logo
logo

Zdjęcie: arch-instytutu-prymasowskiego/ -

Kardynała Stefana Wyszyńskiego droga do kapłaństwa

Sobota, 2 sierpnia 2014 (02:00)

Jutro mija 90 lat od święceń kapłańskich Prymasa Tysiąclecia. Wspominając w 1964 roku ostatnie odwiedziny u swojej babci, które miały miejsce ponad 40 lat wcześniej, na kilka miesięcy przed święceniami, Prymas wyznał, że poprosił ją o błogosławieństwo. Żegnając go, powiedziała: „Pamiętaj, jeżeli będziesz złym księdzem, to mi się na oczy nie pokazuj!”. Prymas dodał: „To, co powiedziała w przedziwnej mądrości człowieka prostego, lecz wierzącego, zapadło mi w duszę. Do dziś dnia dobrze to pamiętam i nigdy nie zapomnę”.

Formacja duchowo-intelektualna we Włocławku

W sierpniu 1917 roku, ukończywszy 16 lat, Stefan Wyszyński oświadczył rodzicom, że chce zostać kapłanem. Wybrawszy Włocławskie Seminarium Duchowne, słynące z wysokiego poziomu nauczania teologii, z Andrzejewa, przez Ostrów Mazowiecką i Płock, udał się do Włocławka. Zdawszy pomyślnie egzamin wstępny do Liceum im. Piusa X, został przyjęty do drugiej klasy, stanowiącej zarazem pierwszy rok nauki w Niższym Seminarium Duchownym. 8 kwietnia 1918 roku włożył po raz pierwszy sutannę. W jego pamięci głęboko zapisał się 11 listopada 1918 roku, dzień odzyskania niepodległości przez Rzeczpospolitą, uczczony w katedrze włocławskiej uroczystym nabożeństwem dziękczynnym z udziałem ks. abp. Edmunda Dalbora, Prymasa Polski. Kolejne półtora roku to czas pobierania nauki w liceum i formacji seminaryjnej, wypełniony wykładami i wieloma spotkaniami z prominentnymi przedstawicielami ówczesnego życia filozoficznego i teologicznego.

W czerwcu 1920 roku alumn Stefan Wyszyński wyjechał na wakacje do Wrociszewa, dokąd przeniósł się jego ojciec. Tam zastał go wybuch wojny polsko-bolszewickiej. Jednocześnie pojawiła się u niego ciężka choroba płuc. Po Cudzie nad Wisłą wojska bolszewickie wycofały się z Włocławka, zostawiając za sobą zniszczoną katedrę i gmach seminaryjny. Z początkiem października Stefan podjął naukę w Wyższym Seminarium Duchownym. Wyróżniał się zdolnościami intelektualnymi i pracowitością, a także zmysłem organizacyjnym i samodzielnością w ocenach różnych zjawisk. Współredagując klerycki kwartalnik „Przedświt”, w trzecim numerze, wydanym w lecie 1921 roku, napisał: „Równocześnie z szerzeniem się zła w naszym kraju wzrasta dziwna niechęć, a nawet nienawiść do duchowieństwa katolickiego. Aby przekonać się o tym, wystarczy być na jakimś zebraniu publicznym lub przejechać się tylko koleją. Wszędzie suknia duchowna narażona jest na drwiny, wyśmiewanie, jeśli nie jawne, to ukryte przynajmniej”.

1 kwietnia 1922 roku Stefan Wyszyński w gronie 15 kolegów kursowych przyjął z rąk biskupa Wojciecha Owczarka święcenia mniejsze. Kolejne miesiące wypełniły wykłady, ćwiczenia duchowne, rekolekcje i praktyki duszpasterskie. We wspomnieniach dotyczących tego okresu Prymas przywoływał osoby, które wywarły największy wpływ na jego formację ludzką i kapłańską: ks. Bronisława Ostrzyckiego, ojca duchownego, a także księży profesorów Antoniego Bogdańskiego, Stanisława Chodyńskiego i Józefa Kruszyńskiego oraz biskupa Stanisława Zdzitowieckiego.

