logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Do czego jeszcze może posunąć się Donald Tusk?

Środa, 9 października 2024 (21:54)

Rozmowa z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, historykiem, członkiem Kolegium IPN, wykładowcą KUL i AKSiM

Podobno w szpitalach brakuje płynów wieloelektrolitowych niezbędnych dla zapewnienia bezpieczeństwa pacjentów. Resort zdrowia wprawdzie obiecał zakupy interwencyjne, ale fakt pozostaje faktem, że bezpieczeństwo pacjentów było czy jest zagrożone. Zatem jak działa ta „uśmiechnięta ekipa”?

– Pacjentom wcale nie jest do śmiechu, ale jak znamy sposób działania tej „koalicji 13 grudnia”, to żeby przykryć temat, pewnie trzeba by zamknąć jakiegoś lekarza albo najlepiej ministra zdrowia, ale z czasów rządów Zjednoczonej Prawicy i stworzyć narrację, że to Prawo i Sprawiedliwość jest winne tym i innym brakom w ochronie zdrowia. Podobny sposób działania mieliśmy już przy okazji Orlenu, gdzie za słabe wyniki naszego narodowego championa próbuje się oskarżać Daniela Obajtka, gdzie każdy myślący człowiek wie, że to właśnie za jego kadencji na stanowisku prezesa koncern osiągał niespotykane wyniki finansowe. Jak słyszymy, zarobił ok. 90 mld zł i przynosił dochody do budżetu państwa, wpłacając 300 mld zł, podczas gdy poprzedni zarząd za rządów koalicji PO –PSL – przez osiem lat – zarobił zaledwie 2 mld zł, a budżet państwa nie wzbogacił się nawet o połowę tego, co za kadencji prezesa Obajtka. Dzisiaj, kiedy jest nowy zarząd już z nominacji obecnej władzy, sytuacja się powtarza, zyski Orlenu spadają, a co za tym idzie – mniejsze są przychody do budżetu państwa. Nic więc dziwnego, że w tej sytuacji pojawiają się zarzuty wobec byłego prezesa Orlenu, bo czymś trzeba przykryć indolencję obecnego zarządu Orlenu, który ktoś powołał. Mamy dziś rząd, który tworzą ludzie bardzo niekompetentni. Nie wiem, czy w najnowszej historii Polski był tak mocno niekompetentny rząd, który tworzą ludzie zupełnie nieznający się na tym, co robią. To jest poważny problem – nie jeden, bo tych problemów będzie więcej. Ochrona zdrowia jest szczególnie newralgiczną sferą, ponieważ wszelkie niedobory są szczególnie irytujące dla ludzi, gdyż wszystko to widzimy na co dzień, korzystając z usług medycznych. Natomiast w każdej innej dziedzinie jest podobnie. 

Czy w tej sytuacji służbie zdrowia nie grozi zapaść, bo skoro słyszymy, że rośnie liczba szpitali ograniczających świadczenia zdrowotne, zawieszane są oddziały szpitalne, rosną kolejki do specjalistów, a za nadwykonania tylko za jeden kwartał brakuje trzy miliardy złotych? A dyrektorzy szpitali mówią o kwocie nawet dwa razy wyższej?

– Ale „plusem” jest to, że nie pacjent zabiega o wizytę w przychodni zdrowia, ale lekarz dzwoni do pacjenta i pyta go o samopoczucie, co zapowiadał podczas kampanii wyborczej marszałek Sejmu Szymon Hołownia. Mówię, to w sposób prześmiewczy, żeby pokazać, jak wysoki był poziom absurdu tych ludzi, którzy w kampanii wtłaczali ludziom do głów niestworzone rzeczy, z których dzisiaj niczego nie realizują. Sytuacja jest bardzo poważna, bo służba zdrowia wymaga dużych pieniędzy, których nie ma. Widzimy, co dzieje się z budżetem za rządów Donalda Tuska, ale służba zdrowia wymaga też odpowiedniej organizacji i żeby to wszystko dobrze ułożyć, to trzeba się dobrze znać na materii. Proszę sobie przypomnieć, że Prawu i Sprawiedliwości przyszło zarządzać służbą zdrowia w czasie covidu, gdzie sytuacja była niespotykana, niezwykle trudna i jakoś rząd premiera Mateusza Morawieckiego sobie poradził. Natomiast dzisiaj mamy sytuację nieporównywalnie lepszą, a ta władza sobie nie radzi. I lepiej nie będzie. Jest więc pytanie, czy minister Leszczyna utrzyma się na stanowisku, a po drugie, czy po stronie rządzących jest wola, żeby coś w tej materii poprawić.

Pieniędzy brakuje na sfinansowanie nadwykonań, likwidowane są porodówki, ale kasy na aborcję dziwnym trafem nie brakuje?

– To pokazuje, że ta władza ma określone priorytety, dlatego pewnie najbardziej zależałoby im, aby realizować wszelkie ideologiczne projekty, a najlepiej wprowadzić pigułkę dzień po, w trakcie i dzień przed. Niestety, ale według tej zideologizowanej władzy to są pierwsze potrzeby człowieka. Tak jakby aborcja, pigułki antykoncepcyjne, czy pigułki „dzień po” były produktami pierwszej potrzeby, niezbędnymi człowiekowi jak chleb. Taką sytuację mamy, jeśli rządzi ideologia, a nie zdrowy rozsądek.

Kto rządzi, to wiemy. Wiemy też, że króluje ideologia, ale po drugiej stronie są przecież ludzie – odbiorcy, niejako konsumenci tej rewolucyjnej wizji? 

– Ludzie są przedmiotem oddziaływania ideologicznego. To jest metoda na przykrycie nieudolności tej władzy, dlatego próbuje się przykrywać indolencję, nieróbstwo aresztowaniami polityków opozycji, księdza Michała Olszewskiego czy urzędniczek resortu sprawiedliwości. I tymi tematami zastępczymi obecna władza próbuje odsunąć realne problemy, ale w żaden sposób ich nie rozwiązuje.

Tyle że zapaść jest właściwie w każdej dziedzinie gospodarki, brakuje pieniędzy na wszystko, a przecież Donald Tusk z koalicjantami nie rządzą nawet roku?

– Dlatego jest narracja, że sytuacja, którą dzisiaj mamy, to wina PiS-u, że to Zjednoczona Prawica zostawiła im cały ten bałagan. Ale przecież PiS chciał dalej rządzić, więc niby dlaczego miałby sobie zgotować taki bałagan. Pamiętajmy też, że rządzenie, to jest bardzo skomplikowana materia, bardzo złożony proces, i wcale nie chodzi tu tylko o ministrów, ale o to, jakich ludzi, jakich współpracowników sobie oni dobierają, jak ustawiają pracę poszczególnych resortów itd. I jeśli ten proces jest oparty o kompetencje ludzi, to jest dobrze. Ale jeśli kryterium doboru zaczyna być to, czy dana kobieta jest feministką, w dodatku tęczową, to nie rokuje niczego dobrego. Rządzenie, praca w ministerstwach to nie jest tęczowa manifestacja, tu trzeba podejmować decyzje.

Co zatem dalej będzie? Bo jeśli Centralny Port Komunikacyjny jest nam niepotrzebny, jeśli port przeładunkowy w Świnoujściu jest niepotrzebny, jeśli wyniki spółek Skarbu Państwa są fatalne, biznes zaczyna się wycofywać z Polski, zaczyna brakować pieniędzy na wszystko, a tymczasem wmawia się Polakom, że idziemy właściwą drogą?

– Dla tej ekipy ważny jest przekaz, że na przykład w więzieniu siedzi ks. Michał Olszewski i dwie pracownice resortu sprawiedliwości, że ściga się posła Marcina Romanowskiego, ponadto przed komisję śledczą do spraw Pegasusa – za wszelką cenę – próbuje się doprowadzić chorego Zbigniewa Ziobrę. I tym spektaklem wrogości próbuje się przykryć indolencję w rządzeniu państwem. Widać więc, że Tusk i jego ekipa karmią ludzi nienawiścią. Tylko czy nienawiścią da się długo robić ludziom wodę z mózgu? Mam wątpliwości.

Niedługo obchody Święta Niepodległości. 11 listopada i Marsz Niepodległości – czy to może być punkt zwrotny, który obudzi społeczeństwo i ludzie zaczną w końcu oceniać rządy Tuska po czynach, a nie przez pryzmat spektakli i PR-u, którym lider „koalicji 13 grudnia” chce przykryć niszczenie państwa?

– Nie wiem, raczej nie. Natomiast obawiam się, że Donald Tusk może wykorzystać Marsz Niepodległości i poprzez kolejne prowokacje, które ta władza stosuje, doprowadzić do wojny polsko-polskiej w jeszcze mocniejszym wydaniu. Jeśli prawdą jest to, że Tusk chce kandydować na prezydenta, to taką wojnę musi wywołać po to, żeby mówić, że walczy z faszystami. Może więc próbować Marsz Niepodległości pokazać jako marsz faszystów, po czym sam, niczym Zełenski, przebierze się w wojskowe moro, stanie na czele, być może zacznie też aresztować, po czym powie, że ratuje demokrację.

Jednak jeśli taką drogę wybierze, to ona chyba daleko go nie zaprowadzi. Ponieważ nawet jeśli w pierwszej turze zagłosuje na niego twardy elektorat, to w drugiej trudno mu będzie zdobyć niezbędną większość?  

– A jest pan przekonany, że te wybory prezydenckie będą uczciwe? I w tym sensie różnie może być, bo jeśli ta władza jest zdolna do działań lekceważących Trybunał Konstytucyjny, nie uznając wyroków tego organu, jeśli jest zdolna do łamania Konstytucji RP czy w ogóle polskiego prawa, jeśli nie uznaje wyroków sądów, w tym orzeczeń Sądu Najwyższego, to nie wiadomo, do czego jeszcze może się posunąć.

Podzielę się pewną refleksją – mianowicie ostatnio wróciłem raz jeszcze do wspomnień Wincentego Witosa, gdzie można znaleźć, że zanim odbyły się wybory parlamentarne w listopadzie 1930 roku, które przeszły do historii jako „wybory brzeskie”, wcześniej, bo we wrześniu, pod byle absurdalnymi pretekstami – korupcyjnymi czy innymi – doszło do aresztowań polityków związanych ze stronnictwami „Centrolewu” oraz Stronnictwem Narodowym. Wówczas do więzienia w twierdzy w Brześciu trafił m.in. Wincenty Witos. Wszystko miało na celu rozbić politycznie pretendentów do władzy. I wtedy Polacy jakoś to przełknęli, a sanacja na początku także wprowadzała „demokrację walczącą” i cuda nad urną również się zdarzały i jakoś nikt tego nie rozliczył. Później, w naszej najnowszej historii, też różnie było, bo nikt nie rozliczył stanu wojennego. A jeśli coś pozostaje nierozliczone, to prędzej czy później wraca, oczywiście w innej, zmienionej formie. I podobnie jest teraz. Dlatego nie jestem przekonany, że przyszłoroczne wybory prezydenckie w Polsce będą uczciwe…

Skoro Państwowa Komisja Wyborcza dała się wplątać w odebranie PiS-owi subwencji, odrzucając sprawozdanie finansowe Komitetu Wyborczego PiS, to kto wie, co może się wydarzyć?

– No właśnie. Pamiętajmy, że ta władza w swoich działaniach pozaprawnych, w swoich posunięciach zaszła tak daleko, że dokładnie zdaje sobie sprawę, co mogłaby dla nich oznaczać porażka wyborcza – najpierw w przyszłorocznych wyborach prezydenckich, a następnie w wyborach parlamentarnych. Dlatego piastujący dziś władzę mają świadomość, że jeśli zmienią się rządy w Polsce, to mogą odpowiedzieć karnie za swoje czyny. W związku z tym będą robić wszystko, dosłownie wszystko, żeby tej władzy nie utracić. Ale wiecznie też rządzić nie będą…

 Dziękuję za rozmowę.

 

Mariusz Kamieniecki, Nasz Dziennik

NaszDziennik.pl