logo
logo

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Tak się robi biznesy

Piątek, 7 czerwca 2013 (02:06)

Jan Bury nie jest politykiem, którego można by uznać za osobę powszechnie znaną Polakom. I zapewne dzięki tej prowadzonej w zaciszu działalności od lat buduje i umacnia swoją pozycję polityczną i biznesową.

Pierwsza spółka Burego

Twarz Jana Burego biznesmena jest mało znana, choć mógłby pochwalić się sporymi sukcesami na tym polu. A zaczynał już na początku lat 90. jako prezes Związku Młodzieży Wiejskiej. Zresztą, gdy zaczęto prześwietlać majątek posła Burego, niemal natychmiast pojawiły się zarzuty, że zwyczajnie uwłaszczył się na majątku ZMW. A jego głównym partnerem w interesach stał się kilka lat starszy Zenon Daniłowski – poznali się w ZMW. Razem założyli wiele spółek, takich jak Agro-Technika, Agro-Technika Leasing, Makarony Polskie, Grupa Inwestycyjna Agro, Polskie Smaki. Wsparciem biznesowym dla obu jest zaś inny z ludowców – Józef Król, z zawodu księgowy, biegły rewident.

Pierwsza spółka Jana Burego, Agro-Technika, została założona za pomocą pieniędzy Związku Młodzieży Wiejskiej. W 1996 roku stała się spółką akcyjną, a w imieniu ZMW udziały w niej objął… Jan Bury, mający pełnomocnictwo prezesa ZMW… Jana Burego. Po jakimś czasie udziały Związku się rozpłynęły. Poseł Bury, pytany potem o te kwestie, twierdził, że wszystko odbywało się zgodnie z prawem. Argumentował, że przecież prokuratura ani żaden inny organ kontrolny nie zakwestionował przekształceń własnościowych w Agro-Technice.

Z Agro-Techniką związana jest zresztą ciekawa historia dotycząca oświadczenia majątkowego Burego. Gdy w pierwszym rządzie Donalda Tuska Jan Bury miał zostać wiceministrem skarbu, złożył korektę tego oświadczenia, z którego wynikało, że wartość jego akcji w spółce nagle wzrosła kilkunastokrotnie: z 30 do 500 tys. złotych. Poseł Bury tłumaczył, że nie było to nic nadzwyczajnego. Po prostu najpierw miał udziały w spółce, która posiadała akcje Agro-Techniki. A potem dokonał ich zamiany na akcje Agro-Techniki, żeby wyprostować swoje interesy i uczynić je bardziej przejrzystymi.

Ale i tak wiceminister skarbu nie uniknął problemów z powodu swojej biznesowej działalności. Co prawda swoje udziały w większości sprzedał wspólnikom albo przekazał członkom rodziny – głównie żonie – ale i tak złamał ustawę antykorupcyjną, bo nabył 50 proc. udziałów w firmie SO-RES.

Kwota transakcji była niewielka, ale chodziło o to, że osoba na tak wysokim stanowisku nie może posiadać więcej niż 10 proc. udziałów lub akcji w spółkach, inaczej podpada pod zapisy ustawy antykorupcyjnej. Sprawa rozeszła się po kościach, bo Bury dostał tylko naganę od premiera, a minister skarbu Aleksander Grad podkreślał, że ministra uratowało „bezwarunkowe uznanie swego błędu i złożone wyjaśnienia”.

Ponadto Bury sprzedał swoje udziały, aby nie być w konflikcie z prawem. Ale przy okazji tej sprawy pojawiły się i takie podejrzenia, że doświadczony parlamentarzysta musiał zdawać sobie sprawę z tego, że łamie prawo, ale liczył, że to się nie wyda, bo udziały w SO-RES kupił już po wypełnieniu oświadczenia majątkowego i nie musiał ich wykazywać, a przed składaniem kolejnego oświadczenia mógłby je z zyskiem sprzedać.

Gorzelnia

– Janek potrafi wykorzystywać swoje kontakty polityczne w biznesie – nie ma wątpliwości jeden z jego klubowych kolegów. W PSL przypomina się w tym kontekście o spółce Agromis, w której udziałowcami byli ludzie z ZMW, w tym Bury.

Agromis zajął się uprawą ziemi – na ponad 200 ha gruntów w dawnym PGR w województwie zachodniopomorskim. A ze zboża wytwarzany był spirytus (udziały w gorzelni miała też żona Burego).

Tym biznesem Jan Bury specjalnie się nie chwalił. – O gorzelni dowiedzieliśmy się dopiero wtedy, jak kilka lat temu media o tym doniosły – twierdzi członek władz krajowych PSL, były parlamentarzysta. Z tej perspektywy dwuznacznie brzmią więc choćby interpelacje posła Burego, który skarżył się w Sejmie na przepisy podatkowe uderzające w krajowych producentów alkoholi. Grzmiał wtedy, że uderza to w interesy nie tylko krajowych gorzelni, ale i rolników sprzedających im surowiec. I choć jego opinię podzielało wielu ekonomistów, trudno oprzeć się wrażeniu, że poseł walczył bardziej o swój biznes, a nie o interes publiczny.

Makarony Polskie

Jan Bury, podobnie jak większość jego kolegów parlamentarzystów, krytykował Program Powszechnej Prywatyzacji, oddanie ponad pół tysiąca przedsiębiorstw w ręce Narodowych Funduszy Inwestycyjnych, które doprowadziły dobrze działające przedsiębiorstwa do upadku. Co nie przeszkodziło mu w tym, aby razem z Daniłowskim odkupić od NFI fabrykę makaronu w Rzeszowie, a ich spółka Makarony Polskie stała się jednym z większych przedsiębiorstw tej branży. Co jednak istotne, swoją pozycję w dużej części zawdzięcza interesom robionym z państwową Agencją Rynku Rolnego.

Jakby tego było mało, w ARR w 2003 r. została zatrudniona żona Jana Burego – Urszula, i choć nie zajmowała wysokiego stanowiska, by mieć możliwość wpływania na wyniki przetargów ogłaszanych przez ARR, w których startowała firma jej i męża (Urszula Bury miała nieco mniejszy pakiet akcji od męża, jednocześnie zasiadała w Radzie Nadzorczej Makaronów Polskich), to jednak sytuacja była dwuznaczna. Poseł Bury nie widział w tym jednak nic niestosownego ani wątpliwego etycznie. Nie przeszkadzało mu też w interesach zapewne to, że Agencją kierowali przez długie lata jego partyjni koledzy. Tak czy inaczej Makarony Polskie podpisywały wielomilionowe kontrakty na dostawy żywności w ramach unijnego programu wspierania ubogich.

Energetyka

Jan Bury jako wiceminister skarbu wziął pod swoje skrzydła energetykę. Dzięki temu, że z kolei nadzór nad tym sektorem w istocie krzyżuje się między ministerstwami skarbu i gospodarki – a tym drugim kierował wtedy prezes PSL Waldemar Pawlak – ludowcy uzyskali możliwość obsadzania swoimi ludźmi części intratnych stanowisk w spółkach energetycznych. Część musiała też oczywiście w ramach dzielenia łupów po wyborach przypaść Platformie Obywatelskiej.

Doradcą Burego został Stanisław Dobrzański, były ludowy minister obrony i szef Polskich Sieci Elektroenergetycznych (PSE) w czasach drugiej koalicji SLD – PSL. I zapewne dziełem przypadku było to, że Jan Bury np. w zarządzie spółki PSE Operator umieścił Ryszarda Pacławskiego, byłego członka Rady Nadzorczej TVP z nadania PSL, któremu nie udało się zdobyć mandatu w wyborach do Senatu. Z kolei w jednej ze spółek zależnych Polskiej Grupy Energetycznej (PGE) znalazł się Klemens Ścierski, były poseł PSL oraz minister przemysłu i handlu w rządach SLD – PSL.

Podobnych przykładów jest więcej, a dzięki temu, że wiceminister Jan Bury dawał dobre posady nie tylko swoim kolegom, ale i protegowanym Waldemara Pawlaka, jego pozycja w partii rosła.

Jednak to z energetyką była związana najgłośniejsza afera z udziałem Jana Burego. Chodzi o słynną libację w Kazimierzu Dolnym w 2011 roku z udziałem wiceministra skarbu i szefów Elektrowni Kozienice. Na jaw wyszło, że pobyt tam kosztował państwową spółkę 15 tys. zł, a minister tłumaczył się nieprzekonująco, że było to spotkanie biznesowe. Gdyby nawet tak było w rzeczywistości – chociaż świadkowie zaprzeczali, aby goście prowadzili jakieś obrady, odbyła się tylko biesiada – to Jan Bury nie powinien w zasadzie w takim spotkaniu brać udziału.

– Elektrownia Kozienice była już wtedy spółką zależną poznańskiej grupy energetycznej Enea. Minister skarbu w praktyce może spotykać się z zarządem Enei, bo ta mu podlega. Ale już elektrownia pod względem prawnym wiceministrowi Buremu nie podlegała, więc nie wiadomo, jaki miał interes, aby spotykać się biznesowo z władzami elektrowni – mówi nam jeden z posłów PSL.

Być może odpowiedź na to dały wydarzenia z roku 2012, gdy w mediach pojawiły się informacje o interesach, jakie z Elektrownią Kozienice robił m.in. wspomniany wcześniej przyjaciel Jana Burego i partner biznesowy Zenon Daniłowski, który dostarczał do Kozienic w wielkich ilościach biomasę importowaną zza wschodniej granicy. Pisano także o bardzo zażyłych relacjach wiceministra Burego z zarządem elektrowni. W lipcu, kilka dni przed tym, jak sprawę elektrowni i wiceministra opisał „Newsweek”, Donald Tusk przyjął dymisję Jana Burego. Oficjalnie premier tłumaczył, że odejście Burego z rządu było przesądzone już po wyborach w 2011 roku, gdy został on szefem Klubu Parlamentarnego PSL. I podobno nie dało się tych funkcji już dłużej łączyć.

– Janek ma bardzo silną pozycję w partii, wielu kolegom imponuje jego biznesowa skuteczność, majątek. I nie jest przypadkiem, że na Podkarpaciu jest uważany za najbardziej wpływową osobę publiczną. Zapewniam, że i w skali krajowej trzeba by go umieścić bardzo wysoko na takiej liście – uważa były parlamentarzysta PSL.

Krzysztof Losz

Aktualizacja 7 czerwca 2013 (09:22)

Nasz Dziennik