W katedralnej kaplicy Matki Bożej Jasnogórskiej

W sierpniu 1923 roku, gdy choroba płuc przybrała na sile, alumn Stefan Wyszyński udał się na kilkunastodniową kurację do Lichenia. Przebywając w tamtejszym sanktuarium maryjnym, pomagał miejscowym kapłanom w pracy duszpasterskiej i w katechizacji. Po powrocie do seminarium powierzono mu funkcję opiekuna uczniów czwartej klasy Liceum im. Piusa X, do którego obowiązków należała pomoc w odrabianiu lekcji oraz opieka podczas wspólnych posiłków i spacerów. 15 marca 1924 roku z rąk biskupa Stanisława Zdzitowieckiego otrzymał święcenia subdiakonatu, a trzy tygodnie później, 5 kwietnia, święcenia diakonatu.

Kolejne tygodnie upływały na przygotowaniach do przyjęcia święceń kapłańskich. Msza Święta prymicyjna była zaplanowana na 6 lipca w kościele parafialnym we Wrociszewie i na ten dzień wydrukowano obrazki prymicyjne z datą i nazwą miejscowości. Jako bezcenną relikwię przechowuję jeden z nich. 21 czerwca diakon Stefan Wyszyński rozpoczął rekolekcje kapłańskie, ale zaostrzająca się choroba zmusiła do ich przerwania i podjęcia leczenia. Lekarz stwierdził tyfus i skierował go do szpitala zakaźnego, gdzie zdiagnozowano postępującą chorobę płuc. Gdy 29 czerwca koledzy kursowi przyjmowali święcenia, on przebywał w szpitalnej separatce. Posługująca w szpitalu s. Józefa Seipp wyprosiła u biskupa Zdzitowieckiego zgodę na udzielenie mu, gdy tylko stan zdrowia ulegnie polepszeniu, święceń kapłańskich. Osobliwością jest mianowanie chorego diakona Stefana Wyszyńskiego wikariuszem katedry włocławskiej, zanim jeszcze został wyświęcony na kapłana. Po wyjściu ze szpitala ponownie podjął kurację w Licheniu, zaś w ostatnich dniach lipca odwiedził rodziców i siostrę we Wrociszewie.

„Kiedy miano mi udzielić święceń – mówił Ksiądz Prymas w 1974 roku we Włocławku – zastanawiano się, gdzie one mają być: w prezbiterium katedry czy w kaplicy prywatnej biskupa. Zdecydowano, że w kaplicy Matki Bożej w katedrze włocławskiej. Byłem wdzięczny ludziom, którzy podjęli tę decyzję, za taki właśnie wybór. To mi dodawało otuchy”. 3 sierpnia 1924 roku diakon Stefan Wyszyński przyjął święcenia kapłańskie z rąk biskupa Wojciecha Owczarka, sufragana diecezji włocławskiej. Biskup, zmagając się z zaawansowaną gruźlicą płuc, w chwili udzielania święceń słaniał się na nogach. Natomiast neoprezbiter po wielu latach (1965) wspominał: „W czasie moich święceń modliłem się, abym mógł być kapłanem przynajmniej jeden rok. Gdy przyszedłem do katedry po święcenia, stary zakrystian powiedział do mnie: ’Proszę księdza! Z takim zdrowiem to chyba trzeba iść na cmentarz, a nie po święcenia…’ Tak wszystko się układało, że tylko miłosierne oczy Matki Najświętszej patrzyły na ten dziwny obrzęd, który miał miejsce, gdy wygodnie mi było leżeć i bałem się chwili, kiedy już będę musiał wstać, bo nie wiedziałem, czy utrzymam się na nogach”. Wracając myślami do dnia swoich święceń, Prymas Tysiąclecia po wielu latach powiedział: „Skoro wyświęcono mnie na oczach Matki, która patrzyła na mękę swojego Syna na Kalwarii, to już Ona zatroszczy się, aby reszta zgodna była z planem Bożym”.

Ks. prof. Waldemar Chrostowski

Nasz Dziennik