Śmierć Kazimierza Grajcarka zamyka
pewien rozdział w historii „Solidarności”.
W Międzybrodziu Bialskim odbył się wczoraj jego pogrzeb.
– Poznałem Kazimierza Grajcarka kilka lat temu i nie mam wątpliwości: to była postać z tych, które zostawiają po sobie ślad. Dla jednych – ważny działacz „Solidarności”, obecny od samego początku, pełniący szereg istotnych funkcji i współtworzący jej tożsamość. Dla innych – i takich było wielu – symbol wiarygodności, człowiek, o którym się słyszało i któremu się ufało. Nie był figurą z pomnika.
Był konkretny, bezkompromisowy w sprawach zasad,
a zarazem zwyczajnie życzliwy. To rzadkie połączenie: twardo stać przy swoich wartościach i jednocześnie nie tracić ludzkiego ciepła. On to potrafił. Nie grał roli, nie kalkulował – wierzył w to, co robi, i tę autentyczność było widać na pierwszy rzut oka. W środowisku „Solidarności” cieszył się szacunkiem nie dlatego, że zajmował stanowiska, tylko dlatego, że był sobą. Dziś łatwo mówić
o kimś „oddany sprawie”, „człowiek wartości” – w jego przypadku to nie są puste słowa. To był po prostu dobry, uczciwy człowiek. I takich ludzi, kiedy odchodzą, brakuje najbardziej.
Drogi Czytelniku,
cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.
Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym

