logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Słaby, partyjny gabinet

Czwartek, 2 października 2014 (09:52)

 

Z dr. Tomaszem Telukiem, politologiem, prezesem Instytutu Globalizacji, rozmawia Mariusz Kamieniecki

 

W swoim wystąpieniu premier Kopacz wiele uwagi poświęciła kwestii odbudowania zaufania Polaków do rządu i polityków. Czy jeżeli chodzi o tę formację, jest jeszcze co odbudowywać?

– O tym zadecydują wyborcy w przyszłym roku, bo mimo wszystko wybory parlamentarne są najważniejszym wyznacznikiem poparcia dla ugrupowań politycznych. Prawdopodobnie jest to jednak ostatni rząd w historii Platformy Obywatelskiej i co do tego nie ma się co łudzić.

Platforma miała wystarczająco dużo czasu, aby zbudować czy odbudować zaufanie do polityków, tymczasem stało się coś zupełnie  odwrotnego. Chyba w całej historii nie mieliśmy rządu, który składał tak dużo obietnic bez pokrycia, jak rząd Platformy wspierany przez PSL.  W tym zakresie premier Kopacz rzeczywiście kontynuuje retorykę Donalda Tuska, łącznie ze składaniem obietnic bez pokrycia i mówieniem tego, co chcą usłyszeć wyborcy. Myślę, że liczy się też z tym, że tych obietnic nie dotrzyma. Dlatego opowieści o odbudowie zaufania do rządu i polityków w mojej ocenie, poza retoryką, nie mają żadnej wartości.  

Stała rozmowa z ludźmi i wsłuchiwanie się w ich problemy ma być wyróżnikiem tej ekipy. Słuchając tych słów, można odnieść wrażenie, że PR w tym rządzie zaczyna dominować już na starcie…

– Nie inaczej. Weźmy chociażby interwencje w sprawie zamykania kopalni, przecież politycy i rząd PO miał wystarczająco dużo czasu, żeby rozwiązać problemy polskiego górnictwa. Dlatego zapowiedzi Ewy Kopacz, że jej rząd w ciągu roku zrobi coś, czego nie potrafił zrobić jej poprzednik przez kilka ostatnich lat, jest zwyczajnie śmieszne i brzmi fałszywie.

Jeżeli dziś premier – jak twierdzi – znalazła sposób na uzdrowienie polskiego górnictwa i spowoduje, żeby ta gałąź naszej gospodarki stała się rentowna, żeby nie trzeba było kupować tańszego węgla z Rosji, to dlaczego nie zrobiła tego poprzednia ekipa? Dlatego według mnie takie zapowiedzi są zwyczajnym czarowaniem wyborców, mamieniem ich obietnicami, które nie zostaną spełnione.   

„Mój rząd zapewni bezpieczeństwo Polsce” – obiecała Ewa Kopacz i zapowiedziała wzrost wydatków na obronność do 2 proc. PKB od 2016 r. Czy po tych słowach czuje się Pan bardziej bezpieczny?

– Gdyby tylko od wydawania pieniędzy zależało nasze bezpieczeństwo, to moglibyśmy być spokojni. Niestety tak nie jest. Okazuje się bowiem, że nie tylko polski rząd nie jest w stanie zapewnić bezpieczeństwa naszemu krajowi, ale nie są w stanie zapewnić tego bezpieczeństwa także znacznie potężniejsi niż my nasi sojusznicy.

Wszystko zatem wskazuje na to, że obywatele sami będą zmuszeni zadbać o swoje bezpieczeństwo. Słyszymy, że na wschodzie Polski zarówno samorządy, jak i lokalny biznes chcą finansować oddziały samoobrony przed ewentualną napaścią. To pokazuje, że nikt w Polsce nie wierzy w gwarancje rządu co do bezpieczeństwa.

Tak naprawdę nie robi się nic, żeby zapewnić bezpieczeństwo Polsce, nawet nie mamy czym postraszyć Rosji. Tymczasem wystarczyłoby wzorem innych państw europejskich wziąć udział w programie Nuclear Sharing, czyli niejako dzierżawić dostęp do broni atomowej, co zrobiło już osiem krajów, zapewniając sobie w ten sposób spokój, bo przecież nikt nie zdecyduje się na konfrontację militarną z krajem, który ma dostęp do broni nuklearnej.

Podobnie jest z tarczą antyrakietową, która wzorem chociażby Izraela już dawno powinna zostać zbudowana u nas w Polsce. Dlatego żeby spać spokojnie, powinniśmy modernizować naszą armię sukcesywnie, a nie zrywami wtedy, gdy coś się dzieje. Niestety rząd tego nie robi, a sama zapowiedź wydatków jeszcze o niczym nie świadczy i bynajmniej nie jest zwiastunem poprawy bezpieczeństwa Polski.       

Premier Kopacz zaapelowała do Jarosława Kaczyńskiego – jak to określiła „o zdjęcie z Polski klątwy nienawiści”. Kiedy słuchałem tych słów, to zastanawiałem się, kto z kogo powinien zdejmować klątwę…

– Stara prawda głosi, że jeżeli chcemy zmieniać świat, to powinniśmy zacząć od siebie. Tymczasem życie pokazuje, że chętniej dostrzegamy belkę w cudzym oku niż w swoim. Jest to psychologia przeniesienia, zgodnie z którą to, co powinien zrobić rząd, chce, aby zrobili inni. Jarosław Kaczyński, który podszedł do Donalda Tuska i uścisnął mu dłoń, powiedział, żeby nie wierzył, że go nienawidzi. Myślę, że tak rzeczywiście jest, że ta nienawiść, o której mówiła dziś premier Kopacz, wskazując na PiS, w rzeczywistości wylewa się z obozu rządzącego, któremu opozycja coraz bardziej stąpa po piętach.

Jeżeli natomiast okazałoby się, że PO w tzw. nowym rozdaniu zmieni swą retorykę i nie będzie skupiała się na konfrontacji, a zacznie jednoczyć Polaków, to z pewnością znalazłaby w tym partnera. Jednak nauczony doświadczeniem bardzo wątpię, że za słowami pani premier pójdą czyny.       

Czy zaskoczył Pana skład rządu Ewy Kopacz?

– Oprócz osoby premiera, bo nie wiem, czy Ewa Kopacz jest najlepszym wyborem na trudne czasy, jakie przeżywamy, zaskoczeniem jest powrót na rządowe salony Grzegorza Schetyny, człowieka jakby nie było skompromitowanego i odsuniętego od władzy przez samego Donalda Tuska, który teraz ma występować w roli ministra spraw zagranicznych.

O niespodziankach możemy mówić także w przypadku obsady stanowiska ministra spraw wewnętrznych przez Teresę Piotrowską czy resortu transportu przez Marię Wasiak. Niestety nie brzmi to zachęcająco, tym bardziej mało wiarygodnie oceniać można osobę Marii Wasiak, która jako prezes PKP na odchodne przyznała sobie odprawę w wysokości pół miliona złotych. Jeżeli do tego dodamy Cezarego Grabarczyka jako ministra sprawiedliwości, to naszym oczom ukazuje się słaby, partyjny gabinet.

Polityka rządu wobec kryzysu na Ukrainie ma być pragmatyczna, tak stwierdziła Ewa Kopacz. Czy nie jest to deklaracja spóźniona, zwłaszcza po szkodliwej polityce Radosława Sikorskiego, przez którą więcej straciliśmy, niż zyskaliśmy…?

– Polska, jeśli chodzi o politykę wobec Ukrainy, powinna grać według swoich własnych reguł i interesów. Musimy być świadomi, że Europa Środkowa na dobrą sprawę nigdy nie przestała być areną walki wielkomocarstwowej. Dlatego nie możemy być naiwni i powinniśmy dbać o swoje własne interesy, i nie dać się ogrywać Kremlowi, Brukseli czy Waszyngtonowi.

Widać wyraźnie, w jakiej pozycji ma być ustawiona Polska jako bufor bezpieczeństwa dla państw zachodnich. W wypowiedzi chociażby kanclerz Merkel słychać wyraźnie, że Niemcy nie będą ginąć za Warszawę, ale Polacy za Berlin… dlaczego nie. W tej sytuacji nie powinniśmy się dać zwodzić deklaracjami, że w razie czego to ktoś nam pomoże.

Historia jest najlepszą nauczycielką życia i pokazuje, jak zostaliśmy potraktowani przez sojuszników w 1939 r., kiedy pozostawiono nas samych sobie. Dlatego mamy dbać o swoje interesy narodowe i o własne bezpieczeństwo. Odważna postawa Ukrainy pokazuje, że można przeciwstawić się imperialnym zakusom nawet największego agresora.   

Czy podziela Pan pogląd premier Kopacz, która w exposé powiedziała m.in., że dzięki przewidywalnej i wiarygodnej polityce ostatnich lat Polska wreszcie weszła do „europejskiej pierwszej ligi” i zaczęła odgrywać odpowiadającą jej potencjałowi i aspiracjom rolę?

– Nie bardzo wiem, co ma być wyznacznikiem takiego tryumfalizmu, ale wydaje mi się, że od jakiegoś czasu jest to „awans” ugodowego Donalda Tuska na stanowisko szefa Rady Europejskiej. Jeżeli to ma być ten sukces, to tak naprawdę nie mamy się czym pochwalić.

Oprócz obsady stanowisk jest wiele rzeczy ważniejszych, których nie udało się załatwić, a które szkodzą polskiej gospodarce. Chociażby wspomniany w exposé pakiet klimatyczny, który jest bardzo niebezpieczny dla Polski, bo obciążający polskie gospodarstwa domowe, gdzie rząd nie wykazał się żadną determinacją, aby od niego odstąpić.

Mało tego, rząd nie ma pomysłu, żeby odwrócić tę niekorzystną dla Polski tendencję. Samo blokowanie odbywa się kosztem ustępstw w innych, także ważnych obszarach. Polska stoi na węglu i jeszcze przez długie lata powinna wykorzystywać ten potencjał, czy to się komuś podoba, czy nie i polski rząd powinien jasno i wyraźnie to artykułować. Gra idzie o nasze bezpieczeństwo energetyczne. Tak czy inaczej nie podzielam optymizmu premier Kopacz co do pozycji Polski w Europie.

Słaby rząd, słaby premier, jakie są zatem perspektywy dla Polski na najbliższy czas?

– Będzie to rząd przetrwania. Obiecać można wiele, gorzej z realizacją. Myślę, że warto zapamiętać tezy z exposé premier Kopacz, żeby przekonać się i to już wkrótce, czy i jak Platforma Obywatelska dotrzymuje obietnic. Jeśli po raz kolejny okaże się, że z deklaracji pozostały tylko słowa, to wyborcy wystawią tej formacji rachunek za całokształt. Osobiście nie spodziewałbym się po tym rządzie niczego wielkiego, jak krótkie było exposé, tak krótki będzie okres trwania gabinetu Ewy Kopacz.    

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl