logo
logo

Zdjęcie: / Inne

Aż do ofiary życia

Sobota, 1 marca 2014 (02:09)

Co pewien czas zabierają kogoś. Nadchodzi mój termin. Jestem zupełnie spokojny. Gdy będą mnie zabierać, to ostatnie moje słowa do kolegów będą: cieszę się, że będę zamordowany jako katolik za wiarę świętą, jako Polak za Ojczyznę i jako człowiek za prawdę i sprawiedliwość. Wierzę bardziej niż kiedykolwiek, że Chrystus zwycięży, Polska niepodległość odzyska, a pohańbiona godność ludzka zostanie przywrócona„ – pisał w jednym z ostatnich grypsów z celi śmierci ppłk Łukasz Ciepliński, prezes IV Zarządu Głównego Zrzeszenia ”Wolność i Niezawisłość„.

Jego ”termin nadszedł„ 1 marca 1951 roku, kiedy wraz ze swoimi sześcioma oficerami: kpt. Józefem Batorym, por. Franciszkiem Błażejem, por. Karolem Chmielem, por. Mieczysławem Kawalcem, mjr. Adamem Lazarowiczem i ppor. Józefem Rzepką, został zamordowany z wyroku komunistycznego sądu.

W rocznicę tej zbrodni już po raz czwarty obchodzimy święto państwowe – Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych, ustanowiony w hołdzie wszystkim uczestnikom antykomunistycznego powstania, przez którego szeregi przewinęło się około 200 tysięcy Polaków. Długo, bardzo długo czekali…

Nadchodzi czas, gdy zostaną godnie pogrzebani i zmówimy modlitwę pod krzyżem na ich mogiłach. Szczęśliwie nie spełniła się poetycka wizja Herberta: ”nie opłakała ich Elektra/ nie pogrzebała Antygona/ i będą tak przez całą wieczność/ w głębokim śniegu wiecznie konać„.

Gdy przed laty książę poetów pisał te słowa, tak mogło się wydawać. Na taki los zostali skazani, ale Polacy unieważnili ten wyrok wydany przez komunistów. I tego już nic nie odmieni, choć nadal będziemy świadkami prób ich zniesławiania. Zbyt wiele karier zostało ufundowanych na ich śmierci, cierpieniu. Funkcjonariusze bezpieki, prokuratorzy, sędziowie, ale i liczna rzesza tych, co zabijali słowem – pisali oszczercze książki, wiersze, reżyserowali i kręcili filmy, rzeźbili pomniki zbrodniarzy.

Dzisiaj wpływowe dzieci i wnuki ”utrwalaczy władzy„ robią wszystko, aby nie została ujawniona prawda o roli ich przodków, służących obcej władzy. To oni nadal rządzą całymi obszarami III RP – skarlałego państwa zbudowanego na ich miarę. Dlatego z takim trudem znajdują się pieniądze na kolejne prace na powązkowskiej Łączce, a Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, o nazwie zupełnie nieadekwatnej do swej działalności, podejmuje skandaliczną decyzję odmowy finansowego wsparcia dla powstającego w Ostrołęce Muzeum Żołnierzy Wyklętych.

Jednocześnie fetuje się komunistycznego oprawcę, najnowszego salonowego pupila z KBW, którego teksty umieszcza się na szkolnej maturze. Ale to nie Zygmunt Bauman czy ojcowie ”konstruktywnej opozycji„ i okrągłostołowej republiki, jak choćby Jacek Kuroń czy Bronisław Geremek, paradujący w czerwonych krawatach, gdy w latach stalinowskich mordowano niepodległą Polską, zawładnęli wyobraźnią młodzieży. Dzisiaj młodzi ludzi śpiewają pieśni, piszą wiersze o rotmistrzu Witoldzie Pileckim czy Danucie Siedzikównie ”Ince„. W czasach wielkiego głodu przyzwoitości troska młodziutkiej sanitariuszki majora Zygmunta Szendzielarza ”Łupaszki„ wyrażona w zdaniu: ”Powiedzcie babci, że zachowałam się jak trzeba„, ma moc niezwykłą.

Zamordowano ich, aby na pustce, która po nich powstała, mogła zostać ustanowiona PRL. W niepodległej Polsce stanowiliby elitę Narodu. Podpułkownik Ciepliński był zawodowym oficerem, jego towarzysze studentami bądź absolwentami wyższych uczelni. Wszyscy, przez całą niemiecką okupację, działali w konspiracji. Najstarszy z nich, mjr Lazarowicz, walczył na ochotnika już w wojnie z Ukraińcami, a potem z bolszewikami. Komunistom nie wystarczyła ich śmierć, musieli odebrać im cześć, pohańbić pamięć. Ci, którzy zdołali opuścić komunistyczne więzienia, byli prześladowani przez dziesiątki lat, niektórzy aż po 1989 rok. Represje dotknęły ich rodzin. Żony, dzieci żyły z piętnem bliskich ”bandytów„.

Łukasz Ciepliński pisał w jednym z grypsów do ukochanej żony: ”Widzisz, Wisienko, zrobili ze mnie bandytę i nie pozwalają mi tego wyjaśnić. To wszystko kłamstwo. Żalę się przed Bogiem, Tobą i Andrzejkiem. Żyję tylko dlatego, aby Ciebie raz jeszcze zobaczyć. Bogu dziękuję, że dał mi tak dobrą żonę. Wierzę, że Andrzejka wychowasz na dobrego Polaka i katolika. Bądź mężna! To dla Boga i Polski„. Życie wdowy po pułkowniku to niekończące się pasmo cierpień i upokorzeń. Skazana przez komunistów na nędzę nie mogła podjąć pracy, zarabiała nauką gry na fortepianie i chałupniczymi zajęciami. W 1972 roku dosięgła ją kolejna tragedia – dotknięty od najmłodszych lat przeżyciami ponad wytrzymałość dziecka, zmarł jej jedyny syn Andrzej, od tego momentu przez ostatnie 18 lat żyła samotnie, wspierana przez dobrych ludzi.

Dzisiaj pamięć o niezłomnych Żołnierzach Wyklętych zwycięża na naszych oczach po ćwierć wieku. Doczekali jakże nieliczni członkowie podziemnej armii, wiernie trwając przy złożonej przed laty przysiędze: ”Być wiernym Ojczyźnie mej, Rzeczypospolitej Polskiej; stać nieugięcie na straży jej honoru; uczynić wszystko, co leży w mojej mocy dla wyzwolenia Polski z pęt niewoli bolszewickiej oraz krajowych czynników komunistycznych i dla osiągnięcia tego celu ponieść wszelkie ofiary, aż do ofiary z życia włącznie„.

Wierność, honor, ofiara – wartości fundamentalne dla naszej łacińskiej cywilizacji, podeptane, wyszydzone, zhańbione przez kapepowsko-bezpieczniackie towarzystwo, które zawładnęło Polską po 1944 roku. Po zwycięstwie pamięci czas na kolejne zmagania, przywrócenie ich rzeczywistego sensu w życiu publicznym. Wtedy dopiero będzie można powiedzieć, że ich walka nie poszła na marne, a Polacy wypełnili testament pozostawiony przez pokolenie antykomunistycznego powstania.

Dr Jarosław Szarek

Nasz Dziennik