W izraelskich mediach w poniedziałek dominowały relacje
z powrotu izraelskich zakładników – zdjęcia rodzin, spotkania, opowieści o pobycie w niewoli. Znacznie mniej miejsca poświęcono samemu porozumieniu, które zostało podpisane w egipskim Szarm el-Szejk i przewiduje m.in. rozpoczęcie procesu odbudowy i nadzoru nad Strefą Gazy. Wstępne kroki, w tym wymiana jeńców oraz częściowe wycofanie izraelskich sił, zostały już wdrożone.
Gospodarczy serwis izraelski Kalkalist jeszcze w niedzielę podkreślał, że porozumienie z Szarm el-Szejk może przynieść ogromne korzyści gospodarcze całemu regionowi. Przewiduje się wzrost inwestycji w sektory: turystyki, energii, infrastruktury, sztucznej inteligencji, rolnictwa i opieki zdrowotnej, a państwa regionu przygotowują się na zwiększony napływ środków pomocowych i zagranicznych funduszy rozwojowych.
W szczególności Egipt, Jordania i Zjednoczone Emiraty Arabskie spodziewają się zysków z koordynowania projektów odbudowy w Strefie Gazy, ale plan utworzenia regionalnej rady gospodarczej do zarządzania pomocą
i rozwojem jest, zdaniem Kalkalista, okazją także dla Izraela do poprawienia wizerunku i odbudowania relacji gospodarczych.
Niemal wszystkie media izraelskie zauważyły, że oprócz żywych zakładników Hamas przekazał Izraelowi ciała jedynie czterech jeńców, mimo że zgodnie
z porozumieniem miał przekazać ich 28. Według portalu Ynet strona izraelska nie ufa zapewnieniom przedstawicieli Hamasu, twierdzących, że „nie wiedzą, gdzie są pozostali”, ponieważ już wcześniej palestyńskie ugrupowanie deklarowało, że zna miejsce, w którym znajduje się
więcej ciał.
Według palestyńskiego serwisu Al-Kuds (Al-Quds) Hamas przekazał pośrednikom – Egiptowi, Katarowi i Turcji – że problemy logistyczne wynikające z ogromnych zniszczeń
w Strefie Gazy utrudniły dostęp do niektórych miejsc, gdzie mogą się znajdować ciała. Izraelski dziennik „Maariw” zacytował z kolei izraelskiego urzędnika
ds. bezpieczeństwa, twierdzącego, że w porozumieniu
o zakończeniu wojny nie określono liczby ciał izraelskich zakładników, które mają zostać zwrócone pierwszego
dnia procesu wymiany.
Serwis Al-Dżazira zwraca uwagę na reakcje w portalach społecznościowych na podpisane porozumienie. Niektórzy arabskojęzyczni użytkownicy uznali wymianę jeńców
za dowód na porażkę izraelskiej armii w odzyskaniu zakładników siłą, inni wyrażali obawy, że Izrael nie dotrzyma porozumienia po tym, jak Palestyńczycy
oddali ostatnią kartę przetargową.
W izraelskim „Haarecu” publicysta Rawiw Druker
uznaje porozumienie za pokaz amerykańskiej siły.
Z kolei zdaniem Odego Biszarata, innego publicysty „Haareca”, to nie Donald Trump pokonał Netanjahu,
lecz presja międzynarodowa.
Komentatorzy największego egipskiego dziennika
„Al-Ahram” uważają, że spotkanie w Szarm el-Szejk potwierdza kluczową rolę Egiptu jako filaru stabilności
w regionie. Szczyt przywraca krajowi pozycję kluczowego gracza w procesach pokojowych i pokazuje, że bez jego zaangażowania nie powiedzie się żadna inicjatywa w tym zakresie. Publicyści podkreślają też, że coraz więcej krajów uznaje państwo palestyńskie i że przyszłość zależy
od odrzucenia przez Palestyńczyków Hamasu – zarówno politycznie, jak i militarnie.
Saudyjski portal gospodarczy Aszark (Asharq) prezentuje podpisanie porozumienia jako moment symboliczny
i przełomowy – akcentując znaczenie miejsca i roli
Egiptu jako gospodarza oraz znaczenie polityczne
i międzynarodowe wydarzenia, które może być sprawdzianem dla całego regionu. Wątpliwości budzi jednak kwestia wdrożenia postanowień – czy porozumienie zostanie w pełni zaimplementowane, czy pozostanie ono jedynie medialnym sukcesem? Zwrócono również uwagę na przyszłe trudności w fazie odbudowy i zarządzania Strefą Gazy, co redakcji portalu każe opowiedzieć się
po stronie „ostrożnego realizmu”.
Irański serwis Chabar (Khabar) cytuje dyplomatę Kurosza Ahmadiego, który ocenił, że Iran – wielki nieobecny
w Szarm el-Szejk – powinien był przyjąć zaproszenie
do udziału w procesie pokojowym na każdym możliwym szczeblu. Inne irańskie media, takie jak agencja Dżamaran, przekonują jednak, że Teheran celowo odrzucił udział w szczycie, ponieważ uważa, że udział w tym procesie legitymizowałby inicjatywę USA, która wspiera działania militarne Izraela.

