Sąd Najwyższy skierował pytania prejudycjalne do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej w związku ze skargą kasacyjną dotyczącą emisji niemieckiego serialu „Nasze matki, nasi ojcowie”, który szkaluje żołnierzy Armii Krajowej. Pytania dotyczą tego, czy polskie sądy w ogóle mogą podejmować tego typu sprawy. Jakie jest tło tej sprawy?
Mecenas Monika Brzozowska-Pasieka: – Sprawa ciągnie się już ponad dekadę, więc niełatwo ją streścić, ale spróbuję. Wszystko zaczęło się w 2013 roku, kiedy telewizja ZDF wyprodukowała i wyemitowała serial „Nasze matki, nasi ojcowie”. Pokazała go także Telewizja Polska i inne stacje na całym świecie. Reprezentuję w tej sprawie kpt. Zbigniewa Radłowskiego, weterana Armii Krajowej, który w tym roku skończy 100 lat. Pozew został skierowany przeciwko ZDF i dotyczył kilku roszczeń: przeprosin, zamieszczenia tablicy informacyjnej wskazującej, że serial jest fikcją, a także zadość-uczynienia w wysokości 20 tysięcy złotych. W grę wchodziły zarówno roszczenia majątkowe, jak i niemajątkowe. Sprawa miała swoje wzloty i upadki. W pierwszej instancji wygraliśmy wszystko, w drugiej – tylko częściowo. Światowy Związek Żołnierzy Armii Krajowej uzyskał korzystne rozstrzygnięcie, ale kapitan Radłowski już nie. W efekcie obie strony – zarówno polska, jak i niemiecka – złożyły kasacje. Sprawa trafiła do Sądu Najwyższego w 2021 roku, ale na wokandę weszła dopiero w 2023 roku (było to skutkiem m.in. kolejnych wniosków strony niemieckiej o wyłączenie kolejnych sędziów, którzy byli powoływani po 2015 roku). W końcu się udało i sprawa przeszła tzw. przedsąd, co oznacza, że uznano ją za szczególnie istotną i ważną – stąd też została zakwalifikowana do rozpoznania w składzie trzyosobowym. W listopadzie 2024 roku odbyła się pierwsza rozprawa kasacyjna. Sąd dopytywał strony o wyroki TSUE, na które powoływały się obie strony, tyle że każda interpretowała je inaczej. Następnie Sąd Najwyższy zobowiązał obie strony do przedstawienia pogłębionego, pisemnego stanowiska uwzględniającego kilka kluczowych orzeczeń Trybunału Sprawiedliwości UE. Kolejna rozprawa miała miejsce 19 lutego 2025 roku. Sąd wnikliwie analizował argumenty, dopytywał o interpretację konkretnych wyroków, a potem podjął decyzję o skierowaniu pytań prejudycjalnych do TSUE. I tu dochodzimy do sedna. Kluczowe pytanie brzmi: czy polski sąd ma prawo w pełnym zakresie rozpatrywać roszczenia polskich obywateli przeciwko niemieckim podmiotom w sprawach dotyczących naruszenia dóbr osobistych? Czy może orzekać zarówno w zakresie roszczeń majątkowych, jak i niemajątkowych? Jeśli tak, to na jakich zasadach? To fundamentalna kwestia nie tylko w tej sprawie, ale i dla przyszłych podobnych postępowań. TSUE ma teraz rozstrzygnąć, czy polskie sądy mogą bronić honoru swoich obywateli w starciu z zagranicznymi mediami, które np. manipulują historią poprzez przypisywanie zbrodni niemieckich Polakom.
Drogi Czytelniku,
cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.
Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym.

