Mistrz uników i pustych frazesów, celebrujący swój urząd z nieznośnym paternalizmem, zabrał głos. Co Bronisław Komorowski ma do powiedzenia Polakom na tydzień przed wielką manifestacją, jaka w obronie Telewizji Trwam przejdzie przed Pałacem Prezydenckim? Jak zwykle – niewiele, a właściwie nic. 4 miliony ludzi na umowach śmieciowych? 2 miliony Polaków za chlebem i pracą na emigracji? Szybujące w górę bezrobocie, bankructwa firm? Zapaść w służbie zdrowia, w edukacji, patologie na styku władzy wykonawczej, ustawodawczej i sądowniczej, co tak dobitnie wykazał ks. bp Antoni Dydycz podczas Pielgrzymki Ludzi Pracy na Jasną Górę. Te wszystkie dramaty, oczywisty efekt win i zaniechań obecnego układu politycznego, nie zaprzątają uwagi prezydenta.
W sobotnim wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” roztacza za to propagandowe miraże, ogłaszając z dezynwolturą: „Nie mamy kryzysu państwa”. Kłamstwo o tym, że państwo „zdało egzamin” w przypadku katastrofy smoleńskiej, wyjątkowo jaskrawo wyszło na jaw w ostatnich dniach. Ile warte były zapewnienia Ewy Kopacz o tym, że „Przekopywano z całą starannością ziemię na głębokości ponad metra i przesiewano ją w sposób szczególnie staranny. Polscy patomorfolodzy pracowali ręka w rękę z patomorfologami rosyjskimi”, pokazał niewyobrażalny skandal z zamianą ciał ofiar katastrofy smoleńskiej i kolejne ekshumacje.
Nie trzeba wcale wysilać wzroku, by dostrzec, że parapaństwo istnieje naprawdę i pokazało swe oblicze nie tylko w przypadku Amber Gold. Prokuratura uniewinnia bandytów z mafii pruszkowskiej; umarza śledztwo w sprawie cywilnego wątku śledztwa smoleńskiego – odpowiedzialności urzędników kancelarii premiera za organizację lotów do Katynia i Smoleńska 7 i 10 kwietnia 2010 r., choć zebrany materiał dowodowy jest obfity. Nie ma winnych, nikt za nic nie odpowiada.
Komorowski, usatysfakcjonowany stanem państwa („jesteśmy źródłem nadziei” – dla Unii Europejskiej!), ma za to „pewien kłopot”. Nazywa się on Robert Frycz i jest autorem satyrycznego portalu Antykomor. Bloger został właśnie skazany przez sąd okręgowy na 15 miesięcy prac społecznych. Głowa państwa zapewnia, że twórczości pana Frycza ani nie zna, a jego samego nie pragnie poznać. Skromnie ustawiając się w roli bezstronnego arbitra, nie wie, czy sąd wymierzył karę adekwatną. Czyli kara musi być! Furda, że w USA w najlepsze działają setki stron satyrycznych o Baracku Obamie i nikomu nie przyjdzie na myśl wysyłać bladym świtem ekipę agentów FBI do domów, rekwirować sprzęt komputerowy i sadzać blogerów na ławie oskarżonych. Gdyby Obama chciał zamknąć usta swoim krytykom, wykorzystując do ograniczenia wolności słowa przykład prezydentów, którzy zostali zamordowani w trakcie pełnienia urzędu (Abraham Lincoln, James Garfield, William McKinley, John Fitzgerald Kennedy), byłby skończony w oczach elektoratu.
Tymczasem Bronisław Komorowski w rozmowie z dziennikarzem „Wyborczej” reanimuje lewicowego potwora, porównując wirtualną aktywność autora Antykomora z zamachem na prezydenta Gabriela Narutowicza. „Muszę też przyznać, że w dotychczasowej debacie na ten temat zabrakło mi refleksji, że do »gier« ze strzelaniem do prezydenta powinno się podchodzić z lepszą pamięcią o tym, że to w Polsce – historycznie wcale nie tak dawno – zastrzelono prezydenta Gabriela Narutowicza”.
W środowisku politycznym, z którego wywodzi się prezydent Komorowski, czyli Unii Wolności, narodowa tragedia z 1922 r. służy jako pałka do okładania patriotów i środowisk narodowych. Teraz sięga po nią człowiek, który włączając się w animowany przez jego przyjaciela z Biłgoraja „przemysł pogardy”, mówił o podróży prezydenta Lecha Kaczyńskiego do Gruzji podczas agresji rosyjskiej: „Jaka wizyta, taki zamach, bo z 30 metrów nie trafić w samochód, to trzeba ślepego snajpera”. Który nie wyjaśnił, co miał na myśli, mówiąc kilka miesięcy przed katastrofą smoleńską: „Przyjdą wybory prezydenckie, albo prezydent będzie gdzieś leciał, i to się wszystko zmieni”.
Na okładce sobotniej „Wyborczej”, nad zapowiedzią rozmowy z Bronisławem Komorowskim, redakcja zamieściła olbrzymie zdjęcie Zbigniewa Herberta i tytuł „Pan Cogito zawsze wolny”. Czysta prowokacja intelektualna. Poeta przypomniałby rozmówcy gazety: kto „przyjmuje rolę poślednią/ nie będzie mieszkał w historii” („Gra Pana Cogito”).

