Jeszcze dziś, 18 maja, świat dowie się, że Monte Cassino jest w rękach Polaków. Trzeba, żeby wiedzieli potomni, że dla nas góra ta była najbardziej niedostępnym szczytem świata, trudniejszym do zdobycia niż Mount Everest, niż Nanga Parbat. Lecz tędy prowadziła droga do Polski„ – ppor. Witold Domański wyraził po zwycięskiej bitwie nie tylko swoje uczucia, ale wszystkich żołnierzy 2. Korpusu Polskiego.
Monte Cassino, wzgórze ze słynnym benedyktyńskim opactwem, od wieków strzegło jedynej drogi, Via Casilina, prowadzącej z południa Włoch do Rzymu. Dlatego właśnie na nim i sąsiednich górskich masywach, w najwęższym miejscu Półwyspu Apenińskiego, zatrzymał swoje siły niemiecki feldmarszałek Albert Kesselring, cofający się przed nacierającymi aliantami. Niemcy zbudowali tu dwie doskonale umocnione linie obronne: Gustawa oraz Hitlera i obsadzili je m.in. ”najbardziej wyborową jednostką„ – 1. Dywizją Strzelców Spadochronowych, zwaną Zielonymi Diabłami, a także wielką ilością artylerii, moździerzy i broni maszynowej.
Bitwa siedmiu narodów
”Bitwa o Rzym„, czyli o przełamanie linii Gustawa w rejonie Cassino, rozpoczęła się 12 stycznia 1944 roku i trwała przeszło cztery miesiące. W wyjątkowo krwawych i zaciętych walkach wzięło udział siedem narodów, kolejno bowiem niemiecką obronę atakowały wojska: amerykańskie, kanadyjskie, brytyjskie, nowozelandzkie, hinduskie, francuskie i polskie. Monte Cassino zostało zdobyte dopiero w czwartym natarciu – przez 2. Korpus Polski. Hitler nakazał utrzymanie pozycji za wszelką cenę: ”Führer oczekuje zażartej walki o każdą piędź ziemi„ – głosił niemiecki rozkaz.
Jako pierwsi weszli do walki Brytyjczycy, Amerykanie i Francuzi, a także polscy komandosi z kompanii majora Władysława Smrokowskiego. Amerykanie przy forsowaniu wąskiej, ale wezbranej, o stromych i urwistych brzegach rzeki Rapido (Bystra), stracili tysiąc zabitych oraz rannych i musieli się wycofać. Kilka dni później, osłaniani przez Francuski Korpus Ekspedycyjny pod dowództwem gen. Alphonse’a Juina, weszli do miasta Cassino i zajęli wzgórze 593 (potem będą tu walczyli Polacy), jednak wkrótce odstąpili od natarcia.
Drugi, lutowy atak rozpoczął się od doszczętnego zniszczenia przez nalot 229 amerykańskich bombowców i artyleryjski ostrzał założonego przez św. Benedykta z Nursji w 529 roku opactwa na Monte Cassino. Zbombardowania klasztoru zażądał gen. Bernard Freyberg, dowódca szykującego się do natarcia Korpusu Nowozelandzkiego. 576 ton bomb obróciło bezcenny zabytek w gruzy i to właśnie one, przy zachowanych podziemiach zajętych od razu przez ”Zielone Diabły„, uczyniły go twierdzą nie do zdobycia. Tym razem nie powiodły się natarcia Nowozelandczyków i Hindusów. Podobnie było także za trzecim razem, w marcu.
W trzech kolejnych natarciach sprzymierzeni stracili ponad 52 tysiące żołnierzy, w tym przeszło 8 tysięcy poległo.
”Podejmuję się tego trudnego zadania„
Generał Olivier Leese, dowódca brytyjskiej 8. Armii, 24 marca 1944 roku zaproponował gen. Władysławowi Andersowi, aby 2. Korpus Polski przełamał Linie Gustawa i Hitlera, nacierając na masyw Monte Cassino. Polski dowódca dostał na podjęcie decyzji dziesięć minut.
”Jeśli zdobędziemy Monte Cassino, a zdobyć je musimy, wysuniemy sprawę polską – obecnie tak tłamszoną – na czoło zagadnień świata i damy rządowi polskiemu nowy atut w obronie naszych praw„ – stwierdził gen. Anders. Po krótkim namyśle oświadczył, że podejmuje się tego trudnego zadania.
2. Korpus Polski, który w czwartej bitwie miał zdobyć Monte Cassino, zaczął przygotowania do natarcia. Generał Anders przeleciał nad przyszłym polem walki małym rozpoznawczym samolotem zwanym Kubusiem, a zadania podzielił między dwie dywizje drogą losowania: ”Generał Duch, dowódca Karpackiej Dywizji, wywodzącej się z Brygady Kopańskiego i z walk w Tobruku, dowódca 1. Dywizji Grenadierów we Francji, sięgnął pierwszy, wyciągnął węzełek: jego dywizja uderza na 593, opanowawszy to Wzgórze, przejdzie następnymi oddziałami na klasztor. Wzgórze 593 – to jest Góra Ofiarna, na której zgorzały w trzech bezskutecznych natarciach hekatomby amerykańskie, angielskie, hinduskie. Generał Sulik – poprowadzi swoich żołnierzy na Widmo, po jego opanowaniu przejdzie nowymi oddziałami na linię Adolfa. Widmo – to ’wzgórze nie rozeznane na mapie’ przez dowódcę amerykańskiego, który meldował radiem, że przed nim wyrosło nagle Phantom Ridge – Wzgórze Widmo, i zginął„ – relacjonował Melchior Wańkowicz, korespondent wojenny spod Monte Cassino.
”Polacy walczą jak lwy„
11 maja 1944 roku o godzinie 23.00 ryknęły nagle wszystkie baterie, tak zaczynało się czwarte natarcie aliantów. ”Ochłonąwszy nieco z pierwszego szoku, słyszymy, jak cała dolina i wszystkie góry naokoło wibrują nieustannym grzmotem – wspominał mjr Stanisław Faliszewski z 15. Wileńskiego Batalionu „Wilków”. – Cała artyleria amerykańskiej 5. Armii, brytyjskiej 8. Armii i w tym oczywiście 2. Korpusu Polskiego zionęły ogniem. W promieniu obserwacji słuchowej grało tysiąc kilkaset dział – na odcinku zaledwie 4 kilometrów frontu. Równocześnie lotnictwo alianckie bombardowało pozycje niemieckie. Przed nami klasztor i góry zdawały się wznosić i opadać. Od strony Niemców też błysnęło krwawo i zrobiło się piekło na ziemi„.
Po północy, już 12 maja, ruszyła piechota dwóch polskich dywizji. ”Całe powietrze przepojone było trupim jadem. Trupów żołnierzy, zabitych w poprzednich czteromiesięcznych walkach aliantów, które leżały między liniami obrony, nikt nie usunął, a maj był już bardzo gorący. Nadto, pełzające dymy od setek tysięcy pocisków uczyniły z powietrza jakąś maź, której płuca nie mogły wchłonąć, a tu trzeba było ogromnego wysiłku serca i mięśni, aby czołgać się po tych zdradzieckich stokach, pełnych głazów i uskoków„ – wspominał mjr Faliszewski.
”Widziałem, jak wojska polskie szły do ataku. Nie zamierzam licytować, kto z sojuszników lepszy i odważniejszy, ale muszę stwierdzić, że Polacy walczą jak lwy„ – pisał brytyjski dziennikarz. Plutonowy Walery Gorgolewski, ”przecięty ogniem nieprzyjacielskiego ckm przez obie nogi strzela i dowodzi dalej, później drugi raz ranny w piersi unosi się i krzyczy: ’Koledzy, a bijcież tych s…synów’ i wtedy trafiony w głowę strzałem niemieckiego strzelca wyborowego ginie z okrzykiem ’Niech żyje Polska’. W podobny sposób i z tym samym okrzykiem ginie pchor. Edward Gaza, który potajemnie przyłączył się do natarcia, mimo że miał inne zadanie w odwodzie„ – wspominał ppłk Ludwik Domoń.
Mimo ogromnego poświęcenia pierwsze natarcie polskiego Korpusu nie odniosło sukcesu, ale gen. Leese stwierdził, że Polacy w tej fazie walki w zupełności wykonali swoje zadanie, ponieważ związanie przez nich sił przeciwnika pozwoliło XIII Korpusowi Brytyjskiemu na sforsowanie rzeki Liri i uchwycenie potrzebnych przyczółków.
Biało-czerwona na Monte Cassino
Termin drugiego natarcia Polaków wyznaczono na 17 maja. Żołnierze bili się zacięcie i dokonywali prawie nieprawdopodobnych czynów. Gdy Niemcy o godz. 10.00 po raz kolejny uderzyli, kpt. Jan Leśkiewicz zaczął śpiewać ”Jeszcze Polska nie zginęła„. Żołnierze zaintonowali razem z nim słowa hymnu, rzucając się w ogień walk. Pod wpływem postępów oddziałów polskich oraz amerykańskich i francuskich Niemcy wydali rozkazy odwrotowe i z obawy o odcięcie ewakuowali się z klasztoru.
Na rozkaz gen. Bronisława Ducha o godz. 8.45 do opactwa ruszył oddział 12. Pułku Ułanów Podolskich. Trzy kwadranse później ppor. Kazimierz Gurbiel, wachmistrz Antoni Wróblewski i st. ułan Wilhelm Wadas weszli przez mur do ruin klasztoru, gdzie znaleźli tylko kilkunastu rannych Niemców. Od nich dowiedzieli się, że załoga zeszła niedawno do miasteczka Cassino, aby poddać się żołnierzom brytyjskim. Kilkanaście minut później ułan Bryliński przyniósł pułkowy proporczyk, który o godz. 9.50 zaczął powiewać nad zdobytym klasztorem.
”Jest 18 maja 1944 roku, godzina 10.00. Wtem nagle ktoś woła: ’Hej, patrzcie, na klasztorze – biało-czerwona!’ Stajemy na nogi. Wprost ryczymy z radości„ – wspominał Tadeusz Stelmaszyński patrzący na klasztor ze wzgórza 593.
Flagę państwową, na rozkaz gen. Ducha, wywieszono na murach kwadrans przed południem. Wkrótce gen. Anders polecił dodać brytyjską. Hejnał mariacki z ”gruzów na szczycie„ odegrał plut. Emil Czech.
Czerwone maki
”Bóg dał zwycięstwo„ – pisał generał Anders w depeszy do Naczelnego Wodza. Zostało ono jednak okupione ogromnymi stratami. W walkach poległo 923 żołnierzy, a 2931 zostało rannych (Niemców zginęło około tysiąca), ale droga do Rzymu została otwarta. Oddziały sprzymierzonych wkroczyły do Wiecznego Miasta 4 czerwca 1944 roku. Dla generała Andersa najwyższą nagrodą za poniesione trudy była depesza dowódcy Armii Krajowej gen. Tadeusza Komorowskiego ”Bora„: ”Żołnierze Armii Krajowej oddają cześć poległym i żywym uczestnikom zwycięskich walk o Monte Cassino. Wasze boje pełne chwały dodają nam mocy w naszej uporczywej walce„.
Zbocza Monte Cassino ”tonęły w powodzi czerwonych maków„, jak wspominali uczestnicy bitwy. Te czerwone maki na Monte Cassino stały się symbolem polskiej walki i zwycięstwa – może najbardziej za sprawą Feliksa Konarskiego i jego pieśni napisanej w nocy z 17 na 18 maja: ”Czy widzisz te gruzy na szczycie? Musicie! Musicie!! Musicie!!!„. Alfred Schütz od razu skomponował melodię i rozpisał na orkiestrę.
Nazajutrz w kwaterze gen. Andersa w Campobasso na uroczystej akademii dla uczczenia zwycięstwa, gdy Gwidon Borucki, artysta ”Cyrulika Warszawskiego„, wraz z orkiestrą zaśpiewał po raz pierwszy ”Czerwone maki„, płakali wszyscy – artyści i żołnierze. ”Dokoła zryta ziemia, kikuty drzew, rumowiska i dalej, jak okiem sięgnąć, kwitły czerwone maki„ – wspominał Borucki. Potem już zawsze przy wykonywaniu tego drugiego polskiego hymnu przyjmowano postawę na baczność, a maki na Monte Cassino były czerwieńsze, bo z polskiej wzrosły krwi.
W Dolinie Śmierci, czyli na równinie między wzgórzem klasztornym i Górą Ofiarną (593), zbudowano polski cmentarz wojenny. Spoczęło na nim ponad tysiąc żołnierzy. Razem z nimi zostali potem pochowani na Monte Cassino: biskup polowy ks. Józef Feliks Gawlina oraz gen. Władysław Anders. Na cmentarzu wykuto w kamieniu dwie sentencje: ”Przechodniu, powiedz Polsce, żeśmy polegli wierni w jej służbie„ oraz ”Za naszą i waszą wolność my, żołnierze polscy, oddaliśmy Bogu ducha, ciało ziemi włoskiej, a serca Polsce„.
Święty Jan Paweł II, który wielokrotnie odwiedzał cmentarz na Monte Cassino i czytał wypisane na grobach napisy, powiedział: ”Te napisy z tyloma miejscami ziemi polskiej, ze wszystkich stron, od wschodu do zachodu i od południa ku północy – nie przestają wołać tu, w samym sercu Europy, u podnóża opactwa, które pamięta czasy świętego Benedykta – nie przestają wołać tak, jak wołały serca walczących żołnierzy: Boże, coś Polskę przez tak liczne wieki„.

