logo
logo

Zdjęcie: M.Borawski/ Nasz Dziennik

Dlaczego zlikwidowano WSI

Poniedziałek, 3 lutego 2014 (02:10)

Od kilku tygodni opinia publiczna zarzucana jest informacjami na temat rzekomych przestępstw, które miał popełnić Antoni Macierewicz w czasie weryfikacji żołnierzy Wojskowych Służb Informacyjnych. Media oskarżały przewodniczącego Komisji Weryfikacyjnej o kolejne niegodziwości, łącznie ze „zdradą stanu”. Partia Janusza Palikota zaproponowała nawet powołanie sejmowej komisji śledczej, projekt poparł SLD. Obserwując te niespokojne harce obrońców WSI, można odnieść wrażenie, że czas cofnął się o kilkanaście lat, prawie do lat PRL.

WSI nigdy nie miały dobrej marki, nawet w środowisku obecnych obrońców. Były one wielokrotnie oskarżane o liczne nieprawidłowości, złą pracę, zaniechania w ochronie bezpieczeństwa państwa. Wystarczy przypomnieć sejmową dyskusję z 2003 roku, kiedy posłowie omawiali ustawę dotyczącą tej służby.

Nawet dla PO: „haniebne, szkodliwe i zdradzieckie”

W trakcie debaty padały pod adresem WSI najcięższe oskarżenia. W dodatku nie formułowali ich jedynie posłowie PiS i ROP, ale również parlamentarzyści Platformy Obywatelskiej.

Nieżyjący już poseł Konstanty Miodowicz wprost mówił o infiltracji kadry WSI i sugerował zdradę: „Służby wojskowe III Rzeczypospolitej okazały się podatne na zmasowaną infiltrację kadry przez obce, w tym wrogie służby wywiadowcze. Niektóre przypadki ilustrujące ten stan rzeczy bulwersują i napawają lękiem. Wśród przestępstw wobec Rzeczypospolitej Polskiej niełatwo wyobrazić sobie bardziej haniebne, szkodliwe i zdradzieckie”.

Miodowicz wskazał również na liczne nieprawidłowości w pracy WSI. Według parlamentarzysty PO nieprawidłowości dotyczyły np. „kryminalizacji części kadry oficerskiej”, procederu nielegalnego handlu bronią, wprowadzania w błąd cywilnych przełożonych – w tym również premiera i prezydenta, dezinformowania innych służb operacyjno-informacyjnych. Natomiast Jan Olszewski przypomniał wtedy, że szczytowym wykwitem działalności wojskowych służb specjalnych była instytucja Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego. Antoni Macierewicz pytał: „Dlaczego wobec służby, która zapisała się w dziejach Polaków, narodu i państwa polskiego chyba najgorzej ze wszystkich służb sowieckich, nie podjęto żadnego zabezpieczenia, by sowiecka agentura i ludzie, którzy są odpowiedzialni za nieszczęścia Polski, nie pełnili dalej wysokich funkcji w Wojskowych Służbach Informacyjnych niepodległego państwa polskiego?”.

Warto również przypomnieć, że o konieczności przeprowadzenia zmian w WSI mówili także inni posłowie PO – Paweł Graś i Jan Rokita. W zasadzie jedynym konsekwentnym i jawnym obrońcą WSI był SLD, i to głównie część związana z urzędującym wtedy prezydentem Aleksandrem Kwaśniewskim. Ówczesnym szefem tych służb był Marek Dukaczewski, który przed objęciem tej funkcji był wiceszefem prezydenckiego Biura Bezpieczeństwa Narodowego.

Podporządkowani Moskwie

WSI zasłużyły na taką opinię, chociaż powstały w 1991 roku, to przez lata III RP nie przeszły gruntownej zmiany, a kadra żołnierska, która jeszcze w latach 80. walczyła z zagrożeniem NATO, kończyła kursy w Moskwie, ścigała solidarnościową opozycję i ograniczała wpływy „reakcyjnego” Kościoła katolickiego w środowiskach wojskowych, mogła bez przeszkód przejść do nowej struktury – WSI. Ta nowa służba utworzona została z komunistycznego wywiadu i kontrwywiadu wojskowego. W czasach PRL pion kontrwywiadu, funkcjonujący w ramach Wojskowej Służby Wewnętrznej, oraz pion wywiadu, czy Zarząd II Sztabu Generalnego Ludowego Wojska Polskiego, były ściśle związane z sowieckimi służbami. Żołnierze wywiadu wojskowego PRL realizowali zadania na rzecz Moskwy. Kończyli sowieckie kursy. Jednym z nich był także Marek Dukaczewski, choć sam tłumaczył, że było to tylko „dwumiesięczne seminarium”.

Przy WSW funkcjonowali oficjalni rezydenci KGB. Mogli oni swobodnie kontaktować się ze wszystkimi oficerami WSW. Taka sytuacja sprzyjała pozyskiwaniu przez KGB i inne sowieckie służby współpracowników z grona oficerów WSW i zwykłej kadry wojskowej. WSW miała ograniczone możliwości, była odpowiedzialna za ochronę jednostek LWP. W czasach PRL za współpracę z sowieckimi służbami specjalnymi nie groziły żadne sankcje, wręcz przeciwnie. Dobre kontakty z „radzieckimi” mogły przyspieszyć karierę każdego oficera. Rezydentura KGB funkcjonowała do stycznia 1990 roku, czyli jeszcze w okresie funkcjonowania rządu Tadeusza Mazowieckiego. Ostatnim sowieckim rezydentem był gen. Aleksander Fomin. Za czasów ostatniego szefa WSW – gen. Edmunda Buły wiele akt WSW zostało zmikrofilmowanych i przekazanych KGB.

Część oficerów, którzy po 1990 roku znaleźli się w WSI, przeszło szkolenie w moskiewskiej akademii KGB i na kursach GRU. Warto podkreślić, że ta wiedza nie była tajemnicą dla nowych elit politycznych III RP. Informacje o ścisłej współpracy elity WSI z sowieckimi służbami specjalnymi pojawiły się już na początku lat 90. w raporcie komisji Janusza Okrzesika, która badała działalność WSW w czasach PRL. Jeszcze w 2006 roku w WSI służyli żołnierze, którzy przeszli takie szkolenie. Prawdziwym skandalem III RP było to, że przez lata nie podjęto decyzji o odsunięciu ich od wpływu na bezpieczeństwo państwa.

Wpływy w wojsku, finansach i mediach

Jedynym wyjątkiem był rząd premiera Jana Olszewskiego, który podjął pierwszą próbę zlikwidowania imperium WSI. Wprawdzie była to próba nieudana, ujawniła siłę tej struktury. Sam premier Olszewski w późniejszym wywiadzie mówił: „Jeżeli chcemy mieć pełną władzę nad naszymi służbami specjalnymi, to musimy mieć pewność, że kierownictwo tych służb gwarantuje lojalność”. Wskazał również, że służbami tymi dowodzili ludzie „szczególnego zaufania” ze strony Moskwy: „Kreml bardzo starannie dobierał ludzi do tych służb. Po puczu Janajewa okazało się, że właśnie w strukturze WSI są bardzo słabe punkty”.

Ministrowie premiera Olszewskiego wskazywali, że „w wojsku istnieje niejawna postkomunistyczna struktura, mająca zasoby finansowe i wpływy w prasie”.

Ta ocena z początku lat 90. została potwierdzona kolejnymi aferami, skandalami. O kolejnych nieprawidłowościach wokół WSI było głośno przez dwie dekady, informowali o nich opozycyjni posłowie i media: nielegalny handel bronią, afera tuszowania sprawy Oleksego, nieprzekazanie do IPN niektórych archiwaliów, afera paliwowa i Orlenu, afera FOZZ czy w końcu wpływ na życie polityczne. Jednak pomimo takiej wiedzy kolejne rządy, aż do 2006 roku, nie zdecydowały się naruszyć wpływów imperium WSI. Dlatego decyzja o likwidacji WSI była konsekwencją festiwalu kolejnych skandali wokół tej służby.

Zamiast szukać szpiegów, inwigilowali opozycję

Warto również wskazać, że WSI odnosiły bardzo mizerne efekty w pracy kontrwywiadowczej. To Urząd Ochrony Państwa aresztował w 1999 roku siatkę emerytowanych oficerów wojskowych służb specjalnych, których oskarżano o szpiegostwo na rzecz Związku Sowieckiego i Rosji. Główny podejrzany ukończył w latach 80. kurs w Moskwie, zarzucono mu przekazywanie Rosjanom tajnych dokumentów. O skali tego zjawiska świadczy fakt, że zatrzymano byłego szefa placówki kontrwywiadu WSW i WSI w Łodzi, również pozostali aresztowani oficerowie należeli do elity wojskowych służb specjalnych. Były to więc osoby ze ścisłego kierownictwa tych służb.

Z drugiej strony WSI zajmowały się z wielką werwą inwigilacją dziennikarzy i posłów opozycji, zwłaszcza tych postulujących reformę służb wojskowych. Już w latach 90. niektóre media sygnalizowały ten problem. Jednak dopiero raport Antoniego Macierewicza z weryfikacji WSI ujawnił dokumenty z tych operacji. Udowodnił, że wojskowe służby specjalne przekroczyły swoje uprawnienia i inwigilowały swoich przeciwników politycznych. „Wiodącym” podejrzanym był Józef Szaniawski, który opublikował cykl artykułów na temat katastrofalnej sytuacji w wojskowych służbach specjalnych. WSI wobec autorów tych publikacji podjęły wiele działań operacyjnych. Mimo że był to rok 1992, to oficer WSI uzasadniał podjęcie tych czynności językiem czasów PRL: „Artykuły o WSI zamieszczane w czasopismach mają wspólne cele, a mianowicie: ukazanie WSI jako organizacji skompromitowanej, nomenklaturowej, zdradzieckiej, niesłużącej interesom Polski; lansowanie opinii, że WSI są strukturą niekompletną, zdegenerowaną i niezdolną do działań wywiadowczych i kontrwywiadowczych; wykazanie, że WSI są agendą służb specjalnych byłego Związku Radzieckiego”.

Takich przykładów inwigilacji opozycji z lat 90. jest dużo, choćby operacja „Szpak”, dotycząca Radosława Sikorskiego, który obecnie odnalazł się w chórze obrońców WSI.

Raport Antoniego Macierewicza potwierdził tylko bezhołowie w tej służbie i nieprzecięte związki z Moskwą. Natomiast sytuacja, w której duża część polityków, mediów, urzędników domaga się rozliczenia przewodniczącego Komisji Weryfikacyjnej, dowodzi tylko, że wpływy żołnierzy WSI, pomimo zlikwidowania tej służby, są nadal olbrzymie.

Piotr Bączek

Nasz Dziennik