logo
logo

Zdjęcie: John Pavelka/ Licencja: CC BY 2.0/ Wikipedia

Korea Północna totalitarne zniewolenie

Niedziela, 17 sierpnia 2014 (21:20)

Aktualizacja: Wtorek, 9 września 2014 (10:06)

Korea Północna otwiera każdego roku listę krajów, w których dokonują się prześladowania chrześcijan. Miejsce, gdzie jak w powieści Henryka Sienkiewicza „Quo vadis” Chrystus „krzyżowany jest po raz wtóry” w cierpiących chrześcijanach.

Korea Północna nie uznaje prawa do wolności religijnej i jest to jedna z głównych zasad funkcjonowania tego państwa. W stolicy kraju, Phenianie, istnieje tylko kilka chrześcijańskich kościołów (jeden katolicki, dwa protestanckie, od 2006 r. jedna cerkiew prawosławna), a także cztery świątynie buddyjskie, ale nie ma informacji, jak wygląda pod tym względem sytuacja w innych częściach kraju. Brak wolności religijnej jest nierozłącznie związany z samą genezą tworzenia się Korei Północnej. Obecny reżim realizuje program Partii Pracy Korei (KPP), której polityczna ideologia opiera się na zasadzie samodzielności. Partia ta kieruje się zasadą dżucze (samodzielność polityczna, ideologiczna, ekonomiczna, obronna).

IDEOLOGIA DŻUCZE

KPP jest następczynią Komunistycznej Partii Korei, której historia została ukształtowana przez walki wewnątrzpartyjne i krwawe czystki, w które zaangażowane były dwie frakcje – prosowiecka i prochińska. Dżucze, na której zbudowany jest cały system polityczny i gospodarczy Korei Północnej, jest ideologią synkretyczną, która łączy ściśle ze sobą neokonfucjanizm, narodowy maoizm i stalinizm.

W ciągu długich lat ideologia ta doprowadziła kraj do izolacji od reszty społeczności międzynarodowej oraz do rozwoju kultu jednostki pod autokratycznymi rządami „Ojca Narodu” Kim Ir Sena. Doszedł on do władzy w 1948 r., a zmarł w 1994. Jego następcą został jego syn Kim Dzong Il, który przyjął oficjalnie tytuł „Drogiego Przywódcy”, zmarł 17 grudnia 2011 roku. Obecnym „Ojcem narodu” jest jego syn Kim Dzong Un.

Dzięki rządom obu Kimów, ojca, syna, a teraz także i wnuka, traktowanych jak bóstwa, kult jednostki stał się jedyną formą dozwolonej religijności w kraju. Kim Ir Sen i Kim Dzong Il odbierają niemal cześć boską podczas wielu publicznych uroczystości. Używany język i słowa do opisania ich życia i dokonań są doniosłe i mistyczne, analogiczne do tych, jakich używa się podczas uroczystości religijnych. W tym sensie oficjalną religią Korei Północnej jest półpaństwowe bałwochwalstwo, podobne do czczenia dynastii rządzącej.

ZNIKNĘLI BEZ ŚLADU

Korea Północna jest podzielona na trzy katolickie diecezje oraz dodatkowo terytorialne opactwo w Tomwok, które podlega bezpośredniej jurysdykcji Stolicy Apostolskiej.

Represje antyreligijne są stałym elementem polityki władz po podziale półwyspu w 1953 roku. Ta polityka doprowadziła do tego, że północnokoreańscy katolicy zniknęli bez śladu, a zwłaszcza katoliccy biskupi. Stolica Apostolska nadal uważa ich za „zaginionych”. W Roczniku Papieskim są nadal traktowani jako tytularni biskupi miejscowych diecezji. Natomiast władze Korei Północnej traktują ich jako osoby „całkowicie nieznane” i począwszy od lat 80. XX wieku, odmawiają odpowiedzi na wszelkie pytania dotyczące ich sytuacji.

Los biskupów z Korei Północnej jest odzwierciedleniem losu całego Kościoła w tym kraju. W połowie XX wieku 30 proc. ludności Phenianu stanowili katolicy. W czasie wojny koreańskiej (1950-1953) oddziały komunistyczne wkroczyły na południe, aresztując zagranicznych misjonarzy i osoby duchowne, a także chrześcijan koreańskich, ponieważ jako cel postawiono sobie całkowite wymazanie chrześcijaństwa z tych terenów.

Na Północy klasztory i kościoły zostały zniszczone, a zakonnicy i księża aresztowani i skazani na śmierć. Los ten podzielił nawet apostolski delegat ds. Korei ks. bp Patrick James Byrne. Chociaż wyroku w stosunku do niego nigdy nie wykonano, zmarł rok później w obozie koncentracyjnym w wyniku ciężkich warunków i głodu, których zaznał.

W zasadzie bardzo niewiele wiadomo, co działo się z chrześcijanami w Korei Północnej w kolejnych latach po zakończeniu wojny. Los 166 księży i zakonników, którzy pod koniec wojny pozostali w Korei Północnej, nie jest również do tej pory wyjaśniony. Aż w latach 80. XX wieku, kiedy się o nich upominano, oficjalne władze Korei Północnej zawsze odpowiadały: „Te osoby są nam całkowicie nieznane”.

Dziś w Korei Północnej nie ma żadnych duchownych i dlatego nie odbywają się tam żadne obrzędy i uroczystości religijne. Choć według oficjalnych danych w Korei Północnej żyje około 4 tys. katolików i około 11 tys. protestantów. Tymczasem na podstawie źródeł, do jakich ma dostęp agencja AsiaNews, rzeczywista liczba katolików w tym kraju nie przekracza 200 osób, a większość to osoby w podeszłym wieku. W Korei Północnej istnieją tylko trzy oficjalnie zarejestrowane miejsca kultu chrześcijańskiego: dwa protestanckie i jeden katolicki.

BEZWZGLĘDNE REPRESJE

Od momentu, gdy reżim doszedł do władzy, chrześcijanie są poddawani bezwzględnym represjom. Ogólnie nie są respektowani z powodu przypisywanej im nielojalności wobec władz, a także z powodu podejrzanych związków z Zachodem. Dlatego też większość katolików musi praktykować swą wiarę w ukryciu. W tym komunistycznym kraju ujawnienie, że ktoś uczestniczy we Mszy św. w miejscu, które nie jest wyznaczone przez władze, może oznaczać aresztowanie, tortury, a nawet śmierć (za posiadanie Biblii również grozi kara śmierci).

W dniu 16 czerwca 2009 r. 33-letniego chrześcijanina Ri Hyon-oka skazano na śmierć i wyrok wykonano „za rozprowadzanie Biblii”. Członkowie jego rodziny trafili do więzienia. W Korei Północnej istnieje zasada odpowiedzialności zbiorowej, która dotyka nie tylko najbliższych, a nawet dalszych krewnych, lecz również sąsiadów.

Liczba osób usiłujących wyemigrować z powodu głodu lub z przyczyn religijnych jest bardzo duża. Jeśli zostają schwytane, są skazywane na śmierć albo przymusowe prace. Porozumienie między Chinami i Koreą Północną czyni sytuację jeszcze bardziej dramatyczną. Dyktatura Chińskiej Republiki Ludowej zgodziła się bowiem uznać północnokoreańskich uciekinierów za „nielegalnych uchodźców” i schwytanych na terytorium Chin zmusza do powrotu do kraju.

ZAGŁADA DZIECI

Park Sun-ja, 28-latka, której udało się uciec z Korei Północnej, na jednej z międzynarodowych konferencji zaświadczyła o naruszaniu praw człowieka w swojej ojczyźnie. Kobieta potwierdziła, że do tej pory powszechnymi praktykami w obozach przetrzymywania w Korei Północnej są: przymusowa aborcja oraz dzieciobójstwo.

– Słyszałam płacz matek i dzieci przez zasłony szpitala. Pewnego dnia przez częściowo uchyloną zasłonę zobaczyłam na własne oczy, jak pielęgniarka przykryła twarz noworodka mokrym ręcznikiem i udusiła go. Dziecko przestało płakać po około 10 minutach – opowiadała Koreanka. – Wszyscy więźniowie wiedzą, że dzieci są zabijane zaraz po urodzeniu. Owija się je w kawałek materiału i pali na znajdującym się przy obozie wzgórzu.

Jak wynika z jej relacji, w obozach powszechną praktyką są też zastrzyki z leków wywołujących przedwczesny poród.

– Nie potrafię sobie wyobrazić, jak czuła się tamta kobieta. Słyszałam o wydarzeniach takich jak te, ale po tym, jak zobaczyłam je na własne oczy, czułam, że nie żyję już w cywilizowanym społeczeństwie – mówi Park Sun-ja, która do obozu trafiła w 2002 r., gdy usiłowała uciec do Chin. Skazana została na dwa miesiące pozbawienia wolności w obozie przetrzymywania w prowincji Shinuiju. Tam stała się świadkiem owego dzieciobójstwa. W 2002 r. udało się jej ostatecznie uciec do Korei Południowej.

Obecna pielgrzymka Papieża Franciszka do Korei Południowej niesie nadzieję, że świat zwróci swoje oczy na cierpienie nie tylko chrześcijan, ale całego społeczeństwa żyjącego w największym „obozie koncentracyjnym”, jakim jest Korea Północna.

KOREAŃSCY ŚWIĘCI

Ową nadzieję pogłębia także beatyfikacja, której dokona Papież Franciszek podczas pielgrzymki do Korei Południowej. Wyniesiony do chwały ołtarza zostanie Koreańczyk Paweł Yun Ji-chung i jego 123 towarzyszy zamordowanych w Korei z nienawiści do wiary w latach 1791-1888.

Błogosławiony Paweł urodził się w 1759 roku w szlacheckiej rodzinie. Został ochrzczony w 1787 roku już jako dorosły mężczyzna. Nawrócił się dzięki krewnemu. Czynił siebie świeckim apostołem. Tym, co otrzymał od swojego wuja, dzielił się z innymi, pociągając ich do wiary w niełatwych dla chrześcijaństwa czasach.

W 1790 roku Paweł, a wraz z nim i inni chrześcijanie, odmawiają praktyk kultu przodków oraz sprzeciwiają się konfucjanizmowi. Rozpoczął się wtedy czas polowania na wszystkich odrzucających kult przodków. Paweł i jego towarzysze przez krótki czas ukrywają się, ale gdy dociera do Pawła wiadomość o aresztowaniu jego krewnych, wychodzi z ukrycia. Aresztowany, zostaje skazany i stracony 8 grudnia 1791 roku. Wyrok został wykonany przez ścięcie, a Paweł, idąc na męczeńską śmierć, zanosił modlitwy do Jezusa i Jego Najświętszej Matki.

Historia życia bł. Pawła i jego towarzyszy staje się mocnym przykładem dla współczesnych chrześcijan żyjących w Korei Północnej. Ich życie podobne jest to drogi męczenników XVIII wieku. Również oni poznają wiarę w Chrystusa przez świadectwo życia innych chrześcijan. Często świeckich, bo żyją w kraju pozbawionym duchownych. Przyjmując chrzest, sami stają się apostołami, którzy w niełatwych czasach niosą ewangeliczne przesłanie nadziei i triumfu miłości kolejnym ludziom doświadczającym okrucieństw totalitaryzmu. Niejednokrotnie też pełni ufności podejmują męczeństwo, przyzywając wstawiennictwa Jezusa i Maryi, ufni w to, że Ten, w którego ręce powierzają swój los, z ich męczeństwa wyprowadzi dobro, a z ich śmierci życie.

ks. Rafał Cyfka

Nasz Dziennik