W Niemczech mówi się dużo o rzekomym ekstremizmie prawicowym. Tymczasem
w kontekście tego, co się wydarzyło
w Berlinie, do aktu terroru – ataku na elektrownię, przyznała się lewacka grupa. Ekstremizm lewicowy to realny problem?
– Jeżeli rozmawia się z niemieckimi policjantami, którzy nie mają jakichś ideologicznych uwarunkowań, to oni wprost powiedzą, jaka jest kolejność. Pierwszy jest ekstremizm islamistyczny. Absolutnie niebezpieczny.
To pokazują statystyki, zamachy, ataki nożowników itp.
Na drugim miejscu jest lewicowy ekstremizm, głównie Antifa uznana przez władze USA za organizację terrorystyczną, oczywiście, słusznie. Dopiero na trzecim miejscu sytuuje się „ekstremizm prawicowy”. Poza tym
są konkretne statystyki pokazujące, że tak jest. Ekstremizmy te stanowią zagrożenie dla demokracji, ponieważ występują przeciwko porządkowi prawnemu i politycznemu. Tak to się prezentuje, o czym – powtarzam – mówią policjanci, którzy na co dzień mają z tym
do czynienia. Inaczej to się przedstawia, jeśli chodzi
o wypowiedzi polityków.
Zwróćmy uwagę, że w Niemczech do niedawna ministrem spraw wewnętrznych była Nancy Faeser (SPD), która de facto poglądowo sytuowała się tam, gdzie Antifa. I to jest ten problem. Warto wiedzieć, że Antifa jest finansowana przez państwo dzięki przeznaczaniu środków publicznych na NGO. Nie jest to coś nowego. To dzieje się już
co najmniej od lat 70.
Drogi Czytelniku,
cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.
Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym

