Jak Pan ocenia pomysł wydania „Poradnika bezpieczeństwa” i rozesłania go do wszystkich gospodarstw domowych w Polsce?
– Sam fakt edukacji społeczeństwa na temat różnego rodzaju zagrożeń jest bardzo potrzebny. Wiele lat temu w szkołach funkcjonował przedmiot przysposobienie obronne, który dawał podstawy w tym zakresie, ale potem – przez wiele lat – wiedza ta nie była upowszechniania. Powinna zostać odświeżona i dostosowana do obecnych realiów. Pytanie tylko, czy forma broszury rozsyłanej do domów przyniesie zamierzony efekt. Obawiam się, że niewiele osób tak naprawdę ją przeczyta. Część, która to zrobi, poczuje się zastraszona, bo skoro rząd wysyła takie broszury, musi to oznaczać, że wojna niedługo się rozpocznie. Może to wywołać efekt odwrotny do oczekiwanego. Uważam, że szkolenia prowadzone w placówkach oświatowych czy na uczelniach wyższych byłyby bardziej racjonalne i efektywne. Warto pomyśleć o wykupieniu – zamiast broszur – reklam w mediach, w internecie. Taka kampania bardziej zapadłaby w pamięć, niż broszura, którą pewnie większość odłoży na bok zaraz po przekartkowaniu.
Drogi Czytelniku,
cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.
Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym

