logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

To, co robi ta władza, jest po prostu słabe

Niedziela, 6 października 2024 (19:16)

Rozmowa z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, historykiem, członkiem Kolegium IPN, wykładowcą KUL i AKSiM

Tylko w ubiegłym roku Orlen wpłacił do budżetu państwa blisko 70 miliardów złotych. Tymczasem w tym roku, pod rządami Tuska, nasz champion notuje straty, podobnie jak inne firmy giganty, które kuleją i tracą miliardy złotych. Co takiego się stało, czy aż tak się zmieniły warunki gospodarcze, czy ta tendencja spadku obrotów jest wynikiem… No właśnie, czego?

– To fakt, że jeszcze rok temu państwowe giganty gospodarcze wpłacały do wspólnej państwowej kasy ogromne pieniądze, finansowały sport, przy czym Orlen był głównym sponsorem polskiego sportu. Spółki Skarbu Państwa sponsorowały też rozmaite imprezy czy ważne wydarzenia kulturalne. Tymczasem „koalicja 13 grudnia” niespełna rok, a niemal połowa z największych spółek Skarbu Państwa, które za rządów Prawa
i Sprawiedliwości  przynosiły zyski, dzisiaj notuje straty. Jak widać, sytuacja może być dokładnie odwrotna, czyli te wielkie koncerny nie tylko że nie będą wpłacać pieniędzy do budżetu państwa, ale na skutek rozmaitych wrogich działań będą nierentowne. Dlatego w ocenie rządzących trzeba je będzie sprzedać, żeby jednorazowo zasilić państwową kasę.

Takie historie po 1989 roku już miały miejsce…

– Dokładnie, to nic nowego, bo tak już się działo w latach dziewięćdziesiątych, kiedy prywatyzowano i sprzedawano wszystko, co tylko się dało – a przede wszystkim lukratywne, dochodowe spółki. Prywatyzacja państwowych spółek – według zapowiedzi wówczas rządzących – miała zapewnić budżetowi państwa pokaźne wpływy, a samym firmom zagwarantować mądre zarządzanie i rozwój. Ostatecznie sprzedano całą masę kur znoszących złote jaja, wystarczy tylko wspomnieć, co uczyniono z Telekomunikacją Polską SA, która ostatecznie trafiła pod skrzydła Francuzów. A zatem takich rzeczy było mnóstwo, ale taką przyjęto metodę, czyli najpierw bardzo słabe, wręcz patologiczne zarządzanie, straty i nieopłacalność dopłacania do nierentownej firmy, a następnie jej sprzedaż. Tym samym wyprzedaż majątku narodowego szła w najlepsze, doraźnie jakieś pieniądze, owszem, wpadały do budżetu państwa i nikt nie myślał, co będzie później, kiedy pieniądze się skończą i coraz mniej będzie państwowych spółek. Tak było wcześniej i dzisiaj od razu nic takiego nie nastąpi, ale ku temu to wszystko zmierza. Ci, którzy mieli objąć władzę i sprzątać po rządach Zjednoczonej Prawicy, dzisiaj tak naprawdę prowadzą do katastrofy, bo budżet państwa świeci pustkami, mamy zapaść w służbie zdrowia, NFZ-owi brakuje ok. 15 miliardów złotych, aby wypłacić szpitalom pieniądze za tegoroczne świadczenia, są też odwoływane planowe zabiegi. To wszystko nie tylko z ekonomicznego punktu widzenia wygląda fatalnie. Jednak słysząc reakcję ludzi, wydaje mi się, że powoli społeczeństwo – szczególnie wyborcy prawicowi dotychczas nieco uśpieni – zaczyna wychodzić z powyborczej mgły i dostrzegać, że działania Donalda Tuska i spółki przebrały już miarę i wajcha zaczyna się powoli przekładać w drugim kierunku.  

Na świecie niezależnie od tego, kto rządzi, to władze jednak dbają o swoje wielkie, państwowe koncerny, spółki championy, bo są one kołem zamachowym, a rozwijając się, przynoszą zyski do budżetu państwa. Tu jednak tego nie widać.

