Po roku rządów wyborcze obietnice okazały się mrzonkami ocierającymi się o oszustwo. A miało być tak pięknie. „Nauczycielu, harujesz każdego dnia, a rząd zabiera ci coraz więcej i wkurzają cię drożyzna i wysokie rachunki? Właśnie dlatego Koalicja Obywatelska z myślą o was przeprowadzi najbardziej radykalną obniżkę podatków. To będzie realna obniżka podatków, jakiej w Polsce jeszcze nie było. Gdy twoje zarobki nie przekraczają 6 tys. zł, to nie zapłacisz ani złotówki podatku przez cały rok. Dokładnie tak, i to bez względu na to, jaką pracę wykonujesz, a także gdy prowadzisz swój własny biznes i rozliczasz się według skali. Każdy z was skorzysta na reformie kwoty wolnej od podatku” – tak w spocie przed ubiegłorocznymi wyborami parlamentarnymi zachęcało do głosowania na swoją formację kilkoro polityków Koalicji Obywatelskiej, w tym obecny minister finansów Andrzej Domański i minister zdrowia Izabela Leszczyna. Gdy, także za pomocą tej reklamy wyborczej, politycy KO zdołali już przejąć władzę, postulat zakładający podwyższenie kwoty wolnej od podatku z obecnych 30 tys. zł do 60 tys. okazał się nieosiągalny. A wytłumaczeniem są „zbyt wysokie koszty” takiego przedsięwzięcia. To ma tłumaczyć także zaniechanie wypełnienia szeregu innych wyborczych obietnic zawartych w wyborczej broszurce Koalicji Obywatelskiej „100 konkretów na pierwsze 100 dni rządów”, których realizacja miała poprawić życie obywateli.
„Dziwna” niemoc ogarnęła też samego Donalda Tuska. W trakcie kampanii wyborczej, pouczając w sprawie cen benzyny, bez cienia wątpliwości ogłosił, że „z pełną odpowiedzialnością” może powiedzieć, że gdyby był premierem, to benzyna byłaby po „5,19”. Kilka miesięcy po objęciu funkcji premiera, pytany o swoją obietnicę, stwierdza, że „nie bierze odpowiedzialności za ceny benzyny, bo to nie należy do premiera”, i udając, że nie ma sprawy, prosi o następne pytanie. – Do spełnienia „100konkretów na 100 dni” nie wystarczyło nawet 300 dni. Jak widzimy, polityk potrafi przed wyborami wiele obiecać, ale dotrzymać już niekoniecznie. Przy panu Donaldzie Tusku trudno się temu dziwić. Był czas, żeby się tego nauczyć – mówi „Naszemu Dziennikowi” politolog, były poseł Andrzej Maciejewski.
Drogi Czytelniku,
cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.
Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym.

