logo
logo

Zdjęcie: R.Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Koncert skandalistki: wielka prowokacja?

Sobota, 21 lipca 2012 (06:55)

W czasach sowieckiego komunizmu walkę z religią prowadzono głównie w imię nauki i postępu. To nauka miała dowodzić, że Boga nie ma, a kult Matki Bożej i świętych to zabobon, który hamuje rozwój społeczny i cywilizacyjny. Wybrano naukę dlatego, że cieszyła się wówczas wielką estymą, zwłaszcza wśród tzw. ciemnego ludu, a postęp dlatego, że lud chciał żyć w coraz lepszych warunkach, tyle że na przeszkodzie miała stać religia. Propaganda liczyła więc na to, że Kościół osaczony z dwóch stron - przez naukę i postęp - wycofa się i podda. Nie poddał się, a nauka wkrótce dokonała swoistej samokrytyki i przestała być społeczną wyrocznią.

Również postęp okazał się wątpliwy, zwłaszcza w obliczu upadku całego systemu komunistycznego, nawracających kryzysów ekonomicznych i pogłębiającej się pustki duchowej.
Gdy z perspektywy PRL wydawało się, że prawdziwa wolność jest na Zachodzie, to dziś widać coraz wyraźniej, że i tam prowadzono walkę z Kościołem.

Sięgnięto jednak po inny środek, mniej wyrafinowany, ale za to coraz bardziej wpływowy i - co najważniejsze - trafiający głównie do ludzi młodych. Tym środkiem stała się popkultura, w tym głównie swoisty rodzaj muzyki rozrywkowej, którą wówczas określano mianem muzyki młodzieżowej, ponieważ jej twórcami i adresatem byli ludzie młodzi. Dzięki rozwojowi techniki popkultura stała się kulturą masową i masowym towarem, wielkim biznesem i wielką... propagandą. Piosenka mogła nie tylko poprzez słowo, ale również poprzez rytm i tonację, poprzez ubiór i gest wykonawcy, poprzez nazwę i tytuł - nieść przesłanie rewolucyjne, lewicowe, wręcz diabelskie. Mogło to być ukryte lub jawne.

Jeden z zespołów przełomu lat 60. i 70. nazywał się Black Sabbath - Czarny Sabat, co wcale nie przeszkadzało, aby zdobył nadzwyczajną popularność, za którą szły sława, olbrzymie zyski i... promocja satanizmu.

Nie łudźmy się, młodzi ludzie są jak gąbka, chłoną nie tylko dobro, ale i zło, zwłaszcza zło, gdy jest ono podane w atrakcyjnej i profesjonalnej oprawie. Kto policzy ofiary muzyki pop w jej wersji satanistycznej? A kto w młodości czymś nasiąknął, ten do tego wraca w późniejszym wieku i nawet nie wie, jak bardzo stał się ofiarą działania obrazów, symboli, treści podprogowych (podświadomych), które z dużym znawstwem, a nawet talentem były przygotowane i zaprezentowane.

Czy ktoś po latach zrobił remanent swoich poglądów i swoich gustów właśnie pod kątem światopoglądowym i ideologicznym, by odkryć, ile wbiło się w mózg poprzez niewinne zdawałoby się piosenki?

Pytania takie musimy sobie zadawać, gdy stoimy wobec zaplanowanego koncertu jednej z najgłośniejszych w świecie skandalistek, której już sam pseudonim dobrano w sposób perwersyjny. W naszym wypadku skandalem jest właściwie wszystko: występ w kraju tak katolickim jak Polska, data występu, a nawet godzina, drogocenna i święta dla każdego Polaka ze względu na rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego, które pochłonęło setki tysięcy ofiar.

Ktoś, kto zaplanował ten koncert, starannie dobrał wszystkie szczegóły, żeby uderzyć nas między oczy, prosto w mózg, żebyśmy nie wiedzieli, co się dzieje i o co chodzi albo przynajmniej byśmy skakali z radości, gdy ona bluźnić będzie przeciwko Bogu.

Projekt zaiste szatański. Gdy wybucha pożar, zbiegają się ludzie, ale w większości nie po to, żeby pomóc i ratować, ale żeby się gapić. Najtragiczniejsze będzie to, gdy na ten koncert przyjdą ludzie w dobrej wierze, chcąc się pobawić. Ludzie, którzy myślą, że wszystko można sprowadzić do zabawy albo że zabawa jest jedyną ucieczką od zła i nieszczęścia. Niestety, zło może być w zabawie, gdy człowiek poddaje się sprawdzonym przez magów i szarlatanów bodźcom wizualnym i słuchowym, które wyłączają myślenie, zabijając poczucie moralne i religijne. Na tym właśnie polega satanizm. W sukurs idzie technika z jej oszałamiającymi dźwiękami i błyskami.

Tu nie chodzi o pluralizm poglądów ani o różnorodność gustów, tu chodzi konkretnie o zniszczenie w nas wszystkiego, co pozwala zachować przytomność i sumienie. Wiemy, że taką rolę odgrywa właśnie chrześcijaństwo. Złamać najpierw raz, a potem drugi i kolejny, bez opamiętania, byśmy przestali wiedzieć, kim jesteśmy. Tu można, tu trzeba protestować i bojkotować ten koncert, bo jest on wyraźną prowokacją i obelgą, bezczelną i podłą.

Prof. Piotr Jaroszyński

Nasz Dziennik