logo
logo

Zdjęcie: Amanda Slater/ Licencja: CC BY-SA 2.0/ Wikipedia

Szkocja a sprawa polska

Czwartek, 18 września 2014 (02:00)

Aktualizacja: Niedziela, 12 października 2014 (15:43)

Szkoci zadecydują dziś o swojej przyszłości, a pośrednio również o przyszłej roli Wielkiej Brytanii we współczesnym świecie. To głosowanie pośrednio wpływa również na bezpieczeństwo Polski i innych krajów europejskich.

Szkoci zjednoczyli się ponad 300 lat temu z Wielką Brytanią w sposób dobrowolny. Król Szkocji został w 1707 roku królem Wielkiej Brytanii. Przez ostatnie trzy wieki Szkocja korzystała z rozwoju brytyjskiej gospodarki, kolonizacji, polityki zagranicznej. Nacjonaliści szkoccy mówią dzisiaj: nie potrzebujemy już Wielkiej Brytanii, gdyż mamy własne zasoby ropy na Morzu Północnym i większe dochody niż Anglia. Taka postawa historycznie jest mało lojalna. Na pewno nie jest to fair.

Ważne pytania

Jeśli Szkocja zostanie niezależnym państwem pod przywództwem nacjonalistycznej partii Szkocji – Scotish National Party – wówczas nastąpi osłabienie siły wojskowej Wielkiej Brytanii. Nacjonaliści szkoccy już zapowiedzieli, że brytyjskie okręty wojskowe nie będą miały wstępu na terytorium Szkocji. Chodzi oczywiście głównie o okręty posiadające ładunki nuklearne. Taka postawa jest zrozumiała dla państwa niezależnego. Każdy suwerenny byt państwowy nie może akceptować obecności wojsk obcego państwa na swoim terytorium.

Szkocja jako niepodlegle państwo wpadnie w pułapkę, w którą często wpada każdy młody nacjonalizm. Musi on ciągle zaznaczać swoją niezależność poprzez atakowanie swoich sąsiadów, również tych, którym wiele zawdzięcza. Polityka bezpieczeństwa europejskiego nie rządzi się jednak ideologią nacjonalistyczną.

W sytuacji gdy na wschodnich rubieżach Europy tli się wojna, ewentualne wyjęcie terytorium Szkocji z konstrukcji bezpieczeństwa europejskiego nie jest dla nas dobrą wiadomością. Nowe państwo szkockie byłoby poddawane różnego typu infiltracji wywiadów państw obcych, często antyeuropejskich, tych samych, które infiltrują polskie terytorium. Nowy rząd Szkocji w zamian za doraźną pomoc finansową, a pomocy tej będzie bardzo potrzebował na początku istnienia, gotów byłby na wyprzedaż swojej niezależności militarnej w zamian za dopływ gotówki z innych źródeł niż dotychczasowe. Rząd w Londynie oświadczył bowiem, że po ogłoszeniu przez Szkocję niepodległości wspólna moneta – funt brytyjski – zostanie wycofana ze Szkocji. To również jest zrozumiałe i normalne zachowanie – rząd centralny w Londynie nie może bowiem finansować i składać się na spłatę wspólnego deficytu budżetowego wraz z państwem, które prowadzi nacjonalistyczną politykę skierowaną przeciwko brytyjskiemu rządowi. Ewentualne powstanie państwa szkockiego wpłynie bezpośrednio na osłabienie Wielkiej Brytanii i NATO. Sekretarz generalny Paktu oświadczył już, że zgodnie z prawem międzynarodowym Szkocja będzie musiała wnioskować o wstąpienie do Sojuszu, gdyż z chwilą ogłoszenia niepodległości członkiem tej organizacji nie będzie. Nie trzeba chyba tłumaczyć, w jakiej dużej stolicy odkorkowany zostanie szampan w dniu wyjęcia terytorium Szkocji (jedna trzecia terytorium Wielkiej Brytanii) ze struktury NATO. Nikt dzisiaj nie wie, kto i na jakich zasadach wejdzie w tę przestrzeń.

Pobłażliwość nie popłaca

Ten czarny scenariusz wydaje się do uniknięcia. Ostatnie sondaże dają minimalne zwycięstwo tym, którzy będą głosować przeciwko powstaniu państwa szkockiego. Warto jednak odpowiedzieć na pytanie, jak doprowadzono do tej krytycznej dla Wielkiej Brytanii sytuacji.

Główna przyczyna to 15 lat polityki rządów lewicowych premiera Tony Blaire’a i Jamesa Browna, którzy dla pozyskania głosów przy każdych kolejnych wyborach samorządowych i parlamentarnych obiecywali i dawali coraz większe uprawnienia separatystom szkockim w dziedzinie edukacji, polityki społecznej, samorządowej, finansowej (duża niezależność Banku Szkocji). Dzięki temu powstała struktura federalna w Szkocji, z parlamentem i rządem, którego szefa tytułuje się pierwszym ministrem (First minister). W ten sposób umożliwiono powstanie prawnej i społecznej sytuacji, w której rozpisanie referendum było prawnie możliwe i legalne.

Po przyznaniu Szkocji przez poprzedni rząd socjalistyczny w Londynie wielu uprawnień separatystycznych ta absurdalna z punktu widzenia Londynu sytuacja w ogóle stała się możliwa. Obecni liderzy Partii Pracy oraz obydwu partii rządowych idą zresztą w ostatnim czasie tą samą drogą. Obiecują Szkocji jeszcze większą niezależność w dziedzinie polityki zdrowotnej i fiskalnej, jeżeli w referendum Szkoci zagłosują przeciwko odłączeniu się od Wielkiej Brytanii. Jedynie Nigel Farage i jego Partia Niepodległości Wielkiej Brytanii w swojej retoryce przeciwko odłączeniu się Szkocji używają argumentów konserwatywnych, historycznych i przypominają o konieczności odejścia od socjalistycznych metod zarządzania gospodarką. Zwracają uwagę na to, że niepodległość Szkocji tak naprawdę oznaczać będzie zależność od innych wielkich graczy międzynarodowych z Unią Europejską na czele.

Dariusz Sobków

Nasz Dziennik