znaczeniu w rywalizacji z Chinami, Indiami czy ze Stanami Zjednoczonymi, kiedy ludzie zobaczą, że stopa życiowa społeczeństwa europejskiego znacząco się obniża chociażby na skutek bardzo wysokich kosztów polityki klimatycznej, to wtedy nastąpi refleksja. Tylko czy wtedy nie będzie już za późno…? Oczywiście każdy rozumny człowiek chciałby, żeby rzeki, jeziora były czyste, żeby powietrze, którym oddychamy było czyste, ale to wszystko należy robić na zasadzie ewolucji. Natomiast unijna polityka działa jak miecz – na zasadzie rewolucji, która zawsze przynosi więcej szkód niż pożytku.

 

                 Dziękuję za rozmowę.     

 

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl