logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Dni Miłości

Czwartek, 17 kwietnia 2025 (05:01)

Aktualizacja: Czwartek, 17 kwietnia 2025 (08:14)

Dzień, w którym Bóg najdobitniej objawił swoją miłość. Dziś pamiątka zstąpienia Boga do ludzkich serc przez ofiarę Chrystusa z siebie.

Dziś szczególny dzień – święto kapłanów – tych, którzy od dwóch tysięcy lat są pośrednikami miłości Boga. Bez których miłość nie mogłaby zaistnieć w naszych sercach. I których za tę posługę spotyka od ponad 2000 lat pogarda elit, nienawiść władców, prześladowanie i nierzadko śmierć. Dziś szczególnie módlmy się za nich, bo oni pozwalają, aby miłość, która zstąpiła z nieba, spotykała się z każdym naszym rodzajem miłości, współuczestniczyła, podnosiła. By nas porywała, byśmy dali się jej unieść, byśmy odzyskali godność ludzką i nabyli godność dziecka Boga.

Ona odsłania jej istotę, która polega na darze z siebie. Takiej miłości codziennie uczył św. Jan Paweł II, który pragnął, by nastała wreszcie cywilizacja miłości. Ona jest szczytem człowieczeństwa i jego spełnieniem, jest podstawowym prawem ludzkości. Miłosne współdziałanie z Chrystusem jest po prostu podstawowym szczęściem, jakiego pragnie człowiek. Jak zauważa prof. Josef Pieper, łączy trzy czynniki: czynnik naturalny, a więc to, co istnieje z „racji stworzenia”, czynnik etyczny w najpiękniejszym sposobie ludzkiego działania oraz czynnik nadnaturalny, jakim jest miłość samego Boga. Szczęście miłości ukazuje się szczególnie we wspólnocie przez jej moc jednoczenia w upodabnianiu się przez podejmowanie wspólnych działań i zgodne współżycie. Naturalnie prowadzi do umiłowania dobra całości, dobra społecznego, dobra ludzkiego, a na poziomie daru od Chrystusa daje moc miłowania Boga. Prowadzi do przenikania się, przetwarzania się w ukochanego w myśli, pamięci, woli, sercu. Porywa zachwytem. Uskrzydla. Wzmaga gorliwość, by przekroczyć wszystko, co przeszkadza doskonałości udzielania się. Cechuje ją pragnienie doskonałości i wywieranie wpływu na kochającego. To nie jest tak, jak twierdził Leonardo da Vinci i jego współcześni naśladowcy, że każdy żyje według swojej miłości. Jest tak jak mówił św. Augustyn, że każdy żyje albo dobrze, albo źle. Do tego wielkiego świętego, który odkrył największą potrzebę człowieka, potrzebę zjednoczenia z Bogiem, nawiązywał Karol Wojtyła, gdy pisał o złej miłości (uti), sprowadzającej się w każdym wypadku do użycia drugiego i w konsekwencji zaniku miłości aż do pojawienia się przemocy, i dobrej miłości (frui), owocującej, ciągle dbającej o ukochaną osobę aż do daru życia. Stąd celem kultury jest uwolnić, zabezpieczyć i wzmocnić miłość. Ona jest prawdziwym dobrem. Żyjąc miłością w umiłowanym Kościele, w najdroższej Ojczyźnie, w ukochanej rodzinie, stajemy się wspólnikami miłości, która pozwala czynić dobro i która przemienia nas w upragnione dobro. Prowadzi do Boga, w którym serce znajduje ukojenie. Bowiem, jak w zachwycie pisał Karol Wojtyła:

Miłość mi wszystko wyjaśniła,

Miłość wszystko rozwiązała –

dlatego uwielbiam tę Miłość,

gdziekolwiek by przebywała.

Żyjmy zatem darem otrzymanej miłości, bo ona jest najważniejsza.

 

Dr Andrzej Mazan, „Nasz Dziennik”

NaszDziennik.pl