Świat jest oburzony wulgarnym
i antychrześcijańskim przekazem podczas ceremonii otwarcia Igrzysk Olimpijskich
w Paryżu. Nawet chińscy dziennikarze mówią o „ceremonii żałobnej upadającego cesarstwa zachodniego”, amerykańska firma telekomunikacyjna wycofuje się ze sponsorowania igrzysk, a wicepremier Słowacji zapowiedział, że nie weźmie udziału w ceremonii ich zamknięcia. To znaczy, że zgody na to, co zaprezentowano w Paryżu, i na tego typu promocję zła nie ma?
– To, co widzieliśmy na obrazach z Paryża podczas ceremonii otwarcia igrzysk olimpijskich, ukazuje w jakiejś mierze współczesne oblicze Unii Europejskiej
i państw, które w tej strukturze dominują. Rzeczywiście słusznie i trafnie określił ten spektakl dziennikarz Przemysław Babiarz. Ceremonia, podczas której sprofanowano chrześcijańskie symbole i promowano ideologię lgbt, gdzie pojawiły się też znaki satanistyczne, to był spektakl godny politowania, to było po prostu żenujące. Nie było w tym żadnych wartości estetycznych. Muzyka, poza występem Céline Dion, który poruszył miliony widzów, była kiepska, jeśli chodzi o scenografię i stroje, podobnie, a wszystko to razem przypominało jakąś tandetę. Nic jednak dziwnego, bo taki jest właśnie obraz współczesnej Europy – Europy postmodernistycznej, posthumanistycznej. To pokazuje upadek cywilizacji europejskiej, próba stworzenia jakiegoś dziwoląga człowieka, jakiejś nowej tożsamości, nowego człowieka niezdefiniowanego w sposób jasny, a wszystko po to, żeby za wszelką cenę oderwać się od korzeni, od dotychczasowej wizji Europy. Ceremonia absurdalna, żenująca, budząca niesmak, absolutnie nietolerancyjna.
A przecież tworzyło ją środowisko francuskie, które usta ma pełne słów o tolerancji. Przecież dewizą Republiki Francuskiej wynoszoną na sztandary są słowa: wolność, równość, braterstwo. Tymczasem tu mamy zachowania wbrew tymże hasłom, mamy działania antychrześcijańskie, obrażające, dyskryminujące, wykluczające itd. Oburzeni tym spektaklem byli wszyscy, nie tylko środowiska chrześcijańskie, ale także środowiska żydowskie i nic dziwnego, bo to wszystko budziło niesmak, pokazywało brak tolerancji. Próbuję sobie wyobrazić, że powstaje jakiś utwór, który mówi o stworzeniu świata bez, dajmy na to, homoseksualistów, bez ateistów, oburzenie byłoby na cały świat. Natomiast tutaj w sposób ewidentny wykluczane jest środowisko katolickie i widać, że można to robić.
Nie obyło się bez protestów.
– I dobrze, że takie reakcje się pojawiły, bo to pokazuje, że tego typu celowe działania wykluczające budzą sprzeciw, że nie ma zgody, żeby zepchnąć na margines chrześcijaństwo. To może wskazywać, że Europa się budzi, świat się budzi, co pokazuje postawa kandydata na urząd prezydenta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa, ale także Elon Musk wypowiedział się krytycznie, uznając to szydzące paryskie widowisko, obrażające uczucia religijne, za „skrajny brak szacunku wobec chrześcijan”. Także niezależni dziennikarze pokazali swój sprzeciw wobec tego godnego politowania spektaklu.
