logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Rządzi ideologia

Poniedziałek, 16 września 2024 (21:21)

Rozmowa z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, historykiem, członkiem Kolegium IPN, wykładowcą KUL i AKSiM

Tysiące ludzi w południowo-zachodniej Polsce przeżywa tragedie związane z powodzią, zalewane są kolejne miejscowości, są też ofiary śmiertelne. Jak w dobie tego kryzysu jest zarządzana Polska?

– Finalnie to się dopiero okaże. Niewątpliwie rząd Donalda Tuska przez wszystkie miesiące od objęcia władzy skupiał się na masakrowaniu opozycji, i to na różne sposoby, ale nie na tym, żeby się przygotować na ewentualne realne problemy. I to dzisiaj jest widoczne. Natomiast obiektywnie rzecz ujmując, to, co dzisiaj widzimy, to też jest – czy powinna być – w jakimś sensie lekcja pokory wobec sił przyrody. Nigdy nie jest bowiem tak, że człowiek panuje w stu procentach nad naturą, że wszystko da się przewidzieć, zaplanować czy w pełni się zabezpieczyć. Jest wiele rzeczy, które niestety wymykają się spod kontroli, i to jest znane z historii.

Natomiast reakcje ekipy Tuska będziemy oceniać po konkretnych działaniach, już z pewnej perspektywy. Nie ma wątpliwości, że ta władza się kompromituje swoją – trzeba to podkreślić – idiotyczną „zieloną polityką”, idącą w sukurs tzw. ekologom i ich pomysłom, żeby nie regulować rzek, bo to „ingeruje w przyrodę”, żeby nie budować tam, zbiorników retencyjnych, nie tworzyć polderów, bo to jest rzekomo szkodliwe dla natury. To wszystko dzisiaj, w tej konkretnej powodziowej sytuacji – niczym w soczewce pokazuje absurdalność tych pomysłów i tej bezrefleksyjnej, szkodliwej i niebezpiecznej polityki. Upadają twierdzenia może trochę z innej beczki, ale pokazujące absurdalność obrony ekologicznych tez – mam na myśli wypowiedź Małgorzaty Kidawy-Błońskiej w odniesieniu do przekopu Mierzei Wiślanej, że „gdyby natura chciała, żeby był przekop, to by był”. Tak czy inaczej ta władza rządzi zaledwie dziewięć miesięcy, a więc krótko, ale wystarczająco, żeby przynajmniej próbować spiąć zarządzanie państwem i w sytuacjach zagrożenia pomagać ludziom poszkodowanym – w tym wypadku w wyniku powodzi. Jak to wyjdzie – zobaczymy już wkrótce, kiedy będziemy te wydarzenia podsumowywać.

Jeśli jednak m.in. obecna wiceminister klimatu i środowiska Urszula Zielińska, która w 2020 roku mówiła, że w dobie suszy zbiorniki retencyjne są niepotrzebne, bo niszczą przyrodę, środowisko, a dzisiaj współodpowiada za tę sferę, to chyba zasadne jest pytanie, co z kompetencjami?

– Ten przykład pokazuje, że rzeczywiście przy władzy, na poszczególnych odcinkach, są dzisiaj ludzie, którzy kompletnie nie znają się na powierzonych im obszarach decyzyjnych. Objęli resorty i dziedziny, na których kompletnie się nie znają. Widać, że są rzeczy, które ich po prostu przerastają, bo nie wystarczy sama ideologia, którą jako opozycja uprawiali, bo tu trzeba rządzić tu i teraz. Tak jest chociażby w edukacji, gdzie rządzi i wprowadza demolkę do systemu minister Barbara Nowacka, czy jak w przytoczonym przez pana redaktora przykładzie wiceminister klimatu i środowiska Urszuli Zielińskiej, przez którą przemawia ideologia klimatystyczna.  To jest spojrzenie na rzeczywistość przez pryzmat ideologii. Tak już patrzono i zwalczano śp. ministra Szyszko, twierdząc, że niszczy lasy. Co więcej, robili to ludzie, którzy nie mieli pojęcia kompletnie o niczym. No cóż, w takim świecie przyszło nam żyć, w świecie, gdzie rządzą nami ignoranci. I później są takie, a nie inne skutki.

Powiedział Pan Profesor, że z naturą nikt nie wygrał i że rząd Tuska rządzi stosunkowo krótko. To wszystko prawda, tylko że premier Czech ostrzegał polskie władze przed nadchodzącą falą. Dlaczego więc nie było reakcji, co więcej, Tusk w piątek we Wrocławiu mówił, że prognozy pogody „nie są przesadnie alarmujące” i że „nie ma powodów do paniki”…

– Mógł zwołać od razu sztab kryzysowy, narady wojewodów i podjąć działania, ale tego nie zrobił. Ta władza, ta koalicja ma to do siebie, że nie rządzi, tylko zajmuje się „demokracją walczącą”, czyli tym, co zrobić, żeby mocniej dołożyć opozycji. Po tej stronie nie ma refleksji, co realnie robić, nie ma jakiejś wizji, co będzie jutro i jakie strategiczne decyzje podejmować, tylko tam jest trend obliczony na rozliczanie oponentów politycznych. Skoro tak, to niby dlaczego mieliby wgłębiać się w to, co nas, a szczególnie mieszkańców południowo-zachodniej Polski czeka w związku z falą powodziową i dramatyczną sytuacją, która się zmienia z godziny na godzinę? Pewnie liczyli, że wszystko przejdzie bokiem, że może się uda, ale – jak widać – się nie udało. Dlatego potrzeba koordynacji działań, czego na razie nie widać, a wina za zaniechania z pewnością spoczywa na rządzących. 

Tylko że każda władza ma obowiązek służyć Polsce i obywatelom, niosąc wszelaką pomoc zwłaszcza w sytuacji zagrożenia?

– Tak być powinno, ale jak jest – widzimy w przekazach medialnych. Taka polityka, jaką uprawia Donald Tusk, bankrutuje w sytuacjach krytycznych. Oni działają na zasadzie, że jak jest względnie dobrze, to się urządza igrzyska, mamy więc teatr – zatrzymania polityków opozycji na lotniskach, gdzie się da, mamy aresztowania ks. Michała Olszewskiego i urzędniczek resortu sprawiedliwości. Tusk liczy, że ludzie się zabawią, że nie będą zwracać uwagi na niszczenie Polski, które postępuje. Jednak kiedy przychodzi element kryzysowy, to teatr nie wystarcza, nie da się zagłuszyć faktów, nieróbstwa. Wtedy na wierzch wychodzą efekty realnej władzy. A jak to realne rządzenie wygląda – widzimy, a boleśnie przekonują się o tym mieszkańcy południowo-zachodniej Polski.

Dzisiaj szefowa resortu klimatu Paulina Hennig-Kloska zapowiedziała, że dla powodzian będą niskooprocentowane kredyty, co wywołało oburzenie i masę krytycznych komentarzy, m.in. że rząd chce zarobić na powodzianach. Kiedyś zapytany o państwowe odszkodowania dla powodzian ówczesny premier Cimoszewicz, po słowach, że trzeba było być przezornym i trzeba się było ubezpieczyć – wypowiedzianych do poszkodowanych w wyniku powodzi w 1997 roku, stracił władzę…

– Donald Tusk, owszem, zapowiedział, że powodzianie otrzymają 10 tys. zł doraźnej i bezzwrotnej pomocy oraz będą mogli wnioskować o zasiłek na remont nieruchomości w wysokości 100 lub 200 tys. zł w zależności od skali zniszczeń. Natomiast wypowiedź Hennig-Kloski jest niezrozumiała i niedopuszczalna. Inna sprawa, że ta ekipa ma bardzo napięty budżet. Gospodarka wygląda źle, zyski przedsiębiorstw spadają i wygląda to fatalnie. Ponadto ten rząd nie bardzo przygotowywał się do różnych sytuacji kryzysowych, które mogą się wystąpić zawsze i może być ich wiele. I tak przed nami kryzys energetyczny, kryzys migracyjny – związany z wprowadzeniem kontroli na niemieckiej granicy. I aby stawić czoła różnym tego typu sytuacjom, potrzeba kompetencji i ludzi, którzy będą wiedzieli, jak tego typu sytuacjom kryzysowym przeciwdziałać i jak rozwiązywać wynikające z tego problemy. Jeśli tak jest, to cały ten trudny proces jest do zażegnania. Natomiast jeśli mamy rząd złożony z różnego rodzaju ideologów, którzy nie są w stanie realnie nic zrobić, tylko potrafią kreować pewne spektakle czy cyrki wokół siebie, to jest tak, jak jest. Jeśli więc przychodzą momenty kryzysowe, to mamy kompromitujące wypowiedzi jednego, drugiego czy trzeciego ministra i Tusk musi sobie jakoś z tym radzić, jakoś to tłumaczyć, ale idzie mu z tym trudno. Im trudniejsza sytuacja, tym gorzej będzie z rządem „koalicji 13 grudnia”.    

Może zamiast polować na opozycję i ją prześladować, rząd Tuska wziąłby się do pracy, ale wydaje się, że bez presji społecznej lenistwa tej władzy i wymiernych szkód za tym idących nie da się wyeliminować?

– Nie jestem prorokiem, ale w mojej ocenie to nie może trwać w nieskończoność. Igrzyska – nawet wśród zradykalizowanej grupy sympatyków Tuska i przeciwników Kaczyńskiego – mogą trwać tylko jakiś czas. Potem, kiedy problemy się potęgują – zresztą już w tej chwili – mamy zniechęcenie wobec rządu i premiera, punkt widzenia ludzi się zmieni. Pokazują to badania, wskazując, że kapitał zaufania do tej ekipy szybko się zużył. Nic więc dziwnego, że to zauroczenie nową władzą zaczyna przechodzić w stan apatii, czyli rozczarowania wszystkimi i wszystkim. I im bardziej będzie to wyglądać tak, jak dostrzegamy to dzisiaj, tym prędzej pojawi się nie tylko zawód, ale też gniew. Wtedy wystarczy niewielka iskra, żeby zapalić ognisko i doprowadzić do wybuchu społecznego. I tak skończy się to rządzenie Donalda Tuska i całej „koalicji 13 grudnia”. Tak to widzę. Swoją drogą ta ekipa trzymająca władzę nie bardzo potrafi przegrywać, bo żeby umieć przegrać, to trzeba szanować jakieś zasady demokratyczne, reguły wyborcze, czy w ogóle jakieś zasady. Tymczasem oni uznali, że opozycję, czyli Zjednoczoną Prawicę, trzeba wykończyć, z tym że dotyczy to nie tylko opozycji, ale wszystkich tych Polaków, którzy są wobec nich krytyczni.

Czyżby liczyli, że będą rządzić wiecznie?  

– Jeśli wykończą, zagłodzą finansowo czy pozamykają do więzień polityków Prawa i Sprawiedliwości lub stworzą układ dwubiegunowy, czyli własną opozycję – tak jak to było przy okrągłym stole, to może to zabetonować scenę polityczną w Polsce na długo. Wtedy z taką pseudoopozycją będą mogli rządzić. Natomiast ta, która jest dzisiaj, jest – według Tuska – niedemokratyczna, nieuprawniona, i trzeba ją zwalczyć. Natomiast realne życie ludzi wybiega poza te tematy i ci realni ludzie w pewnym momencie nie wytrzymają i powiedzą „dość”. Jest tylko pytanie, kiedy to nastąpi, kiedy miarka się przebierze.

                Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl