logo
logo

Zdjęcie: K.Cegielska/ Nasz Dziennik

Z troską o dobro wspólne

Piątek, 10 stycznia 2014 (02:14)

Jest człowiekiem niezwykle pracowitym, a swoją działalność realizuje na rozmaitych polach. Wiele z nich można zdefiniować słowem: „polityka”, ale polityka rozumiana jako roztropna troska o dobro wspólne.

Jest to polityka leśna, polityka środowiskowa, polityka państwa. Ponadto jest dobrym nauczycielem akademickim i popularyzatorem wiedzy przyrodniczej, posiada własne laboratorium i pole doświadczalne.

Wybitny fachowiec, zawsze świetnie przygotowany merytorycznie do dyskusji. Działa racjonalnie, nie emocjonalnie, przez co naraził się chociażby grupom pseudoekologów z Doliny Rospudy czy Platformie Obywatelskiej. Tej ostatniej choćby za chęć uniezależnienia Polski w dziedzinie energii odnawialnej. Jan Szyszko działa szybko, załatwia sprawy od ręki, nie odkłada ich na później.

Nauczyciel i wychowawca

Od ponad 50 lat związany jest ze Szkołą Główną Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie. Wychował wiele pokoleń młodych ludzi, zaszczepiając w nich miłość do nauki, ale także do Ojczyzny.

– Profesor jako promotor wskazuje ciekawe ścieżki rozwoju, zwłaszcza interesujące tematy naukowe, takie, które są też w obszarze zainteresowań i działań państwa, ważne z punktu widzenia obecnego rozwoju gospodarki – mówi dr inż. Izabela Dymitryszyn z Samodzielnej Pracowni Oceny i Wyceny Zasobów Przyrodniczych SGGW.

Dodaje, że prof. Szyszko, będąc politykiem, orientuje się, co dzieje się w kraju, dlatego wie, co jest ważnym tematem do opracowania przez naukę i potrafi wskazać odpowiednie ścieżki badawcze. Jest założycielem dwóch studiów podyplomowych na SGGW – międzyuczelnianego studium podyplomowego oceny i wyceny zasobów przyrodniczych, którym kierował przez 11 lat, oraz kompensacji przyrodniczej Natura 2000. Ten kierunek zresztą propagował szerzej, doprowadzając do utworzenia podobnych studiów (polityka ochrony środowiska – kompensacja przyrodnicza) w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu przy kierunku politologia.

– Profesor prowadzi dydaktykę na kilku kierunkach studiów. Kształci leśników, studentów wydziału nauk o zwierzętach, architektury krajobrazu i gospodarki przestrzennej. Do swojej pracy podchodzi z wielkim zaangażowaniem. Poprzez dydaktykę zawsze stara się przekazywać studentom swoją wiedzę dotyczącą państwa, wartości przyrodniczych, ale także wartości narodowych, nie będąc obojętnym na to, co się dzieje w kraju – podkreśla dr inż. Izabela Dymitryszyn. – On jest nauczycielem w pełnym tego słowa znaczeniu – zaznacza wychowanka profesora.

Jan Szyszko ma w swoim dorobku popularnonaukowym ponad 230 książek, prac, publikacji naukowych z zakresu użytkowania zasobów przyrodniczych i ekologii. – Prowadzi wielką działalność popularyzatorską. Stworzył unikatowy program kompensacji przyrodniczej. Wydał podręcznik do tego przedmiotu – wylicza prof. Kazimierz Tobolski z Zakładu Biogeografii i Paleoekologii Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu.

Pracownia w Tucznie

Jan Szyszko, myśląc o badaniach naukowych, ale także miejscu rozwoju studentów, w latach 80. założył własny obiekt badawczy w miejscowości Tuczno, nieopodal Wałcza. Od początku profesor nieprzerwanie prowadzi tam badania, obserwując procesy sukcesji na terenach porolnych, procesy przyrodnicze na terenach zdegradowanych działalnością rolniczą, a także sukcesje na terenach leśnych.

– Temu służy teren otwarty zwany Krzywdą, a także teren Lasów Państwowych. Tu profesor założył powierzchnie badawcze z zakresu pojawiania się szkodników pierwotnych lasu na faunie biegaczowatych – zaznacza dr inż. Izabela Dymitryszyn.

Oczywiście liberalna prasa wielokrotnie rozpowszechniała mity, jakoby profesor posiadał wielkie hektary ziemi w Tucznie i czerpał z nich jakieś profity.

– Profesor z posiadania tej ziemi nie czerpie żadnych korzyści. Na pewno nie korzysta z żadnych unijnych dotacji. Przyjeżdżają tam studenci, prowadzą badania, nic za to nie płacą. Profesor udostępnia im swoje tereny. Zresztą każdy mógł tę ziemię kupić, ale nikt nie chciał, bo to były grunty zdegradowane i nieużytki – zaznacza Artur Michalski ze Stowarzyszenia na Rzecz Zrównoważonego Rozwoju Polski.

Dzięki założeniu stacji badawczej Jan Szyszko jest bardzo poważany wśród lokalnej społeczności. Dla Tuczna jest to bowiem duża nobilitacja.

– W związku z prowadzonymi przez profesora badaniami w Tucznie odbyło się kilkanaście międzynarodowych sympozjów. Organizowane były międzynarodowe warsztaty klimatyczne, w których wzięło udział ponad 200 obcokrajowców – podkreśla Jan Krzyszkowski, emerytowany nadleśniczy Nadleśnictwa Tuczno.

– Cały czas przyjeżdżają tu naukowcy, którzy w świecie ekologii, tej naukowo pojmowanej, zajmują niezwykle wysokie pozycje. To wszystko składa się na to, że profesor robi doskonałą robotę. A ci, którzy tu przyjeżdżają, poznają Tuczno, jego nieprawdopodobne walory klimatyczne, piękno lasów, jezior – zaznacza z dumą Krzyszkowski.

Jak dodaje, dzięki inicjatywie profesora w Tucznie powstała wieża klimatyczna. Jest na niej zainstalowana aparatura badająca przepływ dwutlenku węgla w lesie. – Niesamowita sprawa. Jesteśmy jednym z nielicznych krajów w Europie, które robią takie pomiary dotyczące szkodliwości dwutlenku węgla, ocieplania się klimatu itd. – przyznaje Jan Krzyszkowski.

Obrona lasów

Profesor Jan Szyszko odnalazł się w działaniu na rzecz dobra wspólnego także zasiadając w ławach poselskich i ministerialnych. W tej działalności jedną z jego najważniejszych cech jest bezkompromisowość, ale i siła przekonywania. – On jest leśnikiem, ale dodatkowo patrzy na sprawę z kilku punktów widzenia – również od strony politycznej, gospodarczej. Jego oczkiem w głowie są lasy – przekonuje prof. Kazimierz Tobolski.

Pierwszy raz problem prywatyzacji Lasów Państwowych pojawił się wtedy, kiedy prof. Szyszko był ministrem ochrony środowiska, zasobów naturalnych i leśnictwa za rządów AWS.

– Powiem może mało dyplomatycznie, ale wyleciał z rządu za to, że bronił Lasy Państwowe przed prywatyzacją, a zakusy na to już wówczas były olbrzymie – mówi Jan Krzyszkowski. Zdołał jednak przekonać rząd Buzka, by zrezygnował ze swoich planów, i Lasy pozostały państwowe, choć nie wszystkim się to podobało.

Przy kolejnej próbie – tym razem rządu PO – PSL – włączenia Lasów do sektora finansów publicznych, co mogło doprowadzić do prywatyzacji Lasów, Jan Szyszko zainicjował akcję zbierania podpisów w obronie wspólnego dobra Polaków. Ponownie zastopował zakusy na Lasy. Obecnie sytuacja znów robi się niebezpieczna, co po raz kolejny zmusza profesora do działania.

– Cały czas kwestia prywatyzacji Lasów Państwowych jest w centrum uwagi. Profesor Jan Szyszko jako poseł i jako leśnik trzyma rękę na pulsie, żeby jakiekolwiek zakusy na prywatyzację Lasów w porę nagłaśniać, by nigdy to nie nastąpiło. Dobrze wie, że chodzi przede wszystkim o bezpieczeństwo ekologiczne kraju, że lasy pracują na naszą gospodarkę, a także jak ogromne znaczenie ma ogólna dostępność lasów dla całego społeczeństwa – wyjaśnia Jan Krzyszkowski.

Rospuda

Kiedy w 2006 roku minister Jan Szyszko wydał decyzję o środowiskowych uwarunkowaniach realizacji obwodnicy przecinającej Dolinę Rospudy, naraził się niezorientowanej części społeczeństwa będącej pod wpływem pseudoekologów.

– Nie było żadnych faktycznych przeciwwskazań w tej sprawie, jeśli chodzi o ekologię. Przebieg przez Dolinę Rospudy miał być taki, by nie naruszać żadnych zasobów przyrodniczych, torfowisk. Metoda budowy miała być zupełnie nieinwazyjna. Obwodnica miała przebiegać estakadą, która nie miałaby żadnego wpływu na to, co tam się dzieje. To, co się tam rozpętało, to oczywiście było uderzenie typowo polityczne, na pewno nie merytoryczne – podkreśla Artur Michalski.

Jak dodaje prof. Tobolski, Dolina Rospudy jest dobrze zachowanym obiektem właśnie dzięki wpływom antropogenicznym, czyli działalności człowieka. Profesor Szyszko znakomicie zna ten teren i wszelkie jego uwarunkowania, tam również organizuje zajęcia dla studentów.

Promotor energii odnawialnej

Profesor Jan Szyszko jest zwolennikiem i propagatorem innowacji w zakresie polskich odnawialnych źródeł energii jak np. biomasa i geotermia. W swojej publicznej działalności już jako poseł opozycji przestrzegał przed przyjęciem wynegocjowanego rząd PO – PSL szkodliwego dla Polski pakietu klimatyczno-energetycznego blokującego własne zasoby energetyczne, jak węgiel kamienny, brunatny czy geotermia, a uzależniającego naszą Ojczyznę od zewnętrznych dostaw energii. Dbałość o energię odnawialną wynika z troski o zrównoważony rozwój Polski. Profesor jest jednym z założycieli Stowarzyszenia na Rzecz Zrównoważonego Rozwoju Polski powstałego w maju 2000 roku.

– Przez zrównoważony rozwój profesor rozumie optymalny rozwój gospodarczy z poszanowaniem wszelkich zasobów i prawa – wyjaśnia Artur Michalski.

– Będąc ministrem, dostrzegł, że jednym z najlepszych odnawialnych źródeł energii, które możemy eksploatować, jest geotermia, dlatego wspierał wszelkie geotermie, nie tylko ośrodek toruński – podkreśla Michalski, dodając, że działanie to miało także na celu osiągnięcie przez Polskę odpowiedniego poziomu udziału odnawialnych źródeł energii w bilansie energetycznym (20 proc. do 2020 r.). Jest to także najmniej inwazyjne źródło, jeśli chodzi o przyrodę. – Nie powoduje żadnego zachwiania równowagi przyrodniczej, środowiskowej czy biologicznej – zaznacza Artur Michalski.

– To jest czysta energia, niczym nie jest zabrudzona, niczemu nie szkodzi. Ale to oczywiście może być duża konkurencja dla tych, którzy handlują ropą, gazem. I tu jest pies pogrzebany, dlaczego decydujący się na geotermię mają takie kłopoty – mówi prof. Kazimierz Tobolski.

Profesor Jan Szyszko jako naukowiec i polityk ma odwagę nazywać rzeczy po imieniu i dążyć do realizacji celów, dzięki którym Polska mogłaby zyskać niezależność energetyczną i optymalnie się rozwijać. W swojej działalności świadczy o tym nieustannie.

Katarzyna Cegielska

Aktualizacja 10 stycznia 2014 (08:32)

Nasz Dziennik