Współcześni tzw. artyści chętnie profanują wartości chrześcijańskie, drwią z Chrystusa
i tego wszystkiego, co jest świętością dla nas, katolików, ale nie czynią tak w przypadku judaizmu, islamu czy chociażby buddyzmu…
– Gdyby podczas ceremonii otwarcia igrzysk w ten sposób zakpiono sobie ze środowiska żydowskiego, to oburzenie byłoby na cały świat – i słusznie, bo takich rzeczy robić nie można. Podobnie, jeśli obrażono by w taki sposób muzułmanów, myślę, że te igrzyska chyba by się zakończyły już na samym początku, bo działania odwetowe radykalnie uniemożliwiłyby kontynuację zmagań sportowców. Paryż pewnie już by płonął. Tak czy inaczej Francja mówi o równości, a tak naprawdę równości tam nie ma. Chrześcijanie nie są traktowani na równi z innymi, a głoszone hasła o równości to jest jedna wielka fikcja, iluzja wolności, tolerancji. Widać, że jednych można obrażać, krytykować, ale w drugą stronę absolutnie nie można nic powiedzieć, bo spotyka się to z represjami.
Kto skorzysta na tym rozbijaniu wspólnoty cywilizacji chrześcijańskiej Europy?
– Ruchy, które chcą podważyć kulturę chrześcijańską i jej znaczenie w Europie, mają się dobrze, a tego typu działania są prowadzone już od jakiegoś czasu. Proszę zwrócić uwagę tylko na Unię Europejską, gdzie na przykład w Domu Historii Europejskiej w Brukseli wartości chrześcijańskie są zupełnie pominięte. W ogóle w Parlamencie Europejskim promowane, podkreślane są inne elementy związane z Europą, ale o chrześcijańskich korzeniach się nie mówi. To jest pewien trend ateistyczny promowany przez tych, którzy są przeciw chrześcijaństwu. Robi się to wszystko, żeby obniżyć autorytet samego chrześcijaństwa, a przede wszystkim żeby wyeliminować je z kultury europejskiej. To jest oczywiście absurdem, bo cała Europa opiera się na wartościach, które stworzyło chrześcijaństwo, a pozbycie się tych wartości prowadzi do unicestwienia, do utraty tożsamości. Być może są środowiska, organizacje, dla których prawdziwe wartości europejskie nie mają żadnego znaczenia, dlatego próbują stworzyć jakąś atrapę, zupełnie nową instytucję, zastąpić nią tę dotychczasową. Tym samym powstaje nowa, narzucana z góry ideologia, do której mamy się wszyscy dostosować. W przypadku nieprzyjęcia tej wizji może nam grozić wykluczenie, ostracyzm, coś, co ma miejsce w państwach totalitarnych.
Trudno też pominąć sprawę odsunięcia od komentowania igrzysk w Paryżu redaktora Przemysława Babiarza. Takie rzeczy, takie represje po 1989 roku chyba się nie zdarzały? Głos w obronie Przemysława Babiarza zabrała Klaudia Zwolińska, która srebrny medal dedykowała temu sprawozdawcy sportowemu, również dziennikarze domagają się przywrócenia do pracy swojego kolegi, ale Rzecznik Praw Obywatelskich domaga się wyjaśnień od kierownictwa TVP…
– Przemysła Babiarz stwierdził jedynie fakt, zresztą takie było też przesłanie Johna Lennona, który o swojej piosence „Imagine” mówił, że jest to manifest komunistyczny. Zatem redaktor Babiarz nie powiedział nic nowego.
I paradoks polega na tym, że za stwierdzenie faktu jest karany, odsunięty od komentowania igrzysk w Paryżu. To jest cała hipokryzja Francji, która mówi o wolności, a tej wolności wcale tam nie ma, i to samo ma miejsce, jeśli chodzi o polskie elity obecnie rządzące. Telewizja Polska przejęta przez ekipę Donalda Tuska zawiesza jednego z najlepszych komentatorów sportowych w naszym kraju za słowa prawdy, za to, że skrytykował komunizm, i to jest prawdziwa zgroza. Również komunikat o decyzji zaprezentowany na antenie TVP był żenujący, tragikomiczny, bo mówiący o braku tolerancji Przemysława Babiarza. Tymczasem w ogóle nie wspomina się o braku tolerancji organizatorów igrzysk olimpijskich w Paryżu czy obecnego kierownictwa telewizji publicznej podporządkowanej władzy „koalicji 13 grudnia”. Gdzie jest tolerancja tych, którzy krytykują i odsuwają od pracy dziennikarza sportowego? Przecież istotą pracy dziennikarza jest to, że komentuje on wydarzenia, i za wypełnianie swojej misji został zawieszony. W tym działaniu widzimy typowe zachowanie totalitarne, co może świadczyć, że komunizm w nowej odsłonie wraca, że rewolucja kulturowa jest forsowana, a każdy, kto się temu przeciwstawia, jest szykanowany. Krytyka równa się
z represjami i stosowaniem sankcji oraz kar. Czym zatem jest takie zachowanie, jak nie działaniem typowym dla komunizmu, do czego nawiązał Przemysław Babiarz.
Jak to wszystko się ma do kwestii przywrócenia przez Donalda Tuska – tak przynajmniej uważa Komisja Europejska –wolności mediów w Polsce, nie mówiąc już o „praworządności”?
– Każdy, kto choć trochę interesuje się działaniami Unii Europejskiej, doskonale wie, że tam demokracji nie ma. Tam jest ideologia w czystej postaci. To jest narzucanie ideologii przez grupę trzymającą władzę w Unii Europejskiej, narzucanie wartości i praw przez wąską grupę – tak jak oni je rozumieją – wszystkim, suwerennym państwom członkowskim. Jeśli ktoś się sprzeciwia, to nakłada się na niego sankcje, kary finansowe, czego Polska doświadczyła za rządów Zjednoczonej Prawicy. Donald Tusk jako reprezentant establishmentu unijnego wpisuje się
w tę narrację, wykonuje wszystkie dyrektywy płynące
z kręgów decyzyjnych Brukseli. Nic więc dziwnego, że tak był faworyzowany, że tak mu kibicowano, żeby powrócił do władzy w Polsce. I tak się stało. W związku z tym, skoro w rozumieniu brukselskich i berlińskich elit mają one swojego człowieka w Warszawie, to w ich mniemaniu mogą zrobić wszystko. Mogą na przykład w sposób istotny wpływać na sytuację w Polsce, bo wiedzą, że ze strony rządu Donalda Tuska nie będzie żadnego sprzeciwu. Można wnioskować, że Tusk zrobi wszystko, żeby jego mocodawcy byli zadowoleni. Poza tym wiemy, że struktury Unii Europejskiej są zastygłe, to są ci sami ludzie, którzy od lat sprawują władzę. Widzimy korupcję na szczytach unijnych, w Parlamencie Europejskim, ale to jakoś nikomu nie przeszkadza, więc ci ludzie nadal mogą piastować urzędy, funkcje i stosować podwójne standardy.
Ci ludzie są aż tak zmanierowani?
– Tak, co zresztą widać na każdym kroku. To, że tak jest, nie jest żadną tajemnicą. Mamy pełną hipokryzję, hasła bez pokrycia. Tam nie liczy się człowiek, bo ważniejsza jest ideologia, ważne jest, żeby zmieniać Europę i świat, ale w sposób bezrefleksyjny, za pomocą eksperymentu. Ideologia jest ważniejsza od człowieka, który w tym dziele rewolucyjnym przestaje być podmiotem. Żeby móc bez przeszkód realizować rozmaite wizje absolutnie nieprzystające do rzeczywistości, wizję Europy bez Boga, bez chrześcijaństwa , bez tradycji i kultury, wypacza się ludzkie spojrzenie, wychowuje się nowego człowieka, dla którego tradycyjne wartości się nie liczą. Tyle tylko, że cała ta ideologia to iluzja, fikcja bez przyszłości, która prowadzi donikąd, do samozagłady człowieka i Europy. Im szybciej ludzie dostrzegą, że są oszukiwani, mamieni przez rewolucjonistów, tym więcej czasu będzie na refleksję
i odrzucenie tej ideologii, i na powrót do chrześcijańskich korzeni, na których Europa została zbudowana, bez których tak naprawdę nie będzie się mogła rozwijać.

