logo
logo

Zdjęcie: premier.gov.ru/CC BY 3.0/ Wikipedia

Megalomania dyktatora

Sobota, 25 stycznia 2014 (02:17)

Rosja to kraj symboli. Pięknej formie zawsze przydawano tutaj większe znaczenie niż sensownej i rozumnej treści. Dążenie do porażenia wyobraźni i tak zatwierdzi się samo – to narodowa linia rosyjska.

Dlatego władza, rekrutowana z nizin narodowych, zawsze miała pociąg do wspaniałych projektów i mydlenia oczu. Jeżeli jest możliwość i nie brakuje sił ani środków, budują coś wielkiego, jeżeli nie ma – to udają, że zbudowali. Tak było z utworzeniem imperium i „potiomkinowskimi wsiami”, „trzecim Rzymem” i roszczeniami do światowego przywództwa, wspaniałymi planami pięcioletnimi i elektryfikacją Rosji, zagospodarowaniem ugorów i planami zmiany biegu rzek syberyjskich, realnymi sukcesami w kosmosie i pozornymi sukcesami socjalizmu.

Po katastrofie komunizmu Rosja przez pewien czas próbowała znaleźć rozsądny sposób na utrzymanie swojej przyszłości. W 2000 roku z dojściem do władzy prezydenckiej Władimira Putina z tymi próbami skończono raz na zawsze. Rosja zaczęła powoli osuwać się w swoją dobrze znaną przeszłość. Znów zaczęły być modne wielkopaństwowa pycha i państwowy paternalizm. W polityce zagranicznej uzyskały przewagę idee przeciwstawiania się Zachodowi, a w polityce wewnętrznej – sakralizacja władzy i poniżanie społeczeństwa. A co normalne, upadkowi i degradacji potrzebny był symbol sukcesu i rozkwitu, symbol dumy i potęgi. Zwycięstwo w wojnie z Gruzją w 2008 roku było wykorzystywane właśnie w takim charakterze, lecz był to nieprzekonywający symbol sukcesu, ponadto zatruty przez oskarżenia o agresję i kolejną aneksję terytorium gruzińskiego.

Zimowe igrzyska w tropikach

Symbolem zwycięstwa putinowskiej polityki i uznania tego faktu przez społeczność międzynarodową miała stać się zimowa olimpiada 2014 w Soczi. Na tę kartę postawiono wiele: kolosalne pieniądze, prestiż prezydenta, ryzyko społecznego niezadowolenia, niebezpieczeństwo terroryzmu, a nawet korektę obowiązującego ustawodawstwa specjalnie pod olimpiadę.

Ale przy całym ryzyku i niebezpieczeństwie olimpiada ma jedną szalenie pociągającą dla jej organizatorów cechę: możliwość ukradzenia części pieniędzy wydzielonych z budżetu państwowego na budowę obiektów olimpijskich. Z niezależnego raportu ekspertów Borysa Niemcowa i Leonida Martyniuka „Zimowa olimpiada w subtropikach” wynika, że ponad 50 mld dolarów USA wydzielonych na olimpiadę przywłaszczono sobie w wyniku kradzieży bezpośredniej, a w następstwie korupcji od 25 do 30 miliardów. Te pieniądze trafiły do kieszeni i na rachunki wykonawców budowlanych i skorumpowanych urzędników, a zarówno jedni, jak i drudzy to najbliższe otoczenie Władimira Putina. Autorzy raportu piszą, że olimpiada w Soczi to „bezprecedensowa złodziejska afera, w którą wplątani są zarówno przedstawiciele putinowskiej władzy, jak i zbliżeni do niej oligarchowie. Skali tej afery nie można porównać z ryzykownym przedsięwzięciem Nikity Chruszczowa dotyczącym obsiania kukurydzą rosyjskiego Koła Podbiegunowego czy z projektem komunistów zawrócenia rzek syberyjskich poprzez zmianę ich biegu”.

Drożej niż na Marsa

W 2007 roku w Gwatemali, kiedy Międzynarodowy Komitet Olimpijski wybierał miejsce na zimową olimpiadę 2014 roku, Władimir Putin, który osobiście przyjechał lobbować za interesami Rosji, wywołał szok wśród obecnych tam specjalistów gotowością wydania na olimpiadę w Soczi astronomicznej sumy 12 mld dolarów. Dla porównania: na poprzednią zimową olimpiadę, w Vancouver, wystarczyło 6 mld dolarów. Taka hojność Putina poraziła MKOl!

Zrozumiałe jest, dlaczego początkowa wartość olimpiady wzrosła ponad cztery razy – apetyt rośnie w miarę jedzenia! Pełna bezkarność przyjaciół Putina w kradzieży budżetowych pieniędzy regularnie doprowadzała do wzrostu wydatków na budowę obiektów olimpijskich. Skala korupcji poraża. 48-kilometrowa droga samochodowa i kolejowa od portu lotniczego w Soczi do olimpijskich obiektów w Czerwonej Polanie kosztowała 9,5 mld dolarów. To trzy i pół razy więcej niż wartość całego amerykańskiego programu ekspedycji na Marsa i eksploatacji sondy kosmicznej Curiosity.

Monstrualne wydatki to bynajmniej nie jedyny przejaw olimpijskich ambicji Putina. Zdaniem wielu ekologów, przy budowie obiektów infrastruktury otaczającej je przyrodzie wyrządzono znaczne szkody ekologiczne. Ma się rozumieć, żadnego dochodzenia w tej sprawie nie było i nikt za to nie został ukarany.

Inną ofiarą olimpiady stały się bezdomne zwierzęta. Ich ilość istotnie wzrosła w ostatnich czasach właśnie w związku z masowym burzeniem prywatnych domów i budową w tym miejscu obiektów olimpijskich. Władze Soczi zdecydowały, że do przyjazdu zagranicznych gości na ulicach nie ma prawa być błąkających się zwierząt domowych. W związku z tym, że do olimpiady pozostało już niewiele czasu, administracja miejska zdecydowała się nie rozczulać i wybrała najszybszy sposób – wytępienie zwierząt. W internecie ogłoszono odpowiedni konkurs. Zwycięzca przetargu „na realizację prac związanych z odłowem, selekcją i utylizacją pozbawionych nadzoru zwierząt (psów i kotów)” powinien odłowić 2028 zwierząt w centralnym okręgu miasta w okresie od 2013 do 2015 roku. Na te cele przeznaczono 1,7 miliona rubli. Obrońcy zwierząt i mieszkańcy miasta protestowali, lecz władze wcale nie liczą się z opinią społeczeństwa.

Ofiarą olimpiady stało się również prawodawstwo rosyjskie. Przed rozpoczęciem budowy obiektów olimpijskich przyjęto specjalne prawo pozwalające w uproszczonym trybie burzyć prywatne domy mieszkalne w miejscu przyszłej budowy obiektów olimpijskich. Prawo dotyczyło wyłącznie okręgu wielkiego Soczi. W 2012 roku przyjęto „jednorazowe” prawo regulujące „właściwości sprzedaży i ustalania cen na karty wstępu na udział w przedsięwzięciach i ceremoniach sportowych XXII Olimpijskich Igrzysk Zimowych, XI Paraolimpijskich Igrzysk Zimowych 2014 roku w Soczi”. Przyjęcie takich praw narusza zasadę jednakowych praw i równości wszystkich obywateli wobec prawa. Ale przestrzegania przepisów prawa władza nie uważa za coś istotnego, jeżeli w grę wchodzi przeprowadzenie olimpiady.

Blokada

W sierpniu 2013 roku Władimir Putin wydał dekret o „stosowaniu wzmocnionych środków bezpieczeństwa” na olimpiadzie. Zgodnie z tym dekretem Soczi podzielono na różne strefy. W jednych zezwala się na wstęp „osób fizycznych i środków transportu” pod specjalną kontrolą policji. W innych dostęp ludzi i samochodów dozwolony jest jedynie „według służbowej lub produkcyjnej konieczności”. Od 7 stycznia 2014 roku wjazd do Soczi i ruch po mieście jest zabroniony dla wszystkich samochodów oprócz nadzwyczajnych służb operacyjnych, samochodów posiadających specjalną akredytację i należących do mieszkańców miasta. Na czas olimpiady zamyka się przestrzeń powietrzną nad Soczi, ogranicza się pływanie po należącym do miasta akwenie wodnym Morza Czarnego. Ogranicza się przekraczanie granicy przez znajdujący się opodal abchaski odcinek granicy rosyjsko-gruzińskiej. Wprowadzone środki bezpieczeństwa faktycznie wprowadzają w Soczi blokadę miasta z obowiązującym w nim stanem wyjątkowym.

Oddzielną sprawą olimpijskiej megalomanii jest przyszłość budynków sportowych. Po zakończeniu olimpiady nie będą one nikomu potrzebne. W podzwrotnikowym Soczi nikt nie zajmuje się zimowymi konkurencjami sportowymi. Lecz gdyby nawet zajmował się i areny sportowe były bez przerwy zajęte na zawody, nie uratowałoby to sytuacji. W wielkim Soczi mieszka 450 tys. osób. Ilość miejsc na widowni na obiektach olimpijskich wynosi 200 tysięcy. Oczywiście, że trybuny będą stać puste, stadiony nie będą na siebie zarabiać – nie pokryją nawet samych tylko kosztów eksploatacyjnych i cała infrastruktura olimpijska stopniowo się rozpadnie.

Krok ku przepaści

Władimira Putina mało to interesuje i nie wzbudza w nim żadnych emocji. Dla niego olimpiada jest interesująca jako uroczysty proces, w którym będzie brał udział. I nieważne, ile to będzie kosztować i jakie będą tego skutki. Dla niego istotne jest, by wszystko poszło dobrze i było na najwyższym poziomie. Właśnie dlatego, obawiając się bojkotu igrzysk olimpijskich przez czołowych polityków zachodnich, pospieszył się z uwolnieniem z więzień figurantek sprawy Pussy Riot, ekologów z Arctic Sunrise i Michaiła Chodorkowskiego. Szeroki gest miłującego pokoju lidera w oczekiwaniu na wspaniałe święto sportowe!

Olimpiada jest ważna dla Władimira Putina jako tryumf jego polityki, a możliwe że również jako tryumf jego własnej woli. Wydaje się, że igrzyska olimpijskie w Soczi mają dla Putina takie samo znaczenie, jakie miała olimpiada w 1936 roku w Berlinie dla Adolfa Hitlera. Główny niemiecki nazista też uważał igrzyska za tryumf swojej „miłującej pokój polityki zagranicznej” i świadectwo uznania przez cały świat wybitnych politycznych i sportowych osiągnięć narodowosocjalistycznej rewolucji w Niemczech. Sukces ten okazał się efemeryczny i po dziewięciu latach wspaniały tryumf przekształcił się w druzgocącą porażkę. Lecz kogo i czego uczy historia?

 

Aleksandr Podrabinek

Nasz Dziennik