logo
logo

Zdjęcie: arch/ -

Medialny układ Okrągłego Stołu

Sobota, 7 lipca 2012 (06:59)

Helena Łuczywo, Jan Dworak, Krzysztof Kozłowski, Marcin Król, Adam Michnik, Jacek Snopkiewicz, Krzysztof Teodor Toeplitz, Jerzy Urban - co łączy te osoby? Wszystkie zasiadały przy Okrągłym Stole w zespole ds. mediów, a po kontraktowych wyborach w 1989 r. zrobiły oszałamiającą karierę w mediach.

Zostały szefami mediów prywatnych i publicznych lub wpływowymi komentatorami politycznymi, przez pewien czas były także politykami i urzędnikami. Większość z nich atakowała próby odejścia od ustaleń Okrągłego Stołu, krytykowała środowiska patriotyczne, Kościół katolicki, zwłaszcza Radio Maryja.


Profesor Krystyna Pawłowicz, odnosząc się do wyroku Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie w sprawie skargi Fundacji Lux Veritatis na odmowę udzielenia Telewizji Trwam miejsca na tzw. multipleksie, powiedziała m.in., że sąd nie odniósł się do bardzo ważnej kwestii: "KRRiT, odrzucając wniosek Lux Veritatis, nie dopuściła do pojawienia się na rynku medialnym innej stacji niż obecnie istniejące tam lewicowe czy też lewackie media, tzn. nie dopuściła do spluralizowania tego rynku chociaż w minimalnym zakresie" ("Nasz Dziennik", 29 maja 2012 r.).

I faktycznie, zablokowanie rozwoju Telewizji Trwam jest utrwaleniem układu sił na rynku mediów, zdominowanym przez redakcje powiązane ze środowiskami lewicowymi, liberalnymi oraz postkomunistycznymi. Taka dominacja jest jedną z konsekwencji rozmów Okrągłego Stołu, które nie tylko określiły kierunek zmian w prasie i telewizji, ale także zagwarantowały uprzywilejowaną pozycję właśnie tym środowiskom.

Transformacja komunistycznych mediów


Pod koniec lat 80. problemy polityki informacyjnej i mediów były na tyle istotne, że komuniści i opozycja uznali, iż przy Okrągłym Stole należy wydzielić osobny podzespół do omówienia zmian w tej sferze. Komuniści dysponowali monopolem w mediach państwowych. Jednak rządowa polityka informacyjna okazała się bankrutem, niewiele osób dawało wiarę oficjalnym wiadomościom. Rozpowszechniła się prasa "drugiego obiegu", wydawana poza kontrolą i cenzurą komunistów. Dlatego obie strony zdawały sobie sprawę, że zmiany ustrojowe muszą dotknąć również sfery polityki informacyjnej.


Obecnie mało kto pamięta reprezentantów Lecha Wałęsy, czyli strony społecznej, opozycyjnej, solidarnościowej, w rozmowach o mediach. W skład "ekipy Lecha" w podzespole Okrągłego Stołu ds. środków społecznego przekazu wchodzili: Jacek Ambroziak, Grzegorz Boguta, Jan Dworak, Kazimierz Dziewanowski, Dariusz Fikus, Maciej Iłowiecki, Janina Jankowska, Mieczysław Kaczanowski, Jan Kofman, Krzysztof Kozłowski, Marcin Król, Helena Łuczywo, Tadeusz Mazowiecki, Adam Michnik, Jacek Moskwa, Janusz Onyszkiewicz, Jacek Woźniakowski.


Stronę komunistyczną reprezentowali m.in. Andrzej Bilik - redaktor naczelny programów telewizyjnych TVP, Artur Howzan - prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy PRL, Bogdan Jachacz - prezes PAP, Zygmunt Kałużyński - publicysta "Polityki", Włodzimierz Łoziński - publicysta "Trybuny Ludu", Krzysztof Teodor Toeplitz - publicysta "Polityki", Jerzy Urban - rzecznik rządu PRL. Współprzewodniczącymi zespołu byli Krzysztof Kozłowski i Bogdan Jachacz.

Taktyka Michnika: "Nie żądać za wiele"


Ekipa opozycji nie była jednorodna, składała się z reprezentantów kilku środowisk. Byli to represjonowani i wyrzuceni z pracy w stanie wojennym dziennikarze (jak np. Maciej Iłowiecki), ale także osoby związane z lewicowym nurtem opozycji oraz przedstawiciele koncyliacyjnego wobec komunistów "Tygodnika Powszechnego". Największe wpływy w tej ekipie uzyskały osoby z "TP" oraz lewicowi opozycjoniści, którzy po zakończeniu obrad Okrągłego Stołu utworzyli "Gazetę Wyborczą". To oni nadawali ton rozmowom w podstoliku medialnym.


Wspominał o tym w 10. rocznicę rozmów Okrągłego Stołu Maciej Iłowiecki: "Przed obradami spotkała się oddzielnie nasza strona. Adam Michnik wygłosił do nas apel, by nie przestraszyć przeciwników i wypowiadać się ostrożnie, nie żądać za wiele. Nie podobał mi się ten apel, sądziłem, że Michnik przesadza, lepszą taktyką jest żądać więcej, a potem ewentualnie ustępować. (...) Po moim drugim wystąpieniu Adam Michnik poprosił mnie na bok. Powiedział: "Maciek, mam do ciebie specjalną prośbę od Lecha Wałęsy, byś stonował swoje wypowiedzi i nie przestraszył ich". Nie miałem powodu, żeby nie wierzyć, trudno, skoro Wałęsa tak uważa... Kilka lat potem spytałem Wałęsę, czy coś takiego mi przekazał. "Przecież ja pana wtedy nie znałem, a w ogóle też nic do zespołu mediów nie przekazywałem"".


Niewątpliwie Okrągły Stół stał się punktem zwrotnym w życiu takich osób, jak Helena Łuczywo, Adam Michnik, Jan Dworak, Krzysztof Kozłowski, Tadeusz Mazowiecki. Ich kariera nabrała nowego wymiaru. Stali się głównymi konstruktorami III RP. Kształtowali parlament, rząd i inne sfery działalności, ale także, o czym się zapomina, media publiczne i prywatne.

"Gazeta Wyborcza" - dziecko Okrągłego Stołu


Jednym z ustaleń podzespołu ds. mediów było utworzenie "Gazety Wyborczej". W końcowym protokole z rozmów tego podzespołu stwierdzono: "W okresie kampanii wyborczej zapewnione zostanie ukazywanie się "Gazety Wyborczej", firmowanej przez środowiska skupione wokół Komitetu Obywatelskiego, która następnie przekształci się w ogólnokrajowy dziennik informacyjny".


Jednak gazeta ta - jak wspominał Iłowiecki - "miała być pismem całej opozycji, co wiązało się z licznymi przywilejami i spowodowało, że wielki strumień pieniędzy z zagranicy został skierowany na potrzeby redakcji. Wszyscy wiedzą, jak to się skończyło - i jeśli nawet przejęcie pisma przez grupę Michnika było zgodne z prawem, to z pewnością nie było zgodne z intencją ustaleń i po prostu z etyką.

Jak dotąd Agora niszczyła tych, którzy wygłaszali podobną opinię". Twórcy "GW" - Adam Michnik i Helena Łuczywo, całkowicie zaakceptowali polityczną linię programową Okrągłego Stołu.

Gazeta propagowała ideologię tych przemian, zasypywała linie podziału pomiędzy dawną opozycją solidarnościową i tzw. liberalną frakcją PZPR, krytykowała lustrację, dekomunizację, miała więcej zrozumienia dla ostatnich przywódców komunistów niż dla środowisk prawicowych.

Równocześnie "GW" tropiła rzekomy obskurantyzm polskiego katolicyzmu. Krytykowała nauczanie Kościoła w sferze etycznej i obyczajowej, społecznej. Dzieliła katolicyzm na nowoczesny i zaściankowy. Kwestionowała powrót religii do szkół oraz uchwalenie ustawy częściowo chroniącej życie poczęte. To właśnie Helena Łuczywo z jednej strony wyrażała swoją dezaprobatę dla tej ustawy, a z drugiej strony atakowała propozycję lustracji. Wieloletniej kampanii propagandowej w "GW" poddano Radio Maryja.

W 1995 r. po wypowiedzi o. Tadeusza Rydzyka, w której przypomniał komunistyczny rodowód Jacka Kuronia, Łuczywo grzmiała: "Ojciec Rydzyk obraża Jacka Kuronia". Natomiast rok później Łuczywo de facto stanęła w obronie Jerzego Urbana, który został skazany za publikację w "NIE" dokumentów SB o Zbigniewie Najderze. O ironio, Łuczywo, która była zaciekłym przeciwnikiem lustracji, teraz publicznie broniła Urbana: "Wolność prasy to również wolność dla autorów takich artykułów. Jedyne, co pozostaje dziennikarzowi, to wyrazić swą solidarność ze skazanym redaktorem. Solidarność z Urbanem przeciwko wyrokowi sądu niepodległej Rzeczypospolitej".

Gruba kreska w TVP


Porozumienie Okrągłego Stołu wpłynęło również na rozwój całego rynku mediów, charakter nowych tytułów prasowych, linie programowe prywatnych nadawców, brak kontroli społecznej nad procesami uwłaszczenia się nomenklatury na państwowym majątku. Okrągły Stół utrwalił status quo w mediach elektronicznych. Pod tym względem charakterystyczne były kosmetyczne reformy zapoczątkowane w telewizji publicznej.


Dlatego ogromnym błędem, zapewne celowo wpisanym w scenariusz przemian ustrojowych, było zaniechanie przeprowadzenia gruntownych zmian kadrowych w TVP. Premier Mazowiecki mianował pierwszym przewodniczącym Radiokomitetu Andrzeja Drawicza. Jego zastępcami zostali Lew Rywin oraz właśnie Jan Dworak, który zasiadał przy Okrągłym Stole. Po latach ujawniono, że z akt SB wynika, iż Drawicz był zarejestrowany jako tajny współpracownik "Kowalski" i "Zbigniew". Natomiast Rywin miał być zarejestrowany jako TW "Eden".


Wprawdzie odsunięto skompromitowanych prezenterów, ale jednocześnie zakonserwowano ukryty postkomunistyczny układ w telewizji publicznej. Widoczne to było w ofercie programowej TVP. Pod tym względem symbolicznym dokumentem były wytyczne Drawicza wydane przed ósmą rocznicą stanu wojennego, w 1989 roku. Wskazywał w nich, że "programy dotyczące rocznicy wprowadzenia stanu wojennego powinny być pozbawione akcentów rewanżyzmu, nawoływania do odwetu". Postulował także zachowanie "równego dystansu w stosunku do ówczesnych dwu stron konfliktu", czyli wobec podziemnej "S" i komunistów. Tym samym szef TVP z nominacji dawnej opozycji zrównał komunistyczny reżim z podziemną "S". Drawicz zalecał również wystrzeganie się ataków na gen. Jaruzelskiego.

Od Okrągłego Stołu do nadzorcy mediów


Najlepszym przykładem kariery w III RP osoby zasiadającej przy Okrągłym Stole jest Jan Dworak. Po odejściu Drawicza z Radiokomitetu Dworak został kierownikiem biura prasowego Unii Demokratycznej. Od 1990 r. był zresztą członkiem UD, a potem Unii Wolności. W latach 1997-2001 należał do Stronnictwa Konserwatywno-Ludowego, następnie aż do 2004 r. do Platformy Obywatelskiej, z członkostwa w PO zrezygnował dopiero wtedy, kiedy został prezesem TVP. Równocześnie prowadził działalność producencką, założył kilka spółek medialnych. Tłumaczył w mediach: "Robienie pieniędzy nie jest niczym złym". Walczył o wyższe stawki dla producentów prywatnych.


W lipcu 2010 r. marszałek Bronisław Komorowski powołał go do nowej Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, a potem Dworak został wybrany na jej przewodniczącego. Już w pierwszych tygodniach jego urzędowania KRRiT zleciła kontrolę Radia Maryja w sprawie nadawania rzekomych reklam. Dziwnym trafem to również Jan Dworak odpowiada za nieprzyznanie Telewizji Trwam miejsca na multipleksie.

Asymetria w przekazie


Należy podkreślić, że po Okrągłym Stole TVP nie realizowała podstawowych celów misji - edukacyjnej, kulturotwórczej, propagowania historii. Skandalem jest, że na serial o cichociemnych "Czas honoru" telewidzowie musieli czekać prawie 20 lat.


Telewizja publiczna przez lata była powściągliwa w ocenie komunizmu i szefów PZPR. Takiej wyrozumiałości TVP nie miała wobec środowisk patriotycznych, duchownych, w tym i wobec twórcy Radia Maryja. Jednym z przykładów takich nieobiektywnych zachowań TVP była emisja w 2002 r. materiału filmowego Jerzego Morawskiego. Film wywołał liczne protesty, ale decyzji o emisji bronił rzecznik TVP Jacek Snopkiewicz, który w okresie Okrągłego Stołu był doradcą strony solidarnościowej w zespole ds. mediów. Film Morawskiego dyskredytujący Radio Maryja dał pretekst do kolejnych ataków na rozgłośnię i jej dyrektora ze strony najważniejszych osób i instytucji w państwie.

Zalecenie Tuska z 2002 r.: koncesja dla Radia Maryja pod lupę


W listopadzie 2002 r. Donald Tusk, ówczesny wicemarszałek Sejmu, powiedział, że "ma wrażenie", iż urzędy państwowe boją się Radia Maryja, a ojcu Rydzykowi "udało się w jakimś sensie sterroryzować dużą część aparatu państwowego". Skrytykował przyznanie koncesji Radiu Maryja. Obecny premier mówił wtedy: "Zaskakujące jest to, że w pierwszym procesie koncesyjnym, wtedy, kiedy przyznawano częstotliwości poszczególnym rozgłośniom, jak bardzo restrykcyjna, jak niezwykle czujna była Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji, jeśli chodzi o doskonałość papierów, pokazywanie źródeł finansowania, i jak niezwykle dobrotliwa była wobec o. Rydzyka i jak niezwykle liberalna była wobec wniosku, który złożył o. Rydzyk".


Przypomnijmy, że Donald Tusk był jedną z osób kształtujących rynek mediów w Polsce po Okrągłym Stole. Na początku lat 90. był członkiem Komisji Likwidacyjnej komunistyczny koncern wydawniczy RSW "Prasa - Książka - Ruch". Komisja decydowała, kto otrzyma tytuły prasowe, a tym samym, jaka będzie ich linia programowa.

Wypowiedź Tuska z 2002 r. o procesie koncesyjnym bardzo współgra z aktualną polityką władz państwa wobec Radia Maryja i Telewizji Trwam. Jeżeli w 2002 r. tendencyjnie mówił on o rzekomo "zaskakującym" procesie koncesyjnym dla Radia Maryja, to już w 2012 r. urzędy opanowane przez zwolenników jego partii wcielają w czyn to zalecenie. Z tego punktu widzenia działania Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji pod rządami Jana Dworaka można zinterpretować tak, jakby za czasów PO chciano naprawić z przeszłości "błąd" udzielenia koncesji katolickiemu nadawcy, który nie był uczestnikiem umowy Okrągłego Stołu.

Wytyczne Urbana wciąż obowiązują


Pomimo upływu ponad 20 lat od Okrągłego Stołu rynek mediów wygląda tak, jakby nadal obowiązywało stwierdzenie Jerzego Urbana wypowiedziane podczas tych rozmów. W lutym 1989 r. rzecznik komunistycznego rządu PRL, mówiąc o planowanych zmianach w środkach społecznego przekazu, stwierdził: "Polityka władz zmierza do zachowania dotychczasowych struktur formalnoprawnych, ale przekształcając ich fasadowość i fikcję w rzeczywiste zespoły koncepcyjno-zarządzająco-programujące".


Przez ponad 20 lat media publiczne w minimalny sposób spełniały podstawowe zadania kształtowania kultury narodowej, kultywowania tradycji, pielęgnowania pamięci o patriotycznych zrywach poprzednich pokoleń. Dobrym przykładem realizacji tej tzw. misji jest np. skandalizujący serial "Boża podszewka", ukazujący polskie Kresy w bardzo krzywym zwierciadle. Widzowie mediów mogli również liczyć na "gadające głowy" w rodzaju Michnika, Żakowskiego, Kuronia, Jaruzelskiego, Cioska i Urbana. Podobna dominacja programów i poglądów jest w prywatnych mediach komercyjnych.

Tymczasem Telewizja Trwam wyłamała drzwi, zaryglowane ustaleniami Okrągłego Stołu, do skostniałego rynku odbiorców. Ukazała prawdziwe oblicze polskiego katolicyzmu, zdecydowanie inne od wyobrażeń twórców z "GW", dopuściła do głosu środowiska nieuczestniczące w podziale władzy w 1989 r., a także zaczęła odkłamywać najnowszą historię Polski. Dlatego obecne kłopoty Telewizji Trwam z uzyskaniem miejsca na multipleksie są najlepszym dowodem na to, że fundamenty tej politycznej strategii komunistów w dalszym ciągu określają charakter rynku mediów.

Piotr Bączek

Nasz Dziennik