logo
logo

Zdjęcie: arch. M.Buczek/ -

Bez leków i terapii

Sobota, 29 czerwca 2013 (02:04)

Aktualizacja: 29 czerwca 2013 (08:08)

Wielu nastolatków próbuje uciec od szarej rzeczywistości i codziennych problemów. Sięgają po różne środki, żeby poprawić sobie nastrój, nabrać pewności siebie… Szybko mija chwilowa przyjemność, a zaczyna się pustka i wszystko traci sens. Rodzice są często ostatnimi osobami, które dowiadują się o uzależnieniu syna lub córki. Trudno im przyjąć bolesną prawdę, że ten problem dotknął ich dziecka. Zaczynają więc szukać skutecznej pomocy. Takie wsparcie niesie wspólnota „Cenacolo”.

W mediach rzadko pojawiają się informacje o problemie narkomanii. Raczej niewielu z nas zainteresowanych jest skalą tego zjawiska. Najnowszy raport Biura ONZ ds. Narkotyków i Przestępczości ujawnia przerażające dane. Na świecie z powodu przedawkowania opiatów umiera rocznie nawet 250 tys. ludzi. W roku 2010 narkotyki zażywało 153-300 milionów osób w wieku od 15 do 64 lat.

W Polsce statystyki również nie są optymistyczne. Z badań wynika, że od narkotyków uzależnionych jest 40-60 tys. osób, a 300-400 tys. Polaków sięga po nie sporadycznie. Niepokoi fakt zdecydowanego obniżenia się wieku osób uzależnionych. Najczęściej zażywanymi narkotykami są: marihuana, amfetamina i jej pochodne oraz ecstasy. Na rynek trafiają też coraz nowocześniejsze środki, które są łatwo dostępne.

W naszym kraju na przestrzeni lat zmienił się obraz narkomanii. Nie jest to już tylko problem ludzi z marginesu społecznego. Pewnie nie zdajemy sobie sprawy z tego, że może on pojawić się także w naszym środowisku, a nawet najbliższym otoczeniu.

Przykładem jest nagłośniona przez media tragedia, która wydarzyła się w rodzinie pisarki Anny Fryczkowskiej. Jej nastoletni syn w Wigilię 2012 roku popełnił samobójstwo. Wcześniej leczony był na depresję. Jednak dopiero po jego śmierci matka odkryła, że brał marihuanę, która powodowała u niego silne stany lękowe.

Fryczkowska w wywiadzie dla jednego z tygodników mówiła, że miała do syna zaufanie, rozmawiała z nim, więc nie było powodów, żeby podejrzewać go o branie narkotyków. Ta sytuacja rodzi pytania: W jaki sposób rodzice powinni chronić swoje dzieci przed uzależnieniem? Co zrobić, żeby uniknąć takich dramatów?

Poczucie braku miłości

– Młodzi ludzie chcą odkryć swoje miejsce w świecie, który ich otacza. Poszukują więc nowych doświadczeń i przygód, ale nieświadomi są zagrożeń, jakie na nich czyhają – podkreśla ks. Wacław Grądalski, założyciel i opiekun polskiej gałęzi „Cenacolo”.

– To, jak w tym czasie poradzą sobie z różnymi problemami, zależy przede wszystkim od relacji w rodzinie. Rodzice, często pochłonięci przez pracę i obowiązki, nie poświęcają dziecku czasu, pozbawiając je tego, co najważniejsze. Cierpi ono wtedy z powodu braku miłości. Nieświadomie sięga po to, co pozornie daje szczęście, żeby tylko zaspokoić wewnętrzny ból – dodaje.

Podobnie było w życiu obecnie 26-letniego Karola. Zarówno jemu, jak i jego rodzeństwu od najmłodszych lat pod względem materialnym niczego nie brakowało. Rodzice, będąc lekarzami, wiele czasu spędzali jednak w pracy, chcąc zapewnić dzieciom wszystko, co potrzebne. Szczególnie ojciec rzadko bywał w domu, co powodowało, że Karol odczuwał brak relacji z nim. Chciał, żeby tata poświęcił mu swój czas, porozmawiał. Szukał więc akceptacji u starszych kolegów, chciał im zaimponować.

W gimnazjum zaczął po kryjomu palić papierosy, pić alkohol i uciekać z lekcji. Pod wpływem alkoholu czuł większą swobodę i pewność siebie. Równocześnie zaczął odchodzić od Boga. Nie widział sensu w modlitwie i chodzeniu do kościoła. Pogorszyły się też jego wyniki w nauce. Z roku na rok średnia była gorsza, choć wcześniej był dobrym uczniem. Dostał się jednak do liceum, gdzie w klasie zetknął się z grupą chłopaków, którzy brali marihuanę. Od razu do nich dołączył.

Niestety w nałóg wciągnął także swojego brata. Karolowi wydawało się, że narkotyk powoduje lepsze samopoczucie. Ale problemy z nauką się nie skończyły, a wręcz były jeszcze większe. Ktoś polecił mu wtedy amfetaminę. Spróbował i stwierdził, że jest bardziej skoncentrowany i potrafi uczyć się nawet przez całą noc. Nadrobił wszystkie zaległości.

– To był nowy środek, który mnie uzależnił i zabijał od środka. Już przez picie alkoholu i palenie marihuany stałem się egoistą, który dąży tylko do tego, żeby jemu było dobrze i przyjemnie. Myślałem, że życie właśnie na tym polega. Byłem całkowicie nieczuły na cierpienie moich rodziców, szczególnie mamy. Pamiętam, że w moim sercu nie było nadziei. Była tylko jedna wielka pustka, którą starałem się wypełnić życiem imprezowym. Doświadczałem głębokiego bólu egzystencjalnego, ponieważ nie wiedziałem, po co żyję – przyznaje Karol.

Z kolei 24-letni Ariel wspomina, że zawsze miał trudności w relacjach z innymi osobami. Od 10. roku życia zaczął sięgać po nieprzyzwoite filmy, a potem papierosy. Wydawało mu się, że takie życie jest piękne i daje wolność. Niebawem wciągnął go alkohol. Kiedy miał 16 lat, zaczął brać narkotyki. Pojawiły się konflikty z prawem. Relacje z rodzicami były coraz gorsze. Robił więc, co chciał, nie słuchając nikogo. Interesowały go jedynie alkohol, narkotyki, zabawa i dziewczyny.

– Moje życie poza tym nie miało już sensu. Chciałem uciekać w narkotyki i alkohol, bo nie myślałem wtedy o realnym życiu, tylko żyłem w jakimś innym świecie. Czułem się w nim bardziej akceptowany – opowiada Ariel.

Pierwszy sygnał: kłamstwo

Człowiek uzależniony stara się za wszelką cenę ukryć swój problem przed otoczeniem, a zwłaszcza przed najbliższymi.

Rodziców Ariela zaniepokoiło zachowanie syna. Często przychodził do domu tak zmęczony, że od razu szedł spać, a innym razem był nadmiernie pobudzony. Myśleli, że to może być skutek wypadku, ponieważ gdy miał 12 lat, został potrącony przez samochód. Kiedy pytali go, czy coś bierze, zaprzeczał. Od kolegi syna dowiedzieli się, że pali marihuanę, co potwierdził test.

– Problem stanowi wykrycie tego, że dziecko naprawdę bierze. Ono się wypiera, mówiąc, że jest zmęczone czy niewyspane. Rodzice przechodzą więc nad tym do porządku dziennego. Z nami było dokładnie tak samo. Nie chcieliśmy wierzyć, bo nie znaliśmy się na narkotykach i objawach uzależnienia. Nie braliśmy tego na serio – podkreśla pan Marian, ojciec Ariela.

Zarówno w życiu Karola, jak i Ariela nastąpiły momenty przełomowe, które doprowadziły do podjęcia próby zmiany dotychczasowego życia. Dla Karola było to doświadczenie choroby i śmierci taty. Wówczas dopiero, będąc już w klasie maturalnej, zwrócił się do Boga z prośbą o pomoc.

Natomiast rodzice Ariela, chcąc mu pomóc, musieli zadecydować się na bardzo trudny krok. Pewnego dnia nie wpuścili go do domu.

– Tyle razy obiecywał, że przestanie, ale ciągle było tak samo. A więc musiał się wyprowadzić, bo mamy jeszcze troje młodszych dzieci. Nie chcieliśmy, żeby patrzyły na kłótnie i awantury – mówi pani Iwona, mama Ariela.

Przygarnęła go babcia, ale wkrótce dziadek nie pozwolił mu spać w ich domu. Nie miał już nigdzie oparcia. Poszedł więc do kościoła, gdzie nie był już od długiego czasu, i przystąpił do spowiedzi.

– Modliłem się, zacząłem płakać i pytać Pana Boga, co mam robić. Nagle poczułem, że mam coś pod rękami. Spojrzałem i znalazłem różaniec. Nie wiem, skąd on tam się znalazł. Wiem, że to Pan Bóg dał mi ten znak. Zrozumiałem, jaka jest moja droga – mówi Ariel.

W „Cenacolo”

Wspólnota „Cenacolo” (z języka włoskiego – wieczernik) pomaga wyjść z nałogów wyłącznie przez nawiązanie głębokiej relacji z Bogiem oraz drugim człowiekiem, prowadzącej do przemiany i uzdrowienia wewnętrznego. Podstawą jest zaufanie Bożej Opatrzności, modlitwa, praca i przyjaźń. Każdy dzień rozpoczyna się wspólną modlitwą różańcową i rozważaniem Słowa Bożego przed Najświętszym Sakramentem.

Po śniadaniu wszyscy idą do pracy, według przydzielonych obowiązków. Przy domach często hoduje się zwierzęta, uprawia ogród, wytwarza różne przedmioty w stolarni, a także tworzy rzeźby, obrazy i różańce. W samo południe jest wspólny obiad, a później czas wolny. Następnie wszyscy wracają do swoich obowiązków.

W trakcie pracy odmawiana jest druga część Różańca, a wieczorem trzecia. Dzień kończy się rozważaniem Słowa Bożego i adoracją Najświętszego Sakramentu. Każdy przebywa we wspólnocie zazwyczaj 2 lub 3 lata, ale może też pozostać dłużej. Opuszczając „Cenacolo”, zaczyna budować swoje życie w świecie już jako człowiek wolny, ubogacony doświadczeniem miłości Boga, wspólnoty i wyposażony w wiele praktycznych umiejętności.

Osobie uzależnionej trudno jest podjąć stanowczą decyzję o wyjściu z nałogu. Karol i Ariel doświadczyli ogromnej walki wewnętrznej przed wstąpieniem do „Cenacolo”. Najpierw jeździli z rodzicami na tzw. kolokwia, czyli spotkania przygotowujące do wstąpienia.

Karol wspomina, że kiedy wstąpił do wspólnoty, doznał szoku, gdy zobaczył chłopaków w kaplicy klęczących przed Najświętszym Sakramentem i odmawiających Różaniec. Na początku brakowało mu papierosów, alkoholu, narkotyków, telewizji, komputera.

– W czasie jednej z adoracji zacząłem się modlić, mówiąc: „Boże, oddaję Tobie to wszystko. Teraz Ty działaj w moim życiu”. I poczułem bardzo silne uczucie Jego miłości i bliskości. Zrozumiałem, że tym, czego w życiu szukałem, a co próbowałem znaleźć w używkach i zabawie, jest Jezus Chrystus. Tylko On jest w stanie wypełnić moją życiową pustkę. Poczułem wielką wewnętrzną radość, bo wreszcie odkryłem sens. W moje życie powróciła nadzieja. Pierwszy raz od długiego czasu wyspowiadałem się i przyjąłem Chrystusa w Komunii Świętej. Moja wiara ożyła na nowo – dzieli się swoim świadectwem Karol.

Podkreśla, że we wspólnocie Jezus etapami uzdrawiał jego serce i uwalniał z wielu rzeczy. – Uczyłem się akceptować samego siebie i przyjmować prawdę o sobie. We wspólnocie byłem 4 lata. Dziś mogę powiedzieć, że jestem szczęśliwym człowiekiem – dodaje. Jego brat również dzięki wspólnocie wyszedł z nałogu.

Ariel wzbraniał się przed wstąpieniem do „Cenacolo”, ale w końcu doszedł do wniosku, że nie ma nic do stracenia. Tam jednak nie potrafił się odnaleźć. Po pół roku wyszedł ze wspólnoty i wrócił do domu. Rodzice wiedzieli, że nie mogą go przyjąć, bo dalej będzie to samo. Po rozmowie z nimi postanowił wrócić. Ta próba była potrzebna, bo jak sam przyznaje:

– Wiedziałem, że muszę to przetrwać, że muszę spróbować jeszcze raz. Zrozumiałem, że miałem wszystko, a tak naprawdę uciekając od problemów, pogrążałem się w nie jeszcze bardziej. Po powrocie odbywałem miesięczną karę, z nikim nie rozmawiałem, ale wtedy zacząłem modlić się sercem. I było mi łatwiej. To było moje zmartwychwstanie. Wiedziałem, że tylko Pan Bóg może mi pomóc. W „Cenacolo” odnalazłem prawdziwych przyjaciół, bezinteresowne wsparcie, odkryłem sens życia i stałem się prawdziwie wolnym człowiekiem, który dzisiaj jest szczęśliwy – podsumowuje Ariel.

Roztropna miłość

Rodzice dzięki spotkaniom i rekolekcjom organizowanym przez „Cenacolo” odkryli, co jest najważniejsze w relacjach z dziećmi.

– Takim głównym lekarstwem czy profilaktyką uzależnień jest miłość mądra i wymagająca. Ważna jest obecność obojga rodziców w procesie wychowania dziecka. Należy wspólnie spędzać czas, robić razem różne rzeczy. To łączy rodzinę i powoduje, że dzieci czują się dowartościowane, bo wiedzą, kim są – mówi pani Weronika.

Mama Ariela zwraca natomiast uwagę na potrzebę przekazania dzieciom wiary w Boga. Stwierdza, że dzięki wspólnej i wytrwałej modlitwie zarówno ona, jej mąż, jak i dzieci przetrwali ten trudny czas. Jest jeszcze jedna istotna sprawa, o którą należy zabiegać – to miłość pomiędzy małżonkami.

– Jedność małżonków daje dzieciom poczucie bezpieczeństwa. Kiedy rodzice są zgodni i kochają się, to dzieci, patrząc na nich, są szczęśliwe – dodaje pani Weronika.

Magdalena Buczek

Nasz Dziennik