Podczas programu w Telewizji Trwam rozmawiano
na temat szczytu NATO i spotkania prezydenta RP
Karola Nawrockiego z prezydentem Włodymyrem Zełenskim, poruszano kwestię zbrodni wołyńskiej
i gloryfikacji UPA na Ukrainie.
Gość Telewizji Trwam zwrócił uwagę na słowa,
jakie wypowiedział szef Kancelarii Prezydenta Ukrainy, który jednym tchem wymienił Polskę i Rosją ze względu
na to, że Polska upomina się o prawdę historyczną.
– To jest coś absolutnie kuriozalnego, raczej niespotykane w świecie dyplomacji, ale ta wypowiedź ma kilka takich bardzo niepokojących elementów. To, że fakt, że Polska dopomina się o to, o co dopominać się musi i dopominamy się o to od wielu lat, to – po pierwsze – nie zrównuje nas
z Rosją w żaden sposób. Po drugie, tam pojawiają się
takie elementy, które też mogą niepokoić, szczególnie
w aspekcie przygotowywanych w Polsce obchodów upamiętniających ofiary ukraińskich nacjonalistów,
które odbędą się 11 lipca – zauważył dr hab. Karol Polejowski.
Ukraina buduje panteon dla swoich narodowych bohaterów. Kontrowersje wzbudzają postacie,
które mają znaleźć się w tym ukraińskim miejscu pamięci.
– Posłużę się pewną analogią. Czy łatwo sobie wyobrazić taką sytuację, że nagle w Niemczech prezydent Republiki Federalnej ogłasza decyzję o tworzeniu panteonu wybitnych Niemców – i tam znajdą się Adolf Hitler, Herman Goering czy inni. A jednostki Bundeswehry nazywane
są bohaterami którejś z dywizji SS na przykład. Jest to
w świecie cywilizowanym zupełnie nieakceptowalne. Z kolei Ukraina zawsze podnosi ten argument, że jest państwem niepodległym i sama będzie decydować o tym, jakich bohaterów będzie czcić. I do pewnego momentu
nawet jestem w stanie się z tym zgodzić, ale jeżeli
są podejmowane decyzje, które skutkują tym,
że w panteonach, na pomnikach czy w nazwach ulic pojawiają się nazwiska czy organizacje zbrodnicze albo zbrodniarze, tak jak Szuchewicz, Bandera czy Kłaczkiewski, odpowiedzialny za mordy na Wołyniu w 1943 roku, to ma swoje konsekwencje. Dla nas, Polaków, jest oczywistym, że musi to wywołać nasz zdecydowany protest. Sprzeciwiamy się temu, aby gloryfikować zbrodniarzy.
Co do tego żadnych przecież wątpliwości nie ma.
Te fakty historyczne są powszechnie znane. A organizacja ukraińskich nacjonalistów miała po prostu swoją bojówkę, swoją siłę zbrojną, którą nazwano Ukraińską Powstańczą Armią, która odpowiada za masowe mordy, za ludobójstwo Polaków na Wołyniu i województwach południowo-
-wschodnich II Rzeczypospolitej – zaznaczył historyk.
Gość Telewizji Trwam przypomniał, że banderowców
i nazistów łączy jedna ideologia.
– Ideologia, która legła u podstaw działalności
Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, była ideologią wprost wzorowaną na ideologii narodowo-socjalistycznej
z tymi rasistowskimi elementami, bo przecież czystka etniczna wobec Polaków jest czystką rasistowską
ze względu na pochodzenie etniczne. Po drugie, sądzę,
że my tego czasami nie dostrzegamy albo nie przywiązujemy do tego tak dużej wagi, ale Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów była zafascynowana kultem siły, kultem przemocy, brutalności. Stąd w tych punktach ideologii, tych 10 słynnych punktach nacjonalisty ukraińskiego, to jest ten casus, gdzie czytamy,
że nie zawahasz się popełnić każdej zbrodni dla osiągnięcia celu. I później to, co było tylko pewną ideą, już w latach trzydziestych kiełkowało w postaci terroryzmu Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów skierowanego przeciwko Polakom, przeciwko przedstawicielom władzy polskiej,
ale również – i warto o tym pamiętać – przeciwko tym Ukraińcom, tym przedstawicielom elit ukraińskich,
które opowiadały się za porozumieniem z Polakami,
tych też eksterminowano – wyjaśnił.
– Później ta fascynacja nazizmem niemieckim przeszła
w fazę realizacji, czyli czynnej kolaboracji Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów. Niemcy bardzo szczodrze wspierali rozwój tych bojówek paramilitarnych. One zresztą już we wrześniu 1939 roku uderzyły na polskie wsie,
na wycofujące się oddziały Wojska Polskiego,
na komisariaty policji. Czyli już we wrześniu 1939 roku
ta współpraca niemiecko-ukraińska przynosiła Niemcom, mówiąc wprost, pewne wymierne korzyści chaosu
na tyłach polskich – dodał.
Napięta sytuacja na linii Polska – Ukraina ma też drugie dno. Świat coraz szerzej mówi o zbrodni wołyńskiej.
Gość Telewizji Trwam został zapytany, czy zarówno prezydent Wołodymyr Zełenski, jak i jego ludzie mogli
to przewidzieć.
– Chyba należy założyć, że ci analitycy, ci doradcy, którzy doradzali taki, a nie inny krok prezydentowi Ukrainy, tego elementu w ogóle nie wzięli pod uwagę, bo my oczywiście w Instytucie Pamięci Narodowej monitorujemy media
i mamy różnego rodzaju narzędzia, które pokazują
nam, jak w sposób skokowy nastąpiło na Zachodzie zainteresowanie tematyką zbrodni wołyńskiej. Tutaj ten pierwszy krok wykonał oczywiście prezydent Zełenski,
ale nie należy zapominać o tej reakcji polskiego prezydenta Karola Nawrockiego, który stanął w obronie godności ofiar, godności rodzin i godności państwa polskiego – wskazał.

