Dlaczego obecnej koalicji tak bardzo zależy, aby dzieci uczestniczyły w zajęciach „edukacji zdrowotnej”? Czy to kwestia wizerunkowa?
– To jest przede wszystkim kwestia ideologiczna. Obecna tęczowo-liberalna koalicja traktuje szkołę jak narzędzie inżynierii społecznej. A działania minister edukacji słusznie w tym względzie nazywane są barbarią. Chcą deprawować dzieci według lewicowo-liberalnych wzorców, gdzie tradycyjna rodzina, ojcostwo, macierzyństwo, a nawet biologiczne rozumienie płci są spychane na margines. To wpisuje się w szerszy plan – nie tylko krajowy, ale i międzynarodowy – gdzie instytucje unijne, ONZ czy różne fundacje próbują przekształcić system edukacji w narzędzie ideologicznej rewolucji. A wizerunkowo? Oczywiście, rząd próbuje pokazać się jako „postępowy” i „nowoczesny”, ale w praktyce robi coś odwrotnego – osłabia fundamenty wspólnoty narodowej. Bo silne rodziny to silne państwo. Dlatego ta walka o dusze dzieci ma tak kluczowe znaczenie.
Rodzice mają wystarczające narzędzia, aby skutecznie chronić swoje prawa w tym zakresie?
– Teoretycznie tak – praktycznie słabną one wobec nacisków i szantaży. W normalnym państwie minister edukacji, która nazwała rodziców korzystających z konstytucyjnych praw „szurią”, straciłaby stanowisko natychmiast. A co się dzieje? Premier ją chwali, a „koalicja 13 grudnia” klaszcze. Rodzice mogą powoływać się na Konstytucję, Prawo oświatowe, orzecznictwo sądów, pisać sprzeciwy i oświadczenia – ale skoro można bezprawnie aresztować, zawłaszczyć media czy prokuraturę, to kto przejmie się prawem rodzica w powiatowym mieście? Dlatego tak ważne jest wsparcie mediów, organizacji pozarządowych, manifestacje – żeby ludzie nie zostali sami.
Drogi Czytelniku! Więcej warto przeczytać w papierowym wydaniu „Naszego Dziennika” dostępnym w punktach sprzedaży prasy lub w wersji elektronicznej TUTAJ.
Zapraszamy!

