Francja kolejny raz przejdzie do historii, i kolejny raz w atmosferze skandalu – tym razem związanego z bluźnierczą ceremonią otwarcia XXXIII Igrzysk Olimpijskich w Paryżu…
– Francja jest dzisiaj na ustach całego świata, ale to nie tylko Francja promuje tego typu obsceniczne zachowania, choć rzeczywiście przoduje w tych procesach rewolucyjnych. Zawsze w tym kontekście była na szczycie tej rewolucyjnej drabiny w Europie i na świecie. I tak zostało do dziś, stąd cała ta manifestacja ideologicznego laicyzmu.
Święty Jan Paweł II nie bez powodu w 1985 r. pytał: „Francjo, najstarsza córo Kościoła, co zrobiłaś ze swoim chrztem”. Minęło blisko 40 lat, a ta francuska córa Kościoła wciąż się nie przebudziła i brnie dalej w drodze donikąd…
– Francja już dawno nie jest chrześcijańska, ale co innego nie być chrześcijańskim, a co innego być obrazoburczym, walczącym z religią, z symboliką i tradycją chrześcijańską. To, co zaprezentowano podczas ceremonii otwarcia Igrzysk Olimpijskich, z parodią Ostatniej Wieczerzy, przekracza już nie tylko granice przyzwoitości, granice ideowe, ale granice moralne. To było po prostu niesmaczne.
Co Pana Profesora najbardziej uderzyło w tym przekazie?
– Wszystko. Mieliśmy do czynienia z manifestacją obrazoburstwa, satanizmu, z manifestacją Sodomy i Gomory, i to w najczystszej postaci. To była manifestacja wszelakich dewiacji przedstawiana w kontekście religijnym, to znaczy na zasadzie bluźnierstwa, i to takiego wprost. Udział transwestytów przedstawiających parodię Ostatniej Wieczerzy był nie tylko niesmaczny, ale obrazoburczy.
Obrońcy tej manifestacji i zaprezentowanej tam dewiacji aprobują zarówno formę, jak i sam przekaz, twierdząc, że my, chrześcijanie, przesadzamy, że nadinterpretujemy to, co ich zdaniem było formą artystycznego wyrazu. Co wydarzyłoby się gdyby tak zakpiono sobie z islamu, z Mahometa?
– Nagle okazuje się, że w gronie popierających ten obsceniczny spektakl mamy całą masę „znawców” sztuki. Natomiast, gdyby zamiast wartości chrześcijańskich uderzono w islam, to prawdopodobnie twórcy tego spektaklu już by nie żyli albo by się musieli ukrywać, a Paryż by płonął. Ci piewcy rewolucji neomarksistowskiej są tego świadomi, dlatego nie dotykają islamu. Zresztą mają pewne doświadczenia. Wszyscy pamiętamy, jak tragicznie zakończyło się zamieszczenie karykatury Mahometa na okładce tygodnika Charlie Hebdo w styczniu 2015 r. Natomiast na chrześcijaństwie można się wyżywać na różne sposoby, katolików można obrażać. To jest skrajnie przykre, ale taka jest prawda.
Jak długo będziemy czekać z założonymi rękami. Może czas najwyższy nazywać rzeczy po imieniu, co więcej, aktywnie zacząć bronić wiary chrześcijańskiej i naszego świata wartości?
– Mówić to jedno, ale my, chrześcijanie, powinniśmy już dawno się temu przeciwstawiać, wyjść na ulice i manifestować. Gdyby tego typu ataki, które przybierają na sile, dotyczyły jakiejkolwiek innej religii, na przykład hinduistów czy muzułmanów, to nikt nie pozwoliłby sobie, żeby takie rzeczy przechodziły płazem. My sobie niestety pozwalamy, dlatego nie traktuje się nas poważnie i stąd przypadki agresji, obrażania naszej wiary i symboliki chrześcijańskiej przybierają na sile.
Ale żeby wyjść i protestować, to trzeba mieć przewodników, trzeba mieć pasterzy, takich jak mieliśmy w czasach zniewolenia komunistycznego. Czy my dzisiaj mamy takich pasterzy, bo oprócz indywidualnych wypowiedzi pojedynczych księży biskupów, głosu Episkopatu nie słychać?
– Konferencja Episkopatu Francji opublikowała oświadczenie, w którym zaprotestowała, zwłaszcza w obliczu parodii Ostatniej Wieczerzy z udziałem transseksualistów i drag queens. Mamy więc ubolewanie wobec scen kpin ze spraw najważniejszych dla każdego chrześcijanina. Natomiast fakt, faktem są to wszystko działania na miękko, wszystko jest dialogiczne, tak jakby to było pierwsze incydentalne zdarzenie. Tymczasem my mamy dziś do czynienia z wojną z religią, z chrześcijaństwem. Oczywiście wszystko można opleść w tzw. mowę-trawę, że jest to ekspresja artystyczna, ale nie o to chodzi. To, czy coś jest artystyczne, czy nie, nie ma absolutnie znaczenia, bo nie wszystko, co człowiek robi, co wytwarza, jest dziełem sztuki. Idąc tym tokiem rozumowania, dziełem sztuki możemy określić obóz koncentracyjny, bo też jest to wytwór ludzki. Jednak to nie znaczy, że takie podejście, takie czyny nie podlegają ocenie. Tymczasem próbuje się nas w pewnym sensie spacyfikować, w przekazie ograniczyć wszystkie te działania obrazoburcze do uczuć, a próbuje się z tego wyłączyć Pana Boga, który jako cel i sens naszego życia jest wykpiony na każdym kroku. Tu więc nie chodzi tylko o ranienie uczuć, ale o obrażanie naszego Boga Stwórcy. Zatem to nie jest tylko kwestia wrażliwości, to jest kwestia rzeczy samej i uderzanie w najbardziej fundamentalne kwestie związane z naszą tożsamością, z Panem Bogiem, w którego się uderza, którego się wyśmiewa. Uderzenie jest też w podstawy moralne, bo przecież postawy seksualne, które były promowane w Paryżu, w Biblii są określane wprost: mianem Sodomy i Gomory. Podczas ceremonii otwarcia Igrzysk Olimpijskich w Paryżu mieliśmy do czynienia z bluźnierstwem w czystej postaci, na które my reagujemy adekwatnie do stanu naszej wiary. Zatem jeśli nasza wiara jest letnia, to także w sposób letni podchodzimy do obrażania naszych uczuć religijnych.
Smutna konstatacja…
– Takie są fakty, choć uczciwie do sprawy podchodząc, trzeba też powiedzieć, że są protesty wobec wydarzeń paryskich, bo słyszymy na przykład, że wicepremier Słowacji Tomas Taraba, który miał reprezentować swój kraj, nie weźmie udziału w ceremonii zamknięcia Igrzysk w Paryżu. Wyraził do za pośrednictwem mediów społecznościowych, gdzie uzasadnił, że „dla normalnego świata te igrzyska olimpijskie na zawsze pozostaną symbolem obrzydliwości, która nadużywa piękna sportu i zamienia go w postępowy teatr polityczny”. Natomiast my się kompromitujemy jako Zachód, bo przeciwstawienie się tej ideologicznej presji, której symbolem było otwarcie Igrzysk w Paryżu, powinno być wyrazem szacunku do własnej kultury, do własnej tożsamości, czyli korzeni, z których jako Europa wyrastamy. Nic więc dziwnego, że w środowiskach islamistycznych pokazuje się Zachód jako siedzibę szatana, jako siedlisko wszelkiego zła i demoralizacji. Igrzyska Olimpijskie są oglądane na całym świecie, bo jest to wydarzenie sportowe, kulturowe, które chce oglądać każdy człowiek. I co ten świat myśli sobie o Francji, o Europie przedstawionej podczas ceremonii otwarcia. Kiedy w Azji, Afryce czy w Ameryce zobaczą, jak my traktujemy Pismo Święte, jak traktujemy chrześcijaństwo, kulturę czy tradycję, to bez problemu określą to jako barbarzyństwo w czystej postaci. W ten sposób Zachód w wojnie kulturowej, cywilizacyjnej rękami Francuzów daje potężne narzędzia terrorystom, żeby mogli używać swojej propagandy i mówić, że mamy do czynienia z siedliskiem szatana. Pamiętajmy, że dla muzułmanów Jezus Chrystus też jest postacią ważną. Jest uważany za proroka, a więc w jakiś sposób też domagają się szacunku, bo u nich – mimo że w wielu krajach chrześcijaństwo jest prześladowane, to nikt sobie nie pozwala na takie rzeczy.
Skoro Zachód w oczach islamistów jest uznawany za siedlisko szatana, to chyba nic dziwnego, że próbują z tym Zachodem walczyć?
– Dokładnie tak, bo to będzie argument wizerunkowy, że ze złem trzeba walczyć. To, co widać, działa lepiej niż grube tomy uczonych książek, niż traktaty ideologiczne, bo wystarczy, że wrzucimy taki obraz, taki przekaz z Paryża, który mówi więcej niż słowa.
Te Igrzyska, ich ceremonia otwarcia, to był swoisty miszmasz…
– Przekaz był jednoznaczny – rewolucyjny, nihilistyczny. Wszystko niszczymy, wszystko zwalczamy, podważamy nie tylko kwestie religijne, podstawowe elementy moralne w zakresie ludzkiej seksualności, podważamy też wszystkie elementy związane z tzw. dobrym smakiem. Przecież każdy człowiek ma w sobie jakąś estetykę – nawet naturalną, która dotyczy nas wszystkich, która nie pozwala nam nago biegać po ulicy, i to nie tylko z powodów moralnych, ale również estetycznych. Natomiast to, co pokazywano w przekazie telewizyjnym z Paryża, powodowało, że wielu ludziom zbierało się na mdłości. Zatem, co to za kultura, co to za kraj, który mając grubo ponadtysiącletnią historię, nie ma światu nic do zaprezentowania ze swojego dorobku, tylko to lewackie, obsceniczne szaleństwo? Tymczasem widzieliśmy nihilizm w czystej postaci. I to jest dokładnie ilustracja tego, o czym wielokrotnie pisał i wskazywał ks. prof. Tadeusz Guz, mówiąc, że ta ideologia neomarksistowska jest najbardziej nihilistyczna, a zarazem najbardziej satanistyczna spośród całej tradycji myśli ludzkiej. Chodzi o to, że nikt nie potrafił tak zanegować wszystkiego w świecie, w bytowości ludzkiej i bytowości świata, wszelkich zasad, wartości, jak czyni to ideologia neomarksistowska. To, co widzieliśmy, to była manifestacja właśnie tego. Bywa, że słuchając wywodów filozoficznych profesorów, autorytetów, którzy w tym siedzą bardzo głęboko, czasem myślimy sobie, że może to, co twierdzą, jest przesadą, może zbyt radykalnie, że zbyt totalnie odnoszą się do rzeczywistości. Tymczasem po spektaklu w Paryżu mamy ilustrację, o co w tym wszystkim chodzi, że w twierdzeniach naukowców nie ma cienia przesady.
Panie Profesorze, czy to, co ujrzeliśmy w Paryżu, to jest już dno, od którego musimy się odbić i powrócić do wartości, do korzeni, czy może z rewolucją neomarksistowską przebijamy się głębiej?
– To jeszcze nie jest dno. Drążymy jeszcze głębiej. Nie sądzę, żeby to był kres, od którego nastąpi odwrót i powrót do świata wartości, jakie ukształtowały nasz świat. Jest przecież jeszcze cała masa zboczeń, które będą promowane. Dopóki istnieje człowiek, dopóki jest coś, co można zanegować, to rewolucjoniści będą to czynić. Akcja degradacja będzie zatem trwać.
Jak się temu przeciwstawić, jak ten proces degradacji zatrzymać?
– Potrzeba konsekwencji nas wszystkich, ludzi wierzących. Tu nie można być biernym, nie można być naiwnym, nie można ulegać modom. Trzeba ostro, jednoznacznie reagować na tego typu działania rewolucyjne, antychrześcijańskie. Dlatego dzisiejszy protest przed Konsulatem Francji w Krakowie pod hasłem „Stop obrażaniu chrześcijan”, był myślę ważnym wydarzeniem. W przeciwnym wypadku ta presja rewolucyjna będzie eskalować. Pojawiają się głosy, że tego typu ataki na wartości, na symbole religijne trzeba przemilczeć, co powstrzyma te środowiska – tak mówiono chociażby przy okazji pierwszych tęczowych marszów, i wiemy jak to poszło dalej. Takie myślenie to jest błąd. Jeśli więc nie będzie reakcji adekwatnej do ataków na nasz świat wartości, jeśli będziemy się zgadzać, to w końcu wygrają na tym jacyś dyktatorzy islamscy czy Putin, którzy wywrócą nasz świat do góry nogami.
Dziękuję za rozmowę.

