logo
logo

Zdjęcie: arch./ -

O świętą sprawę niepodległości

Środa, 30 lipca 2014 (02:04)

Pod patronatem „Naszego Dziennika”

 

Z dr Joanną Wieliczką-Szarkową, autorką książki „Powstanie Warszawskie 1944. Gloria Victis”, rozmawia Adam Kruczek

 

W przeddzień 70. rocznicy Powstania Warszawskiego wydała Pani kolejną książkę, tym razem poświęconą tej heroicznej karcie naszej historii. Z jaką intencją pisała Pani tę pracę?

– Jej najważniejszym celem, na który wskazuje też tytuł „Gloria Victis” (chwała pokonanym), jest oddanie hołdu bohaterom Powstania Warszawskiego przez podkreślenie sensu ich walki i ofiary złożonej z własnego życia. Powstańcy oddali je, jak mówił Prymas Stefan Wyszyński, za najsłuszniejsze i najpotężniejsze prawo do wolności, które wpisał w naturę człowieka sam Bóg.

„Powstanie Warszawskie 1944 roku było największym w historii świata buntem ludności milionowego miasta przeciwko okrutnej niewoli” – wskazuje w przedmowie do książki prof. Witold Kieżun, kapral pchor. „Wypad”. Na ile było ono dziełem zbrojnych oddziałów powstańczych, a na ile całej ludności Warszawy?

– Wybuch Powstania był dla większości warszawiaków zaskoczeniem, ale od razu przyjęli je z wielkim entuzjazmem i radością. Ludzie zdecydowanie poparli powstańców, bo nareszcie po pięciu latach poczuli się wolni i uwierzyli, że walka najdalej za kilka dni zakończy się dla nich zwycięstwem. Nikt, włącznie z przywódcami Powstania, nie przewidywał, że będzie ono trwało aż tak długo. Cywile od razu też z własnej woli, bez czekania na wezwanie, pomagali walczącym: gasili pożary, wystawiali warty na dachach i w bramach, transportowali rannych, przenosili prowiant, a przede wszystkim budowali barykady. Generał „Bór” wspominał, że postawa ludności miała duży wpływ na decyzje o kontynuowaniu walki w stolicy.

Opisuje Pani ogrom ofiar wśród ludności cywilnej. Z czego wynikało bestialstwo Niemców?

– Hitler i Himmler rozkazali zabić wszystkich mieszkańców, a miasto zrównać z ziemią. Miał to być „prezent” dla przyszłych pokoleń Niemców, bo ich zdaniem, całe zło pochodziło z Warszawy. Plan „pełnego ludobójstwa” realizowali od pierwszych dni Powstania, zaczynając od rzezi Woli, która pochłonęła ponad 40 tysięcy ofiar.

Czy winni ponieśli po wojnie adekwatną karę?

– Trzeba wyraźnie podkreślić, że żaden niemiecki zbrodniarz nie został ukarany za zbrodnie w Powstaniu Warszawskim. Na przykład odpowiedzialny bezpośrednio za śmierć prawdopodobnie 100 tysięcy ofiar (nie tylko w Warszawie) dowódca specjalnie utworzonej grupy uderzeniowej Heinz Reinefarth po wojnie jako świadek w procesach norymberskich miał być tak niezbędny, że alianci odmówili jego ekstradycji do Polski. W latach 50. Niemcy wybrali go na burmistrza miasta Westerland, stolicy wysepki Sylt. Jako przedstawiciel Bloku Wypędzonych ze Stron Ojczystych i Pozbawionych Praw, bo urodził się w Gnieźnie, reprezentował także obywateli Szlezwika-Holsztynu w landtagu. Do śmierci w 1979 roku był powszechnie szanowanym prawnikiem z generalską emeryturą.

Zbrodni na powstańcach, a zwłaszcza na cywilach, nie dokonywali sami Niemcy. Jak duży był udział formacji kolaboranckich?

– Do tłumienia Powstania Niemcy użyli dwóch batalionów Turkmenów i tyleż samo Azerów oraz pułku z brygady Rosyjskiej Narodowej Armii Wyzwoleńczej (Russkaja Oswoboditielnaja Narodnaja Armija – RONA) płk. Bronisława Kaminskiego. Byli to degeneraci pastwiący się nad ludnością cywilną, zainteresowani wyłącznie piciem wódki, grabieniem i gwałtami. Bestie Kaminskiego dokonały rzezi Ochoty, mordując 10 tysięcy ludzi. Sam dowódca został skazany przez Niemców na śmierć za „unikanie walki, skrajną niesubordynację, grabież prywatnego skarbca i inne przestępstwa”. Zginął wkrótce po kapitulacji Powstania, 4 października 1944 roku, lub wcześniej, 28 sierpnia.

Skąd brała siłę determinacja powstańców i ich postawa walki do końca?

– Powstańcy byli żołnierzami regularnej armii i obowiązywała ich żołnierska przysięga, ale ich determinacja i nieuległość wynikały przede wszystkim z poczucia, że walczą o świętą sprawę, czyli niepodległość, a tę wartość to pokolenie ceniło najwyżej. Kiedy 3 października Stefan Korboński, dyrektor Departamentu Spraw Wewnętrznych Delegatury Rządu, na polecenie Delegata Rządu poinformował przedstawicieli ludności cywilnej o rozkazie opuszczenia miasta, nie wspominając o złożeniu broni i pójściu do niewoli żołnierzy, jeden z obecnych zapytał: „A co się stanie z AK?”. Gdy nie otrzymał odpowiedzi, padły okrzyki: „Jeśli AK zostaje, to my również! Jeśli ma zginąć, zginiemy razem z nią”. Ostatecznie mieszkańcy zaakceptowali kapitulację AK i oddanie się powstańców do niewoli, o czym poinformowano na specjalnym zebraniu.

Potem, w czasie wychodzenia żołnierzy z miasta zdarzało się, że ludzie klękali na ich widok. Wspominali to niektórzy dowódcy. To pokazuje, czym była Armia Krajowa. Polacy klękają tylko, aby uczcić Przenajświętszy Sakrament. W ostatnim powstańczym numerze „Biuletynu Informacyjnego” z 4 października pisano: „Zamknięty przeszło dwumiesięczny okres jednej z najszczytniejszych i najtragiczniejszych zarazem kart naszej historii […]. Klęska, której rozmiarów pomniejszać nie chcemy, jest klęską jednego miasta, jednego etapu naszej walki o wolność. […] Z naszej krwi, z zespołowego trudu i znoju, z męki ciał i dusz naszych powstanie nowa Polska, wolna, silna i niepodległa. Wiarą tą będziemy żyć […]. Wiara ta – to najrealniejszy, najwyższy Testament pisany krwią wielotysięcznych ofiar i Bohaterów Powstania”.

 

Niezwykłym walorem Pani książki jest obecność powstańczej poezji i sylwetek jej najważniejszych twórców. Wręcz profetyczny wymiar miał ostatni wiersz, napisany kilka dni przed śmiercią przez Józefa Szczepańskiego „Ziutka”, zaczynający się od słów: „Czekamy Ciebie czerwona zarazo”. Jaki był los tego wiersza i poetów tego czasu?

– Znane jest stwierdzenie prof. Stanisława Pigonia, że należymy do Narodu, którego losem jest strzelać do wroga brylantami. Powiedział tak, gdy usłyszał o decyzji pójścia do walki Krzysztofa Kamila Baczyńskiego. W czasie Powstania Warszawskiego zginęło wielu znanych i wybitnych poetów oraz pisarzy. Wśród nich, oprócz Baczyńskiego, m.in.: Włodzimierz Pietrzak, Juliusz Krzyżewski, Jan Miernowski, Stanisław Miłaszewski, Tadeusz Gajcy, Zdzisław Stroiński, Juliusz Kaden-Bandrowski czy właśnie „Ziutek”, autor wspomnianej „Czerwonej zarazy”. Po wojnie wiersz ten został przez komunistów skazany na nieistnienie. Zapewne samego poetę, gdyby przeżył Powstanie, też spotkałby podobny los. UB przyszło nawet po nieżyjącego Baczyńskiego.

Jak – Pani zdaniem – można zrekapitulować bilans strat i zysków Powstania?

– Według najnowszych szacunków, w Powstaniu zginęło 12-14 tysięcy żołnierzy i 120-130 tysięcy cywilów, Warszawa została zamieniona przez Niemców w miasto gruzów i grobów. Święty Jan Paweł II mówił, że niektórzy zadają sobie pytanie, czy było to potrzebne, czy było to potrzebne aż na taką skalę. I odpowiadał, iż nie można na ten problem patrzeć tylko w kategoriach czysto politycznych lub militarnych. „Należy raczej w milczeniu skłonić głowę przed rozmiarem poświęcenia, przed wielkością ceny, jaką tamto pokolenie zapłaciło za niepodległość Ojczyzny. W płaceniu tej ceny byli, być może, rozrzutni, ale ta rozrzutność była zarazem wspaniałomyślnością. Kryła się w niej jakaś odpowiedź na to wezwanie, które przyniósł Chrystus, przede wszystkim swoim własnym przykładem, oddając życie za braci: ’Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich’”.

Czy lekcja Powstania jest dziś właściwie wykorzystywana w kształtowaniu postaw patriotycznych młodych Polaków?

– Myślę, że najlepiej robi to Muzeum Powstania Warszawskiego, powstałe dziesięć lat temu i odwiedzone przez blisko 5 mln gości, przeważnie młodych, a które – jak mówił śp. prezydent Lech Kaczyński – zbudowane zostało po to, by pamięć pozostała na zawsze.

Dziękuję za rozmowę.

Adam Kruczek

Aktualizacja 30 lipca 2014 (14:33)

Nasz Dziennik