ROZMOWA z Lucjuszem Nadbereżnym, prezydentem Stalowej Woli
Boże Narodzenie – czas nowej nadziei, która ma ciągle być w nas. Panie Prezydencie, co było dla Pana znakiem nadziei w mijającym roku?
– To był trudny czas, gdy chodzi o sytuację międzynarodową i naszą, polską. Tym bardziej cieszę się, że mogłem odbyć wiele niezwykłych spotkań z ludźmi, którzy w bardzo szczery sposób pokazywali, w jakim kierunku powinniśmy zmierzać. Siła jest w tzw. zwykłych Polakach o pięknych sercach, gotowych do podejmowania działań opartych na wartościach. Sam tego bardzo mocno doświadczyłem, bo to był rok, w którym po raz trzeci zostałem wybrany na prezydenta Stalowej Woli. Właśnie dzięki ludziom, którzy chcą dzielić się nadzieją i z nadzieją patrzeć w przyszłość.
Trzy razy z rzędu wygrać wybory w pierwszej turze to ogromne osiągnięcie. Czy czuje się Pan człowiekiem sukcesu?
– Czuję się przede wszystkim prezydentem miasta, które jest miastem sukcesu. Stalowa Wola od swego powstania, od genialnej idei Centralnego Okręgu Przemysłowego, stała się symbolem sukcesu wypracowanego ciężką pracą całej naszej społeczności. Od dekady, kiedy mam zaszczyt pełnić funkcję prezydenta, podjęliśmy naprawdę bardzo duże zobowiązania dotyczące odnowienia idei miasta, któremu się chce, które potrafi. Myślę, że dzisiaj z powodzeniem tę ideę realizujemy.
Za 13 lat Stalowa Wola będzie obchodziła swoje stulecie. Perspektywa jubileuszu będzie osią Pana działań w najbliższym czasie?
– Zdecydowanie tak. Na trzecią kadencję złożyłem mieszkańcom propozycję projektu „Nowy horyzont rozwoju. Stalowa Wola 2038”. W roku stulecia naszego istnienia chcemy powiedzieć z pełnym przekonaniem, że fundament, który został położony przez naszych budowniczych – fundament patriotyzmu, woli działania, jest odważnie realizowany.
Jak to będzie wyglądać w konkretach?
– Jednym z wyzwań, jakie sobie stawiamy, jest utworzenie w Stalowej Woli ośrodka innowacyjnych branż przemysłu kosmicznego.
Dla niektórych może to brzmieć jak wizja trudna do zrealizowania.
– Warto pamiętać, że technologie kosmiczne są dziś bliżej nas, niż się wydaje. Trzymamy je w kieszeni w postaci smartfonów, a także korzystamy z nich codziennie dzięki otaczającym nas rozwiązaniom technologicznym. Polska ma ogromny potencjał w tej dziedzinie dzięki talentom naszych inżynierów, informatyków i technologów, którzy już teraz zdobywają przestrzeń kosmiczną.
Jednym z kluczowych elementów przemysłu kosmicznego są systemy satelitarne i GPS, które odgrywają fundamentalną rolę w nowoczesnych systemach obronnych. Precyzyjne nawigowanie, komunikacja i monitorowanie sytuacji w czasie rzeczywistym to rozwiązania, bez których trudno wyobrazić sobie współczesne wojsko. Właśnie dlatego rozwój przemysłu kosmicznego w Stalowej Woli doskonale współgra z naszą drugą kluczową branżą – przemysłem obronnym.
Na całym świecie to właśnie przemysł obronny napędza rozwój branż cywilnych.
– Od dekad Huta Stalowa Wola tworzy nowoczesne rozwiązania dla polskich sił zbrojnych. To tutaj, od fazy projektu i badań, powstają najnowocześniejsze systemy obronne, takie jak moździerz Rak, armatohaubica Krab czy bojowy wóz piechoty Borsuk – jedno z najnowszych osiągnięć polskiego przemysłu zbrojeniowego. W Stalowej Woli mamy unikalną szansę, by przemysł o podwójnym zastosowaniu – łączący technologie kosmiczne i obronne – stał się motorem rozwoju regionu. Może to zapewnić nie tylko atrakcyjne miejsca pracy, ale także wzmocnić naszą pozycję jako centrum nowoczesnych technologii. Praca w tych branżach łączy zaawansowane umiejętności, pasję i innowacyjność z fundamentami patriotyzmu i misji na rzecz bezpieczeństwa Polski.
Nic więc nie straciły na aktualności słowa generała Tadeusza Kasprzyckiego o budowie miasta, że jest to „stalowa wola Narodu Polskiego wybicia się na nowoczesność”.
– Przed wojną Stalowa Wola była symbolem rozwoju Polski, tu znajdowały się najnowocześniejsze zakłady przemysłowe, tutaj zbudowano bardzo dobrej jakości mieszkania, np. na każdym bloku była antena radiowa, która zapewniała mieszkańcom dostęp do świata. To była wyjątkowa innowacja w projektowaniu miast.
Dzisiaj śmiało chcemy realizować nowoczesną strategię gospodarczą, którą można porównać właśnie z budową COP-u. Jestem przekonany, że dzisiaj to właśnie w takich ośrodkach jak Stalowa Wola jest przyszłość pod względem rozwoju kapitału ludzkiego. Jeżeli popatrzymy na najbardziej innowacyjne strefy gospodarcze, jak Dolina Krzemowa w Stanach Zjednoczonych, to zobaczymy, że często są to miasta średniej wielkości, przy których powstają silne ośrodki nowych technologii.
W Polsce miasta średniej i małej wielkości borykają się z wieloma problemami, przede wszystkim demograficznymi. Brak miejsc pracy powoduje ucieczkę młodych do metropolii. Jak wtedy realizować ambitne plany rozwoju?
– Na pewno musimy odwrócić trend wysysania ludzi do większych ośrodków miejskich. W Polsce lokalnej jest olbrzymi potencjał, o który trzeba zawalczyć. Jeżeli średnie miasta nie otrzymają oferty, to będziemy wciąż wypłukiwani z talentów, marzeń, pracowitości, wykształcenia, pasji młodych ludzi, którzy w dużych strategiach gospodarczych zawsze są wielką wartością dodaną.
To, co wyróżnia nasz projekt, to skala. Chcemy, aby Polska była w stanie bić się o śmiałe inwestycje przemysłowe, bo one tworzą bezpieczeństwo, rozwój. Jeszcze dzięki decyzjom rządu Prawa i Sprawiedliwości zabezpieczyliśmy program o wartości blisko miliarda złotych, który służy budowie dróg, również komunikujących nas z siecią drogi ekspresowej via Carpatia, sieci odwodnienia, zasilania w bardzo wysokim standardzie ekologicznym.
Minę pod ten ambitny plan podkłada lewicowo-liberalna koalicja. Premier Tusk zdecydował o tzw. modyfikacji CPK, która odcina Stalową Wolę od szybkiej kolei.
– Ta decyzja bardzo mocno podcina nam skrzydła i odbiera argumenty w rozmowach z przedsiębiorcami. Do tej pory Podkarpacie z uwagi na swoje projekty infrastrukturalne i strategiczne położenie jako granica wschodnia Unii Europejskiej gwarantowało bezpieczeństwo i dobrą komunikację. Inwestorzy, zarówno polscy, jak i zagraniczni, którzy chcą budować swoje zakłady w Polsce, zdają sobie sprawę, jakie znaczenie ma funkcjonowanie portu lotniczego, nie tylko pasażerskiego. Tu chodzi też o ruch cargo i czerpanie przez państwo polskie dochodów z globalnej kooperacji przedsiębiorstw.
Jest dla mnie zupełnie niezrozumiałe, że Polska, mogąc stać się krajem, który byłby dysponentem zarówno logistycznym, jak również finansowym takiej infrastruktury, z przyczyn politycznych przekreśla ten plan. Jeżeli ludzie II RP byli w stanie bez nowoczesnych narzędzi, bez kapitału zbudować Gdynię, COP, to dlaczego w naszych decydentach politycznych jest jakiś kompleks, brak wiary w Polaków, w nasze talenty, pracowitość?
Musimy z każdej strony apelować, żeby rząd porzucił swoją strategię minimalizmu, braku ambicji i aspiracji, bo taka polityka odbija się na sprawach gospodarczych, społecznych, ale również bezpieczeństwa.
Podkarpacie to jest strefa przygraniczna, a od blisko trzech lat również przyfrontowa.
– Tak, tu znajduje się infrastruktura krytyczna konieczna do funkcjonowania państwa. Nie jestem w stanie wyobrazić sobie, jak wyglądałaby wielka akcja pomocy, której Polska udzieliła Ukrainie, gdyby Podkarpacie nie miało lotniska w Jasionce, trasy szybkiego ruchu S19, autostrady A4 i swojej sieci kolejowej. Przypuszczam, że gdyby decyzja na przykład o budowie lotniska w Rzeszowie miała być dziś podjęta, to z powodu krótkowzroczności polityków koalicji rządzącej ktoś mógłby powiedzieć: a po co to lotnisko? Po co droga S19? Przecież wiemy, że to rząd PiS wywalczył S19, bo za czasów poprzedników ta kluczowa trasa była pomijana i wykreślana.
Obecna koalicja prowadzi politykę destrukcji państwa we wszystkich obszarach, za nic ma polską rację stanu, pracuje na rzecz obcych zamówień, więc nie jest zainteresowana wielkimi projektami rozwojowymi.
– Widzimy, że w tym roku Polska drastycznie obniżyła swoje aspiracje, a nawet z nich zrezygnowała, i znów przyjmuje rolę Kopciuszka, który nic nie może. Nawet w regionie Europy Środkowo-Wschodniej, gdzie do tej pory byliśmy liderem gospodarczym, który przyciągał inwestycje zagraniczne, nowoczesne technologie umacniające nasze bezpieczeństwo, przegrywamy konkurencję ze Słowacją, z Czechami, z Węgrami. A to jest już bardzo niepokojące. Musimy mieć również świadomość, że w przyszłości, gdy Ukraina odzyska swoje terytoria, pełną suwerenność i niepodległość, również ona będzie krajem aspirującym.
I konkurentem gospodarczym prowadzącym agresywną politykę.
– Trzeba pewne rzeczy wyprzedzać. Oczywiście, życzymy narodowi ukraińskiemu i Ukrainie jak najlepiej, ale w perspektywie najbliższej dekady musimy umacniać siłę państwa polskiego w zakresie konkurencyjności.
Ktoś, kto dzisiaj obniża nasz potencjał, nie zdaje sobie sprawy, że inwestycje, o których rozmawiamy, to nie jest kwestia roku, dwóch lat, ale wielu lat przygotowania i wdrożenia. Jeszcze raz podkreślę – nie jestem w stanie sobie wyobrazić, dlaczego niektórzy chcą nas wytrącić z dobrego kursu, pozbawić ambicji, wiary, że my też możemy. Dzisiaj niestety znów schodzimy na drugi plan. Temu trzeba się sprzeciwić. Jako Naród musimy uwierzyć we własne siły, możliwości, wręcz obligować polityków do działania, bo nie chcemy być drudzy, trzeci, ale pierwsi.
Na początku lat 30. Eugeniusz Kwiatkowski, przygotowując plan COP-u, zapisał znane słowa: „W tym miejscu Europy, gdzie leży Polska, istnieć może tylko państwo silne, rządne, świadome swych trudności i swego celu”. Dziś także nie możemy sobie pozwolić na to, aby odpuścić polskie sprawy, obniżyć nasze aspiracje, polegać na kimś innym. Wiemy z historii, że moment, w którym Polska staje się słaba, jest zaproszeniem do jeszcze większego jej osłabienia.
Panie Prezydencie, szansą, że układ lewicowo-liberalny nie zostanie w Polsce domknięty, są wybory prezydenckie. Jakie nadzieje wiąże Pan z kandydaturą dr. Karola Nawrockiego?
– Jestem przekonany o tym, że kandydat obywatelski, bezpartyjny niesie nadzieję na zwycięstwo wiosną roku 2025. Pan Karol Nawrocki potrafi łączyć ludzi, odsunąć na bok rzeczy, które niepotrzebnie nas dzielą, również po prawej stronie sceny politycznej. Startuje z silnym, odważnym przesłaniem dumnej Polski. Niesie nadzieję, że nasza Ojczyzna będzie miejscem wyróżniającym się w Europie pod względem ochrony wartości życia, tego, co dla nas wszystkich święte, niepodważalne. Uważam, że będzie gwarantem, że w Polsce nie dojdą do głosu siły, które mogą nagle przewrócić cały system naszych wartości.
Jako prezes Instytutu Pamięci Narodowej pan Karol Nawrocki bardzo mocno dba o tożsamość narodową, o szacunek dla naszej historii, którą traktuje jako depozyt przekazany przez poprzednie pokolenia i fundament przyszłości.
Potrzebujemy prezydenta, który rozumie, że nie da się zbudować ładu społecznego z pominięciem moralności i zasad z niej wypływających?
– Myślę, że przed nami jako Narodem, przed tymi, którzy aspirują do pełnienia ważnych funkcji, stoi wielkie zadanie powrotu do Świętego Jana Pawła II i jego wielkiego nauczania, również społecznego. Prorok naszych czasów postawił przed Polską konkretne zadanie – mamy być latarnią, takim miejscem na mapie Europy i świata, które będzie światłem pokazującym, że w sytuacji tylu zagrożeń możliwa jest ewangeliczna odnowa chrześcijańskich narodów.
Jestem przekonany, że w kampanii wyborczej trzeba bardzo jednoznacznie stawiać te sprawy. Dzisiaj Polska potrzebuje odważnych świadków prawdy i wiary. W sytuacji kryzysu cywilizacji Zachodu, wojny ideologicznej, która z różnych stron uderza również w nasze dzieci i młodzież, tym bardziej musimy twardo trzymać się najświętszych i najważniejszych wartości.
Nie uda się zatrzymać walca potwornej rewolucji, która przetacza się teraz przez Polskę, bez czerpania z katolickiego fundamentu?
– To wielkie wyzwanie dla osób, które mają serce po prawej stronie. Czas, który jest przed nami, wymaga wielkiej jedności. Jeżeli my w środowiskach, które wyznają wartości, zasady, damy się w pewien sposób podpuścić czy podzielić, to te wybory będą dużo trudniejsze.
Codziennie jednoczymy się, odmawiając na antenie Radia Maryja Modlitwę za Ojczyznę księdza Piotra Skargi, w której wypowiadamy te piękne słowa: „Wszechmogący wieczny Boże, spuść nam szeroką i głęboką miłość ku braciom i najmilszej Matce, Ojczyźnie naszej, byśmy jej i ludowi Twemu, swoich pożytków zapomniawszy, mogli służyć uczciwie”. „Swoich pożytków zapomniawszy” – to zdanie nie tylko jest wezwaniem do elementarnej uczciwości, ale do porzucenia własnych ambicji – dla osiągnięcia celu, jakim jest suwerenność, niepodległość, ocalenie Polski, naszych wartości, tradycji i najpiękniejszy cech narodowych.
Na długo przed ogłoszeniem kandydatury dr. Nawrockiego prezes IPN stał się obiektem wściekłej nagonki lewicowych mediów, rządzący już prowadzą brudną kampanię.
– Codziennie widzimy ataki, nieprawdziwe oskarżenia, manipulacje sondażami, kreowanie informacji przez media polskojęzyczne w określonym celu. Ale mocno wierzę, że tego Goliata uda się pokonać. To nie media, nie sondaże, nie elity wybierają nam prezydenta, tylko Naród. Siła, która jest w naszym, mówiąc symbolicznie, Dawidzie, jakim jest Karol Nawrocki, to jest właśnie siła Narodu. Prawda, wartości, tradycja będą tym kamieniem, który pokona Goliata.
Musimy być bardzo silni, żeby kruszyć marazm, poczucie beznadziejności, podejmując wspólne działania. Rządzący specjalnie usiłują wywołać poczucie strachu przez ciągłe oskarżenia, bezprawne zatrzymania, sianie nienawiści. Pamiętajmy o wezwaniu, które do nas skierował na początku swojego pontyfikatu i często powtarzał w Polsce Święty Jan Paweł II: „Nie lękajcie się!”.
Budującym przykładem jest historyczne zwycięstwo Donalda Trumpa, który wygrał wbrew wielkim mediom i potentatom finansowym.
– Donald Trump odwołał się do prawdy, do wartości, które są ważne, których trzeba bronić. To nie była droga przez studia telewizyjne, ale spotkania i rozmowy ze zwykłymi ludźmi. Jego zwycięska kampania kolejny raz udowadnia, że to nie sondaże wygrywają, bo one są często manipulowane przez media. Przypomnijmy, że kiedy 10 lat temu startował Andrzej Duda, też był na początku ignorowany, wyśmiewany, walczono z nim. Wielu mówiło, że nie jest możliwe, by wygrał, a jednak zwyciężył – właśnie dzięki zwykłym ludziom.
W Pana słowach wyraźnie wybrzmiewa katolicka nauka społeczna i gotowość budowania życia państwowego, gospodarczego na jej zasadach. Uważa się Pan za ucznia ks. bp. Edwarda Frankowskiego, tak mocno związanego ze Stalową Wolą?
– Myślę, że każdy w Stalowej Woli, kto miał szczęście spotkać na swojej drodze ks. bp. Edwarda Frankowskiego, może powiedzieć, że jest uczniem, a również duchowym synem tego wspaniałego kapłana. Pragnę przypomnieć, że zaszczytnym tytułem „Pater Urbis” – Ojciec Miasta, nadawanym ludziom zasłużonym dla Stalowej Woli, rada miejska uhonorowała jedynie dwie osoby: Eugeniusza Kwiatkowskiego, twórcę COP, i właśnie ks. bp. Edwarda Frankowskiego, odważnego świadka Chrystusa.
Jako niezłomny proboszcz parafii Matki Bożej Królowej Polski, obdarzony wielką charyzmą, dawał robotnikom, mieszkańcom miłość, nadzieję, wiarę. Pokazywał swoim przykładem, że w trudnych czasach można budować dobro – z jego inicjatywy powstała w Stalowej Woli filia Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, która istnieje do dziś. Zasługą księdza biskupa jest zorganizowanie za czasów komuny pierwszego samorządu w mieście, a chyba także w całej Polsce, i kształcenie liderów obywatelskich. Tak zwana inicjatywa blokowa funkcjonowała w parafiach.
Te dzieła nie byłyby możliwe bez zaangażowania ludzi, ksiądz biskup przyciągał ich swoją pokorną służbą bliźniemu. Jako alter Christus pokazywał, że ma świecić, ale światłem odbitym od Chrystusa. Jestem bardzo wdzięczny księdzu biskupowi za jego piękny przykład życia, realizujący się w dewizie biskupiej: „Christus vincit” – Chrystus zwycięża.
W Pana bliskim otoczeniu jest też inny wspaniały kapłan – ks. bp Jan Sobiło, posługujący w Zaporożu, gdzie trwa niezłomnie na trudnym odcinku frontu wojny.
– Nie ukrywam, że od dziecka byłem pod wrażeniem postawy mojego wujka – księdza biskupa, brata mojej mamy. Dzisiaj więcej osób może zobaczyć jego odwagę, niezłomność, ale też mądrość i miłość, a przede wszystkim zawierzenie Matce Bożej. Niedawno przed cudownym obrazem Matki Bożej Częstochowskiej na Jasnej Górze ksiądz biskup powiedział, że jako Naród dlatego jesteśmy silni, wyjątkowi w tym, czego dokonaliśmy, otwierając nasze domy dla Ukraińców i przekazując wielką pomoc, gdyż jesteśmy ze szkoły Maryi, która od wieków towarzyszy nam swoim szkaplerzem – płaszczem opieki. Do Jasnogórskiej Pani i Królowej uciekamy się w modlitwach prywatnych i publicznych, Jej ofiarujemy Różańce, nabożeństwa majowe, śpiew Godzinek, akty zawierzenia, trud pielgrzymek.
Oddanie Matce Bożej kształtuje też Pana wiarę, społeczne działania?
– Maryjność bez wątpienia wpłynęła na mój dom rodzinny, na nasze życie. Jestem dumny, że mój brat, ks. Tomasz Nadbereżny, patrząc na przykład ks. bp. Jana Sobiły, również wybrał drogę misji na Ukrainie. Najpierw posługiwał w parafii na wschodzie, niestety w wyniku zajęcia terytorium musiał ewakuować się w pierwszych dniach wojny z Rosją. Obecnie pracuje w parafii Strzelczyska na zachodniej Ukrainie.
W 1996 roku, gdy miałem 11 lat, moja mama Irena, która jest nauczycielką religii, założyła w parafii Opatrzności Bożej grupę modlitewną Biała Armia – dziecięcą armię, której bronią był Różaniec. Codziennie w kościele dzieci odmawiały całą część Różańca. Był to prawdziwy fenomen – piękna i szczera modlitwa, której siła jednoczyła dzieci i młodzież. Przez pewien czas uczestniczyło w niej kilkaset dzieci, a przez większość lat codziennie modliło się wspólnie ponad 50 młodych osób.
Biała Armia miała ogromny wpływ także na mnie. Przez wszystkie te lata, aż do czasu studiów, codziennie prowadziłem Różaniec w naszej parafii. Byłem również ministrantem i lektorem, dlatego doskonale rozumiem, jak wielką rolę w wychowaniu i kształtowaniu młodych ludzi odgrywają Kościół, parafia i grupy duszpasterskie. Dzisiaj wiem, że każdy z tych odmówionych Różańców, każda modlitwa wyprosiły dla mnie Boże błogosławieństwo. Tam podczas tej codziennej modlitwy różańcowej zdobyłem swoje najważniejsze życiowe doświadczenie i siłę, która prowadzi mnie do dzisiaj.
Swoim świadectwem pokazuje Pan, że pokolenie Świętego Jana Pawła II istnieje?
– Jednym z najpiękniejszych wspomnień i doświadczeń, które miałem szczęście przeżyć dzięki wujkowi, ks. bp. Janowi Sobile, było osobiste spotkanie z naszym wielkim Papieżem. Byłem wtedy w klasie maturalnej, stojąc przed wieloma dylematami dotyczącymi wyboru życiowej drogi. Miałem możliwość uczestniczyć wraz z wujkiem w Mszy Świętej sprawowanej przez Ojca Świętego w jego prywatnej kaplicy na Watykanie. Jan Paweł II był już wtedy bardzo słaby i poruszał się na wózku, a jego zjednoczenie z cierpiącym Chrystusem na krzyżu było głęboko poruszające. Po Mszy św. klęknąłem do błogosławieństwa i uścisnąłem dłoń Papieża. Do dziś czuję, że to błogosławieństwo jest ze mną, prowadzi mnie w trudnych chwilach i przypomina o sile wiary, która potrafi nadać sens nawet największym wyzwaniom. To wspomnienie to dla mnie nie tylko dar, ale także drogowskaz na całe życie.
W tak wymagającej służbie na rzecz dobra wspólnego, bo tym jest polityka, ważne jest wsparcie najbliższych?
– Czując w domu miłość i wsparcie, można działać z dużo większą siłą i otwartością dla innych. Jesteśmy zwyczajną rodziną, żyjącą normalnym rytmem, cieszącą się sobą w codzienności, a w tej prostocie tkwi nasza niezwykłość. To właśnie codzienna bliskość i wzajemna miłość sprawiają, że jesteśmy dla siebie nawzajem największą siłą. Poznaliśmy się z moją wspaniałą żoną Olą w jednej klasie w liceum. Najpierw połączyła nas klasa, potem przyjaźń, wspólna ławka, studniówka, a później życie, które od tamtej pory dzielimy razem. Ola wykonuje na co dzień najpiękniejszy zawód świata – jest położną. Dzięki swojemu profesjonalizmowi i ogromnemu oddaniu każdego dnia wita na świecie nowe życie. Z troską i empatią wspiera młode mamy, dając im poczucie bezpieczeństwa.
Jestem również niesamowicie dumny z naszych synów – 14-letniego Miłosza i 10-letniego Gabrysia. Są moją codzienną inspiracją i motywacją.
Święta Bożego Narodzenia będą okazją do spotkania z bliskimi? Jak Państwo przeżywają ten czas?
– Świętujemy bardzo tradycyjnie, w gronie rodzinnym, zapraszając do naszego domu światło Dzieciątka Jezus i ciesząc się, że Bóg stał się człowiekiem i zamieszkał między nami. Jednak te święta będą zupełnie wyjątkowe, gdyż na początku nowego roku przyjdzie na świat nasze trzecie dziecko. To wielka radość, czas oczekiwania i właśnie nadziei, od której rozpoczęliśmy naszą rozmowę.
Dla mnie Boże Narodzenie i nowy rok to też próba podsumowań zawodowych, samorządowych, nowy budżet i nowe plany, które wymagają ciągłej aktywności i działania, więc bez wątpienia święta będą umocnieniem ducha. Mocno wierzę, że w obliczu stojących przed nami wyzwań musimy być silni, zjednoczeni, odrzucić niemoc i z nadzieją patrzeć w przyszłość.

