logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Arch./ Inne

Represje Tuska

Środa, 4 września 2024 (21:13)

Rozmowa z prof. dr. hab. Wojciechem Polakiem, historykiem, przewodniczącym Kolegium IPN

Stołeczni policjanci przeszukali dziś dom, zarekwirowali nośniki elektroniczne, komputer i telefon byłego prezesa Stowarzyszenia „Marsz Niepodległości” Roberta Bąkiewicza, ponadto siłą wtargnęli do siedziby stowarzyszenia w Warszawie. Mamy kolejną odsłonę działań na rympał ekipy Tuska? Jak opisać to, co się dzieje?

– Donald Tusk podejmuje szeroko zakrojoną akcję likwidacji opozycji. Na razie skupia się na Prawie i Sprawiedliwości, stąd różne posunięcia, łącznie z odebraniem części przynależnych tej partii dotacji, co ogłosiła najwyraźniej będąca pod silnym naciskiem rządu Donalda Tuska Państwowa Komisja Wyborcza. W kolejnym kroku Tusk postanowił uderzyć w Marsz Niepodległości – patriotyczne imprezy, które odbywały się jeszcze przed 2015 rokiem, które już wtedy były dość mocno zwalczane przez ówczesny rząd PO – PSL. Wtedy, właściwie na każdym Marszu, dochodziło do jakichś incydentów, a mimo to gromadziły one ogromne ilości Polaków – nawet po dwieście tysięcy.

I tak było za „pierwszego” Tuska. Następnie po przejęciu władzy przez Zjednoczoną Prawicę Marsze Niepodległości – już w atmosferze swobody – odbywały się na jeszcze większą skalę, a liczba uczestników dochodziła nawet do pół miliona, a może więcej uczestników. Po za tym Marsze Niepodległości stały się imprezami gromadzącymi ludzi o różnych poglądach politycznych – niekoniecznie zgodnych, chociaż nastawionych patriotycznie. Były to więc imprezy, które gromadziły całe rodziny. I liderem tych Marszów był Robert Bąkiewicz, który stał na czele Stowarzyszenia „Marsz Niepodległości”.

Dlaczego Marsz Niepodległości tak bardzo przeszkadza Tuskowi?

– Marsz Niepodległości – tak jak pan redaktor zauważył – jest nie na rękę Tuskowi. Dlatego ta władza robi wszystko, żeby ten Marsz utrącić. Stąd też powraca się do Marszu z 2018 roku i incydentu, gdzie ktoś – podobno członek Straży Marszu Niepodległości – coś niewłaściwego powiedział do kogoś, ale nie wiadomo kto, dlatego cała sprawa – zdaje się – została umorzona. Dzisiaj nagle sprawa powraca niczym odgrzewany kotlet i jako element śledztwa. Najpierw ma miejsce o godz. 6 rano wejście i przeszukanie domu Roberta Bąkiewicza w Pruszkowie ku przerażeniu jego żony i dzieci. Przegrywa się pliki z jego komputera, jakieś dokumenty i wszystko wskazuje na to, że chodzi o zgromadzenie dokumentacji Stowarzyszenia „Marsz Niepodległości”, bo jak mogliśmy zobaczyć w niezależnych mediach, policja wkracza także, de facto włamując się ślusarskimi metodami, do siedziby Stowarzyszenia „Marsz Niepodległości” przy ul. Stawki w Warszawie. Tu też położono rękę na dokumentach, tak jakby szukano materiałów przeciw tej patriotycznej imprezie.

Tuskowi chodzi o delegalizację tegorocznego Marszu Niepodległości?

– Na to wygląda, że chodzi właśnie o delegalizację Marszu Niepodległości w dniu 11 listopada br. Próbuje się uniemożliwić jego odbywanie się, wykazując, że jest to działanie przestępcze. Już są informacje medialne, że Rafał Trzaskowski pod jakimś pretekstem wkrótce zakaże organizacji tego wydarzenia 11 listopada br. Z kolei działacz opozycji antykomunistycznej Adam Borowski podkreśla, że dla rządu Tuska – jeśli chodzi o niszczenie opozycji – nie ma żadnych granic. Znam Adama bardzo dobrze, to jest mój przyjaciel, który mówi, że represje tylko nas wzmacniają. Mówi to jeden z najdzielniejszych opozycjonistów lat osiemdziesiątych, człowiek, który w czerwcu 1982 roku, a więc w stanie wojennym, zorganizował i stał na czele akcji odbicia z warszawskiego szpitala tuż po operacji postrzelonego  i de facto dobrze pilnowanego przez sporą grupę esbeków Jana Narożniaka.

I jeśli Adam Borowski mówi, że represje tylko nas wzmacniają, jest to bardzo budujące. Tak czy inaczej to wszystko – mam na myśli te dzisiejsze ataki na Marsz Niepodległości – dzieje się przy akompaniamencie propagandy. Weźmy wypowiedzi np. europosła Jońskiego, który twierdzi, że Marsz Niepodległości to były nacjonalistyczne bojówki PiS-u itd. To tylko pokazuje, że mamy do czynienia z natarciem na PiS, co cały czas trwa, co więcej, jest to coraz bardziej bezwzględne działanie.

Czy Tusk, otwierając kolejne fronty zemsty, zdaje sobie sprawę, że przekracza kolejne granice?

– Nie wiem. Przecież obywatele też potrafią myśleć i widzą, że to jest tylko szukanie pretekstów, szukanie haków,  możliwości, żeby tylko pognębić prawą stronę polskiej sceny politycznej. Tymczasem zadania rządu są zgoła inne. Zadaniem rządu nie jest zwalczanie opozycji, i to tak brutalnymi metodami, ale raczej troska o dobro wspólne, rozwój gospodarki, rozwiązywanie problemów społecznych, które narastają. Mówiąc szczerze, to, co się dzisiaj dzieje, jest bardzo niepokojące. Nie ma CPK, póki co nie ma umowy na koreańskie czołgi K2, nie ma energii z atomu, Orlen zaczyna się cofać, rośnie inflacja itd. Dzisiaj przeczytałem, że przeładunek naszych płodów rolnych
w polskich portach morskich spadł o ponad 60 procent
w porównaniu z rokiem ubiegłym.

Mieszkania drożeją w sposób kosmiczny, firmy padają, czego przykładem jest niszczenie PKP Cargo, również banki mają być ponownie wystawiane na sprzedaż i podobno Niemcy już ostrzą sobie zęby na nasze banki. To wszystko wygląda bardzo źle. Widać, że rząd „koalicji 13 grudnia” nie potrafi rządzić, nie daje sobie rady m.in. pod względem gospodarczym i – zdaje się – próbuje nadrabiać te braki działaniami pod publiczkę, rozliczeniami opozycji itd. To atakowanie tej czy innej instytucji, czy tego czy innego polityka opozycji być może poprawia nastrój zwolennikom Tuska i przeciwnikom PiS-u, ale to nie jest rządzenie państwem, które ten rząd niszczy.

Niebawem Tusk ma otrzymać kolejną nagrodę od Niemców: M100 Media Award za „niestrudzoną walkę z autokracją”

– To jest komiczne samo w sobie, że człowiek, który dzisiaj w Polsce stosuje metody autorytarne, ma otrzymać nagrodę za walkę z autokracją. Swoją drogą podczas XXXIII Forum Ekonomicznego w Karpaczu nagrodę „Człowieka Roku 2024” otrzymał Władysław Kosiniak-
-Kamysz, co podobno bardzo zdenerwowało Donalda Tuska. W rezultacie sam nie pojedzie do Karpacza
i podobno zabronił uczestnictwa w Forum ministrom z Koalicji Obywatelskiej. Nic więc dziwnego, że prof. Piotr Gliński opatrzył to komentarzem: „Forum Ekonomiczne w Karpaczu: jak zawsze tłumy. Największe takie spotkanie w Europie Środkowo-Wschodniej. Ale w tym roku nad Karpaczem unosi się złowieszcze oblicze Tuska, który zabronił udziału w Forum swoim politykom i SSP!”. Wygląda to i strasznie, i śmiesznie, ale tak bywa
w systemach twardej ręki.

Tylko czy Tusk swoimi decyzjami nie rozpoczyna gry, która może okazać się bardzo niebezpieczna także dla niego, bo te ataki, np. na Marsz Niepodległości i próba jego delegalizacji, mogą tylko zwiększyć tę manifestację przywiązania do polskości?

– Rzeczywiście te działania Donalda Tuska i jego politycznych pomagierów mogą doprowadzić do destabilizacji kraju. Od tego może się zacząć, może być różnie. Oczywiście nie mam zamiaru być prorokiem, tym bardziej straszyć, ale wydaje mi się, że polityk – zwłaszcza tak doświadczony jak Tusk – powinien zachowywać daleko idącą ostrożność. Polski charakter – zwłaszcza ludzi młodych, ale nie tylko – jest taki, że to, czego się zabrania, tym bardziej robi się popularne. Jeżeli więc zabrania się organizowania Marszu Niepodległości, to Donald Tusk powinien zdawać sobie sprawę, że ten Marsz 11 listopada się odbędzie i może być bardziej liczebny, niż to bywało do tej pory, kiedy nie był zabroniony.

To zaś może doprowadzić do destabilizacji. Czy rządowi Tuska o to chodzi…? Tego nie wiem, być może ma jakieś kalkulacje i chce pokazać, że PiS, że prawa strona polskiej sceny politycznej to są tylko chuligani, których trzeba pałować na ulicach i rozpędzać. Trudno powiedzieć, co ma w głowie Tusk. Nie mam zielonego pojęcia, na czym może polegać ta jego kalkulacja. Być może chodzi o coś jeszcze innego, może właśnie to zdestabilizowanie kraju ma pokazać, że jest potrzebny człowiek silnej ręki, czyli on sam.

Tylko że na czoło prezydenckiego wyścigu pretendentów z Koalicji Obywatelskiej czy w ogóle, jeśli chodzi o „koalicję 13 grudnia”, wysuwa się Rafał Trzaskowski...   

– To prawda, wszyscy na razie wskazują kandydaturę Rafała Trzaskowskiego, co więcej, sam Donald Tusk twierdzi, że nie będzie się ubiegał o prezydenturę. Władysława Kosiniaka-Kamysza czy Szymona Hołowni to właściwie już nikt nie traktuje poważnie jako kandydatów do najwyższego urzędu w Polsce. Zatem chyba Trzaskowski, ale do końca nie byłbym pewny, czy Tusk do końca zrezygnował z ambicji objęcia urzędu Prezydenta RP. Pamiętamy przypadek Wałęsy, który też niby nie miał ambicji prezydenckich, ale ostatecznie prezydentem został. Być może Tuskowi chodzi właśnie o to, żeby sytuacja 
w kraju stała się tak gorąca, by zamiast młodego, zdolnego Trzaskowskiego, który ma jeszcze czas, to właśnie doświadczony Tusk, w poczuciu odpowiedzialności, podjął się tego trudnego zadania. Tak więc różne scenariusze można rozpatrywać.

My, Polacy, rzeczywiście jesteśmy tak naiwni, żeby na te numery Tuska się nabierać?

– Połowa nie da się na to nabrać, ale połowa – dlaczego nie. Myślę, że my, Polacy, po części jesteśmy jednak naiwni. Jeżeli ponad połowa Polaków w wyborach parlamentarnych oddała głosy na Platformę, Trzecią Drogę czy Lewicę, to widać, że może być różnie.

Tylko że mija dziewięć miesięcy od objęcia rządów przez Tuska, kraj się zwija i ludzie chyba widzą, na jakiego konia postawili?

– Z tym logicznym, refleksyjnym podejściem ludzi to nie jest tak do końca. Wszystkie procesy uderzające w kieszeń i byt codzienny człowieka postępują dość wolno. Proszę zauważyć, że ośrodki badania opinii publicznej, i to różne, pokazują, że poparcie dla Platformy ciągle się utrzymuje na wysokim poziomie. Hołowni trochę spadło, Lewicy także, ale te wyniki mimo wszystko nie są takie złe. Widać więc, że jeszcze jest długa droga do tego, żeby ludzie zrozumieli różne rzeczy. Powiem tak, że procesy ekonomiczne i idące w ślad za nimi przemiany świadomościowe w społeczeństwie mogą trwać nawet kilka lat.

I właśnie to jest zatrważające, że przez kilka lat „koalicja 13 grudnia” może zrobić całą masę posunięć demolujących obecny system polityczny i gospodarkę, że aż strach pomyśleć o konsekwencjach. Dlatego nie jestem optymistą, jeśli chodzi o to, co może się wydarzyć za tej władzy. Czasem więc sugeruję, że powinniśmy się nastawić na ciężkie czasy, na dłuższy proces wydobywania się z tego, w co wraz z władzą Tuska wdepnęliśmy jako kraj i jako naród. Patrząc, co ta władza robi z przeciwnikami politycznymi, być może potrzebne będą też jakieś działania drugoobiegowe, konspiracyjne jak za PRL-u czy w stanie wojennym. I kto wie, czy nie będzie to konieczne…     

        Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl