Kiedy James się urodził, był martwy – nie oddychał, nie poruszał się i nie można było wyczuć pulsu w żadnym miejscu jego ciałka.
Położna z asystentką wykonywały u niego uciski klatki piersiowej, czyli resuscytację krążeniowo-oddechową,
a następnie prowadziły resuscytację metodą usta-usta
i znów uciski klatki piersiowej. Musieliśmy jednak zadzwonić pod numer 911, żeby przyjechała karetka.
A w czasie, gdy na nią czekaliśmy, Travis ochrzcił Jamesa. Siedziałam wtedy na podłodze w sypialni i zaczynałam wchodzić w stan szoku. Byłam całkowicie przytłoczona
i nie wiedziałam, co robić. Nie byłam naprawdę w stanie przyswoić tego wszystkiego, co działo się na moich oczach. Pamiętam, że w myślach powtarzałam w kółko imię Fultona Sheena: Fulton Sheen, Fulton Sheen, Fulton Sheen.
Kiedy Travis udzielał Jamesowi chrztu, też prosił
o wstawiennictwo Fultona Sheena. A kiedy James był na oddziale ratunkowym, Travis stał na korytarzu i również wtedy prosił o jego wstawiennictwo – powiedziała „Naszemu Dziennikowi” mama Jamesa Fultona, chłopca cudownie ocalonego od śmierci przez wstawiennictwo
ks. abp. Fultona Johna Sheena.
Drogi Czytelniku! Więcej warto przeczytać w papierowym wydaniu „Naszego Dziennika” dostępnym w punktach sprzedaży prasy lub w wersji elektronicznej TUTAJ.
Zapraszamy!