– Ktokolwiek by nie rządził w krajach zachodnich, to władze są zakotwiczone we własnym kraju, a nie na zewnątrz, bo mają świadomość, że to nie czynnik zewnętrzny doprowadził ich do władzy, tylko własny kapitał, rodzime społeczeństwo, dlatego działają na rzecz własnego kraju. Natomiast dzisiaj w Polsce mamy bardzo silny wpływ zewnętrzny i coś, co można określić jako szaleństwo tej władzy. Tu nie chodzi już nawet o obsadę kierownictw spółek, tylko wystarczy spojrzeć na to, kto przewodzi poszczególnym ministerstwom, gdzie niekompetencja goni niekompetencję. Czasem jest to aż żenujące, kiedy się na to patrzy, bo jak można piastować funkcję ministra i nie mieć zielonego pojęcia, czym się tak naprawdę zajmuje? Wygląda jednak, że da się, bo skoro Dariusz Korneluk bezprawnie, bo wbrew orzeczeniu Sąd Najwyższego, sprawuje funkcję Prokuratora Krajowego, skoro nie wie (takie sprawia wrażenie), że w polskim prawie, w Konstytucji RP nie ma czegoś takiego jak dekrety i powołuje się na dekret jako formę mianowania czy powołania go przez premiera Donalda Tuska na to stanowisko, wygląda to na daleko posuniętą, rażącą niekompetencję, aż ręce opadają. W innych obszarach jest zresztą podobnie.

Tylko czy jest to niekompetencja – mam na myśli działania Tuska – czy może działanie celowe z rozmysłem, z premedytacją na szkodę państwa? 

– Trudno powiedzieć, trzeba by zajrzeć głębiej w ludzkie serca czy umysły, a takiego wglądu nie mam. Mam na myśli także tych, którzy rządzą Polską i mianują takich ludzi na stanowiska. Być może jest to działanie
z premedytacją, ale trudno jednoznacznie orzec. Gdyby tak było, to oznaczałoby, że ta władza chce doprowadzić państwo polskie do likwidacji w kolejnych segmentach jego funkcjonowania. Mamy przecież zawłaszczoną prokuraturę, sparaliżowane sądy itd. I jeśli w tym amoku sprywatyzujemy jeszcze spółki Skarbu Państwa, to kraj zostanie dodatkowo osłabiony gospodarczo i finansowo. Tylko że jest to działanie na krótką metę, bo wszyscy
z koalicji rządzącej nie pojadą do Brukseli na ciepłą posadkę komisarza unijnego czy nie schronią się pod immunitetem posła do Parlamentu Europejskiego, ale będą żyli tutaj, w Polsce. Jeśli więc doprowadzą kraj do kryzysu, to nie tylko nas – społeczeństwo to dotknie, ale również ich. Dlatego to, co robi ta władza, jest po prostu słabe. Widać bowiem, że ci ludzie przejęli władzę, weszli do rządu zupełnie bez kompetencji i jakiejkolwiek wizji. Nie ma więc chleba, a pozostają tylko igrzyska, które nie nakarmią ludzi, spółki Skarbu Państwa same też się nie poprowadzą, bo do tego są potrzebni menadżerowie, ludzie kompetentni.

Ostatnio podobno wzrasta sprzedaż cystern, czy to oznacza, że mafie paliwowe zaczynają się odradzać, bo klimat dla takiej działalności zdaje się, że znów jest dobry?

– Na pewno tak, bo mafie paliwowe, mafie VAT-owskie to jest dobry biznes, a jeśli aura jest sprzyjająca, to znajdą się chętni, żeby z tego skorzystać. Na tym procederze, jeśli państwo jest niemrawe czy wręcz przyzwala na tego typu przestępcze działania, można łatwo i szybko zarobić duże pieniądze. Jak inaczej to nazwać, skoro zrobiło się chaos
w prokuraturze, jeśli wyrzuciło się prokuratorów, którzy zajmowali się zwalczaniem przestępczości gospodarczej. Widać więc, że jest na to przyzwolenie. Przecież ludzie, którzy zajmowali się przekrętami VAT-owskimi za rządów „pierwszego” Tuska, nie zniknęli i zawsze mogą ten swój bardzo opłacalny „biznes” reaktywować, zwłaszcza jeśli jest przyjazna aura.

Kto zyskuje na tej feralnej polityce gospodarczej rządu Tuska, a kto traci najwięcej?

– My wszyscy tracimy, jednak przede wszystkim traci państwo polskie. Kto zyskuje, nie wiem. Wiadomo jest, że Donald Tusk nie wrócił do Polski przypadkowo, ale został wysłany, aby realizować projekt europejski na gruncie polskim. Oczywiście odbywa się to ze szkodą dla polskiej gospodarki, na szkodę państwa polskiego. Ale chyba nikt z tamtej strony, ze strony obecnie rządzących, na to nie patrzy. Oni są tak zacietrzewieni chęcią zemsty, mają tak ogromną nienawiść do PiS-u, do Zjednoczonej Prawicy, że nic innego się nie liczy jak właśnie rozliczanie, i to za wszelką cenę. Oczywiście PR cały czas działa
i z zaprzyjaźnionych mediów słychać, że wszystko jest
w porządku, że rządzenie państwem władzy Tuska wychodzi, a jak, to Polacy widzą.

Czym się może skończyć niszczenie polskiej gospodarki?

– Patrząc szerzej, trzeba powiedzieć, że nie jest to wyłącznie problem Polski, ale cała Europa, gospodarki poszczególnych państwa są tak mocno dociążone Europejskim Zielonym Ładem, że kryzys postępuje i jest już właściwie u bram. W Polsce jakoś się to jeszcze kręci, mamy przedsiębiorców, jeszcze płyniemy na tym, co wypracowała poprzednia władza, i na razie jeszcze z tego korzystamy. Natomiast całość gospodarki jest studzona
i zobaczymy, co będzie z tymi wielkimi przedsiębiorcami, ze spółkami Skarbu Państwa, które były dotąd kołami zamachowymi i dostarczały do państwowej kasy niemałe pieniądze. Być może ta władza nie zdoła ich sprzedać
i jakoś przetrwają do następnych wyborów. I jeśli prawica powróci do władzy, to będzie szansa na ich odbudowę oraz postawienie na nogi, bo są one potrzebne Polsce
i Polakom. 

Tragedią jest nie tylko to, że za rządów Tuska dołują spółki championy, ale i to, że nie powstają nowe firmy?   

– To rzeczywiście jest problem, bo to pokazuje, że gospodarka polska się nie rozwija, nie idzie w dobrą stronę. Do tego budżet państwa jest w coraz gorszym stanie, brakuje pieniędzy na służbę zdrowia, nie ma też pieniędzy, żeby pomóc ludziom i regionom poszkodowanym przez powódź. W tej sytuacji trzeba coś zrobić, skądś trzeba wziąć pieniądze. Dla „koalicji 13 grudnia” sprawa jest prosta, przed wyborami prezydenckimi nie docisną Polaków, nie odbiorą też świadczenia 800 Plus, bo to by się dla nich zakończyło katastrofą wyborczą. Dlatego ograniczą inwestycje, co będzie miało katastrofalne konsekwencje na przyszłość, bo to będzie blokować nasz rozwój jako państwa, a Polska stanie się mniej konkurencyjna.

Bardzo niemrawo przebija się głos
o podniesieniu wieku emerytalnego, w czym Tusk z Kosiniakiem-Kamyszem mają spore doświadczenie. Czy ta ekipa może wrócić do tego pomysłu?    

– Nie jest to wykluczone. Tyle tylko, że przed wyborami prezydenckimi ten temat na pewno nie będzie aktywny. Natomiast po wyborach może być różnie, zwłaszcza gdyby tej ekipie udało się zainstalować na urzędzie prezydenckim swojego kandydata.

                 Dziękuję za rozmowę.

 

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl