logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Arch./ Inne

Ten rząd brnie coraz bardziej

Niedziela, 29 września 2024 (19:56)

Rozmowa z prof. dr. hab. Wojciechem Polakiem, historykiem, przewodniczącym Kolegium IPN

Ostatni czas nie jest zbyt łaskawy dla ekipy Donalda Tuska. I tak po blamażu związanym ze spóźnioną reakcją na powódź teraz Sąd Najwyższy uznał, że prawidłowo powołany Dariusz Barski był i jest prokuratorem krajowym, a nie Dariusz Korneluk zainstalowany w styczniu br. przez ministra Adama Bodnara. Jakie mogą być tego konsekwencje?

– Gdybyśmy byli dzisiaj normalnym państwem, to sprawą oczywistą jest, że jeśli Sąd Najwyższy uznał, iż zmiana
w Prokuraturze Krajowej została dokonana przez Adama Bodnara i Donalda Tuska w sposób nielegalny, to w związku z tym prokurator Dariusz Barski – wbrew temu,
co mu zarzucano – miał prawo przejść ze stanu spoczynku w stan czynny. I nie było w tym nic niezgodnego z prawem. Zatem usunięcie prokuratora Dariusza Barskiego pod pretekstem, że przeszedł nielegalnie ze stanu spoczynku w stan czynny, było czymś nieprawidłowym. Dlatego logiczny jest wniosek, że Dariusz Barski jest nadal legalnie działającym prokuratorem krajowym. I powtórzę raz jeszcze: gdybyśmy żyli w normalnym państwie, to taki tok rozumowania – logiczny i oczywisty – prowadziłby do przywrócenia Dariusza Barskiego na stanowisko prokuratora krajowego. Tylko że w tej chwili nie jesteśmy normalnym krajem – jesteśmy krajem rządzonym
w sposób dyktatorski, gdzie lekceważy się normy prawa
i wynikające z nich konsekwencje.

Orzeczenie Sądu Najwyższego rzuca światło na pozaprawne działania prokuratury Bodnara, ale on sam ani myśli się temu podporządkować. Co więcej, mówi
o stanowisku trzech neosędziów, które
– w jego ocenie – nie jest uchwałą Sądu Najwyższego, nie jest wiążące, wobec czego wzywa do bojkotu tego orzeczenia.

– Ta władza już tradycyjnie neguje wszystko i wszystkich, którzy się jej sprzeciwiają. Dlatego minister Adam Bodnar twierdzi, że to orzeczenie Sadu Najwyższego nie ma mocy prawnej. Przyznam, że jest to ciekawy sposób rozumowania. Do tej pory rząd Donalda Tuska podważał kompetencje Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych Sądu Najwyższego, uznając, że ta izba jest nieistniejąca. W związku z tym nie ma nic do powiedzenia, kiedy wypowiada się w kwestii odwołania Mariusza Kamińskiego od decyzji marszałka Szymona Hołowni
o wygaśnięciu mandatu posłowi Prawa i Sprawiedliwości.
I wtedy ekipa Tuska twierdziła, że Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych nie jest sądem, nie ma żadnych kompetencji, w związku z tym oni jej nie uznają. Natomiast gdy ta sama izba zatwierdzała ważność wyborów parlamentarnych, ważność mandatów poselskich, to wtedy wszystko było w jak najlepszym porządku. Co do Izby Karnej Sądu Najwyższego to rząd Tuska nie wysuwał żadnych zastrzeżeń, ale teraz, gdy wydała ona wyrok, który jest nie po myśli Tuska i Bodnara, nagle okazuje się, że ta izba znów jest nieważna.

Mamy traktowanie w sposób wybiórczy wymiaru sprawiedliwości?

– Dokładnie tak. Odbywa się to na zasadzie: kiedy wyroki są dla nich korzystne, to niech już tak będzie i uznajemy
te izby Sądu Najwyższego, ale kiedy wyroki są dla ekipy Tuska niekorzystne, to podnosi się larum, że nie są to izby legalnie działające, że sąd nie ma nic do powiedzenia, że oni go nie uznają. To jest bardzo niebezpieczne, bo skoro rząd tak uważa, to każdy podmiot, każdy obywatel też może postępować w ten sposób. Działa to na tej zasadzie, że jeżeli sąd wyda wyrok, który nam nie pasuje, to zawsze możemy powiedzieć, że tego czy innego sądu nie uznajemy, bo – dajmy na to – nie podoba się nam sędzia.

Przecież to prowadzi do kompletnego rozkładu państwa. Jeżeli wśród ministrów zaczynają się pojawiać poglądy,
że ci – jak oni ich określają – neosędziowie nie mogą
w sposób legalny wydawać wyroków, to idąc tym tokiem myślenia, wydane przez nich wyroki, postanowienia
czy orzeczenia są nieważne. Tylko że takich wyroków
z udziałem tzw. neosędziów może być nawet około 3 mln. Idąc dalej, wszystkie alimenty orzeczone przez tzw. neosędziego muszą zostać zwrócone, podobnie rzecz ma się z podziałem majątków, ze sprawami spadkowymi itd.

Również z więzienia trzeba wypuścić przestępców, bo zgodnie z tą logiką wszystkie wyroki skazujące ich na odsiadkę też są nieważne. Nie wiem, czemu to wszystko ma służyć, chyba chodzi o to, żeby stworzyć totalny chaos prawny, Dziki Zachód – choć nawet tam sędzia czy szeryf byli szanowani i każdy członek społeczności respektował wydawane wówczas wyroki, bo wszystkim zależało, żeby to jakoś funkcjonowało. Tymczasem tutaj, w państwie Tuska
i Bodnara, okazuje się, że sądy wydają wyroki w większości nieważne. Jest to tendencja, która prostą drogą prowadzi do obłędu.

Europoseł Patryk Jaki uważa, że Sąd Najwyższy de facto potwierdził, iż Tusk
z Bodnarem popełnili przestępstwo na demokracji polegające na napaści na ustrój państwa i nielegalne zajęcie budynków instytucji państwowych (chodzi oczywiście
o Prokuraturę Krajową), i że jest to celowe rozkładanie Rzeczypospolitej…

– Tak, europoseł Jaki stwierdził, że Solidarna Polska
w poniedziałek wystąpi do KG Policji o wykonanie orzeczenia Sądu Najwyższego i odblokowanie Prokuratury Krajowej z rąk uzurpatorów. Moim zdaniem trochę szkoda czasu i zachodu, bo policja, która dzisiaj podlega władzy Tuska, nawet nie kiwnie palcem. Nie ma co się łudzić, że obecnie aparat władzy i podlegające mu służby przejmują się przepisami prawa, przejmują się tym, co wynika
z orzeczeń sądowych. Nie wspomnę już o orzeczeniach Trybunału Konstytucyjnego, które są w ogóle ignorowane. Według Trybunału Konstytucyjnego wszelkie postanowienia dotyczące spraw nauki religii w szkole powinny być zawieszone, wszystko powinno być po staremu, dopóki
nie zostanie to prawnie, w legalny sposób uregulowane. Tymczasem minister Barbara Nowacka orzekła, że Trybunał Konstytucyjny to nie jest żaden sąd, że to jest – jak oni określają – „trybunał Julii Przyłębskiej”, w związku z czym szefowa resortu oświaty w ogóle tego nie przyjmuje
do wiadomości, a co za tym idzie – nie stosuje się do orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego i w ogóle sobie tym głowy nie zawraca. I takich przykładów lekceważenia prawa, tego typu postaw można wymieniać bez liku.

O czym to świadczy?

– O tym, że dla tej ekipy prawo przestało działać, ale skutki tego będą opłakane. Jest jednak jeszcze jeden aspekt bardzo niepokojący: mianowicie ten rząd brnie coraz dalej, coraz mocniej w ignorowanie norm prawa, także wyroków sądowych, które bezwzględnie trzeba szanować i wykonywać, a organy władzy przede wszystkim powinny się do tego stosować. Prawnicy mówią, że każdy obywatel jest zobowiązany do przestrzegania prawa,
a organy władzy państwowej są do przestrzegania prawa
w sposób szczególny zobowiązane. Stąd muszą dokładać szczególnej staranności, żeby wykonywać wszystko zgodnie z prawem. Tymczasem ta władza w sposób manifestacyjny lekceważy prawo, lekceważy wyroki sądowe. Jeżeli ktoś łamie normy prawa, nie wykonuje wyroków sądów, to popełnia przestępstwo.

Załóżmy, że za kilka lat PiS odbuduje poparcie i będzie miało realne szanse wygrać wybory. Ekipa Tuska, która na przestrzeni zaledwie roku wykonała tyle nielegalnych posunięć – widząc zagrożenie, obawiając się rozliczeń – zrobi wszystko, żeby nie dopuścić do władzy PiS. Patrząc na to, co wyprawiają obecnie rządzący, należałoby wytoczyć całą masę postępowań sądowych, a w gruncie rzeczy spraw karnych. Może więc w Polsce dojść do totalnej destabilizacji na tym tle. Ci, co powinni oddać władzę, oddać rządy, zrobią wszystko, żeby pod jakimiś wymyślonymi pretekstami zmiany przewidziane w systemie demokratycznym nie nastąpiły.

Tylko że to ocierałoby się już o dyktaturę.   

– Owszem, ale zazwyczaj tak jest, że zaczyna się od systemu autorytarnego, potem on staje się totalitarny
i ten totalitaryzm pogłębia się jeszcze bardziej. Skutki tego mogą być naprawdę tragiczne. W dodatku część Polaków jest wciąż dosyć obojętna na łamanie przez rządzących prawa, łamanie praw człowieka, czego przykładem są więźniowie polityczni, których niestety mamy dzisiaj
w Polsce.

Czy i jak długo ludzie będą milczeć wobec tych przypadków łamania prawa przez rządzących? 

– Trudno powiedzieć. Sprzeciw społeczny, jaki się pojawi, będzie wywołany czymś innym, mianowicie nieudolnością tego rządu w sprawach gospodarczych, co oczywiście przełoży się na poziom życia Polaków. Stopa życiowa już spada i do pewnego momentu da się jeszcze utrzymać spokój i dobre notowania rządu Tuska propagandą i PR-em. „Koalicja 13 grudnia” ma za sobą media publiczne, a także wiele mediów komercyjnych, które są jednak oglądane.
Dopóki ta propaganda będzie szumiała w uszach ludzi, dopóty odegra pewną rolę w podtrzymywaniu pozytywnych dla rządu nastrojów. Ale przyjdzie moment, że to nie wystarczy, bo jeśli przyjdzie surowa zima i trzeba będzie ogrzać mieszkania czy domy, co musi się wiązać
z wysokimi kosztami, jeżeli konsekwencją powodzi,
która dotknęła południowo-zachodnią Polskę, będzie
np. ponowne podwyższenie cen żywności, to nie wiem,
czy ludzie będą w stanie to wszystko udźwignąć.

Ze względu na covid i stosowane zasady ostrożności mieliśmy podwyżki stawek za usługi medyczne – czy to wizyty u stomatologa, czy u lekarzy specjalistów – tylko że pandemia koronawirusa minęła, a ceny covidowe pozostały. To powoduje, że usługi medyczne w Polsce
w ostatnich latach podrożały horrendalnie i tak samo
może być z podwyżkami cen żywności, które w związku
z powodzią podrożeją i tak już zostanie. I wtedy ludzie zaczną rozumieć, że w kieszeni mają coraz mniej. Może się zatem okazać, że w pewnym momencie zubożenie społeczeństwa spowodowane wzrostem cen, usług itp. będzie tak duże, że żadna propaganda nie będzie w stanie zamydlić oczu Polakom. Nastroje społeczne się pogorszą.

Inna sprawa, że źle świadczy to o nas, Polakach, iż tak mało uwagi zwracamy na łamanie prawa – jak Pan Profesor zauważył – na łamanie praw człowieka.

– Mamy dziś w Polsce więźniów politycznych, którzy siedzą za kratami. To wszystko rzeczywiście pokazuje dość daleko posuniętą obojętność społeczeństwa. W więzieniu już kolejne miesiące przebywa ks. Michał Olszewski, a Kościół katolicki też nie reaguje w adekwatny sposób. W sobotę byłem w Toruniu, gdzie odbył się marsz modlitewny
w obronie tożsamości Polski zorganizowany przez Akcję Katolicką, gdzie najwięcej mówiono – ja też miałem sposobność przemawiać – na temat wycofywania lekcji religii ze szkół. Najpierw zgromadziliśmy się przed pomnikiem Mikołaja Kopernika, gdzie był wiec, później poszliśmy, modląc się, przed pomnik św. Jana Pawła II. Wszyscy zwracali uwagę, jakie mogą być konsekwencje wyrzucenia religii ze szkół i w ogóle ograniczenia, okrojenia programów nauczania o 20 procent – m.in. historii, wycofywanie podręcznika „Historia i teraźniejszość”, wykreślenie z listy lektur polskiej klasyki itd.

Przecież to jest uderzenie w naszą tożsamość narodową, chrześcijańską.

– Tak, to działanie w kierunku zupełnej ateizacji polskiej młodzieży. I choć nie mówi się tego głośno, to zwłaszcza
w szkołach średnich te wszystkie posunięcia lewackiego kierownictwa resortu oświaty w sprawie redukcji lekcji religii powodują, że coraz więcej młodych przestaje uczęszczać na katechezę. Te wskaźniki w rozpoczętym
we wrześniu roku szkolnym są coraz niższe. Katecheci mówią mi, że zdarza się, iż na lekcje religii chodzi tylko blisko 14 procent młodzieży. Jak widać, są to statystyki zatrważające. Przesunięcie katechezy na pierwsze czy ostatnie lekcje, co jest działaniem celowym, z rozmysłem sprawia, że wielu młodych ludzi, już pełnoletnich, wypisuje się z lekcji religii, bo ma okazję dłużej pospać rano czy wcześniej o godzinę wyjść ze szkoły. Niepokojące jest to, że również rodzice nie wywierają wpływu na tak postępujące dzieci.

                     Dziękuję za rozmowę.    

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl