logo
logo

Zdjęcie: R.Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Telewizja publiczna tabloidem?

Sobota, 2 listopada 2013 (03:00)

Złowrogi festiwal wokół pedofilii księży trwa nadal i nie widać końca. Uczestniczą w nim niemal wszystkie media – publiczne i komercyjne, drukowane i elektroniczne. Przedmiotem obecnej refleksji jest telewizja publiczna. Dlatego że telewizje komercyjne funkcjonują wyłącznie w oparciu o prawa rynku i najważniejsza dla nich jest „kasa”, a nie „misja”.

Natomiast telewizja publiczna jest na mocy ustawy zobowiązana do wypełniania powierzonej jej misji. Jest więc telewizją narodową, a nie prywatnym folwarkiem ludzi biznesu. Wynikają z tego faktu odpowiednie zadania i obowiązki.

Co obecnie najbardziej niepokoi w funkcjonowaniu telewizji publicznej?

Pars pro toto

Wyjątkowo groźnym chwytem, po który ostatnio TVP sięga coraz częściej, jest technika manipulowania typu „pars pro toto”, a więc w taki sposób przedstawia fakty i okoliczności, jakby pedofilia wśród księży była zjawiskiem masowym i szczególnie specyficznym dla tej grupy społeczeństwa w Polsce.

Obiektywnie oceniający sytuację dziennikarze twierdzą, że gdyby ktoś dziś przyjechał do Polski po latach nieobecności, odniósłby niechybnie wrażenie, że ponad 90 proc. polskiego kleru to zboczeńcy. Przy czym podkreśla się, że ta sama telewizja skutecznie wyciszała wypadki pedofilii z innych kręgów osób publicznych.

Uważna obserwacja programów telewizji publicznej pozwala stwierdzić nieukrywane wysiłki redaktorów, żeby eskalować napięcie w wypowiedziach na temat pedofilii wśród księży. Udziela się to telewidzom. W tym celu powtarzane są w jednej rozmowie najbardziej drastyczne opisy zachowań księży pedofilów. To już nie jest zwyczajne poinformowanie o wydarzeniu, lecz rozmyślne działanie o wyjątkowej sile perswazji.

Technika ta coraz częściej prowadzi do agresji słownej pod adresem spotykanych na ulicy księży, a nawet wobec kapłanów uczestniczących w procesji ulicami miasta. Wznoszone okrzyki „księża pedofile” wyrażają wrogość i nienawiść. A może o to chodzi nieodpowiedzialnym ludziom mediów w ich wyścigu o zdobycie największej liczby punktów w przeprowadzaniu publicznej egzekucji księży, których już dawno skazano, nie czekając na uczciwe śledztwo i sprawiedliwy sąd.

Państwo prawa?

Nawet wobec osób, które popełniły zbrodnie, stosuje się zasadę nieujawniania publicznie ich danych personalnych. Tymczasem w stosunku do duchownych, którzy są podejrzani o pedofilię, podaje się w TVP imiona i nazwiska, a także miejsce zamieszkania i pracy. Powstaje pytanie, kto zwolnił pracowników tej telewizji z respektowania standardów demokratycznego państwa.

Szczególnie żałosne jest ratowanie sytuacji poprzez faszerowanie widzów wypowiedziami „świadków” z kręgów przestępczych na Dominikanie, również spośród nieletnich sprawców wykroczeń. Pokazuje się ich wręcz jako rewelacyjnych świadków koronnych, licząc na naiwność polskich telewidzów. Jednocześnie prokuratorzy w Polsce oświadczają, że nie otrzymali z Dominikany żadnych dowodów.

Pogardliwe milczenie

W dwóch swoich wypowiedziach z ostatniej konferencji plenarnej biskupi polscy poinformowali opinię publiczną, że zostały opracowane wytyczne dotyczące postępowania w przypadku oskarżeń duchownych o pedofilię. W jasno sprecyzowanym „Stanowisku” biskupów padło słowo „przepraszamy” oraz zapewnienie, że nie ma żadnej tolerancji dla pedofilii. Dlatego w kontekście tych dokumentów natrętne atakowanie w telewizji publicznej ks. abp. Józefa Michalika po jego lapsusie językowym jest po prostu przejawem perfidnej małostkowości i wyjątkowo złej woli.

Obsesyjne nękanie księdza arcybiskupa ma dowodzić, że tylko telewizja publiczna ma rację. A naiwni widzowie biorą wszystko za dobrą monetę. Jednocześnie ta sama telewizja pomija milczeniem wspomniane wypowiedzi biskupów. Być może dlatego, że jest w nich zawarta krytyka mediów, w tym telewizji publicznej. Oto zarzuty, jakie stawiają biskupi:

u Grzechy niektórych duchownych wykorzystuje się do piętnowania całego środowiska Kościoła. Jednocześnie pomija się prawdę o ofiarnej pracy duszpasterskiej tysięcy księży.

u Sposób nagłaśniania w telewizji pedofilii narusza prawo do prywatności samych dzieci, a także osób trzecich, tzn. rodzin, szkół, parafii i ogółu duchownych.

u Emitowane są w telewizji publicznej programy, które wykazują charakter instruktażu w zakresie zachowań pedofilskich.

Już te trzy zarzuty wystarczą, żeby stwierdzić, że telewizja publiczna stoczyła się do poziomu prymitywnego tabloidu. Dlatego odnosi się wrażenie, że jej dziennikarze (poza nielicznymi wyjątkami) chcą po prostu zrobić na pedofilii księży karierę, wychodząc z założenia, że wszystkie chwyty są dozwolone, a w euforii ataków na Kościół da się przemycić nawet najbardziej niegodziwe działania. Potwierdza to znaną prawidłowość, że gdy w telewizji dominują wartości rynkowe, tam dla wartości podstawowych i dla misji nie ma już miejsca.

Niebezpieczne przeoczenia

W cytowanym „Stanowisku” Episkopatu podkreślono też negatywny wpływ pornografii dziecięcej w internecie, do którego mają dostęp dzieci i młodzież. Obsesja w tropieniu księży pedofilów widoczna szczególnie w telewizji publicznej przesłania to, co powinno się uwzględnić w twórczej debacie nad tym zjawiskiem. A niektóre rozmowy z zaproszonymi gośćmi przypominają magiel.

O uwzględnianiu konkretnych zjawisk pedofilii przypomniał Episkopat i mówi na ten temat okazjonalnie przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski. Niestety, głosy te są albo celowo pomijane, albo ośmieszane przez tych, których nie stać intelektualnie na sformułowanie poważnych argumentów.

Alarmujące są ostatnie badania na temat wpływu internetu na młodych ludzi. Oto prawie 80 proc. badanych licealistów i ok. 70 proc. gimnazjalistów stwierdza, że zostali zaatakowani w internecie. Ponadto co trzeci licealista i więcej niż co piąty gimnazjalista spotkali się z propozycją seksualną. Prawie 60 proc. badanej młodzieży ogląda w sieci filmy pornograficzne i spotyka się wtedy z wyjątkowo wulgarnym słownictwem. Badacze tych zjawisk z niepokojem podkreślają bardzo łatwy dostęp młodzieży do treści o tematyce erotycznej. Ale to jakoś nie znajduje zainteresowania ze strony TVP. Bo to się po prostu nie sprzedaje.

Należy jeszcze przypomnieć, że w świetle obowiązującego w Polsce prawodawstwa 15-letnie dzieci mogą być zatrudniane do produkcji filmów pornograficznych (!). Jak dotąd nie ma odważnych dziennikarzy, również w telewizji publicznej, którzy by podjęli ten temat i zajęli zdecydowane stanowisko. Asekurancka dewiza „lepiej się nie narażać” wyjaśnia wszystko. Natomiast hasło „przyłożyć czarnym” w obecnych warunkach najbardziej się opłaca, bo można sobie zdobyć względy dwóch środowisk, które teraz akurat bardzo się ożywiły i podały sobie dłonie – lewicy oraz różnej maści liberałów.

Wykorzystane katalizatory

Przy ocenie pedofilii należy dostrzec czynniki, które przyczyniają się do powstawania i rozwoju tego zjawiska. Często stają się one katalizatorem przedwcześnie rozbudzającym zainteresowanie erotyką i życiem seksualnym oraz kuszą ludzi mediów do zdobywania odpowiednich korzyści materialnych. Wskazuje się na trzy takie mechanizmy. Przede wszystkim cała machina kultury masowej może stanowić tego rodzaju katalizator, gdyż jej negatywny wpływ sprowadza się do dwóch najważniejszych czynników: kultura ta wznieca namiętności i jednocześnie ogranicza rozwój intelektu, który powinien kontrolować ich przebieg.

Do tego należy dodać niezawodną zasadę komercji w mediach, głoszącą, że życie ich konsumenta powinno być łatwe, lekkie i przyjemne. I wreszcie trzeci tego typu czynnik to sprawdzona prawidłowość, że w mediach najkorzystniej sprzedają się dewiacje. Natomiast popyt na nie wtedy osiąga szczyt, gdy występują razem z niedomaganiami życia religijnego. Dochodzi wtedy do głosu element sensacji i zafascynowania, który w wyobraźni człowieka stwarza iluzję chorego świata.

90 proc. mediów w Polsce jest w rękach środowisk lewicowych i liberalnych. Dlatego tym bardziej należą się słowa uznania wobec tych mediów, w których dziennikarze stali się autentycznymi sługami prawdy i obca jest im postawa najemnika. Zapewne mają świadomość, że w ten sposób realizują duchowy testament błogosławionego Jana Pawła II, niezawodnego przyjaciela ludzi mediów.

Ks. bp Adam Lepa, członek Rady ds. Środków Społecznego Przekazu Konferencji Episkopatu Polski

Aktualizacja 2 listopada 2013 (07:59)

Nasz Dziennik