logo
logo

Zdjęcie: arch./ -

Pięć czaszek z Cytadeli

Wtorek, 5 sierpnia 2014 (02:04)

Jeśli chcesz dowiedzieć się prawdy o człowieku, nie pytaj jego przyjaciela. Dowiedz się raczej, co myśli o nim wróg. Zajrzyjmy zatem do rosyjskich dokumentów na temat przywódców Powstania Styczniowego, uwięzionych wiosną 1864 roku, skazanych na śmierć i powieszonych na stokach Cytadeli 5 sierpnia 1864 roku. Znajdziemy w nich odpowiedź, dlaczego należy pamiętać o Traugucie i Rządzie Narodowym!

Romuald Traugutt

„Lat 38, aresztowany pod nazwiskiem Michała Czarneckiego, dymisjonowany podpułkownik saperów, katolik, żonaty, mający dwie córki. W kwietniu 1863 roku wstąpił do oddziału buntowników i przyjął kierownictwo oddziałów na Litwie, w powiatach: kobryńskim, prużańskim i brzeskim. Wziął udział w siedmiu potyczkach z rosyjskimi wojskami i po przegranej pod Kołodną uciekł do Krakowa, a 10 października, posługując się paszportem rządu austriackiego, przybył do Warszawy jako agent handlowy pod nazwiskiem Michała Czarneckiego. Przejął główne kierownictwo w Rządzie Narodowym i działał zupełnie niezależnie jako dyktator do momentu aresztowania, tj. do 29 marca (10 kwietnia), lecz odmówił ujawnienia wspólników. Traugutta niejednokrotnie przyzywano na badanie i nie bacząc na wielokrotne perswazje Komisji, pozostawał nieprzejednanym, nie chcąc ujawnić swych wspólników i swoich stosunków z zagranicą, oświadczając przy tym, że przyjął udział w powstaniu i następnie wstąpił do Rządu Narodowego z przekonania, rozumiejąc, że tym przyniesie krajowi korzyść”.

Rafał Krajewski

„29 lat, katolik, kawaler. Komisja śledcza ujawniła, że był dyrektorem departamentu spraw wewnętrznych. W śledztwie zeznał: ’Choćbym miał być powieszony, jednak nikogo nie wydam’”.

Józef Toczyski

„Lat 37, buchalter administracji dróg szosowych, katolik, kawaler. W r. 1848 za wyrokiem sądu wojennego zesłany na Sybir w aresztanckie roty na 7 lat; na mocy amnestii wcześniej zwolniony, powrócił do kraju w roku 1857. W Rządzie Narodowym był dyrektorem departamentu skarbu”.

Roman Żuliński

„Lat 30, nauczyciel gimnazjum, katolik, kawaler. Komisja śledcza ujawniła, że był on dyrektorem rewolucyjnej ekspedytury. W badaniach wstępnych wykazał wyraźny upór, by choćby w najmniejszej mierze ujawnić swoje zbrodnie, potem jednak, doprowadzony wysiłkami Komisji do częściowego przyznania się, wyznał, że był dyrektorem ekspedytury, lecz wyjawił tylko tych ze swych wspólników, o których wiedziano już poprzednio. Ze względu na fanatyczny upór, jaki Żuliński wykazał w swych zeznaniach, Komisja uważa go za bardzo ważnego i szkodliwego politycznego przestępcę”.

Jan Jeziorański

„Lat 30, katolik. Żonaty, ma dwoje dzieci. Był kontrolerem w administracji tytoniu. Komisja ujawniła, że był on komisarzem rewolucyjnej organizacji stosunków z zagranicą i zachodnią częścią kraju. Jeziorański, przyznając się do wykonywania tych obowiązków, w sposób zdecydowany odmawiał ujawnienia wspólników i żadne sposoby przekonywania nie mogły go doprowadzić do zupełnego przyznania się. Komisja uważa Jeziorańskiego za nie mniej szkodliwego od Żulińskiego”.

Takie charakterystyki głównych aresztowanych podał w piśmie z 14 maja 1864 r. do carskiego namiestnika, hrabiego Fiodora Berga, podpułkownik Teodor Tuchołka, prezes Tymczasowej Wojskowo-Śledczej Komisji, powołanej do wstępnego rozpoznania „win” polskich spiskowców. Śledztwo było prowadzone w więzieniu na Pawiaku, okrytym złą sławą szczególnie później, w czasie okupacji niemieckiej 1939-1945. Po zakończeniu postępowania więźniowie wskazani wyżej zostali oddani pod sąd wojenny i umieszczeni w X pawilonie więzienia na Cytadeli. 19 lipca 1864 r. Sąd Polowy skazał pięciu przywódców Powstania Styczniowego na śmierć przez publiczne powieszenie. Wyrok zatwierdził Audytoriat Polowy 30 lipca 1864 roku. Tego samego dnia podpisał go, w imieniu cara Wszechrosji, generał adiutant hrabia Fiodor Berg, carski namiestnik, lokator Pałacu Namiestnikowskiego przy Krakowskim Przedmieściu (dzisiaj siedziba prezydenta RP).

Oszczędzimy Czytelnikowi detalicznego opisu egzekucji. Dość wspomnieć, że przy akompaniamencie marszów wojskowych, wygrywanych przez rosyjską orkiestrę kat powiesił pięciu bohaterów. Kilkadziesiąt tysięcy Polaków zgromadzonych pod szubienicznym wzgórzem padło w tym czasie na kolana, intonując suplikacje: „Święty Boże…”.

Nie udało się zabić pamięci

Po odrodzeniu państwa pierwsze obchody święta narodowego 3 maja odbyły się nie gdzie indziej, ale pod Krzyżem Traugutta, w miejscu męczeńskiej śmierci Rządu Narodowego. 120 tysięcy Polaków ze wszystkich stron scalonego z trzech zaborów państwa wzięło wówczas udział w uroczystościach, obok Naczelnika Józefa Piłsudskiego, ks. kard. Aleksandra Kakowskiego, generalicji i innych wysokich przedstawicieli władz państwowych.

Kolejny raz do tradycji Powstania Styczniowego nawiązali twórcy Polskiego Państwa Podziemnego i jego siły zbrojnej – Armii Krajowej. Warszawskie Dzieci poszły w bój do Powstania cztery dni przed 80. rocznicą stracenia Traugutta i jego współpracowników.

Polska komunistyczna miała problem z Powstaniem Styczniowym. Z jednej strony historycy dostali wolną rękę w opisywaniu kwestii społecznych, zajmowali się zatem walką o zmianę stosunków społecznych. Ale przeszkodą dla propagandzistów PRL był fakt, że Polacy poszli z bronią, a czasem i bez niej – przeciw zaborcy rosyjskiemu. Dlatego wskazywanie na niepodległościowy, wolnościowy, a więc antyrosyjski charakter powstania musieli wziąć na siebie społecznicy.

Ważną rolę odegrał wówczas, nie po raz pierwszy ani ostatni, Kościół. Kapelan Armii Krajowej, powstaniec warszawski, ks. prałat Wacław Karłowicz patronował niezależnym uroczystościom pod Krzyżem Traugutta. Przypominał postacie bohaterskich duchownych doby styczniowego zrywu: ks. bp. Zygmunta Szczęsnego Felińskiego, o. Rafała Kalinowskiego i br. Alberta Chmielowskiego, czyli Adama Chmielowskiego (wszyscy trzej są już dzisiaj świętymi Kościoła), ks. Stanisława Brzóski i innych.

Pod auspicjami Prymasa Polski nawiązywał ks. Karłowicz do rozpoczętego w latach 20. procesu informacyjnego Romualda Traugutta jako kandydata na ołtarza. Po Prymasie Tysiąclecia sprawę przejął ks. kard. Józef Glemp, który osobiście włączał się w obchody, sprawując m.in. polowe Msze Święte pod Krzyżem Traugutta.

Potomkowie szukają grobów

Krąg Pamięci Narodowej z ks. Wacławem Karłowiczem i Stefanem Melakiem na czele oraz Cech Krawców i Włókienników Warszawskich, który opiekował się miejscem stracenia Rządu Narodowego i postawił tam okazały pomnik, gromadzili coraz więcej uczestników na rocznicowych uroczystościach. Zaczęli się na nich pojawiać i ujawniać także krewni bohaterów straconych 5 sierpnia 1864 roku. Byli wśród nich: prezydent RP Ryszard Kaczorowski, Michał Łakomski, krewny Rafała Krajewskiego; Jan Nowak Jeziorański – potomek Jana Jeziorańskiego; Zdzisław Toczyński – potomek Józefa Toczyskiego oraz rodzina samego dyktatora powstania Romualda Traugutta.

Krzyż Traugutta przy ul. Zakroczymskiej jest symbolicznym miejscem uroczystości ku czci straconych przywódców powstania. Do dziś bowiem nie udało się ustalić, gdzie spoczywają szczątki bohaterów.

Jerzy Wągrodzki, kustosz Muzeum X Pawilonu Cytadeli Warszawskiej, mówi: – Nie wydano zwłok chyba żadnego ze straconych po Powstaniu Styczniowym. Rosjanie nie chcieli, żeby groby bohaterów stały się przedmiotem kultu. Miejsca pochówku równano z ziemią, nie mógł zostać żaden ślad. Już markiz de Custine pisał w relacji z Rosji w 1869 r.: „Zrozumiałem, że w Rosji ofiary nie mają grobów”.

– Tę metodę przejęli bolszewicy. Zacierali materialne ślady po ludziach, uważając, że tym łatwiej znikną z pamięci. Potem wzory ze Wschodu przejęli polscy komuniści – tłumaczył tygodnikowi „Niedziela” historyk prof. Wojciech Roszkowski.

Grobów zatem nie mają do dziś Romuald Traugutt, ostatni przywódca Powstania Styczniowego, i czterej jego najbliżsi współpracownicy powieszeni na stokach Cytadeli 5 sierpnia 1864 roku.

11 lat temu wydawało się, że odkryto właściwe szczątki. W kościele na Bielanach ekshumowano fragmenty kości i pięć czaszek z trumny, którą zakonnicy w okresie międzywojennym przenieśli tu spod Krzyża Traugutta. W trumnie znajdowała się kartka z napisem: „Tu znajdują się szczątki z powstania styczniowego – Traugutta i jego towarzyszy”.

Badania genetyczne prowadzone w 2003 r. przez dr. Piotra Kuźniara z Zakładu Medycyny Sądowej Akademii Medycznej w Warszawie niewiele dały. – Zwłoki najpewniej przysypane były wapnem, wyługowano materiał genetyczny. Nie udało się wyodrębnić DNA – podsumował dr Kuźniar. Zabrakło funduszy na dalsze, kosztowne i pracochłonne badania.

Warto wrócić do tej sprawy dzisiaj, kiedy nauka jest bardziej zaawansowana, a w Polsce mamy tak wspaniałych specjalistów, jak ekipa naukowców współpracujących z prof. Krzysztofem Szwagrzykiem z Instytutu Pamięci Narodowej, odpowiedzialnym za dotychczasowe osiągnięcia ekshumacji i identyfikacji szczątków Żołnierzy Niezłomnych na powązkowskiej Łączce i na Służewie.

Kiedy dzisiaj w Polsce trwa bezwzględna walka z pamięcią i tożsamością narodową, gdy władze stolicy wmawiają Polakom, że powstańcy warszawscy oddawali życie za prawa homoseksualistów, a do katalogu symboli powstańczych wpisywana jest bluźniercza homotęcza, ustawiona z diabelską premedytacją na placu Zbawiciela przed wejściem do świątyni Najświętszego Zbawiciela, potrzeba jednoznacznych reakcji i publicznych manifestacji przywiązania do prawdy, Boga, Honoru i Ojczyzny. Dlatego tak licznie gromadziliśmy się przed ponad rokiem, w 150. rocznicę wybuchu Powstania Styczniowego, w katedrze polowej WP i na Marszu Pamięci pod Krzyż Traugutta, 22 stycznia 2013 roku.

Podobnie zgromadzimy się wyjątkowo licznie w 150. rocznicę stracenia przywódców powstania. Mszę Świętą odprawi i homilię wygłosi ks. bp Józef Zawitkowski. Zasadzimy Dąb Pamięci Romualda Traugutta. Będziemy czynić to konsekwentnie, aby przekazywać następnym pokoleniom pamięć o bohaterach, którzy byli i pozostają ucieleśnieniem najwyższych i najdroższych wartości: niezłomnej wiary w Boga i miłości do Ojczyzny.

Andrzej Melak, Łukasz Kudlicki, Krąg Pamięci Narodowej

Aktualizacja 5 sierpnia 2014 (11:13)

Nasz Dziennik