Dziś przypada 78. rocznica zamordowania rtm. Witolda Pileckiego. Jego heroiczny, krystaliczny wręcz życiorys i postawa wobec dwóch straszliwych totalitaryzmów sprawiają, że ma on swoje miejsce w panteonie polskich bohaterów. Obecnie jednak pamięć o nim jest rugowana, staje się bohaterem niewygodnym ze względu na swoją bezkompromisowość.
– Ostatnio nasunęło mi się takie skojarzenie, a w zasadzie analogia pomiędzy św. Andrzejem Bobolą a rtm. Witoldem Pileckim. Obaj wielce zasłużeni, każdemu należy przypisać długą listę zasług i chwały. Jednocześnie jest coś tak niezwykłego w ich postaciach, w kulcie i pamięci o nich, co powoduje, że ich bohaterstwo i męczeństwo w sensie ludzkim wręcz onieśmielają, zwłaszcza dzisiaj, kiedy nie hołduje się takim zasadom, jak honor, męstwo, odwaga.
Jeśli chodzi o pamięć o rtm. Witoldzie Pileckim, to formalnie mamy Instytut Solidarności i Męstwa im. Witolda Pileckiego, wokół którego jest wiele różnych kontrowersji, zwłaszcza personalnych. Jego cele wydawały się wielce szczytne, ale realizacja tego programu okazała się całkiem merkantylna. Mamy tablice poświęcone Rotmistrzowi, mamy szkoły jego imienia, 6. Mazowiecka Brygada Obrony Terytorialnej przyjęła za swojego patrona właśnie Rotmistrza. Można powiedzieć, że jest wiele inicjatyw, symboli i miejsc pamięci, ale jednocześnie mam wrażenie, że ciągle za mało, że istnieje jakaś obawa przed maksymalizmem ofiary, jaką złożył Witold Pilecki. Wiemy przecież, iż są ludzie, środowiska, dla których Rotmistrz jest bardzo niewygodnym bohaterem. Widzimy walkę z nim, co jakiś czas zakładane są – tutaj posłużę się metaforą militarną – ładunki wybuchowe, aby zniszczyć tę postać. Nie chcę tu wymieniać nazwisk ludzi podłych, ale są to przecież osoby utytułowane, jeżeli chodzi o naukę, albo usytuowane bardzo wysoko w naszym świecie politycznym. Dzieje się więc coś dziwnego – z jednej strony jest fascynacja postacią Rotmistrza, z drugiej strony walka z nim. Jeśli chodzi o fascynację i ogromny szacunek, to pragnę przywołać pewną sytuację. W 1990 roku w Grudziądzu młodzież chciała zmienić komunistycznego patrona swojej szkoły na rtm. Pileckiego. Oczywiście władze były przeciwko. Wtedy wydano moją broszurę z okresu stanu wojennego, która została zdjęta przez cenzurę i ukazała się w drugim obiegu. Otrzymał ją każdy mieszkaniec miasta. W plebiscycie okazało się, że 85% społeczności Grudziądza bez zastrzeżenia optowało za rtm. Pileckim. Dla mnie ta sytuacja grudziądzka jest niezwykłym wspomnieniem. Powstało później wiele szkół, które noszą imię Witolda Pileckiego, ale ciągle nosimy w sobie swoistą zadrę, że czegoś jeszcze brakuje.
Drogi Czytelniku! Więcej warto przeczytać w papierowym wydaniu „Naszego Dziennika” dostępnym w punktach sprzedaży prasy lub w wersji elektronicznej TUTAJ.
Zapraszamy